adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

wysokość kary umownejCzęsto mam okazję wspólnie z właścicielami agencji marketingowych sprawdzać projekty umów, albo towarzyszyć im w negocjowaniu zapisów tych projektach.

Bywa z tym różnie.

Czasami idzie jak po maśle, a czasami jest cały czas pod górkę i umowa jest aż czerwona od poprawek.

Jest jednak jeden, żelazny punkt każdej umowy, gdzie zawsze musimy się zatrzymać i nieco podumać.

Tym punktem jest wysokość kary umownej.

I niestety się w naszym pięknym kraju utarło, że kary umowne wypada wpisywać do umów w bajońskich sumach.

Wszystko zgodnie z logiką „im bardziej surowa kara tym bardziej odstrasza„.

Osobiście zgadam się z tym, że kara umowna istotnie ma odstraszać stronę, która chciałaby naruszyć umowę.

Tylko takie małe zastrzeżenie: z tą surowością to inaczej się sprawy mają.

Co wspólnego ze sobą ma wysokość kary umownej i doliniarstwo?

Nigdy nie zapomnę anegdotki opowiedzianej przez profesora na pierwszym roku studiów prawniczych.

Siedziałem wtedy z moją przyszłą żoną (i wspólniczką) na wykładzie z prawa karnego.

Temat? Coś w stylu „Czy surowe kary zmniejszają ilość przestępstw?„.

Wykładowca opowiadał nam o karach cielesnych stosowanych w czasach średniowiecznych.

Były one okrutnie surowe i często wykonywane publicznie (ku przestrodze!).

I tak na przykład pospolity doliniarz mógł otrzymać wyrok w postaci…obcięcia rąk!!!

A że w średniowieczu nie było Netflixa, Pudelka, ani nawet ligi podwodnego hokeja toteż na wykonywanie wyroków przychodziły tłumy gapiów.

W takim tłumie pewnie trafiło się kilku kieszonkowców, którzy powinni z trwogą oglądać jak ich koledze po fachu obcinają członki, a następnie niezwłocznie… zawrócić z przestępczej drogi.

Tyle teorii, a w praktyce co robili?

A kradli! Kradli w tłumie gapiów, którzy oglądali jak surowo i przykładnie karze się kieszonkowców.

Trudno o lepszy przykład, że sama surowość kary to za mało.

Kara powinna być…nieuchronna, albo przynajmniej bardzo prawdopodobna.

Sęk w tym, że zastrzeżenie bardzo wysokiej kar umownej może wywoływać u drugiej strony dokładnie odwrotne wrażenie.

Absurdalna wysokość kary umownej

Gdy przychodzi mi analizować wysokość kary umownej dla agencji reklamowych to rzeczywistość często rozmija z się umową.

Pierwszym przypadkiem jest zastrzeżenie kary umownej, która kilkukrotnie przewyższa wartość kontraktu.

Agencja ma wykonać prace graficzne za 20.000 zł, ale kary umownej klient chce jej przysolić 60.000 zł  🙄.

Drugi przypadek to NDA i zakazy konkurencji „zabezpieczone” milionem złotych kary. MILIONEM!

Czemu to ma służyć? Odstraszeniu potencjalnego sprawcy? Ale, chyba od podpisania takiej umowy 😆.

Z moich doświadczeń zawodowych wynika coś zupełnie przeciwnego.

To wygórowana, ABSURDALNIE WYSOKA kara umowna jest nieskuteczna.

Dlaczego?

Przeciętny Kowalski ma mniej niż 1000 zł oszczędności. Jak sądzisz, czy dla niego kara umowna 200.000 zł jest mniej odstraszająca niż 500.000 zł?

Nie, obydwie te kwoty są tak bardzo „z kosmosu”, że stają się dla potencjalnego sprawcy nierealne. A kiedy wyegzekwowanie kary wydaje się być nierealne to, paradoksalnie, realną staje się wizja całkowitej bezkarności.

Włącza się wtedy myślenie pokroju „a co mi tam, i tak ode mnie tego nie wyegzekwują...”.

Wysokość kary umownej powinna być realistyczna

W medycynie króluje zasada minimalnej skutecznej dawki.

Po co pacjenta „faszerować” lekami skoro można podać mu taką dawkę, która będzie wystarczająca, aby go wyleczyć?

Oznaczając wysokość kary umownej powinieneś kierować się tą samą regułą.

Kara umowna powinna być w realistycznej kwocie, ale przy tym nie może tak niska, że straci swoją funkcję.

Negocjując wiele umów doszedłem do wniosku, że NAJMNIEJSZA duża kwota mieści się w przedziale 20.000 zł – 25.000 zł.

Przy tych „widełkach” mało kto będzie miał opory z podpisanie umowy, a przy tym dwa razy się zastanowi zanim zdecyduje się naruszyć wynikające z niej zobowiązania.

W końcu 200.000 zł z jest bardzo trudno z kogoś „ściągnąć”, ale już 20.000 zł jest kwotą realnie do wyegzekwowania.

Z drugiej zaś strony nie napotykam na opór z podpisywaniem umów, gdzie wysokość kary umownej nie przekracza 25.000 zł.

Po prostu wydaje się to być rozsądna kwota, a zatem kontrahenci najwyraźniej są przekonani, że nie ma sensu się o nią spierać.

Tak zwany „zgrzyt” zaczyna się pojawiać przy kwotach 30.000 zł i w górę.

Jak wysokość kary umownej ma się do wielkości szkody

Jestem sobie w stanie wyobrazić Twój uzasadniony opór przed zastrzeganiem kary umownej w okolicach 20.000 zł.

Możesz pomyśleć „cóż z tego, że ktoś mi bez szemrania podpisze umowę, jak taka kara umowna nie pokryje mi ewentualnej straty„.

Spokojnie, jest tutaj sposób żeby „wilk był syty i owca cała” (lub jak mawiają Słowieńcy: „vuk sit i ovce na broju”).

Po pierwsze zadbaj, aby w Twojej umowie znalazła się klauzula o treści:

AGENCJA może dochodzić naprawienia szkody ponad wysokość kary umownej„.

To zastrzeżenie sprawia, że zapłata kary umownej nie zamyka tematu Twojego odszkodowania.

Czyli kwotę kary umownej chętnie przyjmiesz, ale do rozliczenia i tak pozostaje jeszcze cała tzw. szkoda rzeczywista.

Po drugie dopisz, że kara umowna należna jest „za każdy przypadek naruszenia”.

Dzięki temu jeżeli współpracownik Twojej agencji marketingowej naruszy zarówno NDA jak i zakaz konkurencji to będziesz uprawniony do naliczenia kary osobno za każde z tych zdarzeń.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Duncan Meyer on Unsplash

Okres wypowiedzenia umowyZ doświadczenia wiem, że wiele zagadnień związanych z okresem wypowiedzenia umowy nastręcza stronom wiele trudności.

I mam tutaj na myśli zarówno właścicieli agencji marketingowych jak i ich klientów.

Spotykam się z sytuacjami, gdzie klienci wypowiadają umowy których nie da się wypowiedzieć albo odstępują od umów w których nie ma prawa odstąpienia.

Z kolei właściciele agencji zbyt często akceptują zrywanie umowy przez klientów albo milcząco zgadzają się na wypowiedzenie umowy zawartej na czas określony.

Obydwie strony też zupełnie inaczej rozumieją prawo do wypowiedzenia umowy z ważnych przyczyn 😃.

Przykładów mógłbym tutaj mnożyć, ale źródła problemu upatruję w tym, że w prawie dla biznesu za dużo mówi się o niuansach , a za mało o prawnym elementarzu.

I dlatego zdecydowałem, że wspólnie wybierzemy się na małe tournée po kodeksie cywilnym, gdzie zajmiemy się podstawami.

A ponieważ podróże kształcą to gwarantuję Ci, że po tej lekturze przepisy regulujące okres wypowiedzenia umowy będziesz mieć w małym palcu 😉.

Jak obliczyć okres wypowiedzenia umowy

Możesz pomyśleć „miesiąc wypowiedzenia to miesiąc wypowiedzenia, każdy wie jak to obliczyć„.

To prawda i… nie do końca prawda 😃

Zacznę od tego, że to kodeks cywilny drobiazgowo określa jak obliczyć i rozumieć wszelkie terminy.

Nie utarta praktyka. Nie zdrowy rozsądek. Nawet nie „dobre obyczaje kupieckie„.

To Kodeks cywilny ma tutaj najwięcej do powiedzenia.. Kropka.

Tutaj znajdziesz kluczowy przepis jakim jest art. 112 kc, który mówi, że:

Art. 112. [Termin w tygodniach, miesiącach, latach]
Termin oznaczony w tygodniach, miesiącach lub latach kończy się z upływem dnia, który nazwą lub datą odpowiada początkowemu dniowi terminu, a gdyby takiego dnia w ostatnim miesiącu nie było – w ostatnim dniu tego miesiąca. 

Zastosujmy więc ten przepis w praktyce.

Załóżmy, że masz umowę o obsługę social media z jednomiesięcznym okresem wypowiedzenia, a klient doręczył Ci wypowiedzenie w dniu 10 lutego.

Kiedy umowa się rozwiąże?

Odpowiedź: z upływem dnia, który  datą odpowiada początkowemu dniowi terminu. To będzie 10 marzec.

A jak to będzie w przypadku wypowiedzenia tygodniowego złożonego Ci we wtorek?

Odpowiedź: umowa rozwiąże się z upływem dnia, który nazwą odpowiada początkowemu dniu terminu. Wypowiedzenie będzie skuteczne w następny wtorek.

Okres wypowiedzenia liczony w dniach

Wydawałoby się, że czegoś tak prostego nie da się skomplikować, prawda? Otóż my prawnicy potrafimy 😃

Jeżeli okres wypowiedzenia liczny jest w dniach to mechanizm obliczania terminu działa podobnie, ALE NIE TAK SAMO.

Art.  111.  [Termin w dniach]

§  1. Termin oznaczony w dniach kończy się z upływem ostatniego dnia.

§  2. Jeżeli początkiem terminu oznaczonego w dniach jest pewne zdarzenie, nie uwzględnia się przy obliczaniu terminu dnia, w którym to zdarzenie nastąpiło.

Można by pomyśleć, że tydzień to przecież siedem dni, prawda?

No to policzmy w przypadku gdzie wypowiedzenie dostajesz w poniedziałek:

Tydzień, zgodnie z cytowany przeze mnie na początku przepisem, to od poniedziałku do poniedziałku.

A siedem dni? Poniedziałek -raz , wtorek to dwa , środa i czwartek to już cztery, potem czwartek i piątek to razem pięć no i weekend. Z niedzielą będzie…SIEDEM?

Czy to oznacza, że wypowiedzenie tygodniowe będzie się kończyć w poniedziałek, a to liczone w dniach w niedzielę?

Na zdrowy rozsądek tak by szło Ci to liczyć 😃.

Ale przepis art. 111 kc mówi, że do terminu nie wlicza się zdarzenia, które jest początkiem terminu. Takim zdarzeniem jest otrzymanie przez Twoją agencję marketingową wypowiedzenia.

Dlatego poniedziałku, w którym dostałeś wypowiedzenie (czy wtorku, czy środy, czy kiedy tam je odebrałeś) NIE WLICZASZ DO TYCH 7 dni.

Jeżeli dalej nie jest to dla Ciebie jasne to poniżej prezentuję Ci własnoręcznie przygotowane materiały poglądowe 😃.

Okres wypowiedzenia umowy

Kiedy rozpoczyna się okres wypowiedzenia umowy

W tym poście wyjaśniałem, że przy doręczeniu wypowiedzenia liczy się jego data doręczenia, a nie data jego nadania.

Słowo „doręczenie” jest tutaj kluczowe, bo okres wypowiedzenia zawsze liczy się od kiedy list/e-mail dotarł do adresata (agencji lub jej klienta).

Zatem żeby obliczyć okres wypowiedzenia musisz najpierw dowiedzieć się kiedy druga strona odebrała Twoją przesyłkę.

Z e-mailem akurat sprawa jest prosta: przyjmuje się, że jest on doręczony już z chwilą jego wysłania.

I nie, nie trzeba wysyłać tego e-maila z żądaniem potwierdzenia jego otrzymania, a druga strona nie musi nigdzie klikać.

Z przesyłkami pocztowym sprawa ma się ciutkę inaczej.

Pewnie znasz albo przynamniej słyszałeś o ludziach, którzy z zasady nie odbierają awiz.

Z zasady i z PRZEKONANIA, że to jest..sprytne 😉.

Bo wiadomo, że awizo nie zwiastuje niczego dobrego. Teoretycznie lepiej więc go nie odebrać i udawać, że nas nie ma.

Tyle, że tak jak zamknięcie oczu nie sprawa, że problem znika, tak samo ciśnięcie awizem do kosza nie anuluje wypowiedzenia.

Dlatego przyjmuje się, że dwukrotne awizo ma skutki doręczenia. To jest tak zwana „fikcja prawna doręczenia”.

Brzmi to dość zagadkowo, ale ta cała „fikcja prawna” sprowadza się do jednego: z upływem ostatniego dnia kiedy przesyłka jest do odbioru na poczcie przyjmuje się, że cokolwiek było w tym liście zostało skutecznie doręczone.

A więc data na kopercie (czy w e-monitoringu Poczty Polskiej) „zwrócono do adresata” jest datą doręczenia.

Kiedy kończy się okres wypowiedzenia umowy

Termin oznaczony w tygodniach, miesiącach lub latach kończy się z upływem dnia, który nazwą lub datą odpowiada początkowemu dniowi terminu.

Z kolei termin oznaczony w dniach kończy się z upływem ostatniego dnia.

To jest akurat proste: do dnia otrzymania wypowiedzenia dodajesz dwa tygodnie czy ileś tam dni i voilà – masz datę kiedy kończy się okres wypowiedzenia umowy.

Sprawę można oczywiście skomplikować 😉.

Pewnie nie raz widziałeś w umowie klauzulę, że wypowiedzenie odnosi skutek skutek na koniec miesiąca.

A po co robi się takie zastrzeżenie?

W praktyce jest to sposób na to, żeby umowa trwała nieco dłużej.

Załóżmy, że Twój klient ma jednomiesięczny okres wypowiedzenia i doręcza Ci swoje oświadczenie 10-ego marca.

Kiedy rozwiąże się umowa?

W normalnym trybie byłby to 10 kwiecień czyli „z upływem dnia, który nazwą lub datą odpowiada początkowemu dniowi terminu„.

Ale z tą klauzulą to będzie 30 kwiecień, bo to właśnie jest koniec miesiąca.

Czyli w omawianym przeze mnie przypadku FAKTYCZNY okres wypowiedzenia wynosić będzie jeden miesiąc plus tą ilość dni jaka pozostała do końca miesiąca.

Nic dziwnego, że wielu klientów jest wyczulonych na tę klauzulę 😒.

Chcę Cię jednak uprzedzić, że nie jest ona z gruntu zła, nieuczciwa i w ogóle taka „bleeeeee”.

Umowę, która rozwiązuje się ze skutkiem na koniec miesiąca jest zdecydowanie łatwiej rozliczyć.

No bo oczywiście, że dla klienta który chce się pożegnać z Twoją agencją to fajnie, że już w połowie miesiąca może już powiedzieć „adios”.

Ale przy wielu typach umów (jak np: obsługa SEO) Twoja agencja ponosi koszty zakupu publikacji sponsorowanych, które trudno jest zamówić i rozliczyć jeżeli umowa wykonywana jest tylko przez pół miesiąca.

Forma pochodna czyli jak skutecznie wypowiedzieć umowę

Mam nadzieję, że nie zanudziłem Cię tym „fascynującym” tematem jakim niewątpliwie jest okres wypowiedzenia umowy 😉.

W prawie, jak w życiu, rzeczy ważne bywają … ciężkostrawne.

Dlatego na koniec chciałbym Cię zostawić z jednym, bardzo praktycznym tipem, który pewnie przyda Ci się szybciej niż myślisz.

Jeżeli miałbyś nic nie wynieść z tej lektury to zapamiętaj przynajmniej tę zasadę.

Brzmi ona tak: w razie wątpliwości wypowiadaj umowę w takiej formie w jakiej ją zawarłeś.

Masz umowę, którą zawarłeś na piśmie i która groźnie pobrzmiewa, że „wszystkie zmiany na piśmie pod rygorem nieważności” ?

W takim wypadku Twoje wypowiedzenie powinno być przygotowane na piśmie i wysłane drugiej stronie listem poleconym.

A gdy umowę podpisaliście za pośrednictwem aplikacji typu Autenti lub z wykorzystaniem skanów?

Wtedy absolutnie wystarczającym będzie zachowanie takiej samej formy czyli formy dokumentowej.

Stąd właśnie określenie „forma pochodna”, bo wypowiedzenie powinno być w takiej formie w jakiej została zawarta umowa.

Może też wystąpić przypadek, w którym umowa sama określa w jakiej formie ma być wypowiedzenie (np: w formie e-maila).

W każdym razie czym ryzykujesz, gdy zignorujesz lub zapomnisz o formie pochodnej lub zastrzeżonej w umowie?

Otóż wypowiedzenie okaże się bezskuteczne, a okres wypowiedzenia umowy w ogóle się nie rozpocznie.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o pozycjonowanie

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Wypowiedzenie umowy terminowej – Twoja agencja dostała od klienta wypowiedzenie umowy terminowej? Najpewniej jest ono bezskuteczne, ale i tak warto przemyśleć dalsze kroki.
  • Odstępne na wypadek rezygnacji – Chcesz żeby Twoja agencja marketingowa otrzymała opłatę za rezygnację klienta? Najlepszym prawnym narzędziem jest zastrzeżenie odstępnegoo.

Podziękowania dla:

  • Photo by Brett Jordan on Unsplash

umowa o wykorzystanie wizerunkuO wizerunku na moim blogu było już sporo.

Pisałem o wykorzystaniu wizerunku w reklamie: tego należącego do dziecka, do profesjonalnego modela, modela-amatora, pacjenta, pracownika, a nawet przypadkowego uczestnika publicznej imprezy.

Pisałem i pisałem jak to musisz zadbać o umowę, ale na przestrogach się kończyło 😃.

Dlatego postanowiłem zakasać rękawy i przygotować dla Ciebie naprawdę wyczerpującą umowę.

Z jednej strony zabezpieczy ona Twoją agencję marketingową i Twojego klienta, a z drugiej zapewni fair warunki modelowi, który chciałby żeby jego wizerunek był wykorzystywany z szacunkiem.

Umowę znajdziesz na sklep.gajekpartnerzy.pl.

 

umowa licencyjnaLokale. Nieruchomości.REALNOŚCI.

Nie potrafię od nich uciec, gdy wyjaśniam czym jest umowa licencyjna.

Zupełnie jak nie mogę powstrzymać się od odwoływania się do sprzedaży samochodu, gdy staram się wyjaśnić jakich błędów nie należy popełniać przy przenoszeniu autorskich praw majątkowych.

I wiesz co? Już nawet nie próbuję uciekać od tych porównań😃.

Przekonałem się, że odwoływanie się do znanej nam codzienności pozwala lepiej wytłumaczyć rzeczy, które z pozoru mogą wydawać się bardzo skomplikowane.

A co jak co, ale prawu autorskiemu nie zarzucę, że nie tworzy wokół siebie aury czegoś abstrakcyjnego i trudnego do zrozumienia.

Dlatego dzisiaj na ratunek przybędą nam nieruchomości, bo praktycznie każdy takową posiada, wynajmuje albo … przynajmniej marzy o własnym „M”  😉.

Umowa licencyjna jak umowa najmu

Gdy przychodzi do przeniesienia autorskich praw majątkowych od razu porównuję to do sprzedaży domu.

Masz dom i masz kupca na ten dom.

Co się dalej dzieje?

Ano strony spotykają się u notariusza gdzie i pieniądze i dom zmieniają właściciela.

Po wyjściu z kancelarii notarialnej Twoje konto zasiliła pokaźna ilość gotówki, ale po domu pozostały tylko wspomnienia.

Tak samo jest z prawami autorskimi: sprzedajesz je RAZ.

A co jeżeli nie chciałbyś pozbywać się domu, ale akurat nie masz potrzeby w nim mieszkać?

Wtedy najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie najemcy, który będzie płacił Ci czynsz.

Wystarczy podpisać umowę najmu, przekazać najemcy klucze do domu i co miesiąc sprawdzać konto czy wpłynęła umówiona zapłata.

Z licencją jest dokładnie tak samo tylko, że zamiast umowy najmu strony łączy umowa licencyjna.

Taka umowa jest dla jednej strony (licencjobiorcy) tytułem prawnym, aby legalnie korzystać z utworu (np: materiałów graficznych), a dla drugiej (licencjodawcy) tytułem, aby otrzymywać umówioną zapłatę (opłaty licencyjne).

Długość trwania licencji oraz częstotliwość wnoszenia opłat, zupełnie jak przy warunkach najmu, może być bardzo różna.

Jednak licencję i najem łączy to, że nie tracisz swojego prawa: ani do utworu, ani do nieruchomości 😃.

Licencja wyłączna i nie wyłączna

Na powyższym akapicie jednak analogie licencji do najmu się nie kończą.

Załóżmy, że postanowiłeś wynajmować swój dom…na pokoje.

W każdym z pomieszczeń zamieszkał jeden student, a łazienka i kuchnia są dla wszystkich wspólne.

Zatem żaden z Twoich licznych najemców nie może oczekiwać, że będzie miał cały dom dla siebie.

Umowa licencji może podobnie regulować korzystanie z utworu. Jeżeli kilka osób korzysta z tego samego, przygotowanego przez Ciebie szablonu wordpressa to znaczy, że każda z tych osób otrzymała od Ciebie licencję niewyłączną.

Licencja niewyłączna czyli klient nie otrzymuje czegoś na wyłączność (czasami prawo bywa intuicyjne!).

Przeciwieństwem licencji niewyłącznej jest licencja – i tutaj bez niespodzianek – WYŁĄCZNA.

Być może Twój (wymarzony) najemca chce mieć cały dom dla siebie (i święty spokój) i dlatego bierze w najem całość nieruchomości.

A skoro ta osoba zawarła umowę na odpłatne korzystanie z całości Twojego domu to przez okres najmu może poczuć się trochę jak właściciel. Z całą pewnością nie możesz takiemu najemcy „dokooptować” studenta, który miałby zajmować kawałek poddasza.

W końcu umowa na całość domu to umowa na całość!

Umowa licencyjna na mocy której udzielasz komuś licencji wyłącznej działa dokładnie tak samo. Licencjobiorca jest jeden (i tylko jeden) i nie możesz jeszcze gdzieś tam „cichaczem” sprzedać komuś dodatkowej licencji.

Co wspólnego ma umowa licencyjna i podnajem

Bycie właścicielem domu to oczywiście nie same przyjemności.

A najemcy to nie tylko rzetelnie płacące anioły.

Dlatego czasami może Ci się bardziej opłacać oddać najem domu w ręce profesjonalnej firmy od zarządzania nieruchomościami.

Taki przedsiębiorca płaci Ci za wynajem całości domu, a sam zarabia na podnajmie pojedynczych pokoi (co ostatecznie jest bardziej opłacalne , ale zwykle wymaga więcej zachodu).

Kluczowym jest, abyś takiej firmie wyraził zgodę na podnajem, bo inaczej nie mogłaby zgodnie z prawem sama zarabiać na udostępnianiu pokoi studentom.

Umowa licencyjna może przewidywać podobną konstrukcję.

Jeżeli Twoja agencja interaktywna stworzy oprogramowanie to może udzielić komuś licencji z prawem do udzielania licencji dalszych (sublicencji).

Wtedy np: dystrybutor oprogramowania płaci Twojej agencji opłatę licencyjną, ale sam może „odsprzedawać” licencję (udzielać licencji dalszej) innym użytkownikom i również pobierać za to opłaty.

Jakie pułapki może zawierać umowa licencyjna

– Domniemanie udzielenia licencji

W art. 65 prawa autorskiego znajdziesz tzw. domniemanie udzielenia licencji. Przepis ten wprowadza zasadę, że „w braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa, uważa się, że twórca udzielił licencji„. Innymi słowy jeżeli  Twoja umowa nie będzie DUŻYMI LITERAMI stanowić, że przenoszone są autorskie prawa majątkowe to w to miejsce udzielana jest licencja. Pół biedy jeżeli to Ty przenosisz prawa. Gorzej jeżeli chciałeś te prawa skutecznie nabyć od podwykonawcy….

– Brak określenia warunków licencji

Jeżeli nie określisz w umowie czasu trwania licencji ani terytorium na jakim można z niej korzystać to te braki umowy zostaną „uzupełnione” przez przepisy. Wtedy zgodnie z art. 66 prawa autorskiego licencja będzie udzielona na pięć lat i będzie z niej można skorzystać TYLKO „terytorium państwa, w którym licencjobiorca ma swoją siedzibę„.

– Czasem umowa licencyjna wymaga formy pisemnej

Co do zasady licencji możesz udzielić i ją nabyć na różne sposoby. Może to być np: e-mail,  adnotacja na fakturze, a nawet umowa ustna. Wyjątkiem jest udzielenie licencji wyłącznej, która zgodnie z art. 67 ust.5 ustawy powinna być zawarta w umowie na piśmie. A co jeżeli Twoja agencja marketingowa nie będzie posiadać takiej umowy? Cóż albo umowa będzie nieważna w całości albo będzie ważna, ale licencja będzie miała charakter niewyłączny zamiast wyłącznego.

– Licencja bez prawa do udzielania licencji dalszych (sublicencji)

Może się zdarzyć, że Twoja agencja marketingowa udzieli klientowi licencji, którą ten będzie chciał wykorzystać w swoich różnych spółkach. Czy zgodnie z prawem może to zrobić? Nie, gdyż „jeżeli umowa nie stanowi inaczej, licencjobiorca nie może upoważnić innej osoby do korzystania z utworu w zakresie uzyskanej licencji„. Zatem w takim przypadku umowa licencyjna powinna zawierać klauzulę, że klient może udzielić licencji dalszej podmiotom powiązanych osobowo lub kapitałowo.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o obsługę social media

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Tierra Mallorca on Unsplash

pola eksploatacjiNa blogu wielokrotnie już mocowałem się z trudnymi zagadnieniami z zakresu prawa autorskiego.

Tłumaczyłem Ci, że nie wszystko co do siebie jest podobne zawsze MUSI być plagiatem, bo w grę wchodzi jeszcze np: pastisz albo inspiracja.

Wyjaśniałem dlaczego prawo autorskie nie zawsze chroni WSZYSTKO co stworzysz i że zastrzeganie praw autorskich w niczym Ci nie pomoże.

Wreszcie wspólnie rozprawiliśmy się z tematem autorskich praw zależnych na przykładzie rebradningu.

Wydawać więc by się mogło, że prawo autorskie nie ma już przed nami żadnych tajemnic 😉.

A jednak do omówienia została nam jeszcze jednak kwestia: pola eksploatacji.

Uprzedzam, że to jest twardy orzech do zgryzienia!

Trudno bowiem w całym prawie autorskich znaleźć podobne zagadnienie, które sprawiałoby ludziom więcej kłopotów z jego zrozumieniem.

I nic w tym dziwnego, bo nawet sama ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie tłumaczy czym owe pola eksploatacji są.

Pola eksploatacji czyli jak korzystać z utworu

W dużym uproszczeniu pola eksploatacji to inaczej sposoby w jakie nabywca utworu może z niego korzystać.

Może to być uprawnienie do zwielokrotnienia utworu, udostępnienia go publicznie czy też do wprowadzenia go do obrotu.

Piękny, prawniczy słowotok, prawda?  🙄

Ponieważ domyślam się, że rozumiesz z tego mniej więcej tyle co ja z tego branżowego filmiku, pozwól, że posłużę się przykładem.

Powiedzmy, że Twoje studio graficzne stworzyło dla klienta katalog prezentujący jego produkty.

Klient nie kupuje tego katalogu żeby zdobił biuro Pana Prezesa, ale zamierza go „puścić” w świat.

Żeby to zgodnie z prawem zrobić umowa powinna określać jak klient może korzystać z katalogu.

Innymi słowy do kontraktu musi trafić zapis określający uprawnienia klienta w zakresie pól eksploatacji.

A jakie uprawnienia mogą być potencjalnie potrzebne klientowi?

Jeżeli będzie chciał wydrukować katalog to takim „must have” będzie „zwielokrotnianie utworu techniką drukarską cyfrową”.

Ponieważ katalog ma być dostępny w placówkach klienta to kolejnym ważnym polem eksploatacji będzie „wprowadzenie do obrotu„.

A jeżeli dodatkowo klient chce „wrzucić” katalog w formie pdfa na swoją stronę lub do mediów społecznościowych?

Do tego służy zapis o „publicznym udostępnieniu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w czasie przez siebie wybranym”.

Brzmi to trochę zagadkowo, prawda?

Spokojnie, za chwilę wszystko stanie się jaśniejsze 😃.

Pola eksploatacji po Twojemu

Możesz się zastanawiać „a co mam napisać jeżeli chcę żeby klient mógł używać grafiki TYLKO na Instagramie??„.

Domyślam się o co Ci chodzi 😃. No bo czy to jest to „publiczne udostępnienie” czy może coś innego?

Skąd Ty to masz wiedzieć skoro sama ustawa o prawie autorskim nie raczy się z tego wytłumaczyć.

Nie musisz się na tym zastanawiać, bo pola eksploatacji możesz…określić samodzielnie. I nie trzeba do tego być prawnikiem 😉.

Pamiętasz jak na początku napisałem, że pola eksploatacji to inaczej sposoby w jakie nabywca utworu może z niego korzystać?

Zatem Twoim zadaniem jest po prostu napisanie…jak Twój klient może korzystać z efektów Twojej pracy.

Ogólna formułka brzmi:

„Z chwilą otrzymania całości należnej zapłaty AGENCJA przenosi na KLIENTA autorskie prawa majątkowe do UTWORU łącznie z wyłącznym prawem do udzielania zezwoleń na wykonywanie zależnego prawa autorskiego do wykorzystania na następujących polach eksploatacji”

Po słowach „na następujących polach eksploatacji” postaw dwukropek i…. tu następuje wyliczanka 😃.

Twoja grafika ma być wykorzystywana tylko na Instagramie?

„publikacja na serwisie instagram.com”

Przygotowany przez Ciebie ebook ma być dostępny tylko na konkretnej stronie?

„publikacja na stronie www.stronaklienta.pl”

Wykonana przez Ciebie fotografia ma być wykorzystana jedynie na opakowaniach produktów?

„wprowadzenie do obrotu jako element opakowania produktu XYZ”

Generalnie pola eksploatacji mogą być BARDZO OGÓLNĄ regułą korzystania z utworu lub arcyprecyzyjnym zdefiniowaniem gdzie może on się pojawić.

Ba, możesz wykorzystać pola eksploatacji nawet do określenia czego z utworem ROBIĆ NIE WOLNO!

„wykorzystanie w systemach reklamy płatnej za wyjątkiem Facebook Ads”

Masz pełną swobodę!

Pamiętaj jeszcze, że pola eksploatacji wcale nie muszą spędzać Ci snu z powiek. Przykładowo możesz przygotować projekt logotypu dla klienta i…zupełnie Cię już nie obchodzi co klient z tym logotypem zrobić. Twoje prawo 😃.

Wtedy możesz umieścić w umowie super ogólne (a przez to i szerokie) pola eksploatacji, które praktycznie obejmują każdą, typową formę wykorzystania logotypu (takie pola znajdziesz w mojej umowie).

Prawne „potknięcie” na polach eksploatacji

Bezpieczeństwo Twojej agencji marketingowej nie jest uzależnione jedynie od tego co robisz.

Równie ważne jest to czego…nie robisz 😃. A nie robić warto błędów.

Dlatego na blogu często piszę też o typowych, prawnych wpadkach przy zawieraniu umów oraz błędach popełnianych w temacie praw autorskich. Bo jak przypomina mądrość ludowa „trzeba uczyć się na błędach”. Ja się pod tym podpisuje, ale z takim malutkim zastrzeżeniem, że wolę aby Twoja agencja marketingowa uczyła się…na cudzych błędach 😃.

A to cudzych błędach dowiesz się ode mnie, bo miałem już okazję przeczytać setki umów i konkluzją z ich lektury zapewne Cię nie zaskoczę. Pola eksploatacji również mają swoje „pola minowe”, o których lepiej wiedzieć.

Pamiętaj też, że nie zawsze będziesz występować z pozycji sprzedającego autorskie prawa majątkowe. Może przecież zdarzyć się, że będziesz nabywać te prawa (w całości albo w części), od swojego współpracownika albo podwykonawcy.

Dlatego błędy dotyczące pól eksploatacji mogą dosięgnąć nie tylko Twojego klienta, ale także Twoją agencję marketingową.

Tyle gwoli przestrogi, a teraz przejdźmy do mojego prywatnego top 3 prawnych wpadek.

#1 Nieokreślenie w umowie pól eksploatacji

To jest właściwie najczarniejszy scenariusz. Często spotykam się z tym, że w umowach klient i agencja marketingowa enigmatycznie piszą, że „agencja przeniesie na klienta prawa autorskie”. I tutaj kropka.

To jest, delikatnie rzecz ujmując, za mało.

Art. 41 prawa autorskie

(…)

2. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, zwana dalej „licencją”, obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione.

Bez określenia w umowie pól eksploatacji umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych jest nieważna, albo co najmniej bezskuteczna. Ten wymóg dotyczy też licencji!

Z prawnego punktu widzenia nieważność umowy to istna katastrofa.

Wyobraź sobie taki scenariusz: kupujesz od studia fotograficznego prawa do fotografii, które następnie wykorzystujesz w kampanii przygotowanej dla marki Twojego klienta. Aż tu nagle do klienta od pełnomocnika fotografa trafia list adwokacki z wezwaniem do zaniechania naruszeń autorskich praw majątkowych.

Klient oczywiście od razu chwyta za słuchawkę i dzwoni do Twojej agencji, o co chodzi temu fotografowi skoro w umowie z nim gwarantowałeś, że masz wszystkie prawa autorskie do zdjęć.

Tym czasem bez określonych pól eksploatacji zamiast umowy masz jedynie papier z napisem „umowa o zbyciu autorskich praw majątkowych„. Tyle, że bezwartościowy, bo nie wywołujący skutków prawnych.

A skoro Twoja agencja marketingowa nie nabyła praw autorskich to i również sama nie może ich skutecznie przenieść na klienta.

#2 „Wszystkie” pola eksploatacji lub „w szczególności” 

To jest niejako kontynuacja już opisanego przeze mnie błędu.

Ponownie przypomnę Ci, że umowa musi mieć za przedmiot „pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione”.

Zatem za prawnie wiążące będą tylko te pola, które wprost są wpisane w umowę.

Nie możesz tego wymogu obejść pisząc o „wszystkich” lub „wszelkich” polach eksploatacji. Że niby jak napiszemy „wszystkie” to znaczy każde jakie tylko się da….

Niestety zdrowy rozsądek i logika nie zawsze idą w parze z tym co mówi prawo.

❌ ŹLE

„Agencja przenosi na Klienta autorskie prawa majątkowe do utworu do wykorzystania na wszystkich znanych / wszelkich znanych polach eksploatacji”

Przyznam, że byłaby to BARDZO WYGODNA klauzula, gdyby nie fakt, że niestety jest nieskuteczna.

Użycie określenia „wszelkie pola eksploatacji” to …dokładne przeciwieństwo ich wyraźnego wymienienia 😃

Spotykam się też z drugim błędem jakim jest używanie słów „w szczególności”.

Od razu zaznaczę, że my prawnicy używamy tych słów tworzymy tak zwany „katalog otwarty”.

Spieszę wyjaśnić Ci co mam na myśli z tymi „katalogami”.

Jeżeli powiedziałbym Ci, że lubię „psy, żółwie i świnki morskie” (to akurat prawda) to jako prawnik przedstawiłbym Ci „katalog zamknięty zwierząt które lubię”.

Jeżeli rzucę mimochodem, że „w szczególności lubię koty” to oznacza, że po pierwsze kłamię 😉, a po drugie przedstawiłem ci „katalog otwarty zwierząt które lubię”. Czyli prócz kotów lubię też inne zwierzęta.

No dobrze, a teraz ze świata zwierząt wróćmy do świata umów.

❌ ŹLE

„Agencja przenosi na Klienta autorskie prawa majątkowe do utworu do wykorzystania w szczególności na następujących polach eksploatacji: publikacja na stronach internetowych, wydanie w formie ebooka, wydanie w formie audiobooka”

Taka klauzula nie sprawi, że umowa obejmie wszystkie pola eksploatacji pod słońcem, ale tylko te trzy, które w umowie zostały wyraźnie wymienione.

#3 Niewyłączenie dodatkowego wynagrodzenia za każde z pól eksploatacji

Na koniec prawna pułapka, w jaką może łatwo wpaść nabywca autorskich praw majątkowych. Czyli także Twoja agencja marketingowa przy ich nabywaniu swoich od podwykonawców.

Po pierwsze to, że zapłaciłeś komuś za wykonanie grafiki nie oznacza, że nabyłeś do niej prawa autorskie.

Sądy wielokrotnie już orzekały, że czym innym jest zapłata za dzieło, a czym innym zapłata za przeniesienie autorskich praw majątkowych do niego.

Owszem, to może być jedna i ta sama kwota, ale pod warunkiem, że Twoja agencja marketingowa tak umówi się z freelancerem-podwykonawcą.

Ta wiedza (głównie za sprawą księgowych żądających rozliczenia praw autorskich osobno) staje się jednak co raz powszechniejsza.

Możesz więc, niczym kreskówkowy kojot ze strusia pędziwiatra, myśleć że temat prawnych pułapek w prawach autorskich masz ogarnięty. Tymczasem prawna pułapka nadal na Ciebie czyha tyle, że przy polach eksploatacji.

Art.  45.  [Odrębne wynagrodzenie za każde pole eksploatacji]

Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje odrębne wynagrodzenie za korzystanie z utworu na każdym odrębnym polu eksploatacji.

Co to może oznaczać dla Twojej agencji marketingowej?

Że jeżeli nie uregulujesz tej kwestii w umowie to przyjdzie Ci osobno płacić za każdy jeden sposób wykorzystania np: fotografii.

Czyli fotografia trafiła do katalogu reklamowego? Trzeba płacić.

Fotografia jest udostępniana na stronie internetowej? Kolejna dopłata.

Fotografia jest wykorzystana na opakowaniach produktu? Nowa faktura już do Ciebie mknie 😃.

Rozwiążesz ten problem korzystając zawsze z następującej klauzuli:

✅ DOBRZE 

Twórcy nie przysługuje odrębne wynagrodzenie za korzystanie z utworu na każdym odrębnym polu eksploatacji„.

Jak widzisz pola eksploatacji nie są takie straszne. Wystarczy określić jak można korzystać z utworu.

Możesz to zrobić w sposób bardzo szczegółowy, bardzo ogólny, albo „tak se” 😉.

Niemniej jednak o polach eksploatacji musisz pamiętać przy podpisywaniu umów. I to niezależnie w jakiej roli w nich występujesz.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Prawa autorskie do projektów wspólnika – dlaczego w agencji będącej spółką należy zadbać o przeniesienie praw autorskich ze wspólnika na spółkę.
  • Pracownicze prawa autorskie – dlaczego w umowie o pracę żeby skutecznie nabyć prawa autorskie należy dokładnie określić obowiązki pracownika jeżeli chodzi o jego pracę twórczą.

Podziękowania dla:

  • Photo by Kari Shea on Unsplash