fbpx

Bartosz Gajek

adwokat

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Zacznij tutaj

O blogu

Uwielbiam wesela.

Raz primo wesele to święto miłości, a miłością należy się dzielić.

Dwa primo 😜 uważam się za świetnego tancerza, a wesele to jedyna okazja, aby nikt nie czuł się uprawnionym do wyprowadzenia mnie z tego błędu.

Zawsze powtarzałem „idź na wesele, a spotka cię coś dobrego”.

No dobrze, nie było to moje motto, ale z perspektywy czasu z czystym sumieniem potwierdzam prawdę życiową w nim zawartą.

Można powiedzieć, że blog który właśnie czytasz powstał przy weselnym stole, a przynajmniej tam rzucone zostało ziarno, z którego wykiełkował.  Otóż całkiem niedawno wraz z małżonką zostaliśmy „posadzeni” przy stole, przy którym pewien nienagannie ubrany i uczesany jegomość szybko dał się poznać jako „coach biznesu”.

Trzeba przyznać, że miał gadane, bo zanim jeszcze zdążono podać rosół (na marginesie: uważam go za warunek sine qua non udanego weseliska…) przy stole już rozgorzała moderowana przez niego dyskusja o rzeczach ważnych, trudnych i mających „realny impact” na nasze życie.

Szczerze mówiąc poczułem się nieswojo i szybciutko czmychnąłem dowiedzieć się czy Pan młody doszedł do siebie po wieczorze kawalerskim…i jak to zrobił. „Coach z piekła rodem” jak go sobie nazwałem „dopadł” mnie przy stole dopiero parę godzin później. Przysiadł się.

– A ty Bartku czym się zajmujesz – zagadnął.

– Jestem adwokatem. Rozmawialiśmy już przecież… – odburknąłem najmilej jak potrafiłem.

– To jest twój zawód, czyli to co robisz, a ludzie zajmują się tym co w zawodzie lubią. Czym ty lubisz się zajmować w swoim zawodzie? – Pytanie zawisnęło (albo zawisło) w powietrzu.

Przełknąłem głośno ślinę.

Wiedziałem, że właśnie dałem się wciągnąć się w szermierkę słowną z retorycznym odpowiednikiem Zorro.

I to samemu będąc uzbrojony w szpadę wielkości wykałaczki.

Wydukałem więc, że w sumie to lubię prawo dotyczące reklamy, Internetu i umów, które to regulują. W ogóle współpracę z branżą kreatywną i te sprawy zawsze mile wspominam.

Lubię znaczy się.

Mój rozmówca był nieprzekonany – ...czyli nie wiesz?

– Wiem! – rzuciłem spanikowany.

– No to powiedz to dwoma słowami.

Zimny pot oblał moje czoło.

Podniosłem szklankę z wodą do ust, aby zyskać na czasie (całe dwie sekundy..).

Wiedziałem, że albo udzielę dobrej odpowiedzi, albo czeka mnie coś na kształt „tęgiego, intelektualnego lania”.
Nabrałem powietrza, nadąłem usta i niczym saper, niemalże na bezdechu i z zamkniętymi oczami, przeciąłem metaforyczny czerwony kabelek.

– Pomagam kreatywnym?

– O! To całkiem nieźle, ale czy adwo..

Przychodzę na ratunek kreatywnym!!! – szybko wtrąciłem.

I chociaż orkiestra grała “ile fabryka dała” doszedł mnie pomruk aprobaty mojego rozmówcy.

Kiedy następnego dnia w hotelu ratowałem się kawą moja odpowiedź nadal mnie zastanawiała.

„Przychodzę na ratunek kreatywnym” skąd u licha TO się wzięło i co ja mam z TYM zrobić?

“Bo w sumie to ja nic nie muszę…” pomyślałem melancholijnie wpatrując się resztki czarnego naparu.

Albo nie, założę bloga! Tylko takiego prawdziwego, żeby ludzie w branży faktycznie go czytali i coś z niego wynosili. Ba, może faktycznie komuś przyjdę na ratunek.

Jak postanowiłem tak też zrobiłem…i oto jesteśmy TU.

*****

Zobacz także:

Podziękowania dla: