adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

protokół odbioruProtokół odbioru powoli odchodzi do lamusa.

Oczywiście, taki dokument miał swoje miejsce kiedy w reklamie królował outdoor.

Wtedy odbiór często dużych gabarytowo instalacji wymagał przyjrzeniu się „paru kwestiom”. W końcu za błąd Twój i wykonawcy mogli zapłacić…przechodnie.

Teraz, w dobie digital marketingu, sporządzenie przez strony takiego dokumentu wydaje się być przeżytkiem.

W końcu po komunikacji z klientem zawsze pozostaje ślad w postaci korespondencji elektronicznej. Widać więc jak na dłoni co klient od Ciebie otrzymał i czy akceptował wyniki Twojej pracy.

A wszelkiej maści logi, raporty i komunikaty pozwalają dokładnie sprawdzić co zaszwankowało np: w kodzie strony.

Tytułowy renesans dla protokołu odbioru nie będzie wynikać z jakiejś realnej potrzeby. Raczej z korzystnej dla agencji reklamowych zmiany przepisów.

Po prostu protokół odbioru zwyczajnie będzie się teraz opłacało mieć. Niewielki bowiem nakład dodatkowej pracy (tak tak, wiem że protokoły są uciążliwe…) może w sposób DRASTYCZNY polepszyć albo pogorszyć Twoją sytuację w sądzie.

Protokół odbioru a nakaz nakazowy

Zacznijmy od zmiany przepisów. Otóż w zeszłym roku pisałem o nakazie nakazowym i jego zaletach.

Nakaz zapłaty jest takim „wstępnym wyrokiem”, który sąd wydaje w odpowiedzi na Twój pozew. Jeżeli klient nie odwoła się od nakazu to w ogóle nie ma dalszej sprawy w sądzie i spór jest prawomocnie osądzony.

Przypomnę Ci, że nakaz nakazowy to specjalny rodzaj nakazu. Ma on wielką zaletę: niezależnie od tego czy pozwany klient odwoła się czy też nie możesz go skierować od razu do komornika. Komornik zajmie należne Ci pieniądze na rachunku bankowym dłużnika i „przetrzyma” je dla Ciebie do zakończenia sprawy.

Do niedawna żeby taki nakaz nakazowy otrzymać należało uzyskać podpis klienta na fakturze.

W teorii brzmi świetnie, ale w praktyce w dobie obsługi przez internet to wymóg wręcz niemożliwy do spełnienia.

Jak miałoby to wyglądać? Klient otrzymuje fakturę w pdfie i ma ją wydrukować, podpisać, zeskanować i Ci ją odesłać?

Musiałbyś chyba zatrudnić dodatkową osobę, która by tego pilnowała. Plus klient który usłyszałby o takim wymogu pewnie popatrzyłby się dziwnie…

Z kolei protokół odbioru przy dużych zamówieniach już nikogo nie będzie dziwił, a ma on teraz takie same skutki jak podpisana faktura.

Sytuację zmienił art. 485 §2a kodeksu postępowania cywilnego, który od 2019 stanowi, że:

„Sąd wydaje nakaz zapłaty na podstawie dołączonej do pozwu umowy, dowodu spełnienia wzajemnego świadczenia niepieniężnego, dowodu doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku”  

Oznacza to, że będziesz potrzebować pokazać w sądzie:

  1. umowę z klientem – wiesz że jestem wielkim promotorem ich zawierania 😉.
  2. dowód doręczenia faktury – tutaj wystarczy wydruk e-maila z załączoną fakturą w pdf.
  3. dowód wykonania projektu – protokół odbioru nie jest jedynym dowodem wykonania projektu, ale z pewnością…najlepszym!

Na nowych przepisach jako bonus sąd zasądzi na Twoją rzecz także odsetki i równowartość 40 EURO od każdej niezapłaconej faktury.

I jeszcze jedna zaleta: jeżeli będziesz posiadać wspomniane przeze mnie dokumenty to założenie sprawy w sądzie będzie Cię kosztować tylko 25% z tego co normalnie byś zapłacił! Nakaz nakazowy podlega bowiem opłacie wynoszącej 1/4 wpisu sądowego.

Myślę, że już rozumiesz windykacyjną zaletę sporządzania protokołu. Czy takie dokument może Ci się przydać do czegoś jeszcze?

Protokół odbioru a wady projektu

Dodatkową i niewątpliwą zaletą podpisywania protokołu jest uzyskanie potwierdzenia od klienta, że wszystko z projektem jest ok.

Przykładowo przy oddawaniu strony internetowej warto żeby klient przetestował ją na kilku przeglądarkach (jakich? warto to uregulować w umowie!).

Jeżeli wszytko poprawnie się wyświetla, ładuje, scaluje itd. to można podpisać protokół odbioru. Zasadniczo będzie on w przyszłości dowodem że wad nie było.

Od tego momentu nie są brane pod uwagę usterki, które klientowi się przypomną po dwóch tygodniach.

Również wszelkie wykryte później błędy powinny być niezwłocznie Ci zgłaszane. Ociąganie się klienta z zawiadomieniem Twojej agencji reklamowej spowoduje, że  straci on prawo do żądania usunięcia wad (przesądza o tym art. 563 kodeksu cywilnego).

Oczywiście Ty w ramach dobrze pojętej współpracy nadal możesz (i zapewne chcesz) je usunąć.

 Myślę, że połączenie ułatwienia dochodzenia zapłaty i zabezpieczenia przed zbyt późno zgłaszanymi usterkami sprawia, że warto „odkurzyć” protokół odbioru i częściej korzystać z niego przy większych projektach.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Windykacja w branży kreatywnej – Oporni klienci nie opłacają na czas faktur Twojej agencji marketingowej? Wystarczy jednak przestrzegać kilku zasad żeby windykacja była łatwiejsza. Wszystkiego dowiesz się z tego ebooka.
  • Dowód zawarcia umowy z agencją reklamową – Wbrew pozorom agencji reklamowej wcale nie jest trudno o dowód zawarcia umowy z klientem. Taka współpraca obfituje w materiały, które można użyć w sądzie.

Podziękowania dla:

  • Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

oferta agencji reklamowejOfertowanie ma w sobie coś z magii.

To właśnie na tym etapie Twój klient tak naprawdę zrozumie co Twoja agencja reklamowa może zrobić dla jego biznesu.

I zapragnie TO mieć.

Przygotowanie dobrej oferty, jej skuteczna prezentacja i usłyszenie w odpowiedzi sakramentalnego „TAK” potrafi sprawić olbrzymią satysfakcję.

Tylko, że oczarowany Twoją agencją klient musi jeszcze podpisać umowę.

I tu z kolei od moich klientów wiem, że dalej o żadnej magii nie może być mowy 😁.

Zazwyczaj rozmowę o TYCH formalnościach poprzedza ciężkie westchnienie i rzucone w eter „aaaaa no i jeszcze musimy podpisać umowę”.

Skąd to rozżalenie?

Gdyż umowa bywa postrzegana jako, i tutaj cytuję, „drugie ofertowanie”.

Dlaczego?

Bo pomimo, że agencji reklamowej udało się sprzedać swoje usługi to i tak jeszcze musi „sprzedać” klientowi swój projekt umowy.

Tutaj zawsze mogą pojawić się rozbieżności albo zgrzyty, a każda ze stron może sobie wyobrażać brzmienie umowy nieco inaczej.

I gdy ty mocujesz się z klientem nad umową pozostała część załogi agencji czekająca w blokach startowych może jedynie smutno zanucić „a miało być tak pięknie..

Oczywiście WSZYSTKO da się wynegocjować, ale to kwestia czasu, pieniędzy i cierpliwości. Czyli tych zasobów, których równoczesne i obfite występowanie w przyrodzie bywa równie rzadkie jak … krótka kolejka do wymiany opon na „zimówki” 😁.

Rozwiązaniem jest jeden, prosty trik, który zawsze pomaga mi „pchnąć” sprawy na przód.

Gdy oferta agencji reklamowej idzie w odstawkę

Zbyt często spotykam się z tym, że gdy przychodzi do podpisania umowy oferta idzie w odstawkę/do szuflady/do kosza* (*niepotrzebne skreślić).

Że niby skoro klient ofertę przyjął to teraz trzeba „jakoś” zrobić z niej umowę.

W praktyce oznacza to próbę „wciśnięcia” wszystkich dotychczasowych ustaleń w ciasny gorset wzorca umowy.

A gdy ustalenia nie za bardzo współgrają z tym wzorcem? Cóż, tym gorzej dla ustaleń!

Przecież to jest absurd.

Wyobraź sobie co by było, gdyby Twoja agencja reklamowa zawsze korzystała z tego samego wzorca oferty.

I nagle otrzymujesz od klienta baaaardzo szczegółowy brief. Czy powiesz „tym gorzej dla briefu„?

Oczywiście, że nie.

Staniesz na głowie żeby w każdym calu spełnić oczekiwania klienta.

Poniżej przedstawiam żelazne pięć punktów, które pomogą ofercie-poczwarce „przeobrazić” się w umowę-motyla…

#1 określ ze szczegółami co zrobisz dla klienta i jak to zrobisz

Jeżeli przygotowujesz dla klienta np: logotyp to zadbaj o to żeby oferta zawierała wszystkie soczyste detale.

Czy będzie wersja pozioma i pionowa? Czy będą warianty? Wersje mono i achromatyczne? Czy klient dostanie księgę znaku?

Być może te kwestie wyczerpująco omówiliście na spotkaniu.

Być może 7 z 10 slajdów jakie pokazałeś na prezentacji dotyczyły wariantów jakie przygotujecie.

Ale jeżeli tego nie ma w ofercie to przy redagowaniu umowy to jest zaproszenie do dyskusji. A stąd już tylko jeden krok do ponownych negocjacji. A te miały się już zakończyć…

#2 określ czego oferta agencji reklamowej nie obejmuje

Każdy prawnik, który spędził już kawałek swojego zawodowego życia na sali sądowej potwierdzi Ci jedną kwestię:

w sprawach gospodarczych przesłuchanie zwaśnionych stron często zaczyna się od  słów, które ja nazywam „złotą trójcą”.

  • „ja myślałem…”
  • „ja byłem przekonany…”
  • „nikt nie mówił, że….” 

W jakim kontekście padają te słowa? A no na przykład w takim:

  • „ja myślałem, że jak ktoś podejmuje się wykonania logotypu to zapewnia księgę znaku…”
  • „ja byłem przekonany, że skoro agencja podejmuje się rebrandingu to wykona również badania rynkowe..”
  • „nikt nie mówił, że za przeniesienie autorskich praw majątkowych do projektu będę musiał dopłacić…”

I nie jest tak, że musisz podejmować jakieś niecne i szemrane działania, aby wprowadzić klienta w błąd. Oczekiwania rozmijające się z ofertą agencji reklamowej mogą wynikać już chociażby z nierozumienia jaki typ umowy strony zawierają.

Zadbaj o to żeby w ofercie ująć to co (z braku lepszego określenia) Ty podejrzewasz, że klient może sądzić, że mu oferujesz 😁

Uffff…. Kiepskie zdanie, ale sendo jest takie: nie pozostawiaj w ofercie miejsca na spekulacje. Kto wie, być może klientowi najbardziej zależy na tym co myśli, że dostaje w ofercie. I że to COŚ oczywiście, rzeczywiście dostanie…

#3 określ co klient powinien Ci zapewnić albo dostarczyć

Często projekt nie może ruszyć z miejsca, bo klient zwleka z dostarczenie potrzebnych Ci materiałów. Albo jest dostarcza, ale w takim stanie, że lepiej nie mówić (i nie korzystać!). Przysłowiowe”pół biedy”, gdy klient ma tylko coś odszukać (np: fotografie swojej siedziby z lat 80′). To akurat da się wyegzekwować „nękającymi” emailami i smsami 😁

Schody zaczynają się, gdy trzeba wydać pieniądze np: na duuuużo lepszy serwer.

Oferta nie powinna pozostawiać wątpliwości, że to co w niej jest zawarte da się przeprowadzić, ale pod warunkiem, że klient najpierw…

#4 określ ilość poprawek do jakich uprawniony będzie klient

Jeżeli cokolwiek jest w stanie naprawdę przetestować Twoje zaangażowanie w projekt i cierpliwość to z całą pewnością niekończące się poprawki. I trudno mieć do klienta pretensje, że je zgłasza skoro ciągle to wpada na co raz to lepszy pomysł.

Tylko, że gdybyś Ty wiedział ile przy tych poprawkach będzie pracy to byś inaczej je wycenił…

Albo gdyby klient wiedział, że poprawki spoza uzgodnionej puli dodatkowo kosztują to pewnie miałby mniej pomysłów..

Dlatego oferta agencji reklamowej to dobre miejsce, aby ustalić ile poprawek będzie przewidywać umowa.

#5 określ wysokość swojego wynagrodzenia

Na zakończenie wielki apel: uważaj na kwestie związane z wynagrodzeniem netto/brutto.

W ofercie możesz pisać  kwotę z dopiskiem „netto”, możesz obok stawki wynagrodzenia nadmienić  „+VAT” albo nawet dopisać na końcu „oferta nie zawiera podatku VAT”. Koniecznie zwróć jednak uwagę na to żebyś nie rozmijał się z klientem co obowiązku podatkowego 😁.

Przygotowywanie umowy na podstawie oferty

Po wysiłku włożonym w przygotowania czas na żniwa czyli gdy oferta agencji reklamowej staje się fundamentem umowy.

W projekcie umowy wskaż już w pierwszym paragrafie, że oferta stanowi załącznik do umowy

A dalej? Punkt po punkcie implementuj postanowienia oferty do umowy. Teraz w przypadku jakichkolwiek wątpliwości klienta zawsze możesz odwołać się do treści załącznika:

„zobaczmy jak to uregulowaliśmy w ofercie…”

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Dobre praktyki przy zawieraniu umowy – dlaczego kilka drobnych, technicznych czynności pozwoli Ci uniknąć gigantycznej wpadki.
  • Jaka powinna być umowa – dlaczego kontrakty warto pisać “łopatologiczne” tak, aby były one czytelne i zrozumiałe także dla innych osób niezaangażowanych w projekt.

Podziękowania dla:

  • Photo by Jessica Sysengrath on Unsplash

obostrzenia w marketinguNa początku serii o prawie marketingu medycznego pisałem, że reklama kocha przedstawicieli tych zawodów.

A jak taka reklama wygląda? Cóż, królują tutaj białe KITLE.

Te wzbudzają nasze zaufanie jak nic innego, bo w końcu noszą je osoby, które utożsamiamy z wiedzą i starannością. Lekarze czy farmaceuci.

Stąd też o nasz „trafny” wybór konsumencki jest dużo łatwiej, gdy produkt zza aptekarskiego okienka zachwalać będzie sama Pani magister.

Albo przynajmniej aktor, który na potrzeby reklamy w owego farmaceutę się wcieli.

Obydwie te sytuacje odejdą niedługo do lamusa, bo reklamę medyczną czekają duże zmiany.

Obostrzenia w marketingu będą dotyczyć wizerunku

W projektowanej właśnie ustawie o zawodzie farmaceuty znalazł się zapis, że przedstawiciele tego zawodu nie będą mogli prowadzić lub uczestniczyć w reklamie produktów leczniczych skierowanej do wiadomości publicznej.

Jak można przeczytać w uzasadnieniu do tego aktu obostrzenia w marketingu mają na celu ochronę konsumentów.

Dlaczego?

Bo autorytet bez wątpienia sprzedaje, a zaufanie do farmaceutów w naszym kraju zadeklarowało aż 87% ankietowanych osób (zaufanie do grup zawodowych, Gfk Polonia, 2014 r., próba 1000 osób).

Biorąc się za wizerunek aptekarzy nasz ustawodawca postanowił iść za ciosem.

Wizerunek lekarza w nowej ustawie o wyrobach medycznych

Otóż w mającej wejść w życie w maju 2020 roku nowej ustawie o wyrobach medycznych również znalazło się miejsce na „garść” przepisów reklamowych.

W obecnym kształcie projekt przewiduje m.in., że zabronionym będzie „wykorzystywanie wizerunku osób podających się za osoby wykonujące zawody medyczne, a także przedstawianie osób prezentujących wyrób w sposób sugerujący, że wykonują taki zawód”.

Innymi słowy odziany w biel i czepek aktor nie będzie musiał wygłosić kwestii „jako lekarz polecam…”, aby reklama naruszała prawo. Wystarczyć będzie, że sam dobór elementów ubioru owego aktora odpowiednio mocno sugeruje odbiorcy, iż produkt zachwala właśnie lekarz.

A o wywarcie takiego wrażenia w wielu reklamach nietrudno. W końcu kto chodzi TAK ubrany i to po pomieszczeniach do złudzeniach przypominających sterylne, szpitalne sale?

Po zakazach wprowadzonych już do ustawy o działalności leczniczej i prawa farmaceutycznego projektowane zmiany nie powinny dziwić. Te raczej wpisują się w pewien trend, z którego wynika, że w nadchodzących latach możemy spodziewać się co raz to większej aktywności ustawodawcy w kwestiach regulacji zasad promocji i marketingu.

Reklama medyczna po prostu poszła na „pierwszy ogień”.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firmaBrak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Naveen Thakur on Unsplash

przedsądowy list adwokackiWezwania do zapłaty to dla mnie prawniczy „chleb powszedni”.

Bardzo wielu klientów, którzy skorzystali z moich usług za pośrednictwem bloga zaczynało współpracę ze mną … właśnie od wezwania do zapłaty.

I narazie, odpukać w niemalowane, wezwania te okazują się być dość skuteczne 😁.

Chciałem Ci ułatwić zlecenie przygotowania takiego listu adwokackiego i dlatego na sklep.gajekpartnerzy.pl dostępna jest już usługa jego przygotowania.

Jak przygotowuję Twoje wezwanie do zapłaty?

#1 Kontakt

W rozmowie telefonicznej ustalamy szczegóły Twojej sprawy.
Dla kogo agencja wykonywała projekt, co było jego przedmiotem i co poszło nie tak z uregulowanie płatności. Mój list adwokacki nie jest wypełnionym „szablonem wezwania do zapłaty” tylko profesjonalnym dokumentem prawnym przygotowanym na potrzeby Twojej sprawy.

#2 Przesłanie dokumentów

Po rozmowie przesyłasz mi za pośrednictwem poczty elektronicznej dokumenty dotyczące Twojej sprawy. Najczęściej będą to umowa, faktury i e-maile.

#3 Akceptacja treści wezwania

Przygotowuję projekt listu adwokackiego a następnie przesyłam Ci go do akceptacji.

#4 Nadanie wezwania

Przedsądowy list adwokacki wysyłam zarówno pocztą tradycyjną (list polecony) jak i w formie skanu – za pośrednictwem poczty elektronicznej. Dzięki temu wezwanie trafia nawet do tych dłużników, którzy nie mają w zwyczaju odbieranie awiz…

#5 Prowadzenie negocjacji

Przedsądowy list adwokacki jest skuteczny nie tylko wtedy kiedy od razu doprowadzi do zapłaty (to jednak scenariusz optymalny :D). Jeżeli dłużnik w odpowiedzi na wezwanie będzie chciał przedstawić swoje stanowisko to podejmuję się rozmów w celu zawarcia satysfakcjonującej Cię ugody.przedsądowy listZobacz także:

typy umówNa tym blogu wielokrotnie powtarzałem, że dla właścicieli agencji marketingowych kłopoty często zaczynają się przez brak umowy.

Niestety nie oznacza to, że podpisanie takiego dokumentu stanowi niejako polisę od wszelkich nieszczęść.

Dobrze wiesz, że polisy tak nie działają .

Więc dlaczego z umowami miałoby być inaczej 😁.

Można powiedzieć, że umowa rozwiązuje wiele problemów, ale i potrafi stworzyć nową płaszczyznę do sporu.

Jedną z tych płaszczyzn będzie pewna rozbieżność.

Ot, drobna różnica zdań.

Drobiazg doprawdy 😁.

A rozchodzi się o to co klient myślał, że zamawia.

I oczywiście o to, do czego ty sądziłeś, że się zobowiązujesz.

Na szczęście tej pomyłki bardzo łatwo jest uniknąć, gdy tylko wie się na co uważać.

Pozwól, że zabiorę Cię do krainy prawników i opowiem Ci o tym, co to są…

Typy umów dla agencji marketingowych

Gdy zabieram się do przygotowania umowy często na myśl przychodzi mi pieczenie. Ciast (nie skóry! 😁).

Bo z umowami, zupełnie jak z sernikiem, jest tak: jeżeli przestrzegać będziesz przepisu to na koniec najczęściej osiągniesz pożądany efekt.

I nawet nie chodzi o to, że dodasz czegoś za dużo. To akturat może wyjść na dobre zarówno umowie jak i sernikowi.

Problem zaczyna się gdy pominiesz jakiś składnik. Tym gorzej im bardziej kluczowy..

O sernikach nie będę się wymądrzał, ale kluczowymi dla dobrej umowy są:

  1. jasno określony przedmiot umowy czyli co dla klienta przygotujesz
  2. sprecyzowany sposób w jaki ten przedmiot umowy wykonasz
  3. wskazane wynagrodzenie jakie klient zapłaci Twojej agencji marketingowej oraz warunki jego wypłaty

Czyli „co”, „jak” i „za ile”.

Wydawałoby się…elementarz. Ale w praktyce bywa z tym różnie.

W świecie prawników bowiem „jak” i „typy umów” są ze sobą ściśle powiązane.

A typy umów mamy przynajmniej trzy:

Co się kryje pod tymi pojęciami?

Wykonanie witryny czyli umowa rezultatu

Najczęściej spotykanym z typów umów marketingowych jest ta, która daje namacalny efekt.

Jeżeli zobowiążesz, że u klienta na serwerze będzie hulać nowiutka strona Internetowa?

To oczywiście ta witryna będzie zamówionym rezultatem. Stąd ta nazwa: umowa rezultatu.

Tutaj nie ma miejsca na spekulacje: wynagrodzenie będzie należne dopiero gdy Twoja agencja „dowiezie” wynik.

Typową umową rezultatu są wszelkiej maści umowy o dzieło. I bez znaczenia jest tutaj czy umowę nazwiesz „umowa o dzieło” czy „umowa o wykonanie strony Internetowej” – stosuje się tutaj przepisy kodeksu cywilnego dotyczące dzieła (art. 627 kc i dalsze).

Konsekwencją uznania, że Twoja umowa jest umową rezultatu to np: brak możliwości jej zerwania, obowiązek usunięcia wad czy też spory o ewentualną estetykę.

Usługa SEO czyli umowa należytej staranności

Po przeciwnej stronie „prawnej barykady” znajdują się umowy, których wyniku nie da się z góry przewidzieć.

Dobrym przykładem może być pozycjonowanie stron Internetowych.

Tutaj konia z rzędem temu, kto jest w stanie z góry przewidzieć (i zagwarantować!) jakie miejsce w wynikach Googla zajmie witryna klienta.

Natomiast możesz się zobowiązać, że wykorzystasz cały swój pozycjonerski arsenał i know-how.

Że nie zrobisz niczego co by się nie spodobało wszechmogącemu algorytmowi.

Że wszelkie „googlowskie” regulaminy będą gorliwie przestrzegane.

I że swoją usługę SEO świadczyć będziesz przez okrągłe 30 dni.

Innymi słowy zobowiązujesz się, że naprawdę się postarasz żeby klient był zadowolony.

Stąd też nazwa: umowa należytej staranności.

Od razu zaznaczę: słowo „należyta” nie znalazło się w tej nazwie przez przypadek.

Nie chodzi bowiem o to żeby agencja tylko starała się pozycjonować (np: przy użyciu tricków sprzed 10 lat…), ale o to żeby jej działania, w świetle aktualnej wiedzy i standardów branżowych, obiektywnie to pozycjonowanie stanowiły.

Umowami należytej staranności są wszelkie umowy o świadczenie usług, do których to stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu (art. 734 kc i dalsze).

Tutaj pojawia się zupełnie inny zestaw prawnych zagwozdek jak np: umowa może być zawsze wypowiedziana z ważnego powodu.

Obsługa social media czyli umowa mieszana

I oczywiście, jak to w życiu bywa, typy umów zawierają też „drogę środka” 😃.

Co się dzieje, gdy agencja marketingowa podejmuje się obsługi np: fanpage`a?

Tutaj rezultatem będzie ilość kontentu jaki zapewne ma trafić na profil: określona ilość wpisów czy też grafik.

Staraniem może być interakcja z użytkownikami Facebooka i zaangażowanie ich organizowane promocje i konkursy.

Czasami nawet prawnikowi ciężko jest określić które przepisy stosuje się do której części umowy.

Najważniejsze jednak, że absolutnie nie masz obowiązku zawierania odrębnych umów o dzieło i o świadczenie usług.

Umieszczenie różnych zobowiązań w jednej umowie jest jak najbardziej dopuszczalne.

Ba, uważam nawet, że najważniejszym jest, aby umowa w 100% oddawała wszystkie wasze ustalenia. A przepisy zostaw prawnikom 😉.

Co jeżeli samo staranie nie wystarczy?

Jeżeli w umowie wpiszesz, że na pewno każdy wpis uzyska +500 lajków to prosisz się o kłopoty.

Z drugiej zaś strony klient może (i pewnie powie), że same Twoje szczere intencje to trochę mało. Że biznesowo to się mu jakoś nie składa.

Tutaj rozwiązaniem jest umieszczenie w umowie minimalnego rezultatu i połączenie go ze staraniem.

Czyli wracając to przykładu z lajkami: po fanpage’u klienta oceniasz, że 200 lajków każdorazowo możesz uzyskać bez większych problemów. To w takim przypadku 200 „kciuków w górę” zawsze waszym rezultatem. A dodatkowo będziesz się starać osiągnąć pułap „500” np: odpowiadając na komentarze użytkowników i wciągając do dyskusji kolejnych. Wilk syty i owca cała.

Teraz skoro już znasz typy umów w marketingu baczaj, aby ich nie pomylić 😉.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Alex Knight on Unsplash