adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

przedsądowy list adwokackiWezwania do zapłaty to dla mnie prawniczy „chleb powszedni”.

Bardzo wielu klientów, którzy skorzystali z moich usług za pośrednictwem bloga zaczynało współpracę ze mną … właśnie od wezwania do zapłaty.

I narazie, odpukać w niemalowane, wezwania te okazują się być dość skuteczne 😁.

Chciałem Ci ułatwić zlecenie przygotowania takiego listu adwokackiego i dlatego na sklep.gajekpartnerzy.pl dostępna jest już usługa jego przygotowania.

Jak przygotowuję Twoje wezwanie do zapłaty?

#1 Kontakt

W rozmowie telefonicznej ustalamy szczegóły Twojej sprawy.
Dla kogo agencja wykonywała projekt, co było jego przedmiotem i co poszło nie tak z uregulowanie płatności. Mój list adwokacki nie jest wypełnionym „szablonem wezwania do zapłaty” tylko profesjonalnym dokumentem prawnym przygotowanym na potrzeby Twojej sprawy.

#2 Przesłanie dokumentów

Po rozmowie przesyłasz mi za pośrednictwem poczty elektronicznej dokumenty dotyczące Twojej sprawy. Najczęściej będą to umowa, faktury i e-maile.

#3 Akceptacja treści wezwania

Przygotowuję projekt listu adwokackiego a następnie przesyłam Ci go do akceptacji.

#4 Nadanie wezwania

Przedsądowy list adwokacki wysyłam zarówno pocztą tradycyjną (list polecony) jak i w formie skanu – za pośrednictwem poczty elektronicznej. Dzięki temu wezwanie trafia nawet do tych dłużników, którzy nie mają w zwyczaju odbieranie awiz…

#5 Prowadzenie negocjacji

Przedsądowy list adwokacki jest skuteczny nie tylko wtedy kiedy od razu doprowadzi do zapłaty (to jednak scenariusz optymalny :D). Jeżeli dłużnik w odpowiedzi na wezwanie będzie chciał przedstawić swoje stanowisko to podejmuję się rozmów w celu zawarcia satysfakcjonującej Cię ugody.przedsądowy listZobacz także:

typy umówNa tym blogu wielokrotnie powtarzałem, że dla właścicieli agencji marketingowych kłopoty często zaczynają się przez brak umowy.

Niestety nie oznacza to, że podpisanie takiego dokumentu stanowi niejako polisę od wszelkich nieszczęść.

Dobrze wiesz, że polisy tak nie działają .

Więc dlaczego z umowami miałoby być inaczej 😁.

Można powiedzieć, że umowa rozwiązuje wiele problemów, ale i potrafi stworzyć nową płaszczyznę do sporu.

Jedną z tych płaszczyzn będzie pewna rozbieżność.

Ot, drobna różnica zdań.

Drobiazg doprawdy 😁.

A rozchodzi się o to co klient myślał, że zamawia.

I oczywiście o to, do czego ty sądziłeś, że się zobowiązujesz.

Na szczęście tej pomyłki bardzo łatwo jest uniknąć, gdy tylko wie się na co uważać.

Pozwól, że zabiorę Cię do krainy prawników i opowiem Ci o tym, co to są…

Typy umów dla agencji marketingowych

Gdy zabieram się do przygotowania umowy często na myśl przychodzi mi pieczenie. Ciast (nie skóry! 😁).

Bo z umowami, zupełnie jak z sernikiem, jest tak: jeżeli przestrzegać będziesz przepisu to na koniec najczęściej osiągniesz pożądany efekt.

I nawet nie chodzi o to, że dodasz czegoś za dużo. To akturat może wyjść na dobre zarówno umowie jak i sernikowi.

Problem zaczyna się gdy pominiesz jakiś składnik. Tym gorzej im bardziej kluczowy..

O sernikach nie będę się wymądrzał, ale kluczowymi dla dobrej umowy są:

  1. jasno określony przedmiot umowy czyli co dla klienta przygotujesz
  2. sprecyzowany sposób w jaki ten przedmiot umowy wykonasz
  3. wskazane wynagrodzenie jakie klient zapłaci Twojej agencji marketingowej oraz warunki jego wypłaty

Czyli „co”, „jak” i „za ile”.

Wydawałoby się…elementarz. Ale w praktyce bywa z tym różnie.

W świecie prawników bowiem „jak” i „typy umów” są ze sobą ściśle powiązane.

A typy umów mamy przynajmniej trzy:

Co się kryje pod tymi pojęciami?

Wykonanie witryny czyli umowa rezultatu

Najczęściej spotykanym z typów umów marketingowych jest ta, która daje namacalny efekt.

Jeżeli zobowiążesz, że u klienta na serwerze będzie hulać nowiutka strona Internetowa?

To oczywiście ta witryna będzie zamówionym rezultatem. Stąd ta nazwa: umowa rezultatu.

Tutaj nie ma miejsca na spekulacje: wynagrodzenie będzie należne dopiero gdy Twoja agencja „dowiezie” wynik.

Typową umową rezultatu są wszelkiej maści umowy o dzieło. I bez znaczenia jest tutaj czy umowę nazwiesz „umowa o dzieło” czy „umowa o wykonanie strony Internetowej” – stosuje się tutaj przepisy kodeksu cywilnego dotyczące dzieła (art. 627 kc i dalsze).

Konsekwencją uznania, że Twoja umowa jest umową rezultatu to np: brak możliwości jej zerwania, obowiązek usunięcia wad czy też spory o ewentualną estetykę.

Usługa SEO czyli umowa należytej staranności

Po przeciwnej stronie „prawnej barykady” znajdują się umowy, których wyniku nie da się z góry przewidzieć.

Dobrym przykładem może być pozycjonowanie stron Internetowych.

Tutaj konia z rzędem temu, kto jest w stanie z góry przewidzieć (i zagwarantować!) jakie miejsce w wynikach Googla zajmie witryna klienta.

Natomiast możesz się zobowiązać, że wykorzystasz cały swój pozycjonerski arsenał i know-how.

Że nie zrobisz niczego co by się nie spodobało wszechmogącemu algorytmowi.

Że wszelkie „googlowskie” regulaminy będą gorliwie przestrzegane.

I że swoją usługę SEO świadczyć będziesz przez okrągłe 30 dni.

Innymi słowy zobowiązujesz się, że naprawdę się postarasz żeby klient był zadowolony.

Stąd też nazwa: umowa należytej staranności.

Od razu zaznaczę: słowo „należyta” nie znalazło się w tej nazwie przez przypadek.

Nie chodzi bowiem o to żeby agencja tylko starała się pozycjonować (np: przy użyciu tricków sprzed 10 lat…), ale o to żeby jej działania, w świetle aktualnej wiedzy i standardów branżowych, obiektywnie to pozycjonowanie stanowiły.

Umowami należytej staranności są wszelkie umowy o świadczenie usług, do których to stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu (art. 734 kc i dalsze).

Tutaj pojawia się zupełnie inny zestaw prawnych zagwozdek jak np: umowa może być zawsze wypowiedziana z ważnego powodu.

Obsługa social media czyli umowa mieszana

I oczywiście, jak to w życiu bywa, typy umów zawierają też „drogę środka” 😃.

Co się dzieje, gdy agencja marketingowa podejmuje się obsługi np: fanpage`a?

Tutaj rezultatem będzie ilość kontentu jaki zapewne ma trafić na profil: określona ilość wpisów czy też grafik.

Staraniem może być interakcja z użytkownikami Facebooka i zaangażowanie ich organizowane promocje i konkursy.

Czasami nawet prawnikowi ciężko jest określić które przepisy stosuje się do której części umowy.

Najważniejsze jednak, że absolutnie nie masz obowiązku zawierania odrębnych umów o dzieło i o świadczenie usług.

Umieszczenie różnych zobowiązań w jednej umowie jest jak najbardziej dopuszczalne.

Ba, uważam nawet, że najważniejszym jest, aby umowa w 100% oddawała wszystkie wasze ustalenia. A przepisy zostaw prawnikom 😉.

Co jeżeli samo staranie nie wystarczy?

Jeżeli w umowie wpiszesz, że na pewno każdy wpis uzyska +500 lajków to prosisz się o kłopoty.

Z drugiej zaś strony klient może (i pewnie powie), że same Twoje szczere intencje to trochę mało. Że biznesowo to się mu jakoś nie składa.

Tutaj rozwiązaniem jest umieszczenie w umowie minimalnego rezultatu i połączenie go ze staraniem.

Czyli wracając to przykładu z lajkami: po fanpage’u klienta oceniasz, że 200 lajków każdorazowo możesz uzyskać bez większych problemów. To w takim przypadku 200 „kciuków w górę” zawsze waszym rezultatem. A dodatkowo będziesz się starać osiągnąć pułap „500” np: odpowiadając na komentarze użytkowników i wciągając do dyskusji kolejnych. Wilk syty i owca cała.

Teraz skoro już znasz typy umów w marketingu baczaj, aby ich nie pomylić 😉.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Alex Knight on Unsplash

Widzisz to zdjęcie po prawej? To ja kilka dni temu na lotnisku w Katanii.

Na kolanach trzymam iPada (działającego na oparach baterii) i taniutką klawiaturę bezprzewodową.

Co robię? A piszę.

Piszę tego posta. Tego, którego WŁAŚNIE TERAZ czytasz.

Piszę, bo w głowie ciągle mam obraz znajdującej się w Syrakuzy kanjapki Caseificio Borderi.

A właściwie jej właściciela.

Żeby zrozumieć dlaczego zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że masz stoisko z kanapkami.

Takie zwyczajne, niewielkie i w mało prestiżowym miejscu.

Popatrzmy na „mocne” strony Twojego biznesu…

Oferujesz kanapki przygotowywane na miejscu?

Jak dosłownie WSZYSTKIE knajpy w promieniu 2 km.

Twoje składniki są lokalne, świeże i bio-eko?

A spróbowałbyś tylko z czegoś innego robić!!

No to może po prostu robisz najpyszniejsze kanapki na świecie?

A kto nie robi…

Cóż, wygląda na to, że Twój USP jest do bani.

Ale jednak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, akurat do Twojej knajpki ustawiają się tłumy.

Kolejki turystów zawijają aż po horyzont, a ty uśmiechnięty od ucha do ucha przygotowujesz co raz bardziej awangardowe kanapki.

Które sprzedają się jak … świeże bułeczki. I to po 6 EURO każda.

Teraz możesz już otworzyć oczy i zobaczyć jak to robi właściciel Caseificio Borderi.

Czy tutaj zjadłem najlepszą kanapkę w moim życiu? Nie wiem, może.

Czy to był fenomenalnie zorganizowany biznes, który można zescalować w globalną franczyzę? Wątpię.

Ale jednego jestem pewny: nigdy nie widziałem żeby ktoś tak się jarał swoim biznesem i zarażał tą radochą innych.

Nie sądzę, żeby ten facet kochał kanapki, ale z całą pewnością lubi to co robi. Bo energię i entuzjazm czuć było w powietrzu (plus oliwę, czosnek oraz szynkę parmeńską…).

To skłoniło mnie do refleksji: czego ja poszukuję w moim biznesie?

Dokładnie tego samego 😁 (minus oliwa, czosnek..).

 

Chcę pracować z klientami których lubię, nad sprawami które mnie interesują i za wynagrodzenie które mnie satysfakcjonuje.

 

Po blisko dwóch latach prowadzenia tego bloga (i ukierunkowaniu mojej kancelarii na specjalizację) mogę powiedzieć, że w tym kierunku powoli zmierzam 😀.

A teraz, gdy tylko będę wątpił w sens tego wszystkiego, to myślami wrócę do roztańczonego Caseificio Borderi.

To jest właśnie „end game” biznesu butikowego.

Zobacz także:

Krótka umowaLudzka natura chyba nigdy nie przestanie mnie fascynować.

A właściwie to jej jeden aspekt: nasza wrodzona skłonność do przesady.

Do popadania ze skrajności w skrajności.

To nasze zamiłowanie do zmian totalnych, „grubych kresek” i noworocznych postanowień.

Dzisiaj ledwie się ruszamy? To od jutra zaczynamy biegać ultramaratony (pod warunkiem, że Robert będzie boksować 😉).

Nasza dieta pozostawia wiele do życzenia? No to od jutra tylko brokuły i siano.

Z umowami bywa podobnie.

Albo chcemy mieć profesjonalny, zoptymalizowany po każdym względem wzorzec w dwóch językach, albo…. machniemy na to wszystko ręką. I jakoś to będzie.

Tymczasem rzeczywiste, wymierne efekty osiąga się małymi krokami.

Przed zostaniem ultramaratończykiem warto najpierw regularnie spacerować.

Zrezygnowanie chociażby z części przetworzonej żywności od razu pchnie naszą wagę w dobrą stronę.

A z umowami to jest tak…

Nawet super krótka umowa daje większą pewność

Zacznijmy od tego, że – i piszę to z pełną odpowiedzialnością – jakakolwiek umowa jest lepsza niż jej brak.

A chociażby i krótka umowa o świadczenie usług reklamowych to ciągle dowód na wagę złota.

Dlaczego?

Bo właśnie największą bolączką właścicieli agencji reklamowych bywa to, że nie mają żadnego pisemnego potwierdzenia zlecenia im realizacji projektu. A wtedy trzeba sięgać po przeróżne dowody żeby w ogóle udowodnić, że z klientem coś Cię łączy (bo ten może iść w przysłowiowe „zaparte” i powiedzieć w sądzie „nie znam tego Pana”).

Nie zapominaj też o podstawowej pułapce klientów „z Internetu”: Pan zamawia usługi reklamowe, a ty je w pocie czoła wykonujesz. A gdy przyjdzie do płacenia?

Cóż okazuje się, że firma w rzeczywistości nie jest tego Pana, ale zarejestrowana została na jego szacowną małżonkę.

Wtedy surprise, surprise  ta Pani nic nie wie o Twoich usługach. I oczywiście NICZEGO w Twojej agencji nie zamawiała 😁.

Można by było tego uniknąć, gdybyś tylko sprawdził dane kontrahenta w odpowiednim rejestrze. Do tego zmusi Cię już choćby najbardziej krótka umowa na świecie.

Jednym słowem umowy podpisywać zwyczajnie się opłaca.

Na najważniejsze klauzule zawsze znajdzie się miejsce

Jeżeli już Cię przekonałem, że warto zadbać o dosłownie JAKĄKOLWIEK umowę to rozprawmy się jeszcze z drugim mitem.

Długość umowy.

Jedni mówią, że dobra umowa to skromna umowa. Że po co się rozpisywać, lepiej krótko i na temat.

Inni z kolei powiedzą, że umowa na pół strony wygląda amatorsko. Że taki „świstek” papieru jest nic nie warty.

Ja uważam, że umowa jest wypadkową potrzeb projektu, oczekiwań klienta i Twoich interesów.

Skomplikowany, wielomiesięczny i ryzykowny projekt może wymagać odpowiednio zaawansowanej umowy. Podobnie rzecz się może mieć z klientem, który już na samym początku daje się poznać jako niezbyt rzetelna osoba 😉.

Ale rutynowe zlecenie od stałego klienta absolutnie nie wymaga podobnych zabezpieczeń. Zaawansowanego wzorca „nie przepchniesz” też jeżeli druga strona ma ostrą reakcję alergiczną na tekst kontraktu który przekracza 250 znaków (oj znam Ci ja takich…).

Chcę Ci tylko powiedzieć, że musisz być elastyczny (albo jak radził Bruce Lee: „be water, my friend„).

A krótka umowa nie oznacza, że to musi być jednocześnie zła umowa. Przecież jakość i skuteczność takiego dokumentu nie wynika z jego długości tylko z jego…treści! Zadbaj o zgodę na portfolio, określ ile poprawek klient może zgłosić, wskaż właściwość sądu oraz prawo polskie. To i pare innych drobiazgów (tutaj znajdziesz ich listę kontrolną) możesz „upchać” w kilku linijkach umowy, albo nawet na….opisie do faktury! (która również jest formą umowy).

Rezultat?

Dopięte projekty. Mniej zmartwień. Więcej wolnego czasu.

Teraz możesz się wreszcie zabrać za te ultramaratony 😁.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o administrowanie stroną internetową

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Jakie powinny być umowy– dlaczego kontrakty warto pisać “łopatologiczne” tak, aby były one czytelne i zrozumiałe także dla innych osób niezaangażowanych w projekt.
  • Czytelność umowy – dwa proste triki zwiększające wygodę w używaniu umowy i zabezpieczające przed wpadką.

Podziękowania dla:

  • Photo by Christa Dodoo on Unsplash

Zgoda na wykorzystanie wizerunkuTutaj pisałem o tym, że zgoda na wykorzystanie wizerunku powinna określać kontekst w jakim ten wizerunek będzie wykorzystywany. Argumentowałem to tym, że są takie produkty, z którymi wiele osób nie chciałoby być kojarzonymi.

Oczywiście mogłem wymyślić jakąś historyjkę, która obrazowałaby ten problem.

Tylko, że miałem poważne wątpliwości czy mój przykład będzie wystarczająco jaskrawy.

Na szczęście z pomocą przyszedł mi wyrok wydany w sprawie I CK 515/04, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że najlepsze scenariusze pisze życie.

Co wspólnego ma ze sobą modeling i audiotele

Nasza historia zaczyna się dość banalnie. Przynajmniej wystarczająco banalnie, aby nikomu nie przyszło do głowy, że sprawa trafi przed oblicze Sądu Najwyższego.

Otóż nasza bohaterka wzięła udział w dwóch typowych sesjach zdjęciowych. Po ich zakończeniu modelka otrzymała umówione wynagrodzenie, a w zamian do rąk fotografa trafiła podpisaną przez nią zgoda na wykorzystanie wizerunku.

Następnie fotograf sprzedał zestaw fotografii spółce, która była zainteresowana ich wykorzystaniem w reklamie.

Na kluczowe pytanie „w jakiej reklamie?” modelka miała długo poznać odpowiedź.

Otóż pewnego dnia nasza bohaterka usłyszała od najbliższego otoczenia, że „nisko upadła”, że reklamuje agencje towarzyskie, a babcia uznała, że wnuczka „reklamuje się jako prostytutka”.

Pani szybko dotarła do źródła problemów: otóż w pewnej gazecie znalazła swoją fotografię jako część reklamy usług audio-tele.

Hasła „czekam na Ciebie„, „spróbuj ze mną„, „z Tobą prywatnie” nie pozostawiały złudzeń, że oferta kierowana jest do dorosłych czytelników.

Skutki „wciągnięcia” modelki w taką reklamę były opłakane. Modelka która wcześniej zagrała w 20 filmach nagle została „odcięta” od wszelkich propozycji.

Koniec końców sprawa trafiła do sądu, gdzie spółka od audio-tele i wydawca gazety z hukiem przegrali.

Jakie wnioski płyną z tej sprawy?

Zgoda na wykorzystanie wizerunku a cel publikacji

Przede wszystkim musisz pamiętać, że zgoda modela nie powinna mieć charakteru „blankietowego”.

Wiem, że najwygodniej byłoby dostać zgodę na wykorzystanie wizerunku i móc z nim zrobić co Ci się podoba. I dokładnie z tego założenia wychodziła spółka, która nabyła fotografie.

Tylko, że w razie sporu to na Tobie będzie spoczywać obowiązek wykazania, że użyłeś fotografii z wizerunkiem zgodnie z zakresem udzielonej zgody.

Gdyby w omawianej sprawie modelka zgodziła na się na wykorzystanie jej wizerunku do „reklamy i promocji usług audio-tele skierowanych do osób pełnoletnich” to nie byłoby sprawy. Już starożytni Rzymianie mawiali bowiem, że chcącemu nie dzieje się krzywda 😉.

Zatwierdzenie projektu reklamy przez modela

Czasami jednak nawet dość precyzyjna zgoda modela może okazać się niewystarczająca.

A gdyby we wspomnianej sprawie powódka wyraziła zgodę na wystąpienie w reklamie audio-tele? To ciągle nie oznaczałoby przyzwolenia do całkowitego popuszczenia wodzy fantazji.  Otóż reklamę tego typu usług ktoś mógłby opatrzyć takimi hasłami przy których „spróbuj ze mną” wydaje się być przesadną pruderyjnością. A to z kolei mogłoby się spotkać z uzasadnionym sprzeciwem.

Powstałby więc nowy problem gdzie modelka może i zgodziła się na użyczenie wizerunku do reklamy audio-tele, ale nie TAKIEGO audio-tele. Wrażliwość każdy z nas ma bardzo indywidualną, a na sam koniec ocenie podlega kontekst wykorzystania wizerunku a nie jedynie sam fakt czy sprawca posiadał zgodę na jego rozpowszechnienie czy też nie. W reklamie bowiem, kolokwialnie rzecz ujmując, zawsze da się „przegiąć”.

Więc gdy potrzebna Ci będzie zgoda na wykorzystanie wizerunku w kontrowersyjnej reklamie możliwości masz dwie.

Pierwsza to uzyskanie bardzo precyzyjnej zgody modela na rozpowszechnianie jego wizerunku. Z całą pewnością zmniejsza to ryzyko naruszenia dóbr osobistych takiej osoby, ale nie wyłącza go całkowicie.

Druga możliwość to zatwierdzenie projektu reklamy lub nawet jej końcowego efektu. W takim przypadku „skwitowanie” reklamy przez modela to jednocześnie zgoda na wykorzystanie wizerunku w tym całkowicie skonkretyzowanym kontekście.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o wykorzystanie wizerunku

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Zezwolenie na wykorzystanie wizerunku w reklamie – Jeżeli można mówić o “reklamowym abecadle” to niewątpliwie literką “Z” jest w nim “zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku”. Co może oznaczać jego brak?
  • Zdjęcia grupowe w reklamie – Wykorzystanie wizerunku w reklamie wymaga zezwolenia. Sprawa nie jest jednak tak oczywista przy zdjęciach grupowych np: z imprezy masowej.

Podziękowania dla:

  • Photo by Flaunter.com on Unsplash