adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

umowa dowodowaW mojej praktyce zawodowej miałem wiele okazji, aby obserwować zwaśnione strony.

Spory bywają chłodne, z klasą, ale i bywają „na noże”.

Dużo zależy od temperamentów stron, które je toczą. I oczywiście od metod do jakich uciekają się na sali sądowej.

Jest jednak taka sądowa zagrywka, która potrafi zajść za skórę jak nic innego.

Nazywam ją „taktyką zaprzeczenia totalnego”.

Gdy przeciwnik kwestionuje wszystko

Wkładasz w pozycjonowanie strony klienta cały swój pozycjonerski „know-how” (a także pot, krew i łzy 😁).

Co prawda są problemy z płatnościami, ale wiedziałeś że biznes klienta ledwo zipie.

No i nadal jesteś przekonany, że da się go postawić na nogi.

I zaczyna się to udawać, bo klient odczuwa realne skutki twoich wielotygodniowych wysiłków!

Ten pisze więc do Ciebie maila i nie może się pohamować żeby nie piać z zachwytu.

Ruch? Jest!

Sprzedaż? W górę!

Konkurencja? Na drugim miejscu (czyli równie dobrze mogłoby jej nie być..)

A Twoje zaległe faktury? Oczywiście, że będą uregulowane!

Tyle, że nie zostają. Tak bardzo, że sprawa musiała trafić do sądu.

Co się tutaj dzieje?

Nierzetelny kontrahent,  a do niedawna Twój największy fan, wciela w życie „taktykę zaprzeczenia totalnego”.

„Pozycjonowane było źle! Fuszerka! Właściwie to po tym SEOowaniu jest gorzej niż było!”

Od razu też w ruch idzie oręż atomowy: druga strona składa wniosek o „biegłego od SEO„, który ma audytować Twoją pracę.

No i świadkowie! Ma przyjść ich cała gromada i zaświadczyć, że Twoje pozycjonowanie to praktycznie położyło biznes.

To jest gwarantowane 2 lata procesu. A zakładnikiem są Twoje nieopłacone faktury.

Czy można było jakoś tego uniknąć?

Co to jest umowa dowodowa

Umowa dowodowa jest stosowana w innych krajach, ale w naszym sądownictwie jest zupełną „świeżynką”.

Możliwość zawarcia takiej umowy została dodana artykułem 458[9] kpc, który lakonicznie tłumaczy, że:

„Strony mogą się umówić o wyłączenie określonych dowodów w postępowaniu w sprawie z określonego stosunku prawnego powstałego na podstawie umowy (umowa dowodowa)”

Nie będę się tutaj starał wykładać, co autor (ustawodawca) miał na myśli. Przejdźmy od razu do praktycznego zastosowania tego przepisu 😁.

W opisanej powyżej sytuacji w jakiej znalazła się agencja SEO umowa dowodowa może przyjść na ratunek.

Opinia biegłego jest tak naprawdę kijem wkładanym w szprychy procesu. Całymi tygodniami raportowałeś klientowi wyniki pozycjonowania, a ten potwierdzał, że „sprawy mają się ku lepszemu”.

Po co więc biegły? A no po to, że przeciwnik liczy na to, że biegły słabo zna się na temacie. A nuż opinia będzie dla niego korzystna?

Podobnie jest ze świadkami-pracownikami klienta. Oczywiście, że potwierdzą wersję klienta, że „było gorzej”.

Tyle, że takie osoby o sprawie wiedzą zazwyczaj tyle, że pracodawca „poprosił” ich o wystąpienie w sądzie.

I dorzucił:

FAJNIE BYŁOBY gdybyś potwierdził jak kiedyś mówiłem, że ten gość od SEO jest do niczego„.

Z ręką na sercu: przesłuchiwałem już takich świadków na sali sądowej w sprawach gospodarczych 😃.

Nigdy nie pomogli przeciwnikowi, ale ZAWSZE przedłużyli proces.

Co ma zawierać umowa dowodowa

To co szumnie przepis nazywa „umową dowodową” w praktyce stanowi jedną, małą klauzlkę w Twojej umowie o pozycjonowanie.

Tą klauzulą wyłączyć możesz:

  1. określony rodzaj dowodów – z zeznań świadków, z opinii biegłych, z dokumentów etc.
  2. skonkretyzowane dowody – z zeznań konkretnego świadka, z określonych dokumentów etc.
  3. możliwość dowodzenia określonych faktów

Gdybym więc miał „ukuć” konkretny zapis w umowie o pozycjonowanie byłby on taki:

„W przypadku sporu sądowego powstałego w związku z wykonywaniem niniejszej umowy strony wyłączają możliwość przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego i zeznań świadków”

Mógłbym również pokusić się o bardziej szczegółową klauzulę:

„W przypadku sporu sądowego powstałego w związku z opóźnieniem przez Zamawiającego z zapłatą wynagrodzenia określonego w niniejszej umowie strony wyłączają możliwość przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego i zeznań świadków na okoliczność świadczenia usługi pozycjonowania i jej skuteczności”

Umowa dowodowa nie oznacza, że strona przeciwna pozbawiona jest oręża.

Jeżeli z innych dowodów (np: korespondencji stron) wynika, że pozycjonowanie było pozorne to wyrok i tak będzie dla Ciebie niekorzystny (przeczytaj tutaj o takiej sprawie dotyczącej SEO).

Ten przepis to po prostu nowy sposób na nierzetelnych kontrahentów, którzy w sądzie pokazują swoje drugie oblicze.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o wykorzystanie wizerunku

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Webaroo.com.au on Unsplash

Kodeks Etyki ReklamySamoregulacja to zdecydowanie pozytywne zjawisko.

Jego występowanie świadczy nie tylko o dojrzałości rynku, ale również o dojrzałości biznesowej jej uczestników.

Ale co tak NAPRAWDĘ daje samoregulacja?

Otóż zbiory branżowe jak np: Kodeks Etyki Reklamy zapełniają istotną lukę w systemie prawa reklamy.

I to taką, o której sam ustawodawca wie że jej nigdy nie załata!

Chodzi o tzw. „dobre obyczaje”. Te dwa słowa to swoisty „most” pomiędzy światem prawa, a światem etycznego przekazu reklamowego.

Zanim jednak będę mógł Ci wyjaśnić czym są owe „obyczaje” będę musiał siegnąć po przykład z życia wzięty.

I to drastyczny przykład.

„Gdy wieczór kawalerski wymknie się spod kontroli…”

Pewna pracownica agencji reklamowej wpadła na nietypowy pomysł.

Otóż postanowiła opatrzyć fotografię napisami i wrzucić ją na fanpage klienta. Póki co brzmi dość sztampowo, prawda?

Ale ponieważ klient był producentem wódki to i napisy musiały jasno kojarzyć się z „dobrą” zabawą.

I tak fotkę ozdobiły teksy:

KacVegas? Scenariusz pisany przez Żytnią” oraz „Gdy wieczór kawalerski wymknie się spod kontroli. Wina Żytniej?„.

Sęk w tym, że wybrania przez Panią fotka przedstawiająca czterech mężczyzn niosących piątego…tylko z pozoru nadawała się do tego postu.

W rzeczywistości była to fotografia wykonana przez Krzysztofa Raczkowiaka dokumentująca tzw. zbrodnię lubińską.

Stąd też niesionym przez kolegów to nie był, jak mogły sugerować napisy, upity do nieprzytomności przyszły Pan młodym, ale
Michał Adamowicz śmiertelnie postrzelony przez  ZOMOwców.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać.

Autorce napisów został postawiony zarzut pomówienia, a sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Lublinie.

Ostatecznie Pani zapłaciła zadośćuczynienie w kwocie 15.000 zł, a sąd warunkowo umorzył postępowanie.

Co na to Kodeks Etyki Reklamy

Pomimo, że sprawa trafiła do Rady Etyki Reklamy dość późno to i tak ta zajęła się nią i podjęła uchwałę ze względu na walor edukacyjny tej sprawy.

Nie było tutaj niespodzianki, bo „zdaniem Zespołu przedmiotowa reklama nie była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej. W opinii Zespołu oceniany przekaz reklamowy narusza dobre obyczaje, a nadto nie dochowano w nim wymaganej w takich przypadkach należytej staranności. Zespół przy tym uznał, że reklama zawiera treści, które mogą nadużywać zaufania odbiorców i wykorzystywać ich brak doświadczenia lub wiedzy„.

Wspomniane już „dobre obyczaje” w Kodeksie Etyki Reklamy pojawiają się w art. 2 kodeksu, który stanowi, że „działania objęte postanowieniami Kodeksu będą wykonywane z należytą starannością, zgodnie z dobrymi obyczajami, prowadzone w poczuciu odpowiedzialności społecznej oraz zgodnie z zasadami uczciwej konkurencji”.

Gdzie jeszcze pojawiają się owe dobre obyczaje?

Dobre obyczaje i ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji

Jednym z fundamentów naszego prawa reklamy jest ustawa z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Sprawa byłaby prosta, gdyby post „KacVegas? Scenariusz pisany przez Żytnią” promujący wódkę naruszał ustawę z dnia
26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi
.

Wtedy mamy łatwy przepis na wyrok: konkretne zdarzenie + przepis prawny = stwierdzenie naruszenia.

Ale ustawodawca nie mógł przewidzieć tego, co się wydarzyło w sprawie fotografii z 1982 roku i zawczasu przygotować na to paragraf.

Ludzkiej kreatywności (i kilku innych naszych aktywności 😁) zwyczajnie nie da ująć się w sztywne ramy przepisów.

Dlatego też w ustawie znajduje się odwołanie do dobrych obyczajów.

Art. 3. [Czyny nieuczciwej konkurencji]
1. Czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta.

To dzięki temu przepisowi sąd może życiowo ocenić czy dany przekaz reklamowy zwyczajnie nie przeciągnął przysłowiowej struny.

Dobre obyczaje w reklamie

Przechodzimy więc do sedna sprawy, a więc do definicji dobrych obyczajów. Tej zwyczajnie nie ma.

Co innego dopuszczalne jest w reklamie dla dorosłego odbiorcy, a co innego będzie można zrobić w reklamie skierowanej do najmłodszych widzów (zob. Karta Ochrony Dzieci w Reklamie).

Nagość w reklamie alkoholu będzie zupełnie inaczej potraktowana, niż nagość w promocji branży bieliźniarskiej.

Zapytasz: skoro dobre obyczaje nie są nigdzie określone to jak ma je zastosować sędzia?

Dobre pytanie 😃.

Oczywiście jeżeli przekaz reklamowy bywa tak drastyczny jak powyższy przykład to nie ma z tym problemów.

Reklama „zaserwowana” wielbicielom „Żytniej” była tak naganna, że „dobre obyczaje” zostały tutaj nie tyle naruszone, co całkowicie zmiecione.

Taka ocena nie zawsze jest jednak łatwa, a wiedza sędziego o rynku reklamy może być zupełnie przeciętna.

Dlatego sąd, rozważając co stanowi nieuczciwą reklamę, może sięgnąć do kodeksów branżowych.

Są one, jako wynik pewnego branżowego konsensusu, najbardziej obiektywnym wyznacznikiem standardów który dobrowolnie zaakceptowała znaczna część profesjonalistów na rynku reklamy. W ten sposób wykształcił się pewien obyczaj. Dodać można: ze wszech miar dobry obyczaj.

Podstawą do wydania wyroku (którą my prawnicy pieszczotliwie nazywamy „podstawą materialną” 😉) będzie nadal ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby sąd wskazał na Kodeks Etyki Reklamy uzasadniając jak na potrzeby konkretnej sprawy ustalił jakie dobre obyczaje będą miały zastosowanie.

Nie jest więc tak, że samoregulacja to tylko szczytne idee i wyidealizowane standardy.

Respektowany branżowy konsensus staje się dobrym obyczajem, a ten w sądzie jest tak samo ważny jak twardy przepis ustawy.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o obsługę social media

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Nieuczciwa reklama – co to jest nieuczciwa reklama i co grozi Twojej agencji za jej przygotowanie.
  • Nieuczciwa reklama i odpowiedzialność – jak można zabezpieczyć się przez roszczeniami klienta jeżeli przygotowana wedle jego wytycznych reklama okazała się być sprzeczna z prawem.

Podziękowania dla:

  • Photo by Darren Chan on Unsplash

protokół odbioruProtokół odbioru powoli odchodzi do lamusa.

Oczywiście, taki dokument miał swoje miejsce kiedy w reklamie królował outdoor.

Wtedy odbiór często dużych gabarytowo instalacji wymagał przyjrzeniu się „paru kwestiom”. W końcu za błąd Twój i wykonawcy mogli zapłacić…przechodnie.

Teraz, w dobie digital marketingu, sporządzenie przez strony takiego dokumentu wydaje się być przeżytkiem.

W końcu po komunikacji z klientem zawsze pozostaje ślad w postaci korespondencji elektronicznej. Widać więc jak na dłoni co klient od Ciebie otrzymał i czy akceptował wyniki Twojej pracy.

A wszelkiej maści logi, raporty i komunikaty pozwalają dokładnie sprawdzić co zaszwankowało np: w kodzie strony.

Tytułowy renesans dla protokołu odbioru nie będzie wynikać z jakiejś realnej potrzeby. Raczej z korzystnej dla agencji reklamowych zmiany przepisów.

Po prostu protokół odbioru zwyczajnie będzie się teraz opłacało mieć. Niewielki bowiem nakład dodatkowej pracy (tak tak, wiem że protokoły są uciążliwe…) może w sposób DRASTYCZNY polepszyć albo pogorszyć Twoją sytuację w sądzie.

Protokół odbioru a nakaz nakazowy

Zacznijmy od zmiany przepisów. Otóż w zeszłym roku pisałem o nakazie nakazowym i jego zaletach.

Nakaz zapłaty jest takim „wstępnym wyrokiem”, który sąd wydaje w odpowiedzi na Twój pozew. Jeżeli klient nie odwoła się od nakazu to w ogóle nie ma dalszej sprawy w sądzie i spór jest prawomocnie osądzony.

Przypomnę Ci, że nakaz nakazowy to specjalny rodzaj nakazu. Ma on wielką zaletę: niezależnie od tego czy pozwany klient odwoła się czy też nie możesz go skierować od razu do komornika. Komornik zajmie należne Ci pieniądze na rachunku bankowym dłużnika i „przetrzyma” je dla Ciebie do zakończenia sprawy.

Do niedawna żeby taki nakaz nakazowy otrzymać należało uzyskać podpis klienta na fakturze.

W teorii brzmi świetnie, ale w praktyce w dobie obsługi przez internet to wymóg wręcz niemożliwy do spełnienia.

Jak miałoby to wyglądać? Klient otrzymuje fakturę w pdfie i ma ją wydrukować, podpisać, zeskanować i Ci ją odesłać?

Musiałbyś chyba zatrudnić dodatkową osobę, która by tego pilnowała. Plus klient który usłyszałby o takim wymogu pewnie popatrzyłby się dziwnie…

Z kolei protokół odbioru przy dużych zamówieniach już nikogo nie będzie dziwił, a ma on teraz takie same skutki jak podpisana faktura.

Sytuację zmienił art. 485 §2a kodeksu postępowania cywilnego, który od 2019 stanowi, że:

„Sąd wydaje nakaz zapłaty na podstawie dołączonej do pozwu umowy, dowodu spełnienia wzajemnego świadczenia niepieniężnego, dowodu doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku”  

Oznacza to, że będziesz potrzebować pokazać w sądzie:

  1. umowę z klientem – wiesz że jestem wielkim promotorem ich zawierania 😉.
  2. dowód doręczenia faktury – tutaj wystarczy wydruk e-maila z załączoną fakturą w pdf.
  3. dowód wykonania projektu – protokół odbioru nie jest jedynym dowodem wykonania projektu, ale z pewnością…najlepszym!

Na nowych przepisach jako bonus sąd zasądzi na Twoją rzecz także odsetki i równowartość 40 EURO od każdej niezapłaconej faktury.

I jeszcze jedna zaleta: jeżeli będziesz posiadać wspomniane przeze mnie dokumenty to założenie sprawy w sądzie będzie Cię kosztować tylko 25% z tego co normalnie byś zapłacił! Nakaz nakazowy podlega bowiem opłacie wynoszącej 1/4 wpisu sądowego.

Myślę, że już rozumiesz windykacyjną zaletę sporządzania protokołu. Czy takie dokument może Ci się przydać do czegoś jeszcze?

Protokół odbioru a wady projektu

Dodatkową i niewątpliwą zaletą podpisywania protokołu jest uzyskanie potwierdzenia od klienta, że wszystko z projektem jest ok.

Przykładowo przy oddawaniu strony internetowej warto żeby klient przetestował ją na kilku przeglądarkach (jakich? warto to uregulować w umowie!).

Jeżeli wszytko poprawnie się wyświetla, ładuje, scaluje itd. to można podpisać protokół odbioru. Zasadniczo będzie on w przyszłości dowodem że wad nie było.

Od tego momentu nie są brane pod uwagę usterki, które klientowi się przypomną po dwóch tygodniach.

Również wszelkie wykryte później błędy powinny być niezwłocznie Ci zgłaszane. Ociąganie się klienta z zawiadomieniem Twojej agencji reklamowej spowoduje, że  straci on prawo do żądania usunięcia wad (przesądza o tym art. 563 kodeksu cywilnego).

Oczywiście Ty w ramach dobrze pojętej współpracy nadal możesz (i zapewne chcesz) je usunąć.

 Myślę, że połączenie ułatwienia dochodzenia zapłaty i zabezpieczenia przed zbyt późno zgłaszanymi usterkami sprawia, że warto „odkurzyć” protokół odbioru i częściej korzystać z niego przy większych projektach.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Windykacja w branży kreatywnej – Oporni klienci nie opłacają na czas faktur Twojej agencji marketingowej? Wystarczy jednak przestrzegać kilku zasad żeby windykacja była łatwiejsza. Wszystkiego dowiesz się z tego ebooka.
  • Dowód zawarcia umowy z agencją reklamową – Wbrew pozorom agencji reklamowej wcale nie jest trudno o dowód zawarcia umowy z klientem. Taka współpraca obfituje w materiały, które można użyć w sądzie.

Podziękowania dla:

  • Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

oferta agencji reklamowejOfertowanie ma w sobie coś z magii.

To właśnie na tym etapie Twój klient tak naprawdę zrozumie co Twoja agencja reklamowa może zrobić dla jego biznesu.

I zapragnie TO mieć.

Przygotowanie dobrej oferty, jej skuteczna prezentacja i usłyszenie w odpowiedzi sakramentalnego „TAK” potrafi sprawić olbrzymią satysfakcję.

Tylko, że oczarowany Twoją agencją klient musi jeszcze podpisać umowę.

I tu z kolei od moich klientów wiem, że dalej o żadnej magii nie może być mowy 😁.

Zazwyczaj rozmowę o TYCH formalnościach poprzedza ciężkie westchnienie i rzucone w eter „aaaaa no i jeszcze musimy podpisać umowę”.

Skąd to rozżalenie?

Gdyż umowa bywa postrzegana jako, i tutaj cytuję, „drugie ofertowanie”.

Dlaczego?

Bo pomimo, że agencji reklamowej udało się sprzedać swoje usługi to i tak jeszcze musi „sprzedać” klientowi swój projekt umowy.

Tutaj zawsze mogą pojawić się rozbieżności albo zgrzyty, a każda ze stron może sobie wyobrażać brzmienie umowy nieco inaczej.

I gdy ty mocujesz się z klientem nad umową pozostała część załogi agencji czekająca w blokach startowych może jedynie smutno zanucić „a miało być tak pięknie..

Oczywiście WSZYSTKO da się wynegocjować, ale to kwestia czasu, pieniędzy i cierpliwości. Czyli tych zasobów, których równoczesne i obfite występowanie w przyrodzie bywa równie rzadkie jak … krótka kolejka do wymiany opon na „zimówki” 😁.

Rozwiązaniem jest jeden, prosty trik, który zawsze pomaga mi „pchnąć” sprawy na przód.

Gdy oferta agencji reklamowej idzie w odstawkę

Zbyt często spotykam się z tym, że gdy przychodzi do podpisania umowy oferta idzie w odstawkę/do szuflady/do kosza* (*niepotrzebne skreślić).

Że niby skoro klient ofertę przyjął to teraz trzeba „jakoś” zrobić z niej umowę.

W praktyce oznacza to próbę „wciśnięcia” wszystkich dotychczasowych ustaleń w ciasny gorset wzorca umowy.

A gdy ustalenia nie za bardzo współgrają z tym wzorcem? Cóż, tym gorzej dla ustaleń!

Przecież to jest absurd.

Wyobraź sobie co by było, gdyby Twoja agencja reklamowa zawsze korzystała z tego samego wzorca oferty.

I nagle otrzymujesz od klienta baaaardzo szczegółowy brief. Czy powiesz „tym gorzej dla briefu„?

Oczywiście, że nie.

Staniesz na głowie żeby w każdym calu spełnić oczekiwania klienta.

Poniżej przedstawiam żelazne pięć punktów, które pomogą ofercie-poczwarce „przeobrazić” się w umowę-motyla…

#1 określ ze szczegółami co zrobisz dla klienta i jak to zrobisz

Jeżeli przygotowujesz dla klienta np: logotyp to zadbaj o to żeby oferta zawierała wszystkie soczyste detale.

Czy będzie wersja pozioma i pionowa? Czy będą warianty? Wersje mono i achromatyczne? Czy klient dostanie księgę znaku?

Być może te kwestie wyczerpująco omówiliście na spotkaniu.

Być może 7 z 10 slajdów jakie pokazałeś na prezentacji dotyczyły wariantów jakie przygotujecie.

Ale jeżeli tego nie ma w ofercie to przy redagowaniu umowy to jest zaproszenie do dyskusji. A stąd już tylko jeden krok do ponownych negocjacji. A te miały się już zakończyć…

#2 określ czego oferta agencji reklamowej nie obejmuje

Każdy prawnik, który spędził już kawałek swojego zawodowego życia na sali sądowej potwierdzi Ci jedną kwestię:

w sprawach gospodarczych przesłuchanie zwaśnionych stron często zaczyna się od  słów, które ja nazywam „złotą trójcą”.

  • „ja myślałem…”
  • „ja byłem przekonany…”
  • „nikt nie mówił, że….” 

W jakim kontekście padają te słowa? A no na przykład w takim:

  • „ja myślałem, że jak ktoś podejmuje się wykonania logotypu to zapewnia księgę znaku…”
  • „ja byłem przekonany, że skoro agencja podejmuje się rebrandingu to wykona również badania rynkowe..”
  • „nikt nie mówił, że za przeniesienie autorskich praw majątkowych do projektu będę musiał dopłacić…”

I nie jest tak, że musisz podejmować jakieś niecne i szemrane działania, aby wprowadzić klienta w błąd. Oczekiwania rozmijające się z ofertą agencji reklamowej mogą wynikać już chociażby z nierozumienia jaki typ umowy strony zawierają.

Zadbaj o to żeby w ofercie ująć to co (z braku lepszego określenia) Ty podejrzewasz, że klient może sądzić, że mu oferujesz 😁

Uffff…. Kiepskie zdanie, ale sendo jest takie: nie pozostawiaj w ofercie miejsca na spekulacje. Kto wie, być może klientowi najbardziej zależy na tym co myśli, że dostaje w ofercie. I że to COŚ oczywiście, rzeczywiście dostanie…

#3 określ co klient powinien Ci zapewnić albo dostarczyć

Często projekt nie może ruszyć z miejsca, bo klient zwleka z dostarczenie potrzebnych Ci materiałów. Albo jest dostarcza, ale w takim stanie, że lepiej nie mówić (i nie korzystać!). Przysłowiowe”pół biedy”, gdy klient ma tylko coś odszukać (np: fotografie swojej siedziby z lat 80′). To akurat da się wyegzekwować „nękającymi” emailami i smsami 😁

Schody zaczynają się, gdy trzeba wydać pieniądze np: na duuuużo lepszy serwer.

Oferta nie powinna pozostawiać wątpliwości, że to co w niej jest zawarte da się przeprowadzić, ale pod warunkiem, że klient najpierw…

#4 określ ilość poprawek do jakich uprawniony będzie klient

Jeżeli cokolwiek jest w stanie naprawdę przetestować Twoje zaangażowanie w projekt i cierpliwość to z całą pewnością niekończące się poprawki. I trudno mieć do klienta pretensje, że je zgłasza skoro ciągle to wpada na co raz to lepszy pomysł.

Tylko, że gdybyś Ty wiedział ile przy tych poprawkach będzie pracy to byś inaczej je wycenił…

Albo gdyby klient wiedział, że poprawki spoza uzgodnionej puli dodatkowo kosztują to pewnie miałby mniej pomysłów..

Dlatego oferta agencji reklamowej to dobre miejsce, aby ustalić ile poprawek będzie przewidywać umowa.

#5 określ wysokość swojego wynagrodzenia

Na zakończenie wielki apel: uważaj na kwestie związane z wynagrodzeniem netto/brutto.

W ofercie możesz pisać  kwotę z dopiskiem „netto”, możesz obok stawki wynagrodzenia nadmienić  „+VAT” albo nawet dopisać na końcu „oferta nie zawiera podatku VAT”. Koniecznie zwróć jednak uwagę na to żebyś nie rozmijał się z klientem co obowiązku podatkowego 😁.

Przygotowywanie umowy na podstawie oferty

Po wysiłku włożonym w przygotowania czas na żniwa czyli gdy oferta agencji reklamowej staje się fundamentem umowy.

W projekcie umowy wskaż już w pierwszym paragrafie, że oferta stanowi załącznik do umowy

A dalej? Punkt po punkcie implementuj postanowienia oferty do umowy. Teraz w przypadku jakichkolwiek wątpliwości klienta zawsze możesz odwołać się do treści załącznika:

„zobaczmy jak to uregulowaliśmy w ofercie…”

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Dobre praktyki przy zawieraniu umowy – dlaczego kilka drobnych, technicznych czynności pozwoli Ci uniknąć gigantycznej wpadki.
  • Jaka powinna być umowa – dlaczego kontrakty warto pisać “łopatologiczne” tak, aby były one czytelne i zrozumiałe także dla innych osób niezaangażowanych w projekt.

Podziękowania dla:

  • Photo by Jessica Sysengrath on Unsplash

obostrzenia w marketinguNa początku serii o prawie marketingu medycznego pisałem, że reklama kocha przedstawicieli tych zawodów.

A jak taka reklama wygląda? Cóż, królują tutaj białe KITLE.

Te wzbudzają nasze zaufanie jak nic innego, bo w końcu noszą je osoby, które utożsamiamy z wiedzą i starannością. Lekarze czy farmaceuci.

Stąd też o nasz „trafny” wybór konsumencki jest dużo łatwiej, gdy produkt zza aptekarskiego okienka zachwalać będzie sama Pani magister.

Albo przynajmniej aktor, który na potrzeby reklamy w owego farmaceutę się wcieli.

Obydwie te sytuacje odejdą niedługo do lamusa, bo reklamę medyczną czekają duże zmiany.

Obostrzenia w marketingu będą dotyczyć wizerunku

W projektowanej właśnie ustawie o zawodzie farmaceuty znalazł się zapis, że przedstawiciele tego zawodu nie będą mogli prowadzić lub uczestniczyć w reklamie produktów leczniczych skierowanej do wiadomości publicznej.

Jak można przeczytać w uzasadnieniu do tego aktu obostrzenia w marketingu mają na celu ochronę konsumentów.

Dlaczego?

Bo autorytet bez wątpienia sprzedaje, a zaufanie do farmaceutów w naszym kraju zadeklarowało aż 87% ankietowanych osób (zaufanie do grup zawodowych, Gfk Polonia, 2014 r., próba 1000 osób).

Biorąc się za wizerunek aptekarzy nasz ustawodawca postanowił iść za ciosem.

Wizerunek lekarza w nowej ustawie o wyrobach medycznych

Otóż w mającej wejść w życie w maju 2020 roku nowej ustawie o wyrobach medycznych również znalazło się miejsce na „garść” przepisów reklamowych.

W obecnym kształcie projekt przewiduje m.in., że zabronionym będzie „wykorzystywanie wizerunku osób podających się za osoby wykonujące zawody medyczne, a także przedstawianie osób prezentujących wyrób w sposób sugerujący, że wykonują taki zawód”.

Innymi słowy odziany w biel i czepek aktor nie będzie musiał wygłosić kwestii „jako lekarz polecam…”, aby reklama naruszała prawo. Wystarczyć będzie, że sam dobór elementów ubioru owego aktora odpowiednio mocno sugeruje odbiorcy, iż produkt zachwala właśnie lekarz.

A o wywarcie takiego wrażenia w wielu reklamach nietrudno. W końcu kto chodzi TAK ubrany i to po pomieszczeniach do złudzeniach przypominających sterylne, szpitalne sale?

Po zakazach wprowadzonych już do ustawy o działalności leczniczej i prawa farmaceutycznego projektowane zmiany nie powinny dziwić. Te raczej wpisują się w pewien trend, z którego wynika, że w nadchodzących latach możemy spodziewać się co raz to większej aktywności ustawodawcy w kwestiach regulacji zasad promocji i marketingu.

Reklama medyczna po prostu poszła na „pierwszy ogień”.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firmaBrak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Naveen Thakur on Unsplash