adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

Marketing usług prawniczych to od lat specjalność Rafała Chmielewskiego, autora książki „Pamiętnik Adwokata„.

Rafał z powodzeniem rozwija swoją agencję Web Lex i tyle blogów marketingowych, że już się pogubiłem:

Wspólnie z Rafałem nagraliśmy podcast, w którym rozmawiamy o tym czym jest marketing usług prawniczych, jak „uprawiać” go skutecznie i co na to wiążące prawników kodeksy etyki.

Zapraszam do jego wysłuchania!

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę social media

Zobacz także:

  • Marketing Medyczny i reklama fizjoterapeutów – Reklama fizjoterapeutów podlega obostrzeniom jak u innych zawodów medycznych.Wynika to z faktu dodania ich praktyk do ustawy o działalności leczniczej.
  • Marketing prawniczy – Jak zgodnie z prawem promować usługi prawników? Zakaz reklamy nie oznacza, że marketing prawniczy z góry jest skazany na porażkę.

marketing prawniczyRedagując tytuł tego wpisu zorientowałem się, że napisałem „jak zgodnie z prawem reklamować usługi prawników”.

Faux pas!

W kontekście prawników „zgodna z prawem reklama” to taki trochę oksymoron 😁.

Dlaczego?

Bo reklama usług przedstawicieli zawodów prawniczych jest surowo zakazana.

Na szczęście marketing prawniczy to pojęcie znacznie szersze niż „zwyczajny” perswazyjny komunikat reklamowy.

Zanim jednak zagłębimy się w odmęty korporacyjnych zakazów pozwól, że opowiem Ci jak zawody prawnicze zmieniały się dosłownie na MOICH oczach.

Marketing prawniczy kiedyś a dziś

Moją pierwszą praktykę w kancelarii rozpocząłem w 2006 roku. Od tego momentu ja i branża prawnicza byliśmy nierozłączni 😃.

No prawie, bo w tym okresie przemyślenia o mojej zawodowej przyszłości miałem naprawdę przeróżne…

Wróćmy jednak na (prawniczą) ziemię.

Z praktykanta szybko stałem się stażystą, pracownikiem, aplikantem, aż w końcu adwokatem. To juz 14 lat.

Może nie jest to imponujący szmat czasu, ale GWARANTUJE CI, że dla nas prawników to jest przepaść.

I to przepaść cywilizacyjna, pokoleniowa oraz…technologiczna 😉.

Pamiętam klientów stłoczonych w poczekalni, ogłoszenia o usługach kancelarii w książkach telefonicznych i strony www kodowane w htmlu oraz javie.

Sprzedawanie usług prawnych było wówczas tak proste jak sprzedawanie wody na pustyni.

Każdy potrzebował wody, a ty miałeś z nią stragan. Jedyny taki stragan w okolicy.

Nie wierzysz mi? Wyobraź sobie, że wtedy z powodzeniem funkcjonowały jeszcze tzw. dyżury adwokackie.

Adwokat na „żółtych stronach” (czy nawet na tablicy swojej kancelarii) pisał w jakie dni i o jakich godzinach przyjmuje klientów.

Chciałeś zasięgnąć porady? Jeżeli przyszedłeś w czasie dyżuru i akurat nie było kolejki to miałeś szansę się „załapać” 😁.

A marketing prawniczy?

W tamtych czasach Pani Dorota Hołubiec popełniła książkę „Zarządzanie kancelarią prawną. 100 najważniejszych pytań jak robić to skutecznie„. W tej niezwykle progresywnej pozycji autorka poświęciła cały rozdział na analizę „Dlaczego większość prawników nie zajmuje się marketingiem usług prawnych? 10 najważniejszych powodów. „.

Nie dziw więc się więc, że to właśnie w tych żyznych dla prawników czasach powstała większość regulacji prawnych, o których zaraz Ci opowiem.

W końcu co mógł zepsuć taki zakaz reklamy? Nie była ona nikomu do szczęścia potrzebna, bo mając togę w ręku to tak jakby trzymało się w niej prawniczy odpowiednik „rogu obfitości„.

Zanim jednak do tego przejdziemy chciałem wyjaśnić jedną, ale za to kluczową dla marketingu prawniczego sprawę.

Czy prawo zabrania prawnikom się reklamować?

Jak wyjaśniałem już we wpisie o podstawach prawa reklamy przepisy go dotyczące są „porozrzucane” po różnych ustawach.

Przykładowo zakaz korzystania z reklamy u lekarzy wynika z zapisów ustawy leczniczej.

U prawników jest nieco inaczej.

Jeżeli weźmiesz do ręki ustawę prawo o adwokaturze to szybko zauważysz, że nie ma tam słowa o reklamie.

Gdzie więc znajdują się te sławetne surowe zakazy?

Prawnicy, tak jak przeważająca większość tzw. wolnych zawodów, organizują się w samorządy.

Samorządy to taki rodzaj organizacji branżowych. Tyle, że prawnicy mają obowiązek do nich należeć (inaczej nie można wykonywać zawodu) no i za członkostwo trzeba płacić…składki 😉.

Dodatkowo samorządy mogą podejmować uchwały, które to prawnicy muszą przestrzegać, pod rygorem odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Tak właśnie zakaz reklamy pojawił się w prawniczym świecie – w drodze uchwały. Czyli nie była to radosna twórczość ustawodawcy, ale sami prawnicy uznali, że generalnie to dobry pomysł.

Uchwały podjęte w czasach, gdy Internet był jedynie nowinką technologiczną, obowiązują jednak także teraz, w czasach gdy wielkimi krokami zbliżamy się do web 6.0.

A konsekwencje tego stanu rzeczy są następujące…

Marketing prawniczy a Kodeks Etyki Adwokackiej

Na adwokatach spoczywa obowiązek przestrzegania Zbioru Zasad Etyki Adwokackiej, który został uchwalony przez
Naczelną Radę Adwokacką 10 października 1998 r. (uchwała nr 2/XVIII/98).

Kodeks Etyki Adwokackiej wprost posługuje się pojęciem reklamy:

§ 23
Adwokata obowiązuje zakaz korzystania z reklamy, jak również zakaz pozyskiwania
klientów w sposób sprzeczny z godnością zawodu oraz współpracy z podmiotami
pozyskującymi klientów z naruszeniem prawa lub zasad współżycia społecznego.”

W uchwale nie wyjaśniono czym jest reklama, więc pojęcie to należy rozumieć możliwie szeroko.

Jak bardzo szeroko? Cóż, nawet wykupienie usługi Google Ads może skończyć się dla adwokata wyrokiem dyscyplinarnym.

Na szczęście kodeks został zmieniony i dodano do niego §23a będący furtką przez którą do gry może wejść marketing prawniczy.

Skupmy się na tym co w paragrafie jest istotne:

„§ 23a
1. Adwokat jest uprawniony do informowania o swojej działalności zawodowej [poprzez – przyp. mój]
(…)
d) zamieszczanie wpisów w książkach adresowych i telefonicznych;
e) przesyłanie informacji za pomocą elektronicznych środków komunikacji na wyraźne
życzenie potencjalnego klienta;
f) umieszczanie informacji na stronach internetowych oraz umieszczanie danych o tej
stronie w katalogach i wyszukiwarkach;
(…)
h) wydawanie broszur lub informatorów.”

Połączenie wszystkich powyższych, dozwolonych działań pozwala adwokatowi na korzystanie z content marketingu.

W końcu jeżeli napiszę wpis i umieszczę go na tym blogu to właśnie „wydałem broszurę lub informator” i „umieściłem te informacje na stronie internetowej”.

Dlaczego więc zakazane jest korzystnie z narzędzi takich jak Google Ads czy Facebook Ads?

Zauważ, że kodeks pozwala jedynie na „przesyłanie informacji za pomocą elektronicznych środków komunikacji na wyraźne życzenie potencjalnego klienta”. Istota wszelkich płatnych promocji sprowadza się do „wplecenia” tych treści ze znacznikiem „sponsorowane” do normalnego feeda użytkownika np: Facebooka. I chociaż wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do konsumowania w ten sposób różnych treści to jednak będąc potencjalnym klientem nie wyraziliśmy uprzedniej zgody na przesyłaniem nam informacji sponsorowanych.

Marketing prawniczy a Kodeks Etyki Radcy Prawnego

Radcowie prawni są zawodem, który z biegiem czasu ewoluował i dzisiaj praktycznie niczym nie różni się od zawodu adwokata.

Radcowie prawni mogą być jednak dodatkowo zatrudniani na umowę o pracę, a adwokat MUSI prowadzić swoją działalność.
To byłoby na tyle jeżeli chodzi o zawodowe wyróżniki 😉.

Podział na dwa różne zawody, dwa różne samorządy i dwie różne togi (radcowie noszą niebieski żabot) jest zupełnie sztuczny.

Jeżeli jednak chodzi o marketing prawniczy to w kodeksie etyki radcy prawnego czeka Cię niespodzianka:
brak jakiejkolwiek wzmianki o zakazie reklamy.

Radcę prawnego obowiązują za to różne wymogi dotyczące „informowania o wykonywaniu zawodu oraz pozyskiwania klientów”.

Zasady te wydają się z pozoru rozsądne i nie powinny nastręczać problemów interpretacyjnych:

„Radca prawny może pozyskiwać klientów w sposób zgodny z prawem, dobrymi obyczajami i z poszanowaniem godności zawodu”

Skoro w kodeks nie mówi nic o reklamie to czy radca prawny może się reklamować, albo chociaż korzystać z Facebook Ads?

Nie.

Komisja Etyki i Wykonywania Zawodu przedstawiła takie stanowisko:

„Choć przepisy samorządowe radców prawnych nie wyrażają wprost zakazu reklamy, w przypadku zawodu zaufania publicznego istnieje szereg quasi zakazów promocji, które winny być przez jego członków respektowane (…).Korzystanie z odpłatnej opcji promowania postów na portalach społecznościowych z jednoczesnym ustawieniem zasięgu osobowego i terytorialnego tejże promocji stanowi formę natarczywej i nachalnej reklamy. Użytkownicy portalu zostają pozbawieni możliwości wyboru, promowane posty radcy prawnego wyświetlają się w aktualnościach z dopiskiem „sponsorowane” w wybranych przez radcę prawnego częstotliwościach.”

Jednak tak samo jak u adwokatów nic nie stoi jednak na przeszkodzie żeby radca prawny korzystał z szeroko pojętego content marketingu.

Wszelkie inne formy promocji są wątpliwe, bo a nuż ktoś uzna, że właśnie naruszyliśmy jeden z niepisanych „quasi zakazów promocji„…

Zakaz reklamy u innych zawodów prawniczych

W pozostałych zawodach prawniczych jakakolwiek forma reklamy jest surowo zakazana.

Jak bardzo? Papierkiem lakmusowym niech będzie Google Ads. Wpisując w wyszukiwarkę „notariusz Warszawa” i „komornik Warszawa” nie natrafiłem na ANI JEDNĄ reklamę.

Dlaczego?

Kodeks Etyki Zawodowej Komornika Sądowego stanowi, że „Komornika obowiązuje zakaz stosowania reklamy, w tym osobistej, w jakiejkolwiek postaci„.

W podobnym tonie wypowiedziała się Krajowa Rada Notarialna, która ustanawiając Kodeks Etyki Zawodowej Notariusza przewidziała w nim, że „do działań nieuczciwej konkurencji zalicza się również uprawianie reklamy osobistej, w jakiejkolwiek postaci„.

Jak dalece posunięta jest gorliwość notariatu w „zwalczaniu nieuczciwej konkurencji”?

Niech za przykład posłuży fakt, że kiedyś w tym zawodzie obowiązywała zasada, że notariuszowi wolno otworzyć kancelarię w budynku, w którym mieści się już inna kancelaria, jedynie pod warunkiem uzyskania zgody Rady Izby Notarialnej.

Do akcji musiał wówczas wkroczyć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i zakazać takich…zakazów.

Quo vadis marketingu prawniczy?

Przeczytanie tego wpisu zapewne nie napawa Cię optymizmem.

Właściwie to nie jest do końca jasnym czego wolno, a czego nie wolno.

Bo niby nawet jak nie ma zakazu reklamy to „tak jakby” on jest. Chociaż nie zawsze i „to zależy” 😉.

W takich warunkach agencji reklamowej specjalizującej się w marketingu prawniczym może być trudno konstruować swoją ofertę.

Mimo wszystko należy uznać, że w zawodach prawniczych powoli coś się zmienia.

Obecnie adwokatura pracuje nad nowym kodeksem etyki, który miałby znosić zakaz reklamy.

Z kolei u radców prawnych na wykładach gości spec od marketingu prawniczego czyli prof. Ryszard Sowiński, który dodatkowo przygotowuje dla nich raport „Strategie konkurowania indywidualnych kancelarii radców prawnych„.

Zmiany będą postępować, bo do zawodów prawniczych wchodzą kolejne pokolenia i to one będą w przyszłości decydować jak zgodnie z prawem będzie można promować usługi prawników.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o administrowanie stroną internetową

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Johan Gabriel Richert. Creator: Ida Hjärne. Date: unknown. Institution: Nationalmuseum, Sweden. Provider: Museu. Providing Country: Sweden. PD for Public Domain Mark

generator umówŻyjemy w czasach kiedy jesteśmy non-stop bombardowani informacjami kogo i jak szybko zastąpi AI. (ponoć prawników nie 😉).

Zanim to jednak nastąpi do dyspozycji mamy wszelakie narzędzia automatyzujące, które mają zapewnić szerszy dostęp do usług i produktów.

Generator umów to jeden z takich wynalazków.

To z całą pewnością najtańszy, najwygodniejszy i najszybszy sposób, aby Twoja agencja uzyskała umowę.

Zwyczajnie uważam, że generator umów to coś co powinieneś rozważyć.

I właściwie na tym możemy zakończyć dzisiejszy wpis.

Dziękuję Ci za uwagę.

**kurtyna**

.

.

.

.

.

Nadal tutaj jesteś? 😉

Najpewniej oznacza to, że:

  • a) rozważasz zakup umowy z generatora, ale chcesz poczytać o alternatywach albo
  • b) kupiłeś dokument przygotowany przez generator umów i ten produkt nie odpowiada Twoim potrzebom albo

Z wszystkimi dwoma kwestiami rozprawę się w tym wpisie.

Generator umów i jego zalety omówiłem już powyżej. Teraz porozmawiajmy o moim…rzemiośle 😁.

Generator umów da Ci wzorzec będący kulą u nogi

Staram się nie nadużywać cierpliwości moich rozmówców i oszczędnie używam anglicyzmów.

Czasem po prostu nie da się inaczej, prawda? Powiesz komuś ” zrobie to po weekendzie” i … wszytko jasne.

Słowo workflow również trudno jest zastąpić.

Mówiąc, że każda agencja reklamowa ma swój własny workflow mam na myśli jej sposób działania.

Zdobywając klienta i realizując dla niego projekt przechodzisz przez wypracowaną przez siebie „ścieżkę”.

To dobrze znana Ci sekwencja zdarzeń, zadań i etapów, które zawsze głado pozwalają Ci zrealizować zlecenie.

Workflow. Jeżeli coś Ci go zakłóci to wszystko staje się trudniejsze. Zupełnie jakbyś miał żelazną kulę u nogi.

Tak niestety bywa z umowami z generatora, że zupełnie nie oddają tego jak Ty i Twoja agencja pracujecie.

Wtedy zamiast odznaczać kolejne punkty na liście zadań zaczynasz się zastanawiać co na to umowa…

I pojawiają się takie pytania: „a jak jest w umowie?”, „czy to jest zgodnie z umową?”, „czy możemy to zrobić inaczej niż jest napisane w umowie?”.

Przysłowiowe „pół biedy” jeżeli niesforna umowa zakłóca Ci workflow przy rutynowym projekcie.

A co jeśli z tą „umowną” kulą u nogi zostaniesz rzucony na głębokie (kreatywne) wody?

Wtedy zamiast tej kuli zapewne chciałbyś mieć na sobie kamizelkę ratunkową.

Tyle, że..

Generator umów nie zapewni Ci kamizelki ratunkowej

Dobra wiadomość jest taka, że umowa marketingowa może być dla Ciebie takim kapokiem.

Analogia do wspomnianego środka ratowniczego nie jest tutaj przypadkowa. Kamizelka bowiem praktycznie nic nie waży i tak naprawdę zauważasz ją dopiero, gdy … wylądujesz w wodzie.

Tak samo powinno być z umową, która według mnie ma być czymś co tracisz z pola widzenia z chwilą, gdy ją podpiszesz.

Wiesz natomiast, że w razie kłopotów (a.k.a sporu z klientem) umowa JEST. Wtedy ją zauważysz i (jak sądzę) docenisz 😉.

Jest to możliwe tylko wtedy, gdy stosowany przez Ciebie wzorzec umowy przestaje być „primadonną” i staje się bohaterem drugiego planu.

Czy tak się da?

Otóż alternatywa, że albo kurczowo trzymasz się kontraktu albo w ogóle nie stosujesz umów, jest  po prostu fałszywa. 

Umowa jest po to żeby Cię wspierać oraz zapewniać Twojej agencji prawne bezpieczeństwo. A nie żeby na każdym kroku Cię terroryzować i do tego stopnia, że wolisz zabrać się do pracy bez jej podpisywania.

Jak mawiają Anglicy: you can have your cake and eat it, too.

Jak osiągnąć taki stan?

Wszystko zaczyna się na umowie, ale zawsze kończy się w… Twojej głowie 😁.

Nie uwolnisz się od myślenia o kwestiach prawnych (ich ignorowanie to nie to samo!) dopóki:

  1. nie będziesz mieć pewności, że w umowie są dokładnie takie zabezpieczenia jakich Twoja agencja marketingowa potrzebuje,
  2. będziesz spokojny o to, że umowa współdziała z Twoim sposobem pracy (czyli workflowem),

Generator umów zwyczajnie nie jest Ci wstanie zapewnić takiego poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie jak spersonalizowana umowa.

Od razu zaznaczam: nie taka jest rola generatora. Ten Ma zapewnić Ci umowę szybko, tanio i automatycznie. To są bardzo wymierne korzyści, których nie chcę tutaj – że użyję typowego prawniczego żargonu – deprecjonować 😁.

Natomiast bez wątpienia stajesz przed wyborem.

To Ty musisz wybrać, które z powyższych rezultatów cenisz bardziej.

Jeżeli wybrałbyś wspomnianą przeze mnie pewność siebie i spokój ducha to myślę, że powinniśmy o tym porozmawiać.

I jeszcze jedno: z generatorem nie umówisz się na telefon, a ze mną możesz 😉.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Chris Yang on Unsplash

umowa marketingowaW czasie mojej praktyki zawodowej miałem już okazję „przejść” przez setki, jeżeli nie tysiące różnych umów.

I widziałem zarówno umowy na pół strony (z błędami!) jak i tomiszcza wielkości książki telefonicznej (gdzie nawet przecinki były perfekcyjne 😀).

W szczególności umowa marketingowa (zupełnie jak moje ulubione ziemniaki 😉) może być przygotowana i podawana na wiele sposobów.

Te najkrótsze umowy zawierają często tak mało treści, że dopiero z e-maili stron wynika na co się tak naprawdę się strony umówiły (takie wydruki mogą również dowodem w sądzie).

Z kolei te najdłuższe umowy, zwłaszcza korporacyjne wzorce B2B, tylko „stroją groźne miny” do czytelnika.

Wyjaśniam: tak nazywam umowy, które na każdej stronie przypominają, że jak tylko zaliczysz wpadkę to zaraz Ci naliczymy „bombilion” złotych kar umownych.

Bardzo rzadko widzę jednak by umowa marketingowa mówiła do klienta językiem wartości. Co zakrawa na ironię, bo język wartości jest przecież jednym z podstawowych narzędzi w marketingu..

Mało kto wie, że królowa zasad marketingowych czyli „what’s in it for me” ma zastosowanie także do treści umów.

Co daje język wartości w tekstach prawnych i dlaczego warto się nim posługiwać?

Od efektu „wow” oferty do „marsowej miny”

Jak wiesz jestem wielkim fanem tworzenia z oferty załącznika do ostatecznej wersji umowy.

Bywa, że tak oczarujesz klienta swoją ofertą (i jeszcze bardziej fenomenalną prezentacją) że pozyskanie zlecenia wydaje się być sprawą przesądzoną.

Tyle, że decyzja o wyborze agencji to jedno, a podpisanie umowy to drugie.

Klient, który jeszcze przed chwilą piał z zachwytu nad Twoim pomysłem, teraz może pochylać się z „marsową miną” nad przedstawionym przez Ciebie projektem umowy. I ten zaczyna mięć obawy i „prawne rozterki”.

Dlaczego?

Przecież właśnie pokazałeś klientowi CO dla niego zrobisz, a umowa mu gwarantuje, że właśnie TO zrobisz.

Skąd te nagłe wątpliwości?

Moim zdaniem sendo problemu tkwi w tym, że niejednokrotnie umowa marketingowa jest oszczędna w słowach, albo wręcz „milczy” w kluczowej dla klienta kwestii.

Jak TO zrobisz!

Co mam na myśli? Pozwól, że posłużę się przykładem.

Umowa marketingowa która komunikuje wartość

Weźmy na tapet umowę SEO (na tapet, nie tapetę!).

Twoja oferta zapewne będzie zawierać punkt „wykonanie audytu SEO”. Zapewne dokładnie wyedukowałeś klienta czemu taki audyt służy i w jaką wartość mu przyniesie.

Natomiast Twoja umowa marketingowa zawiera tylko taki lakoniczny punkcik:

„Przed przystąpieniem do świadczenia usługi pozycjonowania Agencja wykona audyt SEO”

Nie przemawia do wyobraźni, prawda?

Czy klient czytając projekt takiej umowy zaduma się, przypomni sobie Twoją prezentację i uśmiechnie się pod nosem „tak, taki audyt to ma mnóstwo zalet” ?

Zapewne nie 😀.

Jego wzrok „ucieknie” w dalsze odmęty i zakamarki umowy, w której przecież mogą na niego czyhać różne pułapki.

Dlatego, gdy przygotowuję moje umowy to zawsze dbam o to żeby one były największym rzecznikiem Twojej oferty.  Żeby komunikowały jej wartość.

A jak to przełożyć na język umowy SEO i krótkiego zapisu o obowiązku przeprowadzenia audytu?

AGENCJA przeprowadzi Audyt SEO Serwisu, w trakcie którego w szczególności zbada:
a. stopień spełniania przez Serwis wymogów technicznych Wyszukiwarki,
b. strukturę i budowę Serwisu z uwzględnieniem katalogów i adresów URL,
c. linki zewnętrzne odsyłające Użytkowników do Serwisu,
d. dobór Fraz Kluczowych wykorzystanych w Serwisie i na jego poszczególnych podstronach,
e. czas ładowania się poszczególnych podstron Serwisu,
f. funkcjonalność wersji mobilnej Serwisu,
g. strukturę i sposób wykorzystania nagłówków w Serwisie
h. wielkość oraz atrybuty elementów graficznych Serwisu,
i. zastosowanie znaczników (meta tags) dotyczących tytułu Serwisu (title) i jego opisu (description),
j. skonfigurowanie pliku wskazującego Wyszukiwarce, które podstrony i pliki Serwisu należy zindeksować (Robots.txt)
k. skonfigurowanie mapy Serwisu (sitemap.xml)

Czy Ty faktycznie wykonasz te czynności?

Pewnie powiesz „oczywiście, przecież tak się robi audyt SEO”, KAŻDY TO WIE.

Tyle, że to jak się robi audyt SEO jest oczywiste TYLKO dla Ciebie jako specjalisty (to jest właśnie sławetna „klątwa wiedzy„)

Natomiast, gdy umowa marketingowa trafia do rąk klienta to powinna na każdym kroku uświadamiać go ile pracy, wysiłku i staranności wkładasz w świadczenie swojej usługi.

Dla klienta komunikat jest wtedy bardzo jasny: „podpisując z Tobą umowę otrzymuję duuuużo wartości„.

Umowa marketingowa której treść ułatwia negocjacje i…spory

Wiem, że „negocjacje” i „spory” trochę się wykluczają, ale daj mi szansę wyjaśnić, bo dalej chcę mówić o języku wartości 😃.

Pisząc na blogu o negocjowaniu umów przytoczyłem świętą biznesową zasadę: „go for a win-win„.

W razie wątpliwości w jaki sposób możesz przekonać klienta do podpisania umowy?

Ano „dosypując” do umowy więcej wartości.

To będzie jednak bardzo trudne jeżeli Twoja umowa składa się z krótkich punktów które klientowi niewiele mówią.

No bo co wynika z tego, że „dorzucisz” doradztwo SEO do umowy?

Tymczasem możesz napisać tak:

1. W okresie świadczenia Usługi Abonamentowej AGENCJA będzie doradzać KLIENTOWI poprzez:
a. udzielanie odpowiedzi na bieżące pytania dotyczące Pozycjonowania Serwisu,
b. nadzór we wdrażaniu zaleceń optymalizacyjnych z raportu przedstawionego po Audycie SEO,
c. konsultowanie zmian treści publikowanych na Serwisie,
d. konsultowanie sposobu wdrażania na Serwisie nowych rozwiązań technologicznych, które mogą mieć wpływ na skuteczność Pozycjonowania Serwisu,
e. cykliczne prowadzenie krótkich szkoleń dla redaktorów Serwisu,

I od razu klient będzie miał poczucie, że jeżeli z czegoś ustąpi to otrzyma w zamian wymierną wartość.

A druga kwestia? Co język wartości ma ze sporami sądowymi?

Na blogu pisałem, że umowy są dla sądu, nie dla stron.

Powinienem był chyba napisać, że na etapie sporu sądowego są dla sądu, a nie dla Was 😃.

W każdym razie rozchodzi mi się o to, że umowa komunikująca wartość to jednocześnie umowa czytelna.

To drobiazgowe „wylistowanie” w umowie Twoich czynności dla klienta jest wartością, ale sądowi pozwala zrozumieć to na co się umówiliście. To bardzo ułatwia sędziemu rozpoznanie sprawy.

Jak widzisz same zalety 😃.

Jeżeli więc chcesz żeby Twoja umowa była najlepszym rzecznikiem Twojej oferty i Twojej agencji to powinniśmy o tym porozmawiać.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Google Ads

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Nazwa umowy – Błędna nazwa umowy nie zmienia istoty tego na co agencja reklamowa umówiła się z klientem.Warto jednak przy redagowaniu tytułu umowy zachować staranność.
  • Czy naprawdę potrzebujesz umowy? – Czy umowy dla agencji reklamowych to coś absolutnie niezbędnego w biznesie kreatywnym? Prawnik i właściciel dużej agencji mają o tym takie same zdanie.

Podziękowania dla:

  • Photo by Sharon McCutcheon on Unsplash

warunki korzystania z youtube[🚩Uwaga: w tym wpisie analizuję ogólne warunki korzystania z youtube w wersji z dnia 22 lipca 2019]

W opublikowanej już cz.1 analizowałem najważniejsze zapisy regulaminu platformy YT.

Dzisiaj chciałbym się skupić na warunkach na jakich możesz reklamować produkty i usługi na youtube.

Reklamy to dla wielu użytkowników platformy przykra „przeszkadzajka” w oglądaniu szwedzkiego youtubea PewDiePie  😁

Ale… dla Google te „przeszkadzajki” są warte piętnaście BILIONÓW rocznie i generują dla niego 10% całego zysku.

Konkluzja? Reklamy na youtube zostają 😉. I będą tylko zwiększać swój udział w rynku digital advertising.

Jeżeli więc Twoja agencja będzie chciała włączyć obsługę Youtube Ads do swojego portfolio to warto znać tych kilka paragrafów którymi się z Tobą dzisiaj podzielę.

Konkursy muszą mieć swój regulamin

Co do zasady youtube nie ma problemu z tym, że za jego pośrednictwem organizujesz konkursy dla swoich odbiorców.

Oczywiście pod warunkiem, że przestrzegasz przy tym zasad i wytycznych YouTube dotyczących konkursów.

Warunki korzystania z youtube nakładają na Ciebie obowiązek spełnienia pewnych wymagań ogólnych jak również przygotowania indywidualnego regulaminu.

Co do warunków ogólnych to są one rozsądne:

  • to Ty jesteś organizatorem i za wszystko odpowiadasz,
  • musisz przestrzegać swojego prawa krajowego przy organizowaniu konkursu,
  • udział w konkursie musi być nie odpłatny (a przy loteriach musisz też spełnić polskie warunki ich organizacji),
  • uczestnicy nie mogą być zobowiązani do przeniesienia na Ciebie jakichkolwiek praw (najczęściej będzie chodzić o prawa autorskie),
  • I na koniec najważniejsze: „bez uzyskania uprzedniej zgody YouTube na piśmie nie możesz sugerować związku YouTube z Twoim konkursem ani przedstawiać YouTube jako partnera konkursu„.

Jak wspomniałem warunki korzystania z youtube określają też minimalne wymagania jakie musi spełnić Twój regulamin.

Dlatego w zasadach konkursowych musisz umieścić:

  • link do Wytycznych dla społeczności YouTube oraz informację, że nieprzestrzeganie tych wytycznych powoduje dyskwalifikację,
  • informacje i pouczenia przewidziane polskim prawem
  • informacje i pouczenia dotyczące prywatności (zbieranie i wykorzystywanie danych osobowych)
  • wyraźne zastrzeżenie, że YouTube nie sponsoruje Twojego konkursu
  • wyraźne zastrzeżenie, że uczestnicy konkursu akceptując regulamin zwalniają YouTube ze wszelkiej odpowiedzialności

Reklamy a warunki korzystania z YouTube

Zacznij od swoistego „monopolu” youtube na reklamy:

Użytkownik nie może korzystać z Usługi w celu (a) sprzedaży usług reklamowych, sponsorskich lub promocyjnych świadczonych za pomocą lub w ramach Usługi bądź Treści, innych niż dopuszczone w zasadach dotyczących Reklam w YouTube (na przykład zgodne z zasadami lokowanie produktu);”

Z tego, moim zdaniem, niezbyt czytelnego zapisu wynika, że na platformie dozwolona jest tylko reklama przewidziana przez regulamin. A ten przewiduje, że albo korzystasz z reklam Youtube Ads albo tworzysz treści zawierające płatne lokowanie produktu.

Zapewne intencja była taka żeby wyraźnie oddzielić wartościowe treści od warstwy reklamowej. Być może chodzi o to żeby nie było „reklamy w reklamie”?.

W każdym razie warunki korzystania z youtube w tej części nie zachęcają do jakiejkolwiek kreatywności 😁.

Kolejną kwestią jest dopuszczalność osadzania filmów na stronach (kod „embed”):

„(b) sprzedaży usług reklamowych, sponsorskich lub promocyjnych na jakiejkolwiek stronie dowolnej witryny lub aplikacji zawierającej wyłącznie Treści pochodzące z Usługi lub gdy Treści pochodzące z Usługi są głównym źródłem takiej sprzedaży”.

Oznacza to, że można korzystać z osadzania filmów na witrynach (w końcu po to jest ta opcja), ale nie można tego nadużywać.

Obawa youtuba jest taka, że stworzysz stronę na której będą tylko osadzone filmy z platformy youtube, a następnie będziesz sprzedawać reklamy na tej stronie.

Z jednej strony to trochę dziwny business model, ale też mogę sobie wyobrazić bloga na którym publikowane są codzienne VLOGi, a autor go monetyzuje poprzez reklamy.

Czego na YouTube reklamować nie wolno

Warunki korzystania z youtube zawierają dłuuugą listę produktów i usług, których reklamować nie wolno. A dodatkowo lista kończy się ostrzeżeniem: „Pamiętaj, że to nie jest pełna lista.„.

Część tych produktów i usług jest dość oczywista (organy wewnętrzne, usługi towarzyskie, przemyt ludzi), ale niektóre są mało intuicyjne jak np: nie wolno umieszczać treści z linkami do aptek internetowych, które nie wymagają recepty.

Akurat w tym ostatnim przypadku Yotube przeanalizował nasze prawo krajowe i wskazał Polskę jako jeden z krajów, w których użytkownicy mogą to robić. Polacy więc mogą reklamować leki bez recepty, ale już aptek nie.

Wszystko to więc można sprowadzić do jednej, złotej zasady:

„Treści, których celem jest sprzedaż określonych produktów i usług objętych regulacjami, nie są dozwolone w YouTube.”

Jeżeli więc planujesz promować dany produkt na tej platformie to zadaj sobie najpierw pytanie: czy jego sprzedaż jest regulowana przez jakiekolwiek prawo, a następnie sprawdź czy youtube dopuścił reklamy tych produktów w naszym kraju.

Warunki korzystania z youtube ograniczają reklamę dla dzieci

Youtube stworzył specjalną aplikację „Youtube Kids”, która zawiera treści przeznaczone tylko dla dzieci.

Ta sub-platforma rządzi się jednak swoimi własnymi prawami, a w szczególności dwoma, podstawowymi zasadami:

  • w YouTube dla dzieci nie wolno wyświetlać reklam opartych na zainteresowaniach,
  • w YouTube dla dzieci nie wolno używać płatnych reklam z pikselami remarketingu ani innymi pikselami umożliwiającymi monitorowanie.

Youtube również drobiazgowo omawia obostrzenia w reklamie różnych kategorii produktów i usług:

  • Multimedia – nie mogą dotyczyć filmów przeznaczonych dla widowni w wieku powyżej 13 lat (PG-13),
  • Uroda i fitness – całkowicie zabronione,
  • Randki i związki – z wyłączeniem reklam portali randkowych oraz stron dotyczących usług ślubnych lub…rozwodowych 😉
  • Jedzenie i napoje – całkowicie zabronione i to nawet zdrowa żywność!
  • Produkty nielegalne lub podlegające osobnym przepisom – tutaj należy odwołać się do prawa krajowego,
  • Społeczności internetowe lub wirtualne – całkowicie zabronione,
  • Reklamy polityczne – całkowicie zabronione
  • Reklamy religijne – całkowicie zabronione

Dodatkowo na „Youtube Kids” nie można organizować konkursów, a wszelkie płatne reklamy muszą zawierać bardzo wyraźne oznaczenie marki i produktu.

Youtube dla biznesu

Na koniec popatrzmy na warunki korzystania z youtube w zakresie w jakim tworzą dodatkową kategorię użytkowników: użytkownicy biznesowi.

Użytkownikiem biznesowym staniesz się jeżeli korzystasz z usługi żeby:

„prowadzić działalność handlową, biznesową, rzemieślniczą lub zawodową („Użytkownik biznesowy”), w zakresie dopuszczalnym przez przepisy prawa”

Co to dla Ciebie oznacza?

Ano, że Youtube nie ponosi żadnej odpowiedzialności za Twoje „utracone zyski, przychody lub dane, utratę możliwości biznesowych lub przewidywanych oszczędności, straty pośrednie lub wtórne ani za odszkodowanie retorsyjne”.

A jeżeli platformie Google można byłoby przypisać odpowiedzialność odszkodowawczą to jest ona ograniczona w regulaminie do kwoty…500 EURO.

Ten zapis pozwala „jutubowi” na dość liberalne podejście do blokowania kanałów/treści, bo popełniając przy tym błąd i tak ryzyko odszkodowawcze ograniczone jest do 500 euro. Przy piętnastu bilionach to, umówmy się, można się „szarpnąć” na takie odszkodowanie 😉.

Ciekawostką jest to, że jeżeli poszkodowany youtuber chciałby się sądzić o te 500 EURO, a znajduje się w obrębie Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub Szwajcarii to:

  • do oceny warunków korzystania z youtube stosuje się  prawo krajowe (np: prawo polskie 😁),
  • sprawę można założyć w polskim sądzie

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę kampanii Facebook Ads

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Regulamin Youtube cz.1 – Twoja agencja reklamowa chce tworzyć treści, ale nie wie youtube kocha, lubi, szanuje? Sprawdź najpierw regulamin youtube i co stoi w nim napisane…

Podziękowania dla:

  • Photo by Charles Deluvio on Unsplash