adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

Reklamy dla dzieciNiedawno Rada Reklamy musiała się zmierzyć z bardzo ciekawym pytaniem o „reklamy dla dzieci”.

Ku mojemu zaskoczeniu nie chodziło o reklamę, która miała na celu wyzyskanie łatwowierności dzieci.

To akurat byłoby bardzo proste: zabrania tego 16 ust. 1 pkt. 3 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 419 z późn. zm.). Taka reklama jest sprzeczna z prawem.

Nie, chodziło o coś zupełnie innego.

„czy reklama jest sprzeczna z prawem lub dobrym obyczajem, gdy ogląda ją osoba która nie jest jej targetem?”

Zacznijmy jednak od tego jaki spot był sprawcą całego zamieszania.

Oleje silnikowe Total Quartz i ….atak robotów

Z uchwałą zapoznałem się z ciekawością, bo reklama Total Quartz wpadła mi w oko.

Łatwo wypatrzeć inspiracje: „Transformers”, „I, robot„, i oczywiście „Terminator„. Całość doprawiona małą domieszką z gatunku zombie apocalypse (charakterystyczny, utykający chód robotów 😁).

Absolutnie zgodzę się z autorką skargi skierowanej do Rady Reklamy, że „Reklama jest ciemna, tworzy negatywny odbiór i niepokój”.

Trudno byłoby czerpać pełnymi garściami z powyższych filmów i otrzymać coś innego. Myślę, że jest to jednak wielka zaleta tej reklamy.

W życiu zapewne widziałem dziesiątki reklam olejów silnikowych i jedyne co mogę o nich powiedzieć to to, że jak je TEN olej to będzie super.

Tę reklamę zapamiętałem jednak ze szczegółami.

Wróćmy do meritum skargi:

„Moje dziecko(2,5 roku), które kilkakrotnie oglądało reklamę w ciągu dnia mówi o ataku robotów i potworach. Dziecko zaczęło budzić sie w nocy z krzykiem, zaczął się moczyć. Dziecko wróciło do pieluchy, mówi o leku związanym z ciemnością i krzyczy widząc ta reklamę. Staram się kontrolować to co ogląda moje dziecko w tv, uważam że takie reklamy nie powinny być emitowane. Niestety nie mam kontroli nad reklamami.” 

Co na to Rada Reklamy?

Reklamy dla dzieci, ale pod kontrolą rodzicielską

Zespół Orzekający stanął na stanowisku, że „reklama [Total Quartz] nie zawiera treści które mogłyby motywować do zakupu produktu poprzez wykorzystywanie zdarzeń losowych, wywoływanie lęku lub poczucia strachu”.

Arbitrzy doskonale zdekodowali sens art. 16 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Domyślam się, że bardziej szczegółowa argumentacja przedstawiałaby się w sposób następujący:

Reklamą jest przekaz handlowy zmierzający do promocji sprzedaży lub odpłatnego korzystania z towarów lub usług.
Aby móc uznać, że reklamodawca w sposób nieuczciwy wywołał u klientów lęk trzeba najpierw ustalić na co ten lęk był ukierunkowany.

Otóż w ocenie sądów lęk powinien wpływać na wybory konsumenckie (np: lęk przed zakupem produktów zawierających konserwanty). Nie wystarczy więc, że reklama swoją estetyką wywołuje uczucie niepokoju (czy u 2,5 latka – nawet lęku).

Nawet wykorzystanie łatwowierności dzieci musi być ukierunkowane, aby wykształcić u młodego odbiorcy taką postawę, która nakłaniałaby opiekunów do zakupu. Czyli znowu: nieuczciwy element reklamy ma mieć realne przełożenie na wybory konsumenckie.

Jednocześnie „Zespół zwrócił uwagę, iż 2,5 letnie dziecko bez kontroli rodzicielskiej nie powinno oglądać spotów reklamowych„.

Podpisuję się pod tym obiema rękami.

Jedną ręką składam podpis jako prawnik

Uważam, że zgodność reklamy z normami należy rozpatrywać przez pryzmat produktu, branży i targetu (podobnie Rada Reklamy o reklamie w branży bieliźniarskiej). Reklamy wykorzystujące łatwowierność dzieci to nieuczciwe, ale ciągle dedykowane reklamy dla dzieci. Natomiast nie można oceniać „zwykłej” reklamy na podstawie zachowań małego dziecka.
Olej silnikowy to produkt który nie jest przeznaczony dla małego odbiorcy. Stąd też wszelkie reakcje bardzo małego dziecka na reklamę nie mogły być objęte zamiarem twórców, bo tych nie dało się przewidzieć, ani im zapobiec.

Drugą ręką podpisuję się jako ojciec

Prawdą jest, że my rodzice nie mamy kontroli nad reklamami. I mieć nie będziemy.

Mamy natomiast całkowitą kontrolę nad pilotem. A powinniśmy mieć nad tym co oglądają nasze dzieci.

I nie trzeba tutaj robotów wyskakujących spod maski. Ja swego czasu musiałem bardzo uważać na rybkę MiniMini, której panicznie bała się córeczka.

Bo ponoć  jak rybka śpi to się nie bawi, a więc jest smutna. Żelazna, dziecięca logika 😆.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Google Ads

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Jens Kreuter on Unsplash

wygaśnięcie autorskich praw majątkowychWygaśnięcie autorskich praw majątkowych to prawniczy odpowiednik porzekadła „wszystko co dobre kiedyś się kończy”.

Bo ustawa o prawie autorskim przewiduje wygaśnięcie praw.

Co wtedy? Utwór co do którego prawa wygasły wchodzi do domeny publicznej.

Znaczy się każdy może z niego skorzystać. Ty również.

Tylko jedno „ale”: musisz poprawnie obliczyć termin z którym te prawa wygasają.

O jak łatwo tutaj o pomyłkę (albo zwyczajne zaniedbanie) może służyć IPN,  który ostatnio nielegalnie wykorzystał plakat Marka Żuławskiego.

Zacznijmy jednak od początku.

Kiedy następuje wygaśniecie autorskich praw majątkowych

Prawo autorskie przewiduje pewne wyjątki i szczególne przypadki kiedy wygasają prawa (np: nieznany twórca, utwór audiowizualny). Generalną zasadą jest jednak, że autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich – od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych.

Jak więc możesz obliczyć czy upłynęło wspomniane 70 lat?

Po pierwsze kwestią kluczową jest, abyś ustalił roku w jakim zmarł twórca.

I tutaj dużym ułatwieniem będzie, że nie  musisz znać dokładnego dnia i miesiąca śmierci autora.

Dlaczego?

Otóż termin liczy się „liczy się w latach pełnych następujących po roku, w którym nastąpiło zdarzenie, od którego zaczyna się bieg terminów„.

Piękna polszczyzna, prawda? 🙄

A rozchodzi się tylko o to, że te 70 lat zawsze powinieneś liczyć od 1 stycznia roku następującego po śmierci autora.

Domena publiczna w reklamie

Skoro już ustaliliśmy kiedy utwory wchodzą do domeny publicznej porozmawiajmy też o tym, co to w praktyce oznacza.

Możesz korzystać z tych „uwolnionych” utworów w sposób samodzielny czyli bez bez zawierania umowy.

Również nie musisz płacić za wykorzystanie utworu np: w reklamie.

Wygaśnięcie autorskich praw majątkowych nie oznacza jednak dla Ciebie niczym nieokiełznanej swobody.

Autorskie prawa osobiste do utworu nie wygasają i chronią związek twórcy z utworem nawet po śmierci artysty. Wtedy pozew mogą złożyć małżonek, albo rodzina.

Z punktu widzenia wykorzystania czegokolwiek w reklamie znaczenie mają prawa do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem oraz nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania.

Obydwie te kwestie mogą okazać się dla Ciebie bardzo problematyczne.

Oznaczenie utworu nazwiskiem wydaje się w reklamie być trudne do zaakceptowania.

Nie dlatego, że „reklama” lubi „ciemiężyć” twórców albo kwestionować ich dorobek.

Po prostu eksponowanie nazwiska autora nie wpisuje się w koncepcję „utworu reklamowego”.

Chodzi przecież o produkt, usługę czy markę, a nie rozpowszechnianie wiedzy o dorobku konkretnego artysty.

Chyba, że… utwór tak silnie kojarzy się z konkretnym twórcą, że jest to zbędne.

Nie bez powodu w reklamie królują motywy wykorzystujące Mona LisęDawida 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Ochrona utworu – jakie cechy musi posiadać utwór, aby korzystać z ochrony przewidzianej prawem autorskim.
  • Ochrona pomysłu – ustawa prawo autorskie przewiduje, że ochroną nie są objęte idee. Dlatego ochrona prawna pomysłu zależy od tego czy się „zmaterializował” i przybrał postać.

Podziękowania dla:

  • Photo by Fabrizio Verrecchia on Unsplash

nagabywanieJednym z reklamowych grzechów głównych jest nagabywanie.

Samo słowo „nagabywanie” sprawia, że przechodzą mnie ciarki.

I to z dwóch powodów.

Po pierwsze to słowo jest takie przaśne. Zupełnie z innej epoki.

To tak jak gdyby nadal używać „naręcza” jako jednostki miary.

„Po proszę dwa naręcza kiełbasy. Grilla robię”

A pod drugie ludzie naprawdę nie rozumieją, co „nagabywać” oznacza.

Nie wiem czemu nasz kochany ustawodawca upiera się przy stosowaniu języka, który po prostu odszedł do lamusa.

Być może na przedwojennej Pradze rozumieli. Trochę.

Skutek jest taki, że jak słowo wyszło z obiegu to i organy oraz sądy (które w końcu też składają się z ludzi) nie wiedzą co z tym słowem zrobić.

Sprawa jest jednak poważna, bo..

Nagabywanie to nieuczciwa reklama

Ponieważ nagabywanie raczej nie jest już słowem powszechnie używanym, aby zrozumieć jego sens należy sięgnąć do słownika.

I tutaj trafiamy na taką definicję:

nagabnąć — nagabywać «natarczywie poprosić o coś lub zatrzymać kogoś niespodziewanie dla zapytania o coś lub nawiązania rozmowy»

Nasza rodzima ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji w dużej części skupia się na nieuczciwej reklamie.

I tak zgodnie z brzmieniem art. 16 ust. 1 pkt. 5 czynem nieuczciwej konkurencji jest:

reklama, która stanowi istotną ingerencję w sferę prywatności, w szczególności przez uciążliwe dla klientów nagabywanie w miejscach publicznych

Dla mnie jako dla prawnika z tego przepisu wynika, że aby klienta”nagabnąć” należy:

  • zrobić to w miejscu publicznym
  • działać w sposób natarczywy (intensywny)
  • ponawiać działania w krótkich odstępach czasu (natarczywie)
  • składać więcej niż jedną ofertę/propozycję
  • robić to wszystko w sposób uciążliwy dla klientów

Wszystkie 4 punkty wydają się być zrozumiałe.

Natomiast punkt piąty jest zazwyczaj ignorowany. A przecież jest najważniejszy!

Klient musi odczuwać uciążliwość

Na początek rzucę banałem.

Otaczająca nas rzeczywistość jest skomplikowana i niejednoznaczna.

Coś co bulwersuje jednego dla innego jest co najwyżej fascynujące.

Skoro nie jesteśmy tacy sami to i dotykające nas zdarzenia często interpretujemy lub odczuwamy zupełnie inaczej.

Dlatego w kwestiach ocennych prawo bywa elastyczne.

Żeby uznać, że zostałeś znieważony ktoś musi rzucić pod Twoim adresem obelgę. Ty musisz się jednak poczuć nią dotknięty.

Żeby uznać, że Ci grożono ktoś groźbę musi pod Twoim adresem wypowiedzieć groźbę. Ty musisz się jednak poczuć zagrożony.

Nieuczciwa reklama musi więc składać się z dwóch elementów:

Oferty składanej w miejscu publicznym, wielokrotnie, natarczywie i intensywnie

Oraz?

Klienta dla którego to jest uciążliwe.

Otóż, aby w ogóle można mówić o reklamie poprzez nagabywanie trzeba najpierw ustalić czy klient czuł się nagabywany!

Ograniczenia w parku kulturowym

Otóż jest sobie taka ustawa z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 2067).

Ten akt pozwala Radzie Gminy ustanowić park kulturowy.

Mój rodzinny Kraków ma taki park kulturowy pod nazwą „Stare Miasto”. Park został powołany do życia specjalną uchwałą, która określa jego granice, sposób ochrony, a także obowiązujące w nim zakazy i ograniczenia.

Na terenie tego parku obowiązuje zakaz powiadamiania o towarach, usługach lub imprezach polegającego na nagabywaniu
osób przebywających na obszarze Parku.

W teorii brzmi świetnie. A w praktyce?

Nagabywanie w parku kulturowym

Byłem świadkiem takiej oto scenki.

Pewna nienagannie ubrana niewiasta, ściskając w rękach folder reklamowy, zagadnęła starszego Pana.

„Przepraszam najmocniej. Czy nie byłby Pan zainteresowany rejsem do Tyńca?

Jegomość (którego status turysty zdradzał futerał z aparatem) popatrzył na folder i zapytał:

„A kiedy odpływacie?”

„Za 30 minut”

Pan tylko westchnął „eee to może innym razem” i ruszył na dalsze zwiedzanie.

Na odchodne „naganiaczka” (słowo tak samo nieeleganckie jak nagabywanie) życzyła Panu jeszcze miłego pobytu.

Scenki w życiu bym nie zapamiętał, gdyby nie to, co zobaczyłem przechodząc w tym samym miejscu parę godzin później.

Otóż Pani gęsto się z czegoś tłumaczyła, a nieugięty strażnik miejski wypisywał mandat.

Bo naruszenie zakazów parku kulturowego jest wykroczeniem.

Tylko gdzie tu nagabywanie?

Oczywiście mogło się zdarzyć, że jak tylko spuściłem Panią „naganiaczkę” z oczu ta zamieniła się w istnego potwora.

Przepychała się między przechodniami i za rękawy wyciągała z tłumu turystów. Następnie tychże niemalże wpychała na statek na przemian zachwalając rejs i grożąc, że coś sobie zrobi jak straci tę pracę. Tym co chcieli salwować się jeszcze ucieczką zagradzała drogę i żądała pieniędzy za samo wejście na statek.

Jest to możliwe. Tyle, że cholernie mało prawdopodobne.

Bardziej prawdopodobnym jest, że ów strażnik miejski „wlepiał” mandat za sam fakt zachęcania turystów do skorzystania z rejsu.

Niezależnie od formy, braku intensywności, natarczywości i jednorazowości oferty. Oczywiście nikt też nie czuł się nagabywany.

No, ale przepis jest. Jakże z niego nie skorzystać 🙄.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Billboard sponsorski – Zgodnie z przepisami przy tworząc billboard sponsorski, musisz jak ognia wystrzegać się wszelkich form promocji i zachęt do zakupu.
  • Meme marketing – Meme marketing to co innego niż anonimowa memowa twórczość na necie.Jeżeli nie masz zgody autora przerabianej fotografii to naruszysz prawo.

Podziękowania dla:

Podziękowania dla:

  • Photo by Tbel Abuseridze on Unsplash

skasować stronę klientaMiałem ostatnio okazję uczestniczyć w bardzo wystawnej uroczystości.

Może nie tak wystawnej jak ta, gdzie narodził się ten blog, ale równie … podniosłej.

Zdradzę Ci, że mam taką małą zasadę.

Maluteńką.

Otóż jak ognia unikam na imprezach mówić o tym czym się zajmuję.

Dlaczego? Otóż zbyt często trafiałem na osobę, która akurat chciała mnie „tylko podpytać o coś”.

A kończy się to tak:

parę godzin później dalej tkwimy przy stole biesiadnym (już zupełnie sami), a ja szukam na mobilnej wersji LEXa czegoś zupełnie egzotycznego (o czym nie mam pojęcia) jak np:  mienie zabużańskie.

I głośno wzdycham, bo dochodzą mnie nuty „Miłości w Zakopanem„, a mnie nie ma na parkiecie.

Nie mam nic przeciwko pomaganiu, ale … sam rozumiesz 😜.

Moja pryncypialność została jednak wystawiona na próbę, gdy z sąsiedniego stołu padło sakramentalne pytanie…

Czy można skasować stronę klienta?

Oczywiście tą którą się wykonało na zlecenie klienta. I umieściło na jego serwerze.

Jeden z uczestników dyskusji obstawał, że można. Nawet trzeba!

I to z tą oto argumentacją, że klient nie zapłacił.

A jak wieść gminna niesie: „nie macie pieniędzy, nie wymagajcie parady„.

Nie wytrzymałem. Przysiadłem się 😃.

Otóż dobrych kilka lat temu (czytaj prawie 17-naście) była potrzeba dostosowania polskiego prawa do postanowień konwencji Rady Europy o cyberprzestępczości. I do naszego kodeksu karnego „wskoczył” art. 268a kk.

Art. 268a. [Niszczenie danych informatycznych]
§ 1. Kto, nie będąc do tego uprawnionym, niszczy, uszkadza, usuwa, zmienia lub utrudnia dostęp do danych informatycznych albo w istotnym stopniu zakłóca lub uniemożliwia automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie takich danych,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Kto, dopuszczając się czynu określonego w § 1, wyrządza znaczną szkodę majątkową,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 3. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Skasowanie strony z serwera klienta, choć brzmi kusząco, w języku karnistów to raczej „usunięcie danych informatycznych”.

Aczkolwiek rozumiem pokusę zostania czymś w rodzaju cybernetycznego Janosika… to jednak odradzam.

Zamiast skasować stronę klienta zdecydowanie lepiej jest po po prostu zastrzec prawa autorskie do czasu zapłaty.

No a w przypadku jej braku uregulowania faktury? Dochodzić roszczeń za naruszenie tych praw majątkowych.

A przy okazji rozmów o zamachu na „dobra informatyczne” wyszedł jeszcze jeden temat.

Czy można zalogować się na panel klienta bez jego zgody?

O tym co zrobić, gdy klient zmienia Ci hasło do np: panelu czy fanpage’a pisałem już tutaj.

Natomiast absolutnie nie powinna to być dla Ciebie zachęta, aby komukolwiek pokazywać, że „nie takie już zabezpieczenia z szwagrem pokonywałem„.

Również i na to jest „paragraf”:

Art.  267.  [Bezprawne uzyskanie informacji]

§  1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§  2. Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.

Jeżeli klient jasno komunikuje, że nie życzy już sobie korzystania przez Ciebie z jego konta to z tą chwilą tracisz „uprawnienie” do logowania się na nie.

W takim przypadku lepiej jest wezwać klienta do umożliwienia Ci wykonania umowy i zachować prawo do wynagrodzenia.

Niż?

Nie wezwać.

Nie otrzymać wynagrodzenia.

I narazić się na odpowiedzialność karną 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Brak czasu na czytanie?

 

Na zakończenie:

Kazus o skasowaniu strony przytoczyłem za zgodą biesiadników.

I zgodnie z obietnicą pozdrawiam wszystkich serdecznie 👋🏻.

*****

Zobacz także:

  • Checklista do umowy dla agencji reklamowej – Checklista do umowy może być bardzo pomocna dla agencji reklamowej. Taka lista kontrolna nie zwalnia od myślenia, ale ustrzeże Cię od dużej wpadki.
  • Windykacja w branży kreatywnej – Oporni klienci nie opłacają na czas faktur Twojej agencji marketingowej? Wystarczy jednak przestrzegać kilku zasad żeby windykacja była łatwiejsza. Wszystkiego dowiesz się z tego ebooka.

Podziękowania dla:

  • Photo by Thought Catalog on Unsplash

Nieodpłatne przeniesienie praw autorskichNieodpłatne przeniesienie praw autorskich jest zawsze pożądane przez klientów agencji marketingowych.

Trudno bowiem o lepszą cenę niż „nieodpłatnie” 😀.

A czy prawo autorskie dopuszcza nieodpłatne przeniesienie praw autorskich?

Dopuszcza.

Można.

Wolno.

To nie jest jednak pytanie z jakim najczęściej zwracają się do mnie klienci.

Z mojej praktyki wynika, że nieodpłatne przeniesienie praw autorskich pojawia się zazwyczaj w dwóch kontekstach:

  • strony w ogóle nie zadbały o temat prawa autorskiego do projektu.
  • umowa przenosi prawa autorskie, ale nie określa czy to przeniesienie następuje w zamian za wynagrodzenie

Gdy nie zadbaliście o prawa autorskie

To, że nigdy nie rozmawialiście o prawach autorskich nie jest niczym nagannym. Ani niezwykłym.

Ty rzuciłeś się w wir pracy twórczej i prawa autorskie do czegoś co jeszcze nie powstało było ostatnią rzeczą która zaprzątała Ci głowę.

Z drugiej zaś strony dla klienta było „oczywistą oczywistością”, że jak robi przelew za Twoją fakturę to płaci „za wszystko”.

Nigdy jednak nie zapytał, bo ponoć prawa autorskie nie zając, nie uciekną.

Do tematu warto jednak powrócić na końcowym etapie projektu.

Prawo autorskie przewiduje, że jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Oznacza to, że klient nigdy nie może powoływać się na swoje przekonanie, że „płaci za wszystko”.

Jeżeli jasno w umowie nie określiliście, że w ramach wynagrodzenia przenoszone są też prawa autorskie to należą Ci się za nie dodatkowe pieniądze.

Lub możesz je przenieść nieodpłatnie.

Ale to Twoja dobra wola.

Klient nie może Cię do niczego przymusić.

Przykładowo w moim wzorze umowy dla agencji marketingowych przewidziałem, że wygrodzenie zawiera w sobie prawa autorskie.

§6
Wynagrodzenie

Z tytułu wykonania Materiałów Reklamowych i przeniesienia do nich autorskich prawa majątkowych KLIENT zapłaci AGENCJI wynagrodzenie w kwocie ____________ PLN (słownie________________) netto.

 

Tylko w takim przypadku klient faktycznie „płaci za wszystko”.

Gdy nie wiadomo czy za prawa autorskie się płaci

Drugim przypadkiem, z którym nagminnie się spotykam jest sytuacja, w której jest umowa i są w niej uregulowanie prawa autorskie.

Tyle, że nie wiadomo czy prawa autorskie są przenoszone w ramach wynagrodzenia czy nieodpłatnie.

Taka problematyczna klauzula zazwyczaj wygląda tak:

„Wykonawca oddając dzieło przenosi na Zamawiającego prawa autorskie na następujących polach eksploatacji”

Czego tutaj brakuje?

A no strony nie wskazały, że Wykonawca przenosi te prawa nieodpłatnie.

Innymi słowy „z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych nastąpiło nieodpłatnie”

A skoro nie wynika to Tobie jako twórcy należne jest wynagrodzenie.

Artykuł 43 prawa autorskiego nie pozostawia tutaj złudzeń.

Z umowy nie wynika też, że przeniesienie następuje w ramach wynagrodzenia z dzieło.

Tutaj potrzebna byłaby taka klauzula jak w moim wzorze, który omawiałem powyżej.

Nieodpłatne przeniesienie praw autorskich a ugoda

Oczywiście przemilczany/przeoczony temat praw autorskich to nie kłoda którą powinieneś cisnąć pod nogi klienta.

To raczej niezbyt pro-klienckie podejście 😅 i jestem przekonany, że nigdy nie przyszłoby Ci to do głowy.

Prawa autorskie możesz nieodpłatnie przenieść na zamawiającego w każdym momencie. Wystarczy prosta umowa.

Natomiast Twoje pro-klienckie poglądy mogą zostać wystawione na próbę, gdy zderzą się z niezbyt pro-płatniczym podejściem klienta.

Jeżeli więc klient się z Tobą nie rozliczy to powinien się przynajmniej liczyć z potencjalnie bardzo przykrymi konsekwencjami korzystania z Twojego projektu bez posiadania do niego praw.

I wtedy temat praw autorskich jest doskonałą „dźwignią”, którą możesz wykorzystać negocjując ugodę pozasądową.

„Nieodpłatne przeniesienie praw autorskich w zamian za rozliczenie projektu?”.

Brzmi uczciwie.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Kelly Sikkema on Unsplash