adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

odpowiedzialność za podwykonawcę[Uwaga: w tym artykule piszę o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez podwykonawcę Twojemu klientowi. Jeżeli Twój podwykonawca wyrządził szkodę zupełnie obcej osobie trzeciej to Twoja odpowiedzialność wygląda inaczej. Koniecznie przeczytaj TEN wpis.]

Nie milkną echa i nie znikają rumieńce po słynnej już Barbórce w PGNiG.

Dla niewtajemniczonych podaję, że na babskim comberze wystąpił striptizer przebrany za policjanta.

I kiedy inni analizowali jak wydawane są publiczne pieniądze mnie zainteresowało coś innego.

Otóż byłem ciekaw jak spółka wybrnie z tego PR-owergo koszmaru.

Komunikat nie rozczarował:

– Z ubolewaniem stwierdzamy, że podczas tradycyjnej zabawy górniczej doszło do niezaplanowanego incydentu wywołanego spontanicznie przez aktora – podwykonawcy firmy organizującej tę część wydarzenia – poinformował Dział Promocji PGNiG.

Po prostu … wow 🙄.

Pozwól więc, że na fali tego medialnego majstersztyku zabiorę Cię do magicznego świata gdzie…komunikaty PR-owe są prawdziwe.

W tym cudownym świecie bajek i fantazji istnieje taka agencja eventowa, której faktycznie trafił się „złoty strzał” i zawarła umowę z wielką spółką giełdową.

W agencji postanowiono nie szczędzić ludzi i środków: miało być tylko to co najlepsze a dodatkowo…. zapięte na ostatni guzik (za ironię więc uznaję fakt, że afera była przez guziki, ale te rozpięte 😜).

Pojawił się też aktor. Jeden z wielu na ten event.

Tylko, że ten konkretny aktor nie lubił trzymać się sztywno scenariuszy, oglądał „Magic Mike” 23 razy i uważał, że babski comber to jego życiowa szansa żeby pokazać swój prawdziwy talent.

Co się działo dalej?

Odstępstwo od scenariusza

Myślę, że możemy śmiało założyć, że nie każde odstępstwo od scenariusza eventu powoduje powstanie szkody.

Owszem opuszczenie jakiegoś elementu lub jego nieprawidłowa realizacja mogą być podstawą do obniżenia wynagrodzenia lub do naliczenia kary umownej.

Natomiast niezamówiony striptease to już zupełnie inna para kaloszy.

W grę wchodzi, prócz wyżej wymienionych instrumentów, także naruszenie dóbr osobistych zarówno spółki jak i uczestników.

O tym, że striptiz na Barbórce tradycyjnie nie jest „gwoździem programu” można się przekonać po zainteresowaniu mediów i ubolewaniu jakie wyraził giełdowy gigant. Na szwank zostały wystawione tutaj „dobre imię” czy „renoma”. W powszechnym bowiem odbiorze striptiz jest w najlepszym wypadku tematem tabu, a organizatorowi takich pokazów raczej chluby nie przynosi.

Odpowiedzialność za podwykonawcę

W naszym kodeksie cywilnym znajduje się dobrze znana zasada: jesteś odpowiedzialny za działanie i zaniechanie swoich podwykonawców. Taki zapis można też bardzo często spotkać w umowach, ale nawet gdy jego brak to w to miejsce „wskakuje” wspominany kodeksowy art. 474.

Na czym więc polega ta odpowiedzialność za podwykonawcę?

Otóż Twój podwykonawca musi nie wykonać lub nieprawidłowo wykonać Twoje obowiązki.

Przykładowo: podpisałeś umowę w której  zobowiązałeś się, że na evencie będzie Pantomima. Problem w tym, że jeden mim się rozchorował i na event nie trafił, a drugi postanowił że skoro już pojawił się to wygłosi na scenie swój autorski monolog (za co został uprzejmie wygwizdany). W ten sposób można powiedzieć, że to nie Twoja wina, ale jednak Twoja, bo na tym polega odpowiedzialność za podwykonawców.

Wyjaśnię, że z tą winą w sensie prawnym to jest tak, że nie ma ona znaczenia. Za podwykonawców odpowiadasz na zasadzie ryzyka. 

Bez znaczenia jest też czy swojego podwykonawcę dobrze poinstruowałeś i czy faktycznie mogłeś stale go nadzorować.

Nie pomoże Ci też, że wynająłeś najlepszego fachowca, który z niejednego pieca eventowego chleb jadł 😜.

Powinieneś więc odpowiedzialność na zasadzie ryzyka rozumieć dosłownie: Twoje jest ryzyko czy uda się prawidłowo wykonać umowę przy pomocy wybranego podwykonawcy.

Brak odpowiedzialności za podwykonawcę

Ryzyko korzystania z innej firmy przy organizowaniu eventu zawsze istnieje. Podkreślę jednak, że to ryzyko nie oznacza ono przyjęcie całkowitej i niczym nieograniczonej odpowiedzialności za podwykonawcę.

Podwykonawca może wyrządzić Twojemu klientowi szkodę niejako „przy okazji”.

Jak wspomniałem podwykonawca musi przedsięwziąć takie działanie, do którego Ty zobowiązałeś się w umowie.

Czyli jeżeli miała być Pantomima, a się nie odbyła to sprawa jest jasna.

A co jeśli mim raczy po wystąpieniu dokonać zuchwałego zaboru mienia Twojego klienta?

Czy za to też odpowiadasz?

Otóż nie. To jest właśnie klasyczny przykład „szkody przy okazji”.

Odpowiedzialność za podwykonawcę-striptizera

Dlatego właśnie nie dałbym sobie uciąć przysłowiowej ręki za to czy agencja eventowa odpowiada za  pokaz aktora-podwykonawcy.

Jeżeli ów miał być na scenie i czytać Paniom wiersze Juliana Tuwima a zrobił striptiz. Cóż, COŚ jest na rzeczy w zakresie Twojej odpowiedzialności.

Natomiast wróćmy na moment do komunikatu: „doszło do niezaplanowanego incydentu wywołanego spontanicznie przez aktora”.

Jeżeli aktor po swoim zaplanowanym występie postanowił spontanicznie „bisować” w roli policjanta to jego działanie nie ma nic wspólnego z Twoją umową.  To jest już zupełna samowola i jedyne co Was łączy to to, że właśnie zepsuł Twój event.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę social media

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Andrew Gaines on Unsplash

konto firmowe agencja reklamowaKonto firmowe, w pewnym uproszczeniu, nie znajduje się w „niezbędniku” każdego świeżo upieczonego przedsiębiorcy.

Ale mamy XXI wiek i bez konta Twoja agencja reklamowa będzie przed klientami wyglądać … dziwnie.

Żeby nie powiedzieć podejrzanie 😅.

I chociażby dlatego powinieneś to konto mieć. Na tym możemy w sumie temat zakończyć. Dziękuję za uwagę.

.

.

.

No dobrze, zagadnienie to jest ciutkę bardziej skomplikowane, chociaż konkluzja na końcu będzie taka sama.

Idźmy za kolejnością.

Konto firmowe i urzędy

Ordynacja podatkowa stanowi, że co do zasady zapłata podatków przez podatników prowadzących działalność gospodarczą następuje w formie polecenia przelewu. Dodam, że chodzi tutaj o tych szczęśliwców, którzy obowiązani są do prowadzenia księgi rachunkowej lub podatkowej księgi przychodów i rozchodów.

Tymczasem znakomita większość agencji reklamowych to mikroprzedsiębiorcy. To znaczy są to jednoosobowe działalności lub agencje zatrudniające w skali roku mniej niż 10 pracowników i mające obrót poniżej, bagatela, dwóch milionów euro.

Dla takich agencji reklamowych przewidziano wyjątek i mogą oni zapłacić podatek także w gotówce.

Podobnie sprawy się mają z ZUSami.

Agencja reklamowa jako płatnik składek powinna co do zasady regulować te składki w formie bezgotówkowej. To znaczy „w drodze obciążenia rachunku bankowego”, albo zwyczajnie i po ludzku: przelewem.

Jednak analogicznie jak przy podatkach agencje reklamowe będące mikroprzedsiębiorcami mogą liczyć na „ułatwienia”.
Po odstaniu swojego w kolejach możesz również dołączyć do gronach przedsiębiorców opłacających składki w biurach płatniczych lub przekazem pocztowym/pieniężnym.

Jaka jest więc konkluzja?

Jeżeli NAPRAWDĘ tego chcesz to możesz płacić swoje podatki i ZUSy nawet bez konta bankowego.

Państwo, jak dobrze wiesz, chętnie przyjmie każdą daninę 😁.

Konto firmowe i rozliczenia z klientami

Sprawy nieco inaczej mają się w przypadku rozliczeń Twojej agencji reklamowej z jej klientami.

Tutaj nasz ustawodawca wprowadził bardzo prosty mechanizm:

jeżeli drugą stroną transakcji jest przedsiębiorca (a B2B jest podstawowym typem kontraktu w branży reklamowej) to MUSICIE skorzystać z przelewu na rachunek jeżeli zapłata przekracza 15.000 zł.

Bez znaczenia jest, że transakcja została podzielona na kilka(naście) płatności.

Waluta obca również nie zwalnia z skorzystania z rachunku (przelicza się ją na złote wedle średniego kursu NBP).

Nawet więc jeżeli korzystać z „udogodnień” płacenia gotówką jako mikroprzedsiębiorca to prędzej czy później natrafisz na „ścianę” z napisem „15.000 zł”. Rachunek tutaj jest konieczny.

Konto firmowe vs konto osobiste

Ciekawostką jest to, że przepisy wprost nie określają Twojego obowiązku posiadania osobnego rachunku firmowego.

Przykładowo w omawianym powyżej przypadku transakcji B2B art. 19 prawa przedsiębiorców mówi po prostu, że „płatności związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą następuje za pośrednictwem rachunku płatniczego przedsiębiorcy”. Prowadząc agencję reklamową w formie jednoosobowej działalności jesteś przedsiębiorcą, a prowadzony dla ciebie rachunek to „rachunek płatniczy przedsiębiorcy”. Przepis nie rozróżnia więc „rachunku osobistego” i „rachunku firmowego” i wystarczy, że konto prowadzone jest na Twoje zlecenie.

Kto więc może zmusić Cię do korzystania z (co do zasady) droższego od osobistego konta firmowego?

Paradoksalnie…banki.

Bank sprawdzi rachunek agencji reklamowej

Banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe mają ustawowy obowiązek raportowania Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej o otwartych i zamkniętych rachunkach bankowych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Cóż, aby móc raportować o tych rachunkach najpierw trzeba sprawić żeby przedsiębiorcy faktycznie korzystali z kont firmowych.

I tutaj narzędziem okazują się regulaminy banków.

Dajmy na to mBank (z którego sam korzystam i serdecznie polecam).

Wyciąg z regulaminu rachunku dla  osób fizycznych:

Rachunki nie mogą być wykorzystywane przez Posiadacza Rachunku do przeprowadzania rozliczeń pieniężnych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Bank może wypowiedzieć Umowę z zachowaniem dwumiesięcznego okresu wypowiedzenia w przypadku wykorzystywania Rachunku do przeprowadzania rozliczeń z tytułu prowadzonej przez Posiadacza Rachunku działalności gospodarczej.

Z powyższego wynika, że mBank może zakończyć z Tobą współpracę jeżeli będziesz wykorzystywać swoje konto osobiste do rozliczania spraw swojej agencji reklamowej.

Może, ale nie musi. Pozostawię Cię z pytaniem jak często banki korzystają z tej furtki żeby pożegnać się z klientem.

Coś mi podpowiada, że nie jest to nagminne 🙄.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o pozycjonowanie

Brak czasu na czytanie?

 

Zobacz także:

  • Uzyskanie numeru NIP – NIP agencji reklamowej będzie ją identyfikował w urzędowych rejestrach i w kontaktach z tymi urzędami oraz klientami. Uzyskanie go jest na szczęście proste.
  • Wybór nazwy – Zakładając agencję reklamową i wybierając nazwę firmy powinieneś wpierw wykonać research. Być może ktoś już z tej nazwy korzysta, a kto pierwszy ten lepszy.

Podziękowania dla:

  • Photo by Alistair MacRobert on Unsplash

NIP agencji reklamowejDo dzisiaj pamiętam jak w podstawówce Pani od matematyki oznajmiła nam:

Dzisiaj zaczynamy się uczyć tabliczki mnożenia. Jak skończymy będziecie ją znali tak, że do końca życia jak was ktoś obudzi w środku nocy to wyrecytujecie ją bez zająknięcia” (cytat dosłowny 😁).

Kilka dekad później wiem, że była to przesada.

Mocna.

Za to jest taki ciąg liczb, który każdy przedsiębiorca potrafi wyrecytować.

Bez zająknięcia.

I to nawet w środku nocy.

To jego własny numer NIP 😜.

Po co NIP agencji reklamowej

Niezależnie od tego czy prowadzisz swoją agencję jako osoba fizyczna czy w formie spółki musisz uzyskać NIP.
Jest to szumnie zwany „obowiązek ewidencji podatkowej„.

Więc do czego więc służy NIP agencji reklamowej?

Można odpowiedzieć, że do wszystkiego co związane jest z prowadzeniem własnego biznesu.

NIP będzie identyfikował Twoją agencję reklamową przede wszystkim w urzędowych rejestrach i w kontaktach z tymi urzędami.

Swój numer NIP będziesz również umieszczać na ofertach, stronach internetowych, fakturach, pieczątkach i gdzie tam sobie jeszcze zamarzysz.

NIPu mogą zażądać od Ciebie także kontrahenci,  banki czy też przedstawiciele….Najwyższej Izby Kontrolii.

Czyli wszyscy 😄.

Z czego składa się NIP

NIP to inaczej „numer identyfikacji podatkowej”.

To w sumie 10 cyfr, które zwyczajowo zapisuje się w 4 blokach.

Np: mój NIP to 677-220-90-80

Taka forma zapisu jest bardzo czytelna więc skorzystaj z niej przy projektowaniu swojej pieczątki lub wizytówki.

W oficjalnych rejestrach używa się jednak ciągu cyfr czyli „6772209080” (chociaż przy takim zapisie o pomyłkę nie trudno..).

Być może zastanawiasz się czy Twój NIP ma jakieś „ukryte” znaczenie.

Na przykład że z tego ciągu cyfr wynika, że to NIP agencji reklamowej, albo że jesteś mikroprzedsiębiorcą.

Otóż nie. Właściwie to jest nawet przepis, z którego wprost wynika, że „NIP nie może mieć ukrytego lub jawnego charakteru znaczącego, określającego pewne cechy podatnika„.

NIP to po prostu NIP i nie da się z niego czegokolwiek „wywróżyć” o jego właścicielu😅.

Kto nadaje NIP agencji reklamowej

Zacznijmy od tego, że funkcjonuje taki twór o dumnej nazwie „Centralny Rejestr Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników”. Skrót jest nieco mniej imponujący: „CRP KEP”

Nadanie NIP agencji reklamowej czy innej firmie następuje przy użyciu właśnie tego systemu.

I to na dwa sposoby – w zależności od tego jaką formę działalności wybierzesz.

W przypadku działalności jednoosobowej wniosek o nadanie NIP składasz za pośrednictwem  Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej informacji.

Analogicznie przy spółkach  – i tutaj bez niespodzianek – wniosek o nadanie NIP składasz za pośrednictwem Krajowego Rejestru Sądowego.

Czyli innymi słowy rejestrując swoją firmę niejako „przy okazji” załatwiasz sprawę NIPu.

Jest to bardzo proste i sprowadza się do zaznaczenia jednego pola na formularzu.

O tak:

 

Ciekawostka: opcję „nie posiadam NIP” możesz zaznaczyć także, gdy rejestrując agencję reklamową zwyczajnie nie pamiętasz swojego NIPU. Jeżeli numer ten został Ci nadany to system automatycznie go odszuka i wprowadzi do rejestru.

Kiedy te rejestry przekażą dane do „CRP KEP” to NIP Twojej agencji reklamowej zostanie nadany automatycznie.

A jak uzyskasz potwierdzenie nadania tego numeru?

Otóż pojawienie się NIPu w CEIDG albo KRS jest samo w sobie potwierdzeniem jego nadania 😁.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o zachowaniu poufności

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Kod PKD i koncesje – Zakładając agencję reklamową musisz wybrać jeden lub więcej kod PKD który odpowiada profilowi Twojej działalności. Koncesji i zezwoleń nie potrzebujesz.
  • Wybór nazwy – Zakładając agencję reklamową i wybierając nazwę firmy powinieneś wpierw wykonać research. Być może ktoś już z tej nazwy korzysta, a kto pierwszy ten lepszy.

Podziękowania dla:

  • Photo by Mika Baumeister on Unsplash

na ratunek kreatywnymAż trudno w to uwierzyć, ale 2018 rok ma się już ku końcowi 😀.

Właściwie to już dziś!

Dlatego to najlepszy moment na refleksję, podsumowania i przemyślenia.

Zaczęło się od prezentu

Jak pisałem tutaj z tzw. branżą kreatywną miałem już do czynienia kilka lat temu.
Nasze drogi jednak się rozeszły i prócz pojedynczych zleceń raczej nie zapowiadało się na mój  come back w iście hollywoodzkim stylu.

Za nim jednak udałem się na pamiętne wesele (to na którym zostało rzucone ziarno po ten blog) najpierw trafiała do mnie przesyłka.

Po prostu pewnego mroźnego, styczniowego poranka do mojej kancelarii zawitał kurier z całkiem pokaźnych gabarytów przesyłką. Mamrocząc do siebie „niczego nie zamawiałem …” niechlujnie podpisałem pokwitowanie odbioru.
Pan kurier uprzejmie pokwitał głową i zniknął za zakrętem, a ja zostałem sam na sam z TĄ przesyłką.

Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i przesyłkę od razy otworzyłem 😃. W środku było….

Drzewko!

Nie byle jakie, bo mandarynka.

No i życzenia noworoczne.

Nadawca? Wiem tylko, że „jakaś” agencja reklamowa, bo w swoim mało roztropnym zwyczaju list przewozowy od razu upchnąłem w niszczarkę (no bo…RODO, chociaż jeszcze go nie było..).

Ewidentna pomyłka, ale nie było jak jej odkręcić.

Drzewko zostało ze mną w biurze.

Świetna specjalizacja

W tym też okresie mejlowałem (jest takie słowo?) z Rafałem Chmielewskim, który jest ojcem chrzestnym blogów prawniczych.

Chciałem założyć bloga i pisać, pisać.. Chęci nie brakowało, ale wena bywa kapryśna.

Po kilku dniach „brainstormingu” nadal nie miałem solidnego pomysłu, aż w końcu mój wzrok utkwił … na stojącej obok biurka mandarynce.

I przypomniały mi się stare sprawy, które zacząłem miło wspominać.

„O! To jest to!” pomyślałem.

I duszą na ramieniu napisałem e-maila do Pana Rafała.

I po kilku chwilach dostałem odpowiedź, która otworzyła „nowy-stary” rozdział w mojej praktyce zawodowej 😁.

Potem było jeszcze szkolenie w Krakowie, obowiązkowa dedykacja w moim egzemplarzu „Pamiętnika Adwokata” i blog ruszył!

 

Ten pierwszy

Pierwszy wpis na blogu napisałem w dniu 13 lutego 2018 r.

I chociaż od samego pisało mi się świetnie (np: dogorywając przed laptopem o 22:00) to jednak wypatrywałem gdzieś na horyzoncie klienta.

Takiego który przeczyta mojego bloga i będzie chciał skorzystać z moich usług.

Ten pierwszy „blogowy” klient miał być potwierdzeniem tego, że TO wszystko ma sens 😁.

Wiedziałem, że łatwo nie będzie.

Nie jestem jednak typem typa, który szybko się zniechęca. Staram się przeć do przodu.

Ale lubię sobie też czasem ponarzekać.

Można powiedzieć, że „prę do przodu narzekając sobie pod nosem”.

Paskudna cecha, ale przynajmniej nie narażam się na krytykę z gatunku „przestań narzekać i wreszcie coś zrób”

Tymczasem pierwszy klient „blogowy” pojawił się już…w kwietniu.

I chociaż w kwietniu 2018 r. jako prawnik pracowałem już 12 lat, a swoją kancelarię prowadziłem 5 lat..

I zajmowałem się już setkami spraw dla dziesiątków klientów..

To przyznam się bez bicia, że cieszyłem się na to spotkanie BARDZIEJ niż, gdy składałem ślubowanie adwokackie 😁.

To spotkanie dało mi taki przysłowiowy wiatr w żagle, że podjąłem..

90-cio dniowe wyzwanie w… 33 dni

Niedługo potem natrafiłem na bardzo ciekawy kanał Milesa Becklera, który swoim odbiorcom rzucił 90-cio dniowe wyzwanie.

Chodziło o tworzenie treści przez 90 dni. Pisanie, nagrywanie filmów na youtube lub podcastowanie.

Pomyślałem, że to świetna okazja żeby…zrobić te trzy rzeczy jednocześnie.

Mój blog dopiero co raczkował.

Na samą myśl o nagrywaniu czegokolwiek przechodziły mnie dreszcze.

A o podcastingu nie miałem zielonego pojęcia.

Zatem wystarczyło po prostu…ZACZĄĆ.

Oczywiście wewnętrzny opór był ogromny. A tysiące wymówek wydatnie mnie wspierały w dążeniu do dalszego unikania nagrywania czegokolwiek.

Aż pewnego sierpniowego dnia zatrzymałem samochód w okolicy mojej kancelarii, wyciągnąłem telefon i powiedziałem do siebie:

„nagram teraz film do tekstu o liście adwokackim i opublikuję go bez względu na to  jak wyjdzie”

Tak też zrobiłem😜.

W ten sposób podjąłem wyzwanie w czasie, którego każdego dnia publikowałem jeden wpis, film i podcast.

Czyli 90 dni udało się „zrobić” w 33 😅.

A wyglądało to tak (easter egg: TO drzewko mandarynkowe zawsze wspierało mnie w tle):

Blog „Na Ratunek Kreatywnym” od kuchni

Zobaczmy jeszcze „pod maskę” bloga czyli co czai się w jego silniku.

Najpopularniejsze wpisy czyli „Top Ten” przedstawiają się następująco:

Temat związany z NDA był absolutnym hitem tego roku 😀. Dlatego solennie zapewniam, że do tego zagadnienia jeszcze wrócę w 2019 r.

Wpis „Niekończące się poprawki” okazał się być czarnym koniem wyścigu, gdyż pewnego dnia po prostu „eksplodował” na Facebooku. Niestety nie wiem gdzie, ani dlaczego, ale miejsce w „Top Ten” zasłużone”.

Zaskoczeniem była również liczba odwiedzin na zakładce „O mnie”. No, ale Pan Rafał Chmielewski zawsze powtarzał, że blog prawniczy bez „o mnie” to nie blog…

Co do liczby odwiedzin to był skromny, ale stały wzrost 💪🏻.

 

Miłym, świątecznym akcentem było pokonanie magicznej bariery 1000 odwiedzin.

Tutaj czułem trochę „szklany sufit”, a jednak rzutem na taśmę się udało 😀.

 

Dziękuję Ci za czas jaki poświęciłeś na czytanie mojego bloga.

Mam nadzieję, że chociaż trochę przyszedłem Ci na ratunek 😁.

Do zobaczenia w 2019!

zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunkuJeżeli można mówić o „reklamowym abecadle” to niewątpliwie literką „Z” jest w nim „zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku”.

Bez znaczenia jest czy po drugiej stronie obiektywu staje model, aktor czy nawet zwykły Kowalski. ZAWSZE musisz sobie zadać dwa pytania:

  •  jak później wizerunek ten będzie wykorzystywany
  • czy mam zgodę tej osoby na wykorzystanie jej wizerunku

A w reklamie to rzecz szczególnie ważna.

O tym jak ważna przekonała się pewna uczelnia wyższa.

Sprawa zaczęła się od tego, że pracownik uczelni(nazwijmy tę osobę „Panią Haliną”) zgodził się pozować do zdjęć.

Sesja zdjęciowa nie była obowiązkowa, a Pani Halina mogła później zapoznać się z fotografiami.

Nasza bohaterka „nie zgłaszała zastrzeżeń ani do przebiegu sesji ani do wykonanych na niej zdjęciach„, ale też „nie podpisała umowy dotyczącej wykorzystania jej wizerunku przez uczelnię do kampanii promocyjnej.

Następnie władze Wyższej Szkoły umieściły wizerunek Pani Haliny na bilbordach wywieszonych w miejscach ogólnie dostępnych i w informatorze uczelni.

Sąd podsumował tę sprawę w następujący sposób:

„Zebrany materiał dowodowy wskazuje, że powódka o ile wyraziła zgodę na udział w sesji zdjęciowej, o tyle jednak nigdy formalnie nie zgodziła się na opublikowanie swojego wizerunku w materiałach reklamowych pozwanej.Pozwana publikując bez zgody samej zainteresowanej wizerunek powódki naruszyła jej dobra osobiste.
W ten sposób również naruszyła podstawowe obowiązki pracodawcy”.

Czyli klęska pracodawcy na całej linii.

A wystarczyło przygotować proste..

Zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku

Prawo autorskie bywa bezkompromisowe.

Niezachowanie formy pisemnej skutkuje nieważnością umowy o przeniesienie praw.

Naruszenie praw autorskich ma dotkliwe konsekwencje finansowe. 

Ale interesujący Cię art. 81 prawa autorskiego jest tutaj łatwo zauważalnym wyjątkiem.

Bo wymagania są praktycznie żadne.

Otóż zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku nie wymaga zachowania szczególnej formy. Nie trzeba korzystać tutaj z „formułek”, umieszczać ściśle określonych elementów czy dopełniać jakichkolwiek innych formalności.

Wystarczy więc, że zgoda została wyrażona w sposób nie budzący wątpliwości.

W idealnym świecie będzie to zgoda pisemna. W innych przypadkach pewnie wystarczy e-mail lub sms 😁.

Jakich błędów się wystrzegać w sprawach wizerunku w reklamie

Skoro uzyskanie zezwolenia to przysłowiowa „kaszka z mleczkiem”….

To dlaczego więc wspomniana uczelnia podłożyła głowę pod sądowy topór?

Otóż poczyniono pewne „założenia”.

Najpierw była sesja zdjęciowa.

Skoro pracownik daje się fotografować na potrzeby przyszłej kampanii to znaczy się, że wyraża „jakąś” zgodę, prawda?

Potem była kampania.

Skoro pracownik nie awanturuje się to daje „ciche przyzwolenie” na wykorzystanie jego wizerunku w reklamie, prawda?

Nie i nie. 

Zgoda na udział w sesji zdjęciowej nie oznacza automatycznej zgody na wykorzystanie fotografii w reklamie.
A skuteczne zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku udzielane jest tylko w sposób świadomy i nie budzący wątpliwości. Więc uczelnię raczej powinno było interesować co Pani Halina robiła niż to czego nie robiła.

Wzór zezwolenia

Skoro już wiemy jakie wpadki „zaliczyła” nasza uczelnia to porozmawiajmy o tym, co można było zrobić inaczej.

Albo lepiej.

Podstawa prawna
Zgodę warto „otworzyć” podstawą prawną czyli wskazać w jej treści, że udzielana jest w trybie  art. 81 ust. 1 ustawy z 4 kwietnia 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Usuwa to wszelkie wątpliwości z jakim dokumentem mamy do czynienia.

Rodzaj zgody
Zgodę możesz określić jako „odpłatną” lub „nieodpłatną”. Nie przy tym jest konieczne, aby „właściciel” wizerunku otrzymał jakiekolwiek pieniądze za pozowanie .

Zgoda może też być ograniczona czasowo lub terytorialnie (np: wykorzystywanie wizerunku w reklamie prasowej przez 6 miesięcy na terenie Polski), albo też bez jakichkolwiek ograniczeń (np: także po ustaniu stosunku pracy).

Zakres zgody
Wreszcie warto określić w jakim kontekście wizerunek będzie wykorzystywany. Bohaterka analizowanego orzeczenia mogła nie mieć obiekcji żeby swoim wizerunkiem reklamować Uczelnię Wyższą.  Są jednak produkty, z którymi wiele osób nie chciałoby być kojarzonymi.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o wykorzystanie wizerunku

Brak czasu na czytanie?

 

Zobacz także:

  • Wizerunek w kontrowersyjnej reklamie – Chcesz uniknąć kłopotów? Zgoda na wykorzystanie wizerunku powinna również uwzględniać kontekst w jakim ów wizerunek będzie wykorzystany.
  • Wizerunek pacjenta w marketingu medycznym – Testimoniale/case studies to broń atomowa w arsenale marketingu medycznego.Jednak aby legalnie wykorzystać z wizerunek pacjenta trzeba dochować formalności.

Podziękowania dla:

  • Photo by rawpixel on Unsplash