adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

pastisz w reklamiePodziemny parking spowity mrokiem…

Migające i brzęczące świetlówki…

Schowana za kolumną postać w czerwonej kurtce nerwowo przyciska do siebie neseser …

A z oddali słychać zbliżające się kroki..

„Znajdę Cię…”

Zdeterminowany mężczyzna o złowrogim spojrzeniu rozgląda się wokół siebie

„W tym miasteczku to ja rozdaję karteczki”

„Słyszysz??” – rzuca wyzywająco.

„W tym miasteczku to ja jestem KRÓLIKIEM!!”

Co to za reklama? A no bez dwóch zdań moja naj-ulu-bie-ńsz-a! 

To kampania”Zdrabniamy” HEYAH! sprzed  lat. Tutaj możesz zobaczyć fragment który przytoczyłem, a tutaj zobaczyć inne spoty z tej serii.

Co w tej kampanii było niezwykłego? Otóż jest doskonałym przykładem jak wykorzystać..

Pastisz w reklamie

Jeżeli sięgniesz do słownika języka polskiego (a prawnicy sięgają do niego częściej niż myślisz 😁) dowiesz się, żę:

pastisz to «dzieło plastyczne lub utwór literacki albo muzyczny będące świadomym naśladownictwem innego dzieła lub jakiegoś stylu» • pastiszowy • pastiszowo • pastiszować

Kampania „Zdrabniamy” w sposób wręcz perfekcyjny naśladowała styl komiksów Sin City który następnie został przeniesiony na duży ekran za sprawą filmu pod tym samym tytułem. Można więc powiedzieć, że „Zdrabniamy” jest pastiszem pastiszu, bo spot Heyah zadebiutował kilka miesięcy po premierze filmu 😅.

Czy działanie twórców kampanii było dozwolone? W końcu można powiedzieć, że wszystko w spocie zostało „skopiowane” ze stylistyki filmowej, a następnie okraszone kilkoma zabawnymi dialogami. Tyle, albo aż tyle.

A co na to prawo autorskie?

Pastisz w prawie autorskim

Kiedy powstawała kampania HEYAH możliwość stworzenia kampanii „stylizowanej” na bardzo charakterystyczną czarno-biało-czerwoną oprawę wizualną „Sin City” wynikał z art. 29 prawa autorskiego. Takie działanie można było bowiem uzasadnić tzw. prawami gatunku twórczości.

Brzmienie tego przepisu nie było jednak zbyt czytelne i dlatego w 2015 roku do ustawy o prawie autorskim został dodany
art. 29[1], który stanowi, że:

Wolno korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości.

Dzięki tej nowelizacji nie ma wątpliwości, że pastisz w reklamie jest dozwolony, a dodatkowo uprzednie wątpliwości zostały także usunięte co do parodii i karykatury.

Ale czy korzystając cudzego utworu w celu wykonania reklamy-pastiszu potrzebujesz zgody lub czy masz obowiązek wskazać ten utwór?

Otóż o ile pastisz w reklamie jaką przygotowujesz ma na celu jedynie stworzenie swoistej imitacji czyjegoś stylu to takie działanie jest dozwolone. Pamiętaj jednak, ze pastisz to twórcze naśladownictwo stylu, a nie kopiowanie utworu 1:1 z nieznacznymi zmianami.

Wydaje mi się, ze skuteczna i zgodna z prawem reklama będąca pastiszem musi czerpać „pełnymi garściami” z czyjegoś stylu. Ważne jednak, aby to naśladownictwo wykorzystywać w sposób kreatywny do stworzenia czegoś co umiejętnie naśladuje inny utwór.

Spot Heyah jest tego doskonałym przykładem.

Tutaj utrzymany został czarno-biały styl, ale też każda postać posiada czerwony element ubioru. W „Sin Sity” kolor czerwony był zarezerwowany dla niektórych tylko postaci jak np: kobieta w czerwonej sukience. Heyah eksponując dodatkowo ten element w swoim spocie wyolbrzymiła czy wręcz „przerysowała” styl „Sin City”.

I o to właśnie chodzi.

Bo dobry pastisz to pastisz o którym wiadomo, że jest pastiszem 😁.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

pastisz w reklamie

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Ochrona pomysłu – ustawa prawo autorskie przewiduje, że ochroną nie są objęte idee. Dlatego ochrona prawna pomysłu zależy od tego czy się “zmaterializował” i przybrał postać.
  • Inspiracja – inspiracja nie jest opracowaniem czyjegoś utworu.To luźne nawiązanie do znanych motywów czy archetypów postaci, aby stworzyć na tej bazie coś nowego. Dlatego tworzenie reklam inspirowanych np: znanymi powiedzonkami czy gagami nie wymaga niczyjej zgody.

Podziękowania dla:

  • Photo by KEEM IBARRA on Unsplash

Umowa na wykonanie strony internetowejUmowy bywają złudne.

Z jednej strony potrafią dać fałszywe poczucie bezpieczeństwa (mam umowę więc nic mi nie grozi!).

Z drugiej zaś ich brak może wydawać się katastrofą (nie dostanę pieniędzy, bo nie mamy podpisanej umowy!).

A prawda, quite shockingly 😉, leży gdzieś po środku.

Jak Twoja agencja interaktywna nie podpisała umowy to stosuje się po prostu przepisy kodeksu cywilnego.

Jeżeli jednak o umowę zadbałeś to w pewnych kwestiach uzupełnia ona przepisy kodeksu cywilnego lub nawet je zastępuje.

Prawdziwa katastrofa następuje dopiero wtedy, gdy zarówno kodeks jak i Twoja umowa o wykonanie strony w pewnej kwestii milczą.

Czasami coś nie jest nigdzie uregulowane. Po prostu prawna „biała plama”.

Wtedy bez znaczenia jest czy masz umowę czy jej nie masz. Ważne, że nie masz umowy z tymi brakującymi postanowieniami.

Z TYMI 🙄.

Umowa na wykonanie strony internetowej potrafi obfitować w takie „białe plamy” i o absolutnie patowy spór z klientem nie jest tutaj trudno (a ryzyko procesowe rośnie…)

Chcesz aby Twoja agencja interaktywna uniknęła takich wpadek?

Poniżej zebrałem dla Ciebie 3 postanowienia, o które warto zadbać podpisując umowę o wykonanie strony internetowej.

Przeglądarki czyli to samo tyle że inaczej

Prawdziwą zmorą web developerów są różnice (często niezbyt subtelne) jakie mogą pojawić się przy wyświetlaniu tej samej strony na konkurencyjnych przeglądarkach. Na rynku nadal niepodzielnie króluje Chrome, ale przecież klient może zamarzyć sobie przeglądania wyniku Twojej pracy na swojej ukochanej (i zupełnie niszowej) Operze.

I na pytanie „dlaczego to wygląda inaczej niż jak oglądałem u was w biurze?” lepiej nie odpowiadać „no bo silnik renderujący…”. Takie tłumaczenie nic nie da, bo wedle klienta to jest wada i tyle.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby w umowie określić co będzie uważane za wadę a co nie.

Dlatego też w pierwszej kolejności należy określić przeglądarki pod jakie strona jest zoptymalizowana:

Strona Internetowa dostosowana będzie do następujących przeglądarek internetowych: Google Chrome,  Safari.

Jeżeli uważasz, że warto to możesz nawet się pokusić o wyszczególnienie wersji przeglądarki (np: Chrome v. 72.0.3626.119 i późniejsze).

Drugą klauzulą jest wyłączenie możliwości zakwalifikowania różnic estetycznych jako wad:

Nieznaczne różnice w wyglądzie Strony Internetowej podczas jej wyświetlania na różnych przeglądarkach (Google Chrome, Opera, FireFox, IE9+, Safari), systemach (Windows, macOS, Android, iOS), urządzeniach (urządzenia mobilne typu smartphone i tablet) lub różnice wynikające z aktualizacji tychże przeglądarek, systemów i urządzeń nie będą uznawane przez strony za wady.

Samodzielna modyfikacja kodu przez klienta

Kolejnym częstym problemem  jest, gdy klient zapędzi się tam gdzie nawet sam WordPress mu odradza 😉.

Tutaj o katastrofę nie trudno, a w rezultacie na Twojej skrzynce ląduje z pozoru niewinny e-mail, z którego wynika że na stronie „chyba” coś się zepsuło.

Na takie sytuacje pomocna może okazać się klauzula dotycząca rękojmi:

AGENCJA odpowiada za wady Strony Internetowej w granicach udzielonej rękojmi. KLIENT traci uprawnienia z rękojmi w przypadku samowolnej modyfikacji kodu Strony Internetowej odpowiedzialnego za jej poprawne działanie. Postanowienie to nie dotyczy wprowadzania zmian na Stronie Internetowej polegających na umieszczaniu na niej treści za pomocą dedykowanego systemu (CMS).

Fakt faktem, że nie jest Ci potrzebna ekstra umowa na wykonanie strony żebyś nie musiał naprawiać tego co klient sam zepsuł.
Z doświadczenia jednak wiem, że taki zapis w umowie ucina wszelkie dyskusje, gdy się na niego powołasz. Po prostu nie ma tutaj miejsca na spekulacje co do Twojej odpowiedzialności za działanie strony z „drobnymi” autorskimi zmianami klienta 😀.

Umowa o wykonanie strony a parametry hostingu

Ostatnimi kwestiami, które lubią generować spory jest zapewnienie odpowiedniego serwera. Tutaj nie może być żadnych wątpliwości, że ten obowiązek obciąża klienta (no chyba że inaczej się umówiliście…).

Oczywiście chodzi o serwer o parametrach, które pozwolą na poprawne funkcjonowanie przygotowanej przez Ciebie witryny.
A to nie koniecznie musi być ten sam serwer z którym zaczynaliście projekt i który na początku zaakceptowałeś.
Być może dodatkowe funkcjonalności/wtyczki o jakie później poprosił klient sprawiają, że serwer musi „wskoczyć na wyższy poziom”.

To bywają dodatkowe koszty z którymi klient nie koniecznie musi się zgadzać. W przypadku jego odmowy (z uzasadnieniem „to ma działać na tym co już mamy”) poniższa klauzula ułatwi zakwalifikowanie takiego działania jako uniemożliwiającego wykonanie umowy.

1. Zapewnienie i utrzymanie serwera hostingowego o niezbędnych do działania Strony Internetowej parametrach obciąża KLIENTA.
2. Zapewnienie i utrzymanie domeny internetowej określonej obciąża KLIENTA.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Fatos Bytyqi on Unsplash

obraźliwe komentarzeNa wstępie chcę zaznaczyć, że jestem ostatnią osobą która walczyłaby z opiniami konsumenckimi. Sam mam nawyk czytania takich opinii gdy podejmuję decyzję o większych zakupach. Zanim wybiorę markę chcę posłuchać jej zagorzałych fanów i zdeklarowanych przeciwników. Gdyby te komentarze były filtrowane pryzmat „dobra opinia/zła opinia” to oczywiście nie spełniałyby swoich funkcji.

Jest jednak kategoria komentarzy, które nikomu nie służą. 

Mały przykładzik na który natknąłem się podczas niedawnych zakupów:

BANDA OSZUSTUW I ZŁODZIEJI (…)”. 

Pisownia oryginalna.

A co z wartością reszty tej opinii? Jak się wczytać w tą „recenzję” to się dowiemy, że marka naraziła się Pani tym, że paczka przyszła po 7 dniach. Ja przeczytałem te wywody (z zawodowej ciekawości 😁), ale wiele osób poprzestałoby na nagłówku o „bandzie”.

Nie widzę żadnej wartości w obraźliwych komentarzach, a ich wpływ na markę może być druzgocący.  I przekonuje się o tym właśnie taki gigant jak Googlowski Youtube.

Otóż jak donosi https://businessinsider.com.pl/Nestlé, Epic Games, Disney, McDonald’s i wiele innych koncernów zdecydowało o zawieszeniu emisji reklam na platformie„. Powód? Obraźliwe komentarze „ocierające się o miękką pedofilię„.

Oczywiście, że jak tacy giganci tupną przysłowiową nogą to Youtube stanie na głowie żeby sprawę załatwić.

A co ty możesz zrobić dla marki którą się opiekujesz? Otóż jest taka ustawa…

Świadczenie usług drogą elektroniczną i komentarze

Ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 123) zawiera procedurę usuwania bezprawnych treści. Co prawda akt ten mówi o „bezprawnym charakterze przechowywanych danych”, ale obraźliwe komentarze absolutnie pod to „podpadają” 😄.

Zacznijmy od tego, że właściciel np: portalu opiniami o produktach nie ma obowiązku szczegółowego monitorowania komentarzy ani wprowadzania szczególnych zabezpieczeń takich jak filtrowanie czy wstępna moderacja.
Wynika to prost z art. 15 tej ustawy i potwierdzają to wyroki sądów (tutaj znajdziesz dobrze napisane uzasadnienie takiego wyroku).

Kiedy więc taki portal odpowie za obraźliwe komentarze?

Ustawa przewiduje taką oto konstrukcję:

„Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych”.

Pierwszą więc podstawą do odpowiedzialności portalu jest wiedza o tym, że komentarz jest bezprawny.

Tutaj wskazówki dał Sąd Najwyższy:

braku odpowiedzialności nie da się usprawiedliwić kiedy pojawiają się na stronie internetowej wpisy drastyczne, wulgarne, obelżywe skierowane do konkretnych osób, które w oczywisty sposób, bez bliższej analizy, na pierwszy rzut oka świadczą o naruszeniu dóbr osobistych tych osób” (I CSK 73/17)

Jakie takie komentarze wyglądają można sobie wyobrazić 🙄. Nie są to jednak wpisy które zazwyczaj uderzają w wiarygodność i renomę marki. Te wpisy są ciutkę bardziej „wysublimowane”, a portal nie ma obowiązku sprawdzania prawdziwości treści umieszczonej w komentarzu (tu również odsyłam do I CSK 73/17).

Dlatego też druga podstawa do odpowiedzialności portalu pojawia się gdy ten uzyska „wiarygodną wiadomość” o bezprawności czy też „obraźliwości” komentarza. W tym celu trzeba taki portal zawiadomić

Zawiadomienie o obraźliwym/bezprawnym komentarzu

Aby można było oczekiwać, że portal zareaguje na obraźliwe komentarze o marce należy go w sposób odpowiedni zawiadomić.

Tutaj możesz spotkać się z różnymi „formalnościami” jakie nie raz portale piętrzą przed zawiadamiającymi. Nie daj się wyprowadzić w pole: ustawa nie określa takich wymogów, a regulamin portalu nie może narzucić Ci konkretnej ścieżki reklamacyjnej. Każda forma zawiadomienia jest dopuszczalna (zobacz I ACa 1202/09).

Gdy biorę się za taką sprawę dla klienta to korzystam jednocześnie z dwóch sposobów:

  • list adwokacki wysłany listem poleconym
  • e-mail zawierający skan tego listu adwokackiego

Co powinno zawierać takie zawiadomienie?

Jak wspomniałem nie ma konkretnych wymogów, ale w praktyce umieszczam w liście adwokackim następujące elementy:

  • dane firmy i marki które reprezentuję
  • obraźliwe komentarze i ich wydruki z portalu
  • uzasadnienie bezprawności komentarzy
  • żądanie uniemożliwienia dostępu do tych treści

Najważniejszym elementem takiego zawiadomienia jest oczywiście uzasadnienie, gdyż ustawa nakłada wymóg, aby wiadomość była „wiarygodne”. Jak ową „wiarygodność” uzyskać?

Brand uzasadnia obraźliwe komentarze

Często lakoniczne zawiadomienia są ignorowane przez portale, gdyż przedstawiciel marki niedostatecznie uzasadnił swoje stanowisko. Dlatego warto napisać kilka słów uzasadnienia prawnego o tym dlaczego akurat jakieś konkretne treści o marce należy uznać za obraźliwe komentarze.

Inaczej mówiąc to odpowiedni moment na to żeby wyciągnąć „prawnicze działa” 😎.
Oczywiście przedstawienie argumentacji prawnej nie daje gwarancji, że szkodzące marce treści zostaną usunięte, ale wydatnie zwiększa na to szanse.

A jak się pisze takie „prawnicze” uzasadnienie?

Jako przykład dajmy „spółkę wydmuszkę” w takim oto fikcyjnym komentarzu:

„Nie polecam korzystać z usług BRAND. Brakuje im towaru na stanie i ciągle są opóźnienia z dostawą. Myślę, że wynika to z tego, że BRAND tylko udają porządną firmę, a w rzeczywistości ta spółka to taka zwykła wydmuszka. Nabiorą zamówień i pieniędzy i zaraz znikną”. 

Jak widać komentarz nie jest wulgarny, obelżywy i urągający, ale i tak potrafi dopiec marce. Kluczowe jest tutaj słowo „wydmuszka”, gdyż to ono właśnie powoduje u odbiorcy negatywne skojarzenia: wydmuszka która  zaraz zniknie z rynku nie jest wiarygodnym partnerem do zakupów.

Ale dlaczego „wydmuszka” kojarzy się aż tak źle? Czy portal nie mógłby uznać, że Ty jako obrońca marki „nieco” przesadzasz?

Cóż, zarówno dla sądów jak i organów podatkowych „spółka wydmuszka” to:

  • uczestnik karuzeli podatkowych, znikający podatnik (WSA w Krakowie, I SA/Kr 379/16)
  • spółka wykorzystywaną do równoważenia przychodów i pozorowania realności świadczeń (WSA w Gliwicach, III SA/Gl 1036/14)
  • podmiot nie tylko bez majątku, ale nawet bez faktycznego zarządu (tamże)
  • spółka “adresowa”, nieposiadająca realnej siedziby (WSA w Warszawie, III SA/Wa 2353/15)
  • spółka nie posiadająca żadnego majątku ruchomego ani nieruchomego i nie zatrudniająca żadnych pracowników (WSA w Gdańsku, I SA/Gd 1332/17)
  • spółka, której rejestracji dokonuje najczęściej osoba, która w rzeczywistości nie kieruje działalnością podmiotu, nie posiada wiedzy na temat planowanych transakcji czy też informacji o osobach faktycznie kierujących działalnością podmiotu, nie posiada dostępu do rachunku bankowego firmowanego przez siebie podmiotu (WSA w Warszawie, III SA/Wa 1447/16)
  • “spółka-słup”, która po wyeksploatowaniu zostanie zastąpiona kolejną (tamże)

I to jest właśnie „amunicja”, którą warto wykorzystać w sporze z portalem. Trudno bowiem polemizować, że konkretne komentarze nie są obraźliwe jeżeli zawierają słowa, które wcześniej sądy używały w jednoznacznie negatywnym kontekście.

Podobne orzeczenia można odnaleźć o „oszustach”, „bankrutach”, „złodziejach” i kilku jeszcze innych inwektywach 😁.

Portal odmawia usunięcia komentarzy

Jeżeli portal będzie obstawał przy swoim to kolejnym krokiem powinno być odpowiednie  zabezpieczenie komentarzy. Zabezpieczając dowody nie narazisz się na zarzut, że nie wykazałeś naruszenia (jeżeli komentarze „wyparowały” po złożeniu pozwu).

Oczywiście możliwie najbardziej satysfakcjonującym byłoby złożenie pozwu przeciwko autorowi komentarza. Niestety w praktyce może to okazać się bardzo trudne do zrealizowania (możesz przeczytać o tym tutaj). Jeżeli jednak celem jest uchronienie marki przez obraźliwymi komentarzami to wejście na drogę sądową może okazać się niezbędne. Adresatem pozwu może być także portal, gdyż uzyskał od Ciebie wiarygodne zawiadomienie, a na nie odpowiednio nie zareagował.
Sytuacja portalu w takim przypadku może być nie do pozazdroszczenia, bo to na nim będzie spoczywać obowiązek wykazania, że treści opublikowane przez internautę (tego słowa używa się jeszcze?) są prawdziwe.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o wykorzystanie wizerunku

Brak czasu na czytanie?

 

Zobacz także:

  • Ustalenie danych hejtera brandu – Dane hejtera marki są tylko z pozoru łatwe do uzyskania. Będziesz potrzebować pomocy prokuratora, a w tle pojawi się tajemnica telekomunikacyjna.
  • Ochrona pomysłu – ustawa prawo autorskie przewiduje, że ochroną nie są objęte idee. Dlatego ochrona prawna pomysłu zależy od tego czy się „zmaterializował” i przybrał postać.

Podziękowania dla:

  • Photo by rawpixel on Unsplash

portfolio agencji interaktywnejWyobraź sobie, że ukończyłeś właśnie projekt.

Być może wpłynęła na Ciebie iście wiosenna pogoda (w środku zimy..), kawa z nowego ekspresu, albo po prostu wszystkie Muzy skrzyknęły się, aby Ci pomóc.

Koniec końców Twoja agencja interaktywna zaprojektowała stronę od której nie możesz wprost oderwać oczu.

Bez dwóch zdań to Twoja najlepsza praca.

Prawdziwa perełka, która po wsze czasy będzie zdobić Twoje portfolio.

No właśnie: czy aby napewno będzie je zdobić?

Zgoda na umieszczenie strony w Twoim portfolio

Prezentowanie potencjalnym klientom wyników Twojej pracy na stronie Twojej agencji jest potężnym narzędziem marketingowym. Tobie nie muszę tego tłumaczyć 😄.

Umieszczenie czegokolwiek w portfolio agencji interaktywnej wymaga jednak zgody klienta, który nabył prawa autorskie do wyników Twojej pracy.

I tutaj pojawia się jeden szkopuł: po wykonaniu usługi zgody udzielą Ci tylko naprawdę super zadowoleni klienci.
Jeżeli w ciągu waszej współpracy pojawił się chociażby najmniejszy „zgrzyt” to pierwszą jego ofiarą będzie Twoje portfolio. Odmowa udzielenia zgody na publikację lub „przemilczenie” Twojego e-maila z prośbą o nią jest bowiem najbardziej „uprzejmą” formą rewanżu na jaki klient może sobie pozwolić. I przyjemnością jakiej nie musi sobie odmawiać 😆.

Zatem aby mieć pewność, że będziesz mógł później pochwalić się fajnym projektem (nawet jeżeli wykonałeś go dla klienta którego po prostu nie da się zadowolić) to zabezpieczyć sobie zgodę z góry.

Zgody klientów udzielane „z góry” dają Ci gwarancję, że Twoje portfolio będzie budowane zgodnie z prawem.

Taka podstawowa klauzula może wyglądać w sposób następujący:

„KLIENT przyjmując przedmiot umowy wyraża AGENCJI zgodę na jego prezentowanie w portfolio AGENCJI umieszczonym na stronie internetowej https://przykładowaagencja.pl/”

Zakres zgody

W umowie warto określić dwie zasadnicze kwestie:

  • jak utwór (czyli np: zrzut ekranu z wykonaną stroną) będzie wykorzystywany
  • gdzie utwór będzie publikowany

Klauzula która zaprezentowałem powyżej spełnia obydwa te wymogi. Przede wszystkim określenie „portfolio” już dawno trafiło do języka powszechnego i jest dla każdego zrozumiałe. Wskazanie, że będzie to „portfolio Agencji” przesądza, że utwór zostanie wykorzystany w celach marketingowych tj. do pozyskania kolejnych klientów.

Drugą istotną kwestią jest określenie gdzie portfolio agencji interaktywnej będzie prezentowane. Warto tutaj posłużyć się konkretną domeną, która identyfikuje Twoją agencję w internecie. Jeżeli planujesz promowanie swojej pracy np: w mediach społecznościowych to możesz się pokusić o rozbudowanie klauzuli umownej także i o te kanały.

Odwołanie zgody

Na koniec zmierzmy się jeszcze z tematem odwołania zgody.

Co prawda nawet przedszkolaki wiedzą, że „kto daje i odbiera ten się..”, ale może to nie robić wrażenia na „gorącogłowym” kliencie. Czy zatem odwołanie przez niego zgody obliguje Cię do natychmiastowego „zdjęcia” strony z Twojego portfolio?

Jeżeli przyjmiemy, że zgoda na umieszczenie strony w portfolio agencji interaktywnej jest w rzeczywistości licencją to trzeba sięgnąć do prawa autorskiego.

Oceniając taką zgodę jako licencję należałoby ją zakwalifikować jako:

  • niewyłączną
  • nieograniczoną terytorialnie
  • nieodpłatną
  • udzieloną na czas nieokreślony

Kluczowe znaczenie ma to, że blankietowa „licencja na portfolio” to licencja udzielona na czas nieoznaczony.

Taka licencja może zostać wypowiedziana, ale istnieje „furtka” abyś mógł się cieszyć swoim portfolio przez lata.

W umowie można określić dowolny termin wypowiedzenia licencji (to znaczy odwołania zgody dotyczącej portfolio) np: 5 lub 10 lat.

Zgoda nie jest wtedy „nieodwołalna”, ale po kilku latach Twoje portfolio pewnie się zdezaktualizuje chociażby w skutek zmiany standardów web developmentu i „stare” projekty stracą na znaczeniu.

Na taką okazję klauzulę sformułowałbym w następujący sposób:

„KLIENT przyjmując przedmiot umowy udziela AGENCJI licencji na jego prezentowanie w portfolio AGENCJI umieszczonym na stronie internetowej https://przykładowaagencja.pl/. Licencja zostaje udzielona na czas nieokreślony, a KLIENT może ją wypowiedzieć z zachowaniem 5-cio letniego okresu wypowiedzenia”.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by rawpixel on Unsplash

ryzyko przegrania sprawyRyzyko przegrania sprawy jest żelaznym punktem mojej rozmowy z klientami.

Bo to zawsze istnieje.

Gdy jednak padnie pytanie „jaka jest szansa na wygranie sprawy/przegranie sprawy” opowiadam anegdotkę o psie prawnika.

Nie znasz jej? 😁

Było to tak:

Do pewnego prawnika przyszedł nieznajomy i pokazał mu poszarpane spodnie.

„Pana pies mnie pogryzł. Proszę zapłacić mi za zniszczone ubranie albo pójdę do sądu”

Prawnik dopytał się o okoliczności pogryzienia po czym zaproponował odszkodowanie: 300 zł

Nieznajomy wziął pieniądze i podał prawnikowi rękę na zgodę.

Sąsiad słysząc to „przez płot” zaraz przybiegł do prawnika.

„Za co ty mu zapłaciłeś? Przecież nie masz psa!”

Prawnik chowając portfel dpowiedział jednak ze spokojem:

„To prawda, ale sprawa mogła trafić do sądu. A tam wszystko może się zdarzyć”

W sądzie wszystko jest możliwe?

Anegdotkę o psie prawnika można rozumieć bardzo cynicznie: sądy są oderwane od rzeczywistości i wydają niesprawiedliwe wyroki. Facet nie miał nawet psa a mogli go skazać!

Tymczasem rzeczywista puenta „psa prawnika” jest taka: w sądach wszystko może się zdarzyć, bo sędziowie nie czytają w myślach, a orzekają na podstawie tego co mają w aktach. A w aktach jest tylko to co przedstawią strony. A więc masz wpływ na to jakie zapadnie rozstrzygnięcie. I to bardzo realny.

Dajmy na to, że zaprojektowałeś opakowanie produktu.

Pracę faktycznie wykonałeś i wystawiłeś fakturę. Klient nie zapłacił.

Do sądu złożyłeś tylko wydruk projektu i fakturę.

Nie miałeś co prawda umowy na piśmie, ale z klientem prowadziłeś obszerną korespondencję e-mail.

I nie dołączyłeś jej do pozwu.

Twój podwykonawca uczestniczył w rozmowach z klientem.

I nie powołałeś go na świadka.

Półki aż się uginają od produktów w opakowaniach wedle Twojego projektu.

I nie zabezpieczyłeś tego dowodu dla sądu.

Skąd więc to oczekiwanie, że wyrok będzie sprawiedliwy tj. korzystny dla Ciebie? W aktach przecież praktycznie nic nie ma. A powinno być. Rzadko się zdarza, że ktoś niezadowolony z rozstrzygnięcia sądu NAPRAWDĘ się przyłożył przy przedstawianiu dowodów.

Ryzyko przegrania sprawy sądowej

Kiedy adwokat szacuje tzw. „ryzyko procesowe” dla agencji marketingowej kieruje się kilkoma kryteriami.

Niestety przy tym szacowaniu wiele kwestii jest oceniane intuicyjne i na podstawie doświadczenia zawodowego prawnika.
Dlatego też na koniec nie otrzymasz wyniku: 87% szans na korzystny wyrok. To będzie raczej „duża szansa powodzenia”, „ostrożny optymizm” albo coś w rodzaju „to jest sprawa do przegrania”. Musisz tutaj zdać się na swojego pełnomocnika.

Gdy oceniam ryzyko przegrania sprawy sądowej zawszę biorę pod uwagę następujące kwestie:

  • Umowa – zawsze lepiej gdy jest 😄 natomiast nie gwarantuje ona sukcesu. Często zdarza się, że zawarty kontrakt nie ma naprawdę ważnych postanowień. W takim przypadku i tak muszę pomocniczo sięgnąć do przepisów kodeksu cywilnego. Dlatego nie załamuj się jeżeli nie masz umowy na piśmie. Słaba umowa daje tak mało, że zasadniczo mogłoby jej nawet nie być.
  • Korespondencja – e-maile, komunikatory czy nawet smsy. Wszystko to może być dowodem w sprawie i dostarczyć sądowi obiektywnych informacji o tym jak przebiegała Twoja współpraca z klientem. Wydruki z e-mali to naprawdę już chleb powszedni w sądach.
  • Świadkowie – świadkowie mogą pomóc sprawie, ale czasami mogą ją totalnie pogrążyć (tutaj taki przykładzik 😃). Po pierwsze nie muszą to być żadne osoby trzecie, to może być też Twój współpracownik. Po drugie świadek musi chcieć Ci pomóc. Ciągnięcie kogoś do sądu za przysłowiowe uszy rzadko zdaje egzamin. I wreszcie po trzecie świadek naprawdę nie musi zeznawać dwie godziny na Twojej sprawie. Zazwyczaj wystarczy krótko i na temat np: klient był u Ciebie, odebrał projekt razem z fakturą i był zadowolony. To byłyby zeznania na 5 minut, ale w kluczowej kwestii.
  • Zagadnienie prawne – czasami sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa, a czasami jest w niej jakiś „prawniczy smaczek”. Ten „smaczek” to problem z wykładnią umowy/regulaminu/stosowaniem przepisu, co zawsze stwarza ryzyko, że sędzia będzie miał inny pogląd niż Twój adwokat (taki „smaczek” występował w moim sporze z przewoźnikiem).
  • Wady – sprawa jest prosta gdy klient korzysta z efektów Twojej pracy (z radością, bez zastrzeżeń tylko że nie raczył zapłacić😕). Nieco inaczej sprawy się mają, gdy klient miał masę zastrzeżeń i rozstał się z Tobą w ponorym nastroju.

Jak zmniejszyć ryzyko przegrania sprawy

Oczywiście nie możesz traktować każdego zlecenia tak, jak gdyby sprawa miała wylądować w sądzie. Natomiast prowadząc swoją agencję marketingową powinieneś po prostu liczyć się z taką ewentualnością, że być może kiedyś przyjdzie Ci upomnieć się w sądzie o swoje.

Dobra wiadomość jest taka, że musisz stosować raptem do kilku prostych zasad, aby wydatnie zmniejszyć ryzyko przegrania sprawy.

Wszystkiego dowiesz się z dwóch darmowych ebooków jakie dla Ciebie przygotowałem:

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o pozycjonowanie wizytówki goolge moja firma

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Gdy klientowi nie podoba się Twoja praca – Estetyka strony internetowej jest ocenna. Jeżeli jednak spod Twojej igły (i klawiatury) wyszła spełniająca wszelkie standardy witryna to klient musi zapłacić.
  • Klient deklaruje że zapłaci – Warto aby agencja marketingowa upomniała się niezapłaconą fakturę.Deklaracja zapłaty przez klienta stanowi uznanie roszczenia, a to ma liczne zalety.