adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

Prawa autorskie pracownikaDobrych kilka lat temu pewna agencja przygotowywała materiały promocyjne. Wszyscy przy projekcie uwijali się jak w ukropie, bo klient był z gatunku bardzo wymagających.

Kiedy jednak przyszło do zapoznania się z materiałami klient bez entuzjazmu klikał w kolejne propozycje alternatywne. Po chwili niezręcznej ciszy zakłócanej jednie przez kolejne „mlasknięcia” laptopowego touchpada, w końcu oblicze klienta rozjaśniało, a ten właściwą sobie powściągliwością rzucił aprobujące:

„to jest to”

Po wypiciu kawki i wymianie kilku uprzejmości (a w tym danych do faktury) klient opuścił biuro, a wszyscy w agencji rzucili się do laptopa zobaczyć, która wersja została wybrana.

I tutaj konsternacja, bo znajdujący się na szarym końcu wariant okazał się być dziełem studentki ASP, która jeszcze nie dawno na pół etatu praktykowała w tej agencji reklamowej.

Nikt nie wiedział jak to się stało, że „pierwsze reklamowe koty za płoty” studentki trafiły na prezentację dla klienta.

Ale grunt, że się spodobało.

I tutaj pojawia się pytanie:

„czy agencja nabyła prawa autorskie pracownika?”

Zobaczmy.

Co to jest utwór pracowniczy

Ustawa prawo autorskie wychodząc na przeciw potrzebom pracodawców wprowadza zasadę, że jeżeli pracownik stworzył utwór (copy, fotografia, grafika etc.) w ramach stosunku pracy to autorskie prawa majątkowe do tego utworu nabywa pracodawca. Autorskie prawa majątkowe są niezbędne żeby tym utworem „obracać” czyli prezentować go, zbywać, wykorzystywać w reklamie i marketingu itp.

Art. 12. [Utwory pracownicze]
1. Jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron.

Czy zatem samo zatrudnienie kreatywnego na umowę o pracę jest wystarczające?

Prawa autorskie pracownika i jego umowa

Kluczowy jest ten fragment przytoczonego wyżej przepisu – „pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy”.

Nasza studentka miała umowę o pracę (na pół etatu, ale miała!). Projekt zrobiła w godzinach pracy, w biurze i popijając firmową kawę 😁.

Czyli był to utwór pracowniczy?

Nie.

Dlaczego?

Odpowiedź na to pytanie znajdowała się w umowie o pracę.

W wspomnianej umowie Pani praktykantki,  (niestety!) wpisano standardowe prace biurowe: odbieranie poczty, telefonu, kserowanie, przygotowywanie korespondencji do wysłania.

Stworzenie estetycznej grafiki, która akurat wpadła w oko klientowi nijak miało się do zakresu zadań (obowiązków) tego pracownika.

Prawa autorskie pracownika w takim przypadku nigdy nie przeszły na pracodawcę czyli agencję.

Finał historii był jednak szczęśliwy: agencja dostała prawa autorskie do projektu, a budżet wakacyjny studentki został wydatnie
zasilony 😀.

W podobnej sprawie jednak pracodawca musiał obejść się ze smakiem, a jego pozew oddalono.

Warto więc w umowie o pracę lub jej załączniku w sposób drobiazgowy określić obowiązki danego pracownika, a w szczególności te związane z przygotowywaniem i projektowaniem wszelkich materiałów reklamowych.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Prawa autorskie do projektów wspólnika – dlaczego w agencji będącej spółką należy zadbać o przeniesienie praw autorskich ze wspólnika na spółkę.
  • Podwykonawca-współtwórca – warto zawierać z podwykonawcami umowy, na mocy których prawa autorskie przejdą na Twoją agencję. Inaczej wystąpią problemy związane ze współautorstwem.

Podziękowania dla:

  • Photo by Aleks Dorohovich on Unsplash

sądowe podwyższenie ryczałtuWycenianie pracy jest chyba zmorą większości przedsiębiorców. Trzeba utrafić w budżet klienta, pokryć swoje koszty i jeszcze wypadałoby coś na tym zarobić.

Ryczałt ma to do siebie, że zobowiązujesz się wykonać dzieło za określoną kwotę i klienta nie powinno nic już interesować. W przypadku ryczałtu „bierzesz na siebie” materiały, robociznę i inne koszty.

Zaletą tego modelu jest to, że im Twoja agencja reklamowa jest bardziej sprawna w realizowaniu dane typu projektu i im ma lepsze ceny u dostawców/podwykonawców tym więcej zarobisz.

Proste.

Potencjalną pułapką ryczałtu jest rozmiar i koszt pracy, których nie przewidziałeś.

Przykład:

Zawarłeś umowę na zaprojektowanie identyfikacji wizualnej i druk wszystkich materiałów (foldery, ulotki, wizytówki, papier firmowy etc.). Klient zaakceptował wynagrodzenie ryczałtowe więc przystąpiłeś do pracy.
Na etapie wydruku pojawiły się jednak spore kłopoty. Drukarnia, z której usług zazwyczaj korzystasz „zwinęła żagle”, a jej konkurent, zasłaniając się długą kolejką realizacji, zaproponował Ci tryb „express” za słoną dopłatą. Czas ucieka, a Twoje zyski maleją.

Czy możesz żądać od klienta dopłaty? (bo prosić to zawsze możesz 😜).

Co na to kodeks cywilny:

Art. 632. [Wynagrodzenie ryczałtowe]
§ 1. Jeżeli strony umówiły się o wynagrodzenie ryczałtowe, przyjmujący zamówienie nie może żądać podwyższenia wynagrodzenia, chociażby w czasie zawarcia umowy nie można było przewidzieć rozmiaru lub kosztów prac.
§ 2. Jeżeli jednak wskutek zmiany stosunków, której nie można było przewidzieć, wykonanie dzieła groziłoby przyjmującemu zamówienie rażącą stratą, sąd może podwyższyć ryczałt lub rozwiązać umowę.

Jak widzisz sąd może podwyższyć Twój ryczałt, albo nawet rozwiązać umowę.

Sęk w tym, że jest to możliwe tylko pod pewnymi warunkami:

  • przyczyna musi dotyczyć wyłącznie zdarzenia zewnętrznego, niezależnego od stron – najczęstszym przypadkiem podawanym w orzeczeniach jest drastyczny wzrost cen materiałów budowlanych. Myślę, że podobnie można zakwalifikować np: wzrost opłat licencyjnych za utwór niezbędny do wykonania umowy.
  • Twoja strata musi być rażąca – gdzieś pomiędzy „jestem nie do końca zadowolony z wynagrodzenia” a gorączkowym googlowaniem „prawnik ogłoszenie upadłości” jest tzw. happy middle czyli „rażąca strata”. Na takiej umowie nie tylko, że nic nie zarobiłeś , ale musiałeś jeszcze całkiem sporo dopłacić do tego interesu. Być może ta konkretna umowa nie zachwieje bardzo Twoją kondycją finansową, ale jeszcze kilka takich „udanych” transakcji i Twoja agencja będzie musiała pakować manatki. Twoim podstawowym zadaniem w sądzie jest wykazanie tej „rażącej straty”, bo bez tego pozew może być oddalony jako bezzasadny już na pierwszej rozprawie.
  • zdarzenia NAPRAWDĘ nie dało się przewidzieć – okoliczność, że „padł” wam system, albo, że wszyscy copywriterzy zastrajkowali nie może być podstawą do zmiany wysokości wynagrodzenia. Nawet zasługująca na najwyższe uznanie przyczyna zazwyczaj będzie jednak uznana za ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej, z którym przedsiębiorca powinien był się liczyć.

Biorąc pod uwagę powyższe ograniczenia sądowe dochodzenie podwyższenia ryczałtu jawi się raczej jako trudne i zarezerwowane dla wyjątkowych przypadków.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Google Ads

Zobacz także:

  • Wynagrodzenie brutto/netto – na co uważać przy określaniu ceny i podatków żeby nie dostać po kieszeni.
  • Waloryzacja wynagrodzenia – Czy Twoja agencja SEO w jakiś sposób może bronić się przed inflacją? Na ratunek przyjdą Ci klauzula waloryzacyjna i…Prezes GUSu!

Podziękowania dla:

  • Photo by Michał Parzuchowski on Unsplash

agencja reklamowa interwencja ubocznaInterwencja może Ci się kojarzyć wyłącznie z pewnym programem w TV, z którego możesz się dowiedzieć np: o pladze miłosnych oszustw w Internecie 😅.

Jak do „interwencji” dodamy słowo „uboczna” to pewnie już w ogóle spasujesz.

I nie ma tutaj niczego dziwnego, bo interwencja uboczna jest mało znana i rzadko stosowana w naszych sądach. A szkoda.

Zanim jednak zanurzymy się w odmęty przepisów kodeksu postępowania cywilnego wyobraź sobie na moment taką sytuację:

przygotowujesz dla klienta serię reklam, z których ów jest bardzo zadowolony. Reklama działa, przyciąga klientów i nawet trochę wzbudza zawiść w małej, hermetycznej branży klienta. Złe emocje w konkurencji zostały rozbudzone na tyle, że w końcu ktoś składa przeciwko Twojemu klientowi pozew, że niby reklama jest nieuczciwa, sprzeczna z prawem i że sam diabeł w niej maczał palce (czyli Ty). Klient, dusza człowiek, forwarduje Ci e-maila ze skanem pozwu i dodaje, że nie za bardzo wie o co chodzi z tą nieuczciwą konkurencją. Po zrobieniu szybkiego researchu widzisz, że pozew jest dęty (reklama konkurenta nijak ma się do przygotowanych przez Ciebie materiałów) i masz przynajmniej 10 argumentów jak ten pozew zwalczyć. Tyle, że klient z rozbrajającą szczerością mówi, że akurat to teraz ma remont w biurze, siostra rodzi, a tak w ogóle to nie ma czasu „łazić po prawnikach” (życzyłbym sobie 10 zł za każdy raz kiedy słyszałem ten tekst 😜). Nagle więc ze sprawy z gatunku łatwych i oczywistych robi się proces, który klient być może odda walkowerem. A potem? No a potem to się zaczyna się szukanie winnego, bo rachunek za przegrany proces może się okazać słony. Wtedy już klient znajdzie czas, aby „połazić po prawnikach”, gdzie usłyszy sakramentalne pytanie:

„Kto Panu przygotował taką, jak wynika z wyroku sądu, nieuczciwą i sprzeczną z prawem reklamę?”

No kto?

A no Ty 😳.

Co może interwenient uboczny

Tyle, że reklama w wcale nie byłaby uznana za taką naganną, gdyby ktoś (czytaj: klient) włożył jakikolwiek wysiłek w proces. Dosłownie: jakikolwiek.

I tutaj z pomocą przychodzi interwencja uboczna.

Art.  76.  [Interwencja uboczna]

Kto ma interes prawny w tym, aby sprawa została rozstrzygnięta na korzyść jednej ze stron, może w każdym stanie sprawy aż do zamknięcia rozprawy w drugiej instancji przystąpić do tej strony (interwencja uboczna).

Oznacza to, że możesz napisać pismo do sądu, w którym wskażesz:

  1. przystępuję do sprawy po stronie pozwanego (klienta)
  2. mój interes prawny polega na tym, że w przypadku przegrania procesu przez pozwanego (klienta) ten będzie miał do mnie roszczenia z tytułu wykonanej reklamy, która jest przedmiotem sprawy sądowej

W ten sposób stajesz się (prawie) pełnoprawnym uczestnikiem postępowania sądowego:

  1. możesz być obecny na sali sądowej i siedzieć w ławie dla stron
  2. możesz ustanowić pełnomocnika w osobie adwokata lub radcy prawnego
  3. możesz składać pisma procesowe i przedstawiać swoje stanowisko w sprawie
  4. możesz składać wnioski o przeprowadzenie dowodu takiego jak przesłuchanie świadków czy wydanie opinii przez biegłego
  5. możesz wnieść apelację od wyroku niekorzystnego dla klienta, lub bronić wyroku przez sądem apelacyjnym jeżeli będzie on po Twojej myśli

W takim przypadku klient może ograniczyć się do napisania jednozdaniowej odpowiedzi na pozew („wnoszę o oddalenie powództwa, gdyż nie dopuściłem się czynu nieuczciwej konkurencji”), a ty samodzielnie lub przy pomocy kancelarii możesz zająć się obroną Waszych wspólnych interesów.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o obsługę kampanii Facebook Ads

Zobacz także:

  • Ile może kosztować przegranie sprawy w sądzie – Każdy proces wiąże się z ryzykiem.Odzyskiwanie faktury dla Twojej agencji reklamowej także. Przegranie sprawy w sądzie to koszty które warto z góry znać.
  • Ryzyko przegrania sprawy – Gdy agencja marketingowa idzie do sądu to nie tylko szansa na odzyskanie pieniędzy. To także ryzyko przegrania sprawy.Na szczęście to da się oszacować.

Podziękowania dla:

  • Photo credit: KRB events on Visualhunt / CC BY-SA

sąd polubowny do spraw domen agencja marketingowaFull serwis znaczy full serwis.

Jeżeli klient chce postawić nowoczesny portal od A do Z to ty jako profesjonalista z całą pewnością zadbasz o wszytko łącznie z rejestracją domeny.

I tutaj może potencjalnie pojawić się kłopot.

Otóż wbrew powszechnej opinii rejestracja i obrót domenami to nie dziki zachód ani zupełny i bezpardonowy „kto pierwszy ten lepszy”.

Nawet jeżeli rejestrujesz domenę tylko po to żeby ją następnie przenieść na klienta to musisz pamiętać o tym, że przeciwko Tobie jako rejestratorowi może być złożony pozew. Zacznijmy jednak od początku.

NASK ustala zasady

Na naszym rodzimym rynku domen to Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (czyli inaczej „NASK”) w swoim regulaminie określa określa warunki świadczenia usług w zakresie utrzymywania nazw w domenie .pl. Ilekroć więc korzystasz z różnych serwisów świadczących usługi rejestracyjne i hostingowe to w rzeczywistości taki serwis jest partnerem NASK i dokonuje rejestracji za Ciebie.

NASK zawiera umowy z partnerami [tutaj możesz zobaczyć ich listę], a następnie umożliwia im rejestrację domen w Twoim imieniu:

Umowa pomiędzy NASK a Abonentem zostaje zawarta w chwili przyjęcia przez NASK Oferty złożonej za pośrednictwem Partnera, nie później jednak niż w chwili rozpoczęcia Utrzymywania Nazwy Domeny. Oferta, niezależnie od formy, w jakiej została złożona Partnerowi, zostaje przesłana przez Partnera do NASK w formie ustalonej pomiędzy NASK a Partnerem w odrębnym porozumieniu.

Jako przykład dajmy nazwa.pl 

W regulaminie nazwa.pl czytamy:

Rejestrację domen polskich prowadzi Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – instytut badawczy (NASK).

W celu rejestracji domeny globalnej lub polskiej, nazwa.pl, działając na rzecz Klienta, zawiera umowę w imieniu
Abonenta, (na podstawie upoważnienia udzielonego bezpośrednio przez Abonenta lub za pośrednictwem Klienta)
z odpowiednim Rejestratorem domen. 

Teraz jak już wiesz jak wygląda proces rejestracji domen od strony prawnej oraz czym jest NASK czas, abyś poznał drugiego ważnego gracza..

Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych rozstrzyga spory

Przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) powstał Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych, który – jak sama nazwa wskazuje – zajmuje się rozstrzyganiem sporów dotyczących domen internetowych. I tylko tym.

Zanim przejdziemy dalej  wyjaśnię Ci co to są te sądy polubowne. Nasz kodeks postępowania cywilnego przewiduje, że strony mogą się umówić (nazywa się to „zapisem”) żeby poddać swój spór pod rozstrzygnięcie sądu polubownego zwanego także arbitrażowym. Jest to więc, w duuużym uproszczeniu, forma „prywatnego” sądu.

Kiedy sąd arbitrażowy ma zgodę obydwóch stron na rozsądzenie sprawy wtedy zaczyna się proces, który reguluje wewnętrzny regulamin takiego sądu.

Przykładowo Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych ma regulamin z którego wynika, że zajmuje się tylko rozstrzyganiem sporów o domeny internetowe:

Spory o naruszenie praw, powstałe pomiędzy Powodem a Pozwanym w wyniku zawarcia
umowy o utrzymywanie nazw domen internetowych, zostaną rozstrzygnięte zgodnie z
Regulaminem obowiązującym w dniu złożenia wniosku o przeprowadzenie mediacji lub
wniosku przedprocesowego w Sądzie.

Osobiście miałem do czynienia kilkukrotnie z Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych i muszę przyznać, że zawsze byłem pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu tego podmiotu oraz orzekających w nim arbitrów.

Regulamin NASK i zapis na sąd czyli jak szybko stracić domenę klienta

Pierwszy kontakt jaki kiedykolwiek możesz mieć z Sądem Polubownym będzie miał miejsce, gdy otrzymasz pismo informujące Cię o złożeniu zapisu na sąd .

Wygląda ono tak:

 

Do zawiadomienia będzie dołączona klauzula:

W tym też momencie NASK, zgodnie ze swoim regulaminem, zablokuje Ci możliwość transferu spornej domeny:

W przypadku zawiadomienia NASK o Sporze, Zmiana Abonenta Nazwy Domeny, której Spór dotyczy, zostanie wstrzymana do czasu jego zakończenia, nie dłużej jednak niż przez rok od daty zawiadomienia NASK o Sporze. Okres ten może zostać przedłużony przez NASK pod warunkiem wykazania przez stronę Sporu, że Spór nie został jeszcze zakończony. Wstrzymanie Zmiany Abonenta nie wpływa na postanowienia Regulaminu dotyczące zakończenia obowiązywania Umowy.

Stoisz teraz na rozdrożu i właściwie to masz tylko dwie możliwości:

Nie podpisać klauzuli i stracić domenę

Jeżeli nie podejmiesz żadnego działania (bo np: przegapisz termin), albo świadomie zdecydujesz się nie podpisywać zapisu na sąd to musisz wiedzieć, że oznacza to automatyczną utratę domeny.

Wynika to z regulaminu NASK:

W przypadku wystąpienia osoby trzeciej do Sądu Polubownego przeciwko Abonentowi z żądaniem opartym na stwierdzeniu, że Abonent w wyniku zawarcia lub wykonywania Umowy naruszył prawa tej osoby, Abonent doręczy Sądowi Polubownemu podpisany zapis na Sąd Polubowny w terminie wskazanym w wezwaniu do podpisania tego zapisu.

Niepodpisanie zapisu, o którym mowa w punkcie poprzedzającym, powoduje rozwiązanie Umowy po upływie terminu trzech miesięcy od daty wyznaczonej na podpisanie zapisu, przy czym termin ten ulega skróceniu do daty rozwiązania Umowy na podstawie innych zapisów Regulaminu, jeżeli ta data wypada przed końcem trzech miesięcy od daty wyznaczonej na podpisanie zapisu. 

To rozwiązanie ma jednak jedną dość oczywistą zaletę: zdejmuje z Ciebie ryzyko przegrania sporu, który wiąże się z całkiem pokaźnymi kosztami (o czym za chwilę).

Swoje szanse na wygraną można oszacować zapoznając się z bogatym orzecznictwem Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych. Próżno szukać podobnych wyroków sądów powszechnych, bo w tej materii sąd przy PIIT jest absolutnie niedościgniony.

Jako ciekawostkę podam, że Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych niejako stał się ofiarą swojego sukcesu, gdyż z roku na rok liczba sporów przed tym sądem spada. Przyczyna jest prosta: wystarczy poczytać kilka uzasadnień wyroków i można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć wynik swojej sprawy.

Jeżeli więc jakaś kwestia podobna do Twojej sprawy była wielokrotnie negatywnie rozstrzygana przez sąd to naprawdę opłaca się oddać domenę walkowerem.

No chyba, że chcesz..

Podpisać klauzulę i wdać się w spór

Każdy spór sądowy wiąże się z kosztami i Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych nie jest tutaj wyjątkiem.

W przypadku przegrania procesu narażasz się na następujące koszty określone w wykazie opłat:

  • 200 złotych (opłata kancelaryjna)
  • 3.000 złotych  (wpis od pozwu)
  • 2000-3000 zł  (koszty pełnomocnika powoda)

W skrajnych przypadkach takie koszty potrafią urosnąć nawet do kwoty 9.838 zł.

No dobrze, trochę postraszyłem kosztami, ale uczciwe mówiąc sam fakt, że ktoś chce się z Tobą procesować o domenę nie oznacza, że ma rację, albo że nawet wie jak poprowadzić taki spór przed tym sądem. Dlatego polecam dobrze przeanalizować problem zanim zdecydujesz się podjąć rzucone Ci wyzwanie.

No i zawsze możesz kliknąć na znajdujący się w prawym rogu mojego bloga button „Chcę zadać Ci pytanie” 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Porozumienie o zachowaniu poufności pomysłów reklamowych (NDA)

Zobacz także:

  • Ustalenie danych hejtera brandu – Dane hejtera marki są tylko z pozoru łatwe do uzyskania. Będziesz potrzebować pomocy prokuratora, a w tle pojawi się tajemnica telekomunikacyjna.
  • Komentarze obraźliwe dla marki -Marka którą się opiekujesz została zaatakowana przez obraźliwe komentarze? Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną daje Ci narzędzia do jej ochrony.

Podziękowania dla:

  • Photo by Annie Spratt on Unsplash

 

klient nie chce zapłacić za usługęCzęsto w mojej praktyce gdy tłumacze coś klientom posługuję się przykładem tubki z pastą do zębów.

Otóż:

pastę z tubki łatwo się wyciska, ale cholernie trudno ją tam upchać z powrotem

Przekładając to na konkretną sprawę zazwyczaj tubką jest Twoja agencja reklamowa.

A pastą?

Czas i pieniądze jakie z niej uciekają.

Baaaardzo łatwo jest dalej robić swoje i żywić się nadzieją, że na koniec wszystko się ułoży i otrzymasz umówione wynagrodzenie.

Tyle, że te nadzieje są złudne.

Bo jest taki gatunek klienta, który albo nie zapłaci, bo „ten typ tak ma”.

Jest też tak, że klient nie chce zapłacić za usługę bo samiuśkiego początku był wiecznie niezadowolony z efektów Twojej pracy

Chociaż stajesz na głowie żeby wszystko było tak jak on chce.

Co możesz zrobić, aby zminimalizować swoje straty i sprawić by chociaż trochę „pasty” wróciło do tubki?

Z pomocą przychodzi kodeks cywilny.

Klient typu „Nie dam, bo nie mam”

Stosunkowo nowym przepisem w kodeksie cywilnym jest art. 492[1], który został dodany do ustawy właśnie, po to aby móc poradzić sobie z klientami, którzy nie owijają w bawełnę i wprost mówią, że nie zapłacą.

Jeżeli strona obowiązana do spełnienia świadczenia oświadczy, że świadczenia tego nie spełni, druga strona może odstąpić od umowy bez wyznaczenia terminu dodatkowego, także przed nadejściem oznaczonego terminu spełnienia świadczenia.

Gdy klient nie chce zapłacić za usługę możesz od razu odstąpić od umowy i nie pchać się dalej w projekt.

Dla zastosowania tego przepisu istotnym jednak będzie wykazanie, że faktycznie klient powiedział/napisał, że nie ma zamiaru zapłacić i tutaj mogą okazać się pomocne e-maile czy nawet smsy [zobacz tutaj jak taki dowód zabezpieczyć dla sądu].

Klient typu „Te pieniądze im się zwyczajnie NIE należały”

Jeżeli ktoś „uczciwie” mówi, że nie zapłaci to przynajmniej wiesz na czym stoisz.

Dużo gorszą jest sytuacja, w której ktoś „naciąga” Cię na kontynuowanie projektu jednocześnie nie płacąc za kolejne etapy.

Dlaczego? Nie wiadomo, bo za każdym razem wymyślana jest inna wymówka.

Pieniądze Ci się nie należą i tyle.

Tak przy okazji: dobrą praktyką jest w umowie dzielić projekt na etapy i koniecznie wyszczególnić ile dany etap kosztuje.

W takim przypadku z łatwością zastosuje się art. 491 kc, który stanowi, że:

Jeżeli świadczenia obu stron są podzielne, a jedna ze stron dopuszcza się zwłoki tylko co do części świadczenia, uprawnienie do odstąpienia od umowy przysługujące drugiej stronie ogranicza się, według jej wyboru, albo do tej części, albo do całej reszty niespełnionego świadczenia. 

Jeżeli wyrywasz sobie włosy z głowy czytając ten przepis to spokojnie, już przekładam z „marsjańskiego” na „ziemski” 😜.

Podzielność świadczeń oznacza w przypadku projektu po prostu jego etapy. Ty „świadczysz” etap III, a klient „świadczy” za niego umówioną kwotę. Właśnie dzięki temu, że ustaliliście etapy można łatwo stwierdzić, że „świadczenia są podzielne”.

Gdy klient nie chce zapłacić za usługę np: jej etap III dopuszcza się „zwłoki co do części świadczenia”.

Wtedy mając przed sobą wizję takiej „współpracy” możesz wyjść z pozostałej części projektu np: odstępując od części IV i V.

W ten sposób zachowasz to co do tej pory zarobiłeś i nie angażujesz się dalej w projekt, który nie ma finansowego uzasadnienia.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?Umowa o przeniesienie praw autorskich

Zobacz także:

  • Gdy klientowi nie podoba się Twoja praca – Estetyka strony internetowej jest ocenna. Jeżeli jednak spod Twojej igły (i klawiatury) wyszła spełniająca wszelkie standardy witryna to klient musi zapłacić.
  • Klient deklaruje że zapłaci – Warto aby agencja marketingowa upomniała się niezapłaconą fakturę.Deklaracja zapłaty przez klienta stanowi uznanie roszczenia, a to ma liczne zalety.

Podziękowania dla: