adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

Agencja Reklamowa RODO administracyjne kary finansoweW poprzednim poście starałem się Ciebie przekonać, że RODO to przede wszystkim szansa dla Ciebie, aby dotychczasowe nudne pouczenia zamienić w ciekawy content.

Myślę, że jednak nadal masz z tyłu głowy sławetne kary w kwotach, bagatela, 20.000.000 EURO.

Trudno bowiem zignorować taki scenariusz, że Twoja Agencja Reklamowa prowadzi standardową promocję dla klienta, a tu nagle (lub jak w komiksach: WTEM) z uprzejmego pisma od Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych dowiadujesz się trzech rzeczy:

  1. popełniłeś błąd przy zbieraniu lub przetwarzaniu danych osobowych
  2. ktoś się poskarżył
  3. będzie Cię to słono kosztować

Kary administracyjne mają w Polsce długą i niechlubną tradycję: są sztywne, surowe i najcześciej wymierzane…za byle co. Doskonałym przykładem jeszcze kilka lat temu była kara za przejazd autostradą bez opłaty, gdzie i tak drakońskie kary były następnie absurdalnie pomnażane przez niefrasobliwych urzędników.

Stąd też proste równanie:

surowe kary + brak zaufania do urzędów = obawa przed RODO

Tymczasem Prezes Urzędu nie będzie jak RODOcop, który beznamiętnie strzela decyzjami „z biodra” (i zawsze trafia), ale przyznane mu uprawnienia do nakładania kar administracyjnych podlegać będą licznym ograniczeniom.

I tutaj od razu chcę podkreślić: odżegnuję się od tezy, że każda kara jest z gruntu zła i służyć ma jedynie zgnębieniu małego przedsiębiorcy. Przeciwnie, uważam że ustawa bez „pazura” w praktyce nie działa. Przykład? Przepis antyspamowy w ustawie o świadczeniu usług elektronicznych. Niby coś tam ukarać można i że ścigać trzeba takich gagatków co niezamówione informacje handlowe wysyłają, ale w praktyce nie kara się ani nie ściga, a spam ma się dobrze.

O ile jednak nie przejmiesz się tym, że na Twoim e-mailu wyląduje więcej spamu to już wyciek Twoich danych osobowych może być problematyczny.

Dobrze, zobaczmy w jakim kierunku poszły kary administracyjne w RODO.

Zasada indywidualizacji kary

RODO przewiduje, że kary muszą być zindywidualizowane. Oczywiście miara staranności i ostrożności w obchodzeniu się z danymi osobami jest taka sama dla Ciebie jak i dla wielkiej korporacji. Mówiąc o „indywidualizacji kary” unijny ustawodawca zaleca przeanalizować m.in.:

  • charakter, wagę i czas trwania naruszenia oraz liczbę poszkodowanych – Twoje incydentalne, drobne naruszenie będzie musiało być potraktowane inaczej niż wieloletnia i naganna praktyka konkurenta.
  • umyślny lub nieumyślny charakter naruszenia – to jest zdecydowanie pożądany kierunek zmian, gdyż do tej pory kary administracyjne w naszym systemie prawnym nakładane były za samo wystąpienie zdarzenia. Motywacja sprawcy nie miała większego znaczenia, co oczywiście jest krzywdzące jeżeli tak samo potraktuje się sprawcę z przypadku  i „starego wyjadacza”, który naruszał prawo wielokrotnie, a jedynie nie został złapany.
  • działania podjęte przez administratora  w celu zminimalizowania szkody poniesionej przez osoby, których dane dotyczą
  • stopień współpracy z organem nadzorczym w celu usunięcia naruszenia oraz złagodzenia jego ewentualnych negatywnych skutków 
  • sposób, w jaki organ nadzorczy dowiedział się o naruszeniu, w szczególności, czy i w jakim zakresie administrator lub podmiot przetwarzający zgłosili naruszenie – to doskonałe zapisy które „premiują” tych którzy szybko zareagują na np: wyciek danych osobowych i zamiast tuszować sprawę podejmą kroki, aby nie tylko naprawić lukę w systemie, ale też ostrzec osoby których dane zostały utracone o konieczności podjęcie odpowiednich działań.
  •  wszelkie stosowne wcześniejsze naruszenia ze strony administratora – to rodzaj recydywy administracyjnej 😀 Ci którzy regularnie naruszają przepisy ustawy muszą liczyć się z surowym potraktowaniem. Wnioskując z przeciwieństwa (a my prawnicy lubimy to robić 😆) pierwsze naruszenie powinno być potraktowane łagodniej.
  • kategorie danych osobowych, których dotyczyło naruszenie – utrata bazy newslettera, w którym zgromadzone są e-maile pokroju „malykwiatuszek91@wp.pl” nie będzie karane tak samo jak dane dotyczące zdrowia. Dana danej nie równa.
  • wszelkie inne obciążające lub łagodzące czynniki mające zastosowanie do okoliczności sprawy, takie jak osiągnięte bezpośrednio lub pośrednio w związku z naruszeniem korzyści finansowe lub uniknięte straty – ten przepis podlega oczywiście interpretacji, ale został umieszczony w RODO właśnie po to żeby wymierzenie kary finansowej nie sprowadzało się do prostego stwierdzenia „jest naruszenie to jest i kara”. Organ będzie musiał analizować wszystkie aspekty sprawy, a dla sprawcy naruszenia to kolejna zachęta do działana, gdyż jest duża szansa, że przełoży się ono na niższą karę.

Zasada proporcjonalności kary

RODO przewiduje następujące dwie stawki kar zależne od rodzaju naruszenia:

  • w wysokości do 10 000 000 EUR, a w przypadku przedsiębiorstwa – w wysokości do 2 % jego całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego
  • wysokości do 20 000 000 EUR, a w przypadku przedsiębiorstwa – w wysokości do 4 % jego całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego

Intencją zapewne było stworzenie takiego systemu kar, gdzie nie pojawi się pokusa typu „zapłacimy karę i dalej robimy to samo bo się opłaca”. Jednocześnie zauważ, że określając stawkę kary użyto słowa „do”, co oznacza że tylko za największe „zbrodnie” na danych osobowych organ może wymierzyć 20.000.000 milionów EURO. W typowych, drobnych przypadkach kara ta nie tylko, że może, ale nawet MUSI być odpowiednio łagodniejsza.

Po wejściu w życie nowej ustawy o ochronie danych osobowych GIODO stanie się PUODO (moim zdaniem skrót ten nie wpada już tak w ucho 😕). Jaka będzie praktyka nakładania kar przez naszego krajowego RODOcopa to pokaże czas. Z całą pewnością rozporządzenie zawiera odpowiednie mechanizmy żeby dawać szansę sprawcom z przypadku i karać tych, którzy z naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych zrobili sobie pomysł na biznes.  Wiele jednak będzie zależeć od osób stosujących to nowe prawo w praktyce.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Regulamin konkursu na Facebooku

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Andy Kelly on Unsplash

agencja reklamowa rodo zasada przejrzystościWokół RODO narosło już wiele mitów. Kary mają być drakońskie, przepisy skomplikowane, a nasz rodzimy ustawodawca zdaje się zostawiać nową ustawę o ochronie danych osobowych na ostatnią chwilę. Do tego też dochodzi generalnie nadprodukcja przepisów i trudno dziwić się, że co raz to nowe  wynalazki prawne kojarzą się tylko ze „ścianami tekstu” jakie pokonać muszą konsumenci, aby kupić coś w Internecie.

RODO jest inne.

Przede wszystkim już w pierwszych kilku punktach rozporządzenia położono przysłowiową kawę na ławę:

Postęp technologiczny jest tak duży, że dotychczasowe przepisy zostały w Internetowym odpowiedniku epoki kamienia łupanego😃. Czyli RODO chce dogonić rzeczywistość zamiast podejmować z góry skazaną na porażkę próbę tworzenia jej alternatywnej wersji.

Cel ambitny, ale czym unijny ustawodawca zamierza go osiągnąć?

Pisać ludzkim językiem czyli zasada przejrzystości

Nowe prawo nie będzie wymagać od Ciebie, abyś tworząc stronę lub lading page’a dla klienta obowiązkowo musiał „naszpikować” je wyciągami z przepisów RODO. Nikt tego przecież nie czyta! Dlatego właśnie wszelkie informacje i komunikaty związane z przetwarzaniem danych osobowych będą musiały być być łatwo dostępne, zrozumiałe i napisane prostym językiem.

Zauważ, że nie chodzi o to żebyś tworząc content, kolokwialnie rzecz ujmując, napisał dokładnie to co w RODO tylko trochę inaczej. Wręcz przeciwnie! Dopóki w swoim przekazie umieścisz niezbędne, wymagane przez RODO elementy (np: wskażesz tożsamość administratora) będziesz mógł go tak zredagować, żeby stanowił naturalny element Twojego projektu. Koniec z sytuacjami, w których najbardziej przemyślane i „dopieszczone” teksty przeplatają się z olbrzymią ilością cytowanych lub parafrazowanych przepisów.  Przejrzyście i zrozumiale nie oznacza, że nudnie!

Wizualizacja pouczeń

RODO przewiduje, że zasada przejrzystości może być wspomagana przez… wizualizację. Oznacza to dla Ciebie jako twórcy zachętę, aby uczynić pouczenia ciekawymi, atrakcyjnymi wizualnie. Film, animacja czy chociażby prosta grafika mogą sprawić, że użytkownik bardziej zainteresuje się przysługującymi mu prawami (już chociażby z uwagi na samą formę ich przekazu), a dla Ciebie jest to nowe pole do popisu.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by rawpixel.com on Unsplash

Prawa autorskie wspólnikaAgencje reklamowe mogą prowadzić swoją działalność w różnych formach: często to są jednoosobowe działalności gospodarcze, ale nie brakuje też spółek prawa handlowego.

Jeżeli kilku kreatywnych „skrzyknie” się by założyć coś swojego to często spółka z o.o wydaje się być naturalną platformą dla tego typu przedsięwzięć.

Historia ta zaczyna się więc dokładnie jak w wierszu Jana Brzechwy:

Namówił lis jaskółkę, By z nim zawarła spółkę”.

Nie trudno wyobrazić sobie sytuację, gdy wspólnik i jednocześnie członek zarządu tworzy utwory na użytek spółki i jej klientów.

W agencji reklamowej to chyba nawet chleb powszedni 😃

Lata mijają, klienci składają zamówienia, a Wy macie za sobą kilka głośnych kampanii, która wyrobiła agencji markę.

Wspólnikom przez myśl nie przejdzie, aby uregulować kwestię praw autorskich.

W końcu prawa autorskie wspólnika to jakby prawa spółki.

Ba nawet pewnie wpisujesz w umowach oświadczenia, że spółka „posiada wszelkie autorskie prawa majątkowe do utworu„, a następnie bez zawahania przenosisz „całość autorskich praw majątkowych do utworu na Zamawiającego„.

Prawa autorskie wspólnika i ich przejście

Czy rzeczywiście Wasza agencja reklamowa ma autorskie prawa autorskie, aby nimi dysponować i przenieść je na klienta?

Umów pomiędzy spółką, a wspólnikami-członkami zarządu nie macie.

Ale przecież każdy spólnik robił to dla spółki, a po za tym to był w zarządzie i miał umowę zlecenia.

Więc prawa autorskie są spółki.

Tak czy nie?

Otóż nie.

Sąd Najwyższy w wyroku I ACa 227/2008 stwierdził, że samo bycie wspólnikiem i/lub członkiem zarządu to za mało, aby mówić o skutecznym przejściu praw autorskich.

I chociaż Twój wspólnik robił wszystko „w godzinach pracy” (piszę w cudzysłowie, bo umowy o pracę zapewne nie miał)..

I dzieliliście się pieniędzmi..

To autorem i zarazem właścicielem praw autorskich (a w potocznym rozumieniu już bardziej „właścicielem” nie da się być…) jest nadal tylko wspólnik.

Prawa autorskie wspólnika zostają przy nim.

Finał zatem zupełnie jak u Mecenasa Brzechwy (czy wiedziałeś, że z zawodu był adwokatem?)

Mówią odtąd jaskółki, Że niedobre są spółki”.

Zawieraj umowy na piśmie

Przeniesienie praw autorskich wymaga zawarcia umowy na piśmie.

Bez takiej umowy nawet najszczersze intencje, porozumienia i ogólne przyzwolenie nic nie dają.

Nie muszę chyba dodawać, że argument „ale przecież zawsze tak robiliśmy” nie przejdzie w sądzie.

Pamiętaj, że ustawa o prawie autorskim przewiduje, że zbycie autorskich praw majątkowych musi nastąpić, pod rygorem nieważności, w drodze pisemnej umowy.

Jak uniknąć sporu na przyszłość

Rozwiązania są trzy.

Umowa o pracę dla członka zarządu sprawi, że prawa autorskie wspólnika przejdą na rzecz jako tzw. „utwór pracowniczy”. Spółka nabędzie te prawa niejako automatycznie, bez dodatkowych formalności.

Wygodne, ale w dobie start-upów pewnie bardzo mało praktyczne.

Druga możliwość to mozolne podpisywanie umów za każdym razem, gdy autor – wspólnik przygotuje dla spółki kilka nowych rzeczy. Przeciwieństwo wygody, ale daje to największą pewność.

Trzecia opcja jest dla odważnych: umieszczenie w umowie zlecenia klauzuli przenoszącej prawa do mających powstać w przyszłości utworów określonego rodzaju.

Piszę, że jest to opcja dla odważnych, bo nawet przy umiejętnym skonstruowaniu takiej klauzuli istnieją wątpliwości co do jej dopuszczalności oraz skuteczności. Kiedy jednak już dojdzie to sporu to chciałoby się móc cofnąć czas i powiedzieć samemu sobie „lepszy rydz niż nic”.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

agencja reklamowa nieuczciwa reklama odpowiedzialnośćUstawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji zawiera cały katalog „grzechów głównych” jakie można popełnić w branży reklamowej. Przykładowo czynem czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest w szczególności reklama sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka.

Jeżeli brzmi to dla Ciebie jak nowomowa prawnicza to zapewne nie jesteś sam. Przepisy mają jednak to do siebie, że jak zestawimy je z konkretnym przykładem lub sprawą to nabierają one sensu. Przynajmniej te dobre przepisy 🙂.

Bogatym źródłem przykładów wszelakich jest dorobek Rady Reklamy. Misją tego związku stowarzyszeń jest „przeciwdziałanie rozpowszechnianiu reklam, które wprowadzają w błąd, naruszają podstawowe wartości społeczne czy też zagrażają uczciwej konkurencji„.

Dobrze, zaczęliśmy dosyć nudnie, a teraz będzie obyczajówka 😎.

Nieuczciwa reklama a wytwory wyobraźni

Niedawno Rada Reklamy podjęła uchwałę Nr ZO 07/18 w sprawie skarg na reklamę internetową napoju energetycznego marki Devil Energy. Delikatnie rzecz ujmując reakcja rynku i branży była inna aniżeli zamierzenia autorów.

Poziom przeciągnięcia przysłowiowej struny (lub przegięcia przysłowiowej…) najdobitniej obrazuje fakt, że Stowarzyszenie Twoja Sprawa zdecydowało się założyć sprawę sądową producentowi napoju.

Jak broni się producent? W odpowiedzi na skargi do Rady Reklamy przedstawiciel Waterius Spółka z o.o oświadczył:

„Szanowni Państwo,

Działając w imieniu Watersiu Spółki z o.o. z siedzibą w Jaworze w związku ze skierowanym do Spółki pismem z dnia 07 grudnia 2017r. oświadczamy iż nie podzielamy zarzutów stawianych w przedłożonych w formie anonimowej skarg.

Zawarte w skargach zarzuty tak naprawdę są tylko i wyłącznie subiektywnym odczuciem odbiorców reklamy i wskazują na ich wyobrażenia o jej treści. Tak więc stwierdzić można, że zapatrywania skarżących oddają w istocie ich oczekiwania co do interpretacji reklamy.Wskazać należy, że przekaz wizualny reklamy musi być łączony i odczytywany łącznie ze wskazaniem produktu, który reklamuje. Odmienna interpretacji daje pole do formułowania wytworów wyobraźni zaprezentowanych przez skarżących.

W ocenie Zarządu Spółki przedstawione treści skarg i de facto ich nasycenie treściami o charakterze seksualnym świadczy w ocenie Spółki o wyobraźni i skarżących. Mając na uwadze wskazane okoliczności oświadczamy jak powyżej”.

Interesująca linia obrony. Osobliwa nawet. Te przymioty niestety w sądzie to nie zalety, bo taką amunicją prawnicy wygrywają tylko na filmach 😀.

Nieuczciwa reklama i pozew przeciwko agencji

W sprawie Devil Energy kluczowe jest to zdanie:

„Przyjęta przez producenta strategia marketingowa jest realizowana konsekwentnie od 6 lat (…) Prezentacje zawarte na naszym fanpage’u w ostatnim czasie są zgodne z przyjętą przez nas strategią oraz wpisują się w kanony, prezentowane obecnie w social mediach – także przez inne, także wiodące marki”

A zatem dajmy na to, że przychodzi do Twojej agencji reklamowej przedsiębiorca i mówi: mam już strategię marketingową i potrzebuję agencji która będzie ją realizować. Tylko konsekwentnie!

Czy to oznacza, że można popuścić wodze fantazji, podkręcić wąsa i w swoich kreacjach wspiąć się na wyżyny rubaszności?

Można, tylko należy pamiętać o tym, że ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji wprost przewiduje, że pozwanym może być także agencja reklamowa:

Art. 17. [Sprawca czynu nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy]
Czynu nieuczciwej konkurencji, w rozumieniu art. 16, dopuszcza się również agencja reklamowa albo inny przedsiębiorca, który reklamę opracował.

Spod Twojej kreatywnej igły wyszła nieuczciwa reklama? Sprawdź co to dla Ciebie oznacza.

Wyłączenie odpowiedzialności agencji reklamowej

W przypadku nieuczciwej reklamy w najlepszym przypadku możesz być pozwany wraz z klientem przez osobę trzecią. Wtedy odpowiedzialność Twoja i klienta jest solidarna.

Najgorszy scenariusz? Twoja agencja jest pozwana samodzielnie, albo po przegraniu sprawy klient pozywa Ciebie: o odszkodowanie i zadośćuczynienie za utraconą renomę. W grę może wchodzić nawet sprawa o naruszenie dóbr osobistych, a w konsekwencji publikacja przeprosin.

Czy możesz bronić się argumentem że, kolowialnie rzecz ujmując, „taką reklamę klient zlecił to taką wykonaliśmy„.

W relacji Ty i klient?

Pod pewnymi warunkami tak (będę o tym jeszcze pisać).

W relacji Ty i osoba trzecia?

Nie. Odpowiedzialność Twojej agencji reklamowej wynika z przepisu ustawy, a więc nie ma takiej „magicznej” umowy lub klauzuli, która mogłaby Cię od takiej odpowiedzialności uchronić.

Nieuczciwa reklama i kary

W ustawie znalazł się cały katalog „narzędzi tortur” przeznaczonych dla kreatywnych grzeszników 😵.

Są to:

  1. Żądanie zaniechania niedozwolonych działań.
    Oznacza to natychmiastowe wycofanie reklamy z obrotu lub zaprzestanie określonych praktyk marketingowych.
  2. Usunięcie skutków niedozwolonych działań i złożenie jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie.
     Te dwa punkty zebrałem w jedno. Zazwyczaj bowiem usunięcie skutków niedozwolonych działań przybierze formę przeprosin, sprostowania lub publicznego „uderzenia się w pierś”. W takim przypadku w wyroku sąd określa gdzie i o jakiej treści ma nastąpić publikacja. Może to być pismo branżowe, albo portal internetowy.
  3. Żądanie naprawienia wyrządzonej szkody, na zasadach ogólnych i wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści, na zasadach ogólnych.
    Te roszczenia również zebrałem w jedno, gdyż ocena ich zasadności będzie zależeć od konkretnego przypadku. Należy pamiętać, że z czynem nieuczciwej konkurencji mamy już do czynienia, gdy interes innego przedsiębiorcy jest nawet potencjalnie zagrożony. Nie zawsze więc nasza reklama musi więc wyrządzić „triliony bobilionów” szkody majątkowej żeby być uznana za nieuczciwą.
  4. Żądanie zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego.
    Tutaj mamy do czynienia z klasycznym przepisem o charakterze „prewencyjno-wychowawczym” 😃. Ustawodawca wyszedł z założenia, że jak agencja reklamowa zapłaci sporą kwotę na cel społeczny to następnym razem dwa razy pomyśli zanim sięgnie po wątpliwe treści marketingowe. Kwotę ustala powód, ale jej wysokość podlega ocenie sądu, który może ją obniżyć (ale nie podwyższyć).
  5. Żądanie zniszczenia lub zaliczenia na poczet odszkodowania opakowań, materiałów reklamowych i innych przedmiotów bezpośrednio związanych z popełnieniem czynu nieuczciwej konkurencji.
    Strona przeciwna może chcieć przejąć wyprodukowane przez Ciebie materiały reklamowe, lub domagać się ich zniszczenia.

Jednym słowem: nieuczciwa reklama może słono kosztować, a zapewne sławy w branży nie przyniesie (a przynajmniej nie takiej jakiej byś sobie życzył..).

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o wykorzystanie wizerunku

Zobacz także:

  • Nieuczciwa reklama i odpowiedzialność – jak można zabezpieczyć się przez roszczeniami klienta jeżeli przygotowana wedle jego wytycznych reklama okazała się być sprzeczna z prawem.
  • Nagabywanie w reklamie – Nagabywanie klientów jest czynem nieuczciwej konkurencji. Ale czym w ogóle jest to „nagabywanie” i czy nadal się go stosuje w działaniach reklamowych.

Podziękowania dla:

  • Photo credit: .craig on VisualHunt / CC BY-NC-ND

zastrzeżenie prawa własnościKontynuując wczorajszy wątek chciałbym napisać o drugiej klauzuli jaka w mojej ocenie może pomóc Ci uniknąć sporu sądowego…zniechęcając do niego stronę przeciwną.

Jest nią zastrzeżenie prawa własności utworu.

W tym poście pisałem czego ludzie nie lubią, gdy trzeba się z kimś sądzić. To są przede wszystkim koszty. Nie napisałem jednak dlaczego te koszty tak bardzo zachodzą za skórę. Przecież w codziennym życiu piętrzą nam się równie wysokie wydatki, które ponosimy (prawie) ze stoickim spokojem (np: koszty naprawy zderzaka po „wycofaniu” w niewidoczny słupek pod supermarketem 😓 nie było mi do śmiechu…).

Problem polega na tym, że idziemy do sądu ze świadomością tego, iż nasz szacowny przeciwnik procesowy pełnymi garściami czerpie ze efektów naszej pracy. Ty masz nieuregulowaną fakturę i obowiązek uiszczenia słonej opłaty sądowej od pozwu, a Twój oponent – lśniącą nowością stronę internetową, którą dla niego pieczołowicie przygotowałeś.

To i naprawdę dużo czasu.

Młyny sprawiedliwościm mielą powoli.

A gdyby tak pozwany miał w perspektywie, że za korzystanie z nieopłaconej strony internetowej przyjdzie mu zapłacić ekstra? Tak NAPRAWDĘ ekstra. Gdyby do tego dodać, tak w gratisie, możliwą odpowiedzialność karną to alternatywa w postaci „zapłać fakturę i miej spokój” staje się nagle całkiem alternatywna.

Jak to osiągnąć?

Zastrzeżenie prawa własności w prawie autorskim

Najpierw pomówmy o całym sprawcy zamieszania, a mianowicie o art. 64 prawa autorskiego:

„Umowa zobowiązująca do przeniesienia autorskich praw majątkowych przenosi na nabywcę, z chwilą przyjęcia utworu, prawo do wyłącznego korzystania z utworu na określonym w umowie polu eksploatacji, chyba że postanowiono w niej inaczej”.

Bełkot. Wiem 😅

Pozwól, że przełożę to co jest istotne:

  1. autorskie prawa majątkowe przechodzą na nabywcę z chwilą podpisania protokołu odbioru
  2. można umówić się inaczej

Problem oczywiście polega na tym, że prawo autorskie nie uzależnia konieczności zapłaty za utwór (stronę internetową, logo, etc.), aby stać się jego właścicielem. Po trakim „transferze” Twój klient staje się właścicielem praw, a Ty nabywasz roszczenie o wynagrodzenie. W sensie możesz domagać się zapłaty, także na drodze sądowej.

Zaszczyt co niemiara, prawda?

A warto odwołać się trochę do zwykłego zdrowego rozsądku: czy sprzedałbyś swój samochód i patrzył jak nieznajomy odjeżdża nim w siną dal zanim otrzymałbyś pieniądze do ręki?

Ha! Jeszcze byś pewnie dwa razy przeliczył gotówkę zanim wręczyłbyś kluczki 😀 .

Dlaczego więc godzisz się żeby ktoś korzystał z Twoich autorskich praw majątkowych zanim otrzymasz należne Ci wynagrodzenie?

Zastrzeżenie prawa własności jako klauzula

Na szczęście (bo czasami trzeba się tego domyślać) przepis wprost przewiduje, że „można umówić się inaczej”.

Skoro można to należy.

Myślę, że znając już mechanizm sam sformułowałbyś prawidłową klauzulę, ale i tak pomogę:

„Autorskie prawa majątkowe do utworu przechodzą na Zamawiającego z chwilą zapłaty całości wynagrodzenia należnego Wykonawcy”

Nie płacąc wynagrodzenia Zamawiający nie może korzystać z utworu zgodnie z prawem. Tak działa zastrzeżenie prawa własności utworu/

Nadal jesteś nieprzekonany? Spokojnie, dla najbardziej opornych przygotowałem artykuł w którym wyjaśniam dlaczego powinieneś sprzedawać prawa autorskie jak swój samochód 😉 (opowiadałem o tym również na kanale youtube „Szukam Pracy„)

A jeżeli już się odważy… no coż, tylko przebierać w środkach ochrony praw twórcy 😁.

O ile więc nie jesteś szczęśliwcem który otrzymuje wynagrodzenie z góry ta klauzula powinna znaleźć dla siebie miejsce w Twoich umowach. Ba, możesz ją nawet umieścić w opisie faktury jako dodatkowe zastrzeżenie prawa własności!

p.s. Pamiętaj, że zastrzeżenie prawa własności praw autorskich to nie to samo co zastrzeżenie praw autorskich.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo credit: Wolfgang Staudt on VisualHunt / CC BY