adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

agencja kreatywna windykacja nakaz zapłatyZatory płatnicze są faktem i pojawią się u Ciebie prędzej czy później. Co więcej branża kreatywna to w zdecydowanej większości mikro i małe firmy, a więc ci przedsiębiorcy, którzy statystycznie są bardziej narażeni na utratę płynności finansowej.

Przyczyny wyjaśnia Mirosław Sędłak zarządzający programem Rzetelna Firma:

„mikroprzedsiębiorcy (…) biorą wszystkie zlecenia, „nie myśląc przy tym o ewentualnym ryzyku braku płatności”. A to oznacza to, jak ocenił, brak pewności, że klient faktycznie wywiąże się z płatności. „A dla mikrofirmy nawet jedna niezapłacona faktura może być powodem utraty płynności finansowej, kilka przyczyną upadłości” – wyjaśnił”

źródło: polsatnews.pl

Oczywiście jak już zdarzy Ci się faktura, która niezapłacona przez klienta miesiącami „wisi” w systemie to pewnie mało Cię obchodzi jaka jest geneza tego zjawiska i co na to statystyka. I słusznie, bo skupić się wtedy należy na windykacji zadłużenia.

Być może czytałeś na tym blogu, że jestem wielkim fanem zasady Pareta, a jak nie to przypominam: często 20% działań ma wpływ na 80% wyniku.

Według mnie w windykacji tymi 20% Twoich działań, które będą miały gigantyczny wpływ na odzyskanie pieniędzy są:

  1. zdecydowanie w działaniu
  2. szybkość działania
  3. podpisana przez klienta faktura

Nie mam problemów z przekonaniem kreatywnych do tych pierwszych dwóch punktów: jeżeli klient nie zapłaci to bez sensu jest miesiącami czekać na zapłatę, która i tak już nie nadejdzie (i ryzykować przedawnienie faktury). Podejmij decyzję, że zawalczysz o swoje pieniądze, a następnie szybko przystąp do działania. Proste i zdroworozsądkowe podejście.

Z trzecim punktem ZAWSZE mam problem.

Żeby móc wydatnie zwiększyć szybkość i skuteczność windykacji potrzebuję, aby niezapłacona faktura była przez Twojego klienta…podpisana.

I teraz następuje wybuch mieszanki oburzenia i zdziwienia:

„To ludzie jeszcze podpisują faktury??!”

I tu mnie masz. Oczywiście, że wszyscy korzystamy z automatycznych programów do fakturowania, które wyślą dokument w wersji elektronicznej, zaproponują formę płatności i jeszcze podziękują za przelew. Super, szkoda tylko, że te programy jeszcze dodatkowo same nie poprowadzą windykacji 😜.

W takich realiach podpisywanie faktur nie tylko, że nie ma uzasadnienia w przepisach podatkowych to jeszcze jawi się jako przeżytek, a nawet oznaka braku zaufania dla kontrahenta. Wszystko to rozumiem i mam dla Ciebie nawet konkretne rozwiązanie na końcu tego posta. Daj mi szansę 😁.

Ścieżka windykacji czyli nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym

Żeby zrozumieć zaletę podpisanej faktury musisz najpierw poznać całą ścieżkę sądowej windykacji.

Spokojnie, założę że nie masz o tym zielonego pojęcia i wyjaśnię łopatologicznie 😜.

  1. wysyłasz do przeciwnika wezwanie do zapłaty – takie wezwanie czasem pomaga zwłaszcza jeżeli sporządzi i podpisze je adwokat. Poza tym wymogiem formalnym pozwu jest, aby wskazać czy strony podjęły próbę ugodowego zakończenia sporu. Takie wezwanie jest tego najlepszym dowodem.
  2. składasz pozew – do pozwu dołączasz umowę, niezapłaconą fakturę i niestety wnosisz na rachunek bankowy sądu stosowną opłatę. Jeżeli dochodzisz zapłaty kwoty do 20.000 zł to opłaty te są bardzo niskie, ale powyżej tej kwoty to całe 5% twojego roszczenia.
  3. sąd wydaje nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym – jeżeli Twoja sprawa to oczywista oczywistość to sąd wyda tzw. nakaz zapłaty czyli dokument na kształt wyroku, w którym nakazuje Twojemu klientowi, aby zapłacił.
  4. sąd doręcza nakaz zapłaty wraz z pozwem stronie przeciwnej – Twój klient może w ciągu dwóch tygodni odwołać się od nakazu zapłaty.
  5. przeciwnik odwołuje się od nakazu zapłaty i wnosi odpowiedź na pozew – nic go to nie kosztuje, ale może w ten sposób przeciągnąć sprawę o długie miesiące i zażegnać widmo egzekucji.
  6. sąd wyznacza rozprawę lub rozprawy – jeżeli odwołanie od nakazu zapłaty (tzw. sprzeciw) wpłynęło w terminie to sąd wyznaczy normalną rozprawę. Niestety na termin pewnie będziesz czekać kilka miesięcy.
  7. sąd wydaje wyrok – po przeprowadzeniu dowodów czyli przesłuchaniu świadków i stron.
  8. przeciwnik zwraca się o uzasadnienie wyroku – ponownie nic go to nie kosztuje i zyskuje na czasie.
  9. sąd doręcza uzasadnienie wyroku – od tego momentu przeciwnik ma 2 tygodnie na wniesienie apelacji.
  10. przeciwnik wnosi apelację – ta już będzie go kosztować, ale symbolicznie jeżeli sądzicie się o kwotę mniejszą niż
    20.000 zł.
  11. sąd doręcza Ci apelację przeciwnika – możesz ustosunkować się do treści apelacji w terminie 2 tygodni.
  12. wnosisz odpowiedź na apelację – nie wiąże się to z żadną opłatą i nie przedłuży to sprawy.
  13. sąd odwoławczy wyznacza rozprawę apelacyjną i wydaję wyrok – ponownie na termin będziesz pewnie czekać kilka miesięcy.
  14. sąd nadaje na wyrok klauzulę wykonalności – jest to rodzaj pieczątki, która stwierdza że wyrok jest prawomocny, ostateczny i wykonalny. Przeciwnik musi zapłacić.
  15. kierujesz sprawę do komornika – składasz wniosek o wszczęcie egzekucji i dołączasz do niego wyrok z wspomnianą klauzulą wykonalności.
  16. komornik prowadzi windykację zajmując konta bankowe, samochody etc.  – komornik będzie Ci przekazywać w zajęte w toku egzekucji pieniądze…o ile dłużnik nadal je posiada.

Jak widzisz proces windykacji może się dłużyć i jeżeli Twój klient nie zapłacił przez swoje problemy finansowe to masz niemal gwarancję, że przez 1-2 lata procesu jego problemy tylko się zwiększyły. Być może w toku egzekucji okaże się, że musisz ustawić się w dłuuuuuuugiej kolejce, bo Twój klient ma też innych, bardo licznych wierzycieli.

Bardzo mało zachęcająca perspektywa 😅.

Ale jest alternatywa!

Nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym

Powyżej opisałem jak wygląda typowa sprawa niezapłaconej faktury. Warto dodać, że nakaz zapłaty który określiłbym jako „zwykły” w rzeczywistości nazywa się „nakazem upominawczym”. Jest jeszcze drugi rodzaj nakazu. Lepszy 😍. Nazywa się „nakaz nakazowy”. Masło maślane.

Zobacz jednak jak drastycznie zmienia się ścieżka windykacji:

  1. wysyłasz do przeciwnika wezwanie do zapłaty
  2. składasz pozew – opłata wynosić będzie tylko 25% z tego co zapłaciłbyś za zwykły pozew! To pierwszy bonus!
  3. sąd wydaje nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym
  4. składasz do komornika wniosek o zabezpieczenie – już na tym etapie możesz wysłać do komornika wniosek o „egzekucję”. Piszę w cudzysłowie, bo w rzeczywistości będzie to postępowanie zabezpieczające. Różnica jest taka, że komornik zabezpieczy majątek Twojego klienta żeby w przyszłości dało się go sprzedać. A teraz najlepsze: jeżeli komornik znajdzie na rachunku bankowym przeciwnika środki to od razu je zabierze i przeleje na specjalny rachunek zwany depozytowym. Na tym rachunku pieniądze będą czekać na Ciebie, aż prawomocnie wygrasz sprawę. Jeżeli szybko skierujesz nakaz do komornika to może on zacząć działać zanim niepłacący klient „połapie” się, że w ogóle zaczęła się jakaś sprawa sądowa!! Element zaskoczenia jest niezwykle ważny.
  5. sąd doręcza nakaz zapłaty wraz z pozwem stronie przeciwnej
  6. przeciwnik odwołuje się od nakazu zapłaty i wnosi odpowiedź na pozew – i tutaj pierwsza przeszkoda: odwołanie kosztuje 75% normalnej opłaty od pozwu!
  7. sąd wyznacza rozprawę lub rozprawy
  8. sąd wydaje wyrok
  9. przeciwnik zwraca się o uzasadnienie wyroku
  10. sąd doręcza uzasadnienie wyroku
  11. przeciwnik wnosi apelację 
  12. sąd doręcza Ci apelację przeciwnika
  13. wnosisz odpowiedź na apelację 
  14. sąd odwoławczy wyznacza rozprawę apelacyjną i wydaję wyrok 
  15. sąd nadaje na wyrok klauzulę wykonalności
  16. kierujesz sprawę do komornika 
  17. komornik przelewa Ci zabezpieczone środki – po przedstawieniu komornikowi wyroku z klauzulą wykonalności otrzymasz od komornika przelew z rachunku depozytowego na Twój rachunek (zakładając, że udało się zabezpieczyć środki od dłużnika).

Czyli nakaz nakazowy więc daje Ci:

  • niższa opłatę za założenie sprawy
  • zniechęca dłużnika do odwoływania się, bo to kosztuje
  • szybkie zabezpieczenie u komornika

Co zatem musisz zrobić żeby pełnymi garściami korzystać z dobrodziejstw nakazu nakazowego?

Podpisana faktura

Zgodnie z przepisami podpisana przez klienta faktura jest podstawą do wydania nakazu nakazowego:

Art. 485. [Podstawy wydania nakazu zapłaty]
§ 1. Sąd wydaje nakaz zapłaty, jeżeli powód dochodzi roszczenia pieniężnego albo świadczenia innych rzeczy zamiennych, a okoliczności uzasadniające dochodzone żądanie są udowodnione dołączonym do pozwu:
1) dokumentem urzędowym;
2) zaakceptowanym przez dłużnika rachunkiem;
3) wezwaniem dłużnika do zapłaty i pisemnym oświadczeniem dłużnika o uznaniu długu;
4) zaakceptowanym przez dłużnika żądaniem zapłaty, zwróconym przez bank i niezapłaconym z powodu braku środków na rachunku bankowym.

Muszę tutaj uczulić jednak na dwie kwestie:

  • fakturę musi podpisać osoba która faktycznie może reprezentować Twojego klienta – jest to szczególnie ważne przy klientach – spółkach [zobacz tutaj jak uniknąć typowego błędu].
  • podpis na fakturze musi być czytelny – albo pod podpisem będzie pieczątka imienna (np: Jan Kowalski – Prezes Zarządu), albo podpis musi być czytelny. Żadne tam parafki czy inne gryzmoły.

Oczywiście zdaję sobie sprawę jak nieżyciowe, niezręczne i uciążliwe będzie „pozyskiwanie” podpisów klientów na fakturach.
Ale przecież nie musisz tego robić za każdym razem! Możesz się ograniczyć do naprawdę dużych zleceń, lub klientów którzy nie wzbudzają zaufania.

Na koniec obiecałem patent jak elegancko uzyskać podpis na fakturze:

Dobrym sposobem jest „przemycenie” faktury jako załącznika do protokołu zdawczo-odbiorczego. Klient odbiera np: stronę internetową i jednocześnie potwierdza, że podpisując fakturę przyjmuje ją jako wystawioną zgodnie z umową, na właściwą kwotę i na właściwe dane.  Wszystko to można opisać w protokole i wtedy podpisanie faktury stanie się zwyczajną formalnością.

Powodzenia!

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Google Ads

Zobacz także:

  • Dodatkowe zastrzeżenia na fakturze – Klient nie chce podpisać z Tobą umowy? Dodatkowe zastrzeżenia w fakturze VAT są dopuszczalne i mogą wywołać dla agencji reklamowej takie same skutki.
  • List adwokacki – do czego służy i jaki jest jego koszt oraz zalety

Podziękowania dla:

  • Photo by rawpixel on Unsplash

zakończyć negocjacjePrawdziwą zmorą każdego przedsiębiorcy są dwa rodzaje klientów: niezdecydowany i niefrasobliwy. 

Klient niezdecydowany to taki, który prowadzi niekończące się negocjację polegające głównie na przesyłaniu lawiny e-maili z poprawkami do umowy.

Każda kropka i przecinek mają dla niego znacznie, a każdy akapit jest bastionem który należy bronić do upadłego.

I tak możecie wymienić między sobą nawet i 50 e-maili, a projekt nie posunął się do przodu nawet o krok.

Drugi zaś klient, albo cierpi na nadmiar czasu więc się NIGDY mu nie spieszno.

Albo – chociaż nie powie tego wprost – traktuje wasz projekt jako najniższy możliwy priorytet. Przykry obowiązek niemalże.

Efekt jest taki, że Twoje e-maile znikają w jego inboxie jak kamień w wodzie a w każdej, nawet najmniejszej kwestii musisz klienta nękać SMSami lub telefonami. Bo inaczej nie doczekasz się odpowiedzi.

Twoja agencja kreatywna, jak każde przedsiębiorstwo, ma zapewne określone moce przerobowe. Sam wiesz ile możesz przyjąć projektów, aby móc wywiązać się z przyjętych terminów.

Niekończące się negocjacje powodują, że ani nie przyjmujesz kolejnych zleceń, ani nie zarabiasz na na uganianiu się za Panem  „niezdecydowanym” i Panią „niefrasobiliwym”. Czy nie pora aby zakończyć negocjacje?

Takie negocjacje nie rokują dobrej współpracy, ale być może wychodzisz z założenia, że skoro omawiany jest już projekt umowy to tak jakby trzeba ją podpisać.

Dobra wiadomość jest taka, że tak jakby nie trzeba 😜.

Co grozi za zerwanie negocjacji

Już wspominałem jak bardzo irytuje mnie określenie „zerwanie umowy”, więc dodam tylko że równie się zżymam na wspomnienie o „zerwaniu negocjacji”.

Zerwanie negocjacji kojarzy się jednoznacznie negatywnie.

W dobie mediacji, porozumień ponad podziałami i komisji trójstronnych cały świat utwierdza nas w przekonaniu, że negocjować zwyczajnie trzeba.

Bo i wypada i bo paragrafy się na to też znajdą.

A zakończyć negocjacje można zarówno z klasą jak i zgodnie z przepisami.

No właśnie zobaczmy do tych paragrafów w kodeksie cywilnym:

Art.  72.  [Negocjacje]

§  2. Strona, która rozpoczęła lub prowadziła negocjacje z naruszeniem dobrych obyczajów, w szczególności bez zamiaru zawarcia umowy, jest obowiązana do naprawienia szkody, jaką druga strona poniosła przez to, że liczyła na zawarcie umowy.

Nie będę tutaj wymieniać czego nie robić, co w negocjacjach jest „dobrym obyczajem”.

Ani tym bardziej o jakiej szkodzie w ogóle można tutaj mówić (powodzenia z jej wyliczeniem!).

To są sprawy czysto hipotetyczne i pewnie na palcach jednej ręki można policzyć kiedy sądy się tym tematem zajmowały.

Jak zgodnie z prawem zakończyć negocjacje

Napiszę Ci za to, co można, a warto zrobić: postawić sprawę jasno i uczciwe

Szanowny Panie

Z uwagi na przedłużające się rozmowy w sprawie zawarcia umowy xxxx zmuszony jestem poinformować, że powodują one przestój w pracy mojej agencji. Jeżeli do dnia xxxx nie uda nam się wypracować wspólnego stanowiska i podpisać umowy zmuszony będę zrezygnować z dalszych negocjacji i podjąć się wykonania innego zlecenia. 

E-mail zredagowany w takim duchu stanowi lojalne poinformowanie kontrahenta o Twoich planach i dacie granicznej Twojej gotowości do kontynuowania negocjacji.

Jeżeli to zmotywuje klienta do wytężonej pracy – wartość sama w sobie!

Jeżeli termin upłynie a umowy ani widu ani słychu?

Cóż, podziękuj klientowi za poświęcony Ci czas i potraktuj sprawę za zamkniętą.

Gratuluję! Udało Ci się właśnie zakończyć negocjacje.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę social media

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Jak negocjować umowy – Jak negocjować umowy? Wyjaśnił mi to pewien mądry i doświadczony przedsiębiorca przy okazji dużego kontraktu. TO ma wiele wspólnego z pływaniem.
  • Dobre praktyki przy zawieraniu umowy – dlaczego kilka drobnych, technicznych czynności pozwoli Ci uniknąć gigantycznej wpadki.

Podziękowania dla:

  • Photo by rawpixel on Unsplash

zawarcie umowyZdarza mi się, że klient przesyła mi umowę i chcąc ewidentnie pożegnać się z drugą stroną pisze:

„proszę poszukać czy nie ma w tej umowie jakiegoś błędu”

Dopatruję się wtedy przypisywania prawnikom wiedzy tajemnej, dzięki której można popatrzeć na umowę, zrobić „czary-mary” i nagle (albo jak w komiksach „WTEM!”) umowa staje się nieważna, a wszystkie problemy klienta znikają.

Zgoda, czasami umowa faktycznie ma taki prawny błąd, który prawnik od razu wypatrzy i okrutnie wykorzysta 😄. Pewnie stąd ten mit.

Zdziwiłbyś się jednak często zawarcie umowy generuje poważne wady prawne, które wynikają... z podstawowych błędów.

Branża kreatywna nie jest tutaj wyjątkiem i bynajmniej nie jest odporna na, i nazwijmy to po imieniu, „wtopy”.

A prawnikiem wcale nie trzeba być, aby ich uniknąć. Wystarczy, że zawarcie umowy poprzedzi gorliwe zastosowanie się się do poniższych sześciu zasad.

#1 kopiuj firmę prosto z rejestru 

Każdy powinien znać te dwa adresy wyszukiwarka Krajowego Rejestru Sądowego oraz wyszukiwarka Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.

Zawieranie umów powinno być poprzedzone „podejrzeniem” Twojego kontrahenta właśnie w tych rejestrach.

Bardzo dobrą praktyką jest kopiowanie firmy kontrahenta bezpośrednio z rejestru. Nie bez kozery tę zasadę umieściłem na początku listy: najczęstsze błędy przy oznaczeniu drugiej strony umowy są różnego rodzaju przeinaczenia, przesłyszenia i niedomówienia. Błąd w nazwie klienta może być naprawdę problematyczny więc zawsze sięgaj do źródła czyli do danych z wyszukiwarek. A potem już tylko kopiuj+wklej.

#2 kopiuj dane firmy prosto z rejestru

W umowach często mniej znaczy lepiej, ale ta zasada minimalizmu raczej nie sprawdza się przy oznaczaniu stron umowy. Takie dane jak NIP czy numer KRS zawsze powinny trafić do Twojego kontraktu, bo doskonale identyfikują drugą stronę i usuwają wszelkie wątpliwości z kim zawierasz umowę.

Pamiętaj, że np: nazwa spółki może się zmienić, a osoba fizyczna może zamknąć swoją działalność gospodarczą. Te numery z łatwością uzyskasz z wspomnianych wyszukiwarek.

A i oczywiście NIP przyda Ci się przy wystawianiu faktury 😄.

 #3 sprawdzaj w rejestrach osoby uprawnione do reprezentacji

To bardzo częsty błąd przy podpisywaniu umów z osobami prawnymi. To, że ktoś mieni się „general managerem”, ma pieczątkę z nazwą spółki oraz jest faktycznym decydentem nie oznacza, że jest również uprawniony do podpisywania umowy. W wyszukiwarce Krajowego Rejestru Sądowego z szybko sprawdzisz jakie osoby są uprawnione do reprezentowania spółki przy podpisywaniu w jej imieniu umowy.

#4 zawieranie umów tylko z pełnomocnictwem

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby Twojego kontrahenta przy podpisywaniu umowy reprezentował pełnomocnik.
Może to być zarówno pracownik jak i wspomniany general manager. Ważnym jest, aby owo pełnomocnictwo (lub jego kopia) stało się załącznikiem do Waszej umowy. Nie ma pełnomocnictw „tajnych”, zapewnień o posiadaniu pełnomocnictwa w firmie czy też obietnic jego „dosłania potem”. Jeżeli pełnomocnictwo jest to trzeba go dołączyć do podpisywanej umowy.

#5 parafuj każdą stronę i załączniki

Jeżeli miałbyś z mojego wpisu wynieść tylko jeden nawyk to niech to będzie nawyk parafowania każdej strony i każdego załącznika.Parafowanie zabezpiecza Cię przed zarzutem, że umowa miała inną treść, albo że załącznik w dacie podpisania umowy wyglądał zupełnie inaczej. Umieściłem tą zasadę nieco niżej, gdyż brak parafy nie sprawia takich problemów jak np: błędne dane kontrahenta. Kiedy jednak spór z klientem będzie naprawdę gorący to pewnie odetchniesz z ulgą wiedząc, że wszystkie ustalenia są „zaparafowane” .

#6 parafuj zmiany i dopiski

O ile „parafowanie” stron stosuje wiele osób to już zdecydowanie mniej kreatywnych wie, że parafować trzeba wszelkie zmiany i dopiski na umowach. Życie jest życiem i podając sobie ręce po podpisaniu umowy być może ktoś dostrzeże jakąś literówkę, która miała być skorygowana, ale nie została. Najczęściej są tą terminy realizacji, albo brak adnotacji „netto”, a więc lapsusy stosunkowo ważne 😜. Pierwszy odruch to oczywiście szybciutko machnąć długopisem i ponownie podać sobie ręce.  Obok tej korekty, chociażby najbardziej nawet drobnej, trywialnej i oczywistej należy od razu złożyć parafki. Ile korekt tyle parafek. Pamiętaj, że ze zmianą, która w chwili jej dokonywania była zgodna być może w przyszłości będą musiały się mocować osoby, które o „kuchni” podpisywania i korygowania tej konkretnej umowy nie będą mieć pojęcia. A bez parafek jakieś tam skreślenia i poprawki sugerują…fałszerstwo! I afera gotowa.

Parafuj wszystko i wszędzie!

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o wykonanie strony internetowej

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Ali Yahya on Unsplash

nieuczciwa reklama odpowiedzialnośćTutaj pisałem o nieuczciwej reklamie i co grozi Twojej agencji reklamowej za jej…popełnienie 😜.

Jakichkolwiek orzeczeń jest na lekarstwo (nie wspominając już o statystyce), ale myślę, że śmiało można poczynić następujące założenie:

nieuczciwa reklama powstaje na wyraźne polecenie klienta, lub przynajmniej za jego aprobatą

Trudno bowiem sobie wyobrazić, że reklamodawca tkwi w błogiej nieświadomości, gdy zatrudniona przez niego agencja kreatywna, niejako za jego plecami, przygotowuje kampanię która od początku może siać tylko zgorszenie, a potem już tylko całe spektrum negatywnych emocji. Wystarczy przypomnieć… Lenina w kampanii Heyah.

Przeciwnie, klient doskonale wie co zamówił i ma nadzieję, ze materiał będzie „edgy”, bo wtedy jest szansa na zrobienie dobrych wyników sprzedażowych i pochwalenie się, że korzysta się z „viral marketing”, co niewątpliwie jest „trendy”.

Natomiast zwyczajnie nie wierzę, że nikt ze strony Zleceniodawcy nie zauważył Lenina w spocie. Lenin miał być i dzięki temu też „viral” był. Aż za bardzo 😳.

Podobnie wiary nie dał Sąd reklamodawcy w sprawie II CSK 338/14, gdzie poczyniono następujący, surowy wytyk:

„(…) nie jest wykluczone, że doboru słów kluczowych dokonał sam wykonawca reklamy, to mało wiarygodne jest z kolei twierdzenie strony pozwanej [reklamodawcy], że dowiedziała się o stosowanej reklamie dopiero z pisma strony powodowej. W ocenie Sądu Apelacyjnego było niewiarygodne, że strona pozwana [reklamodawca] nie sprawdzała efektów zlecenia, a nawet, jeśli tak było, to można jej przypisać niedbalstwo polegające na braku sprawdzenia, czy wykonana na jego zlecenie reklama nie narusza praw innych podmiotów”

Jeżeli skutki kampanii „rozejdą się po kościach” to oczywiście zazwyczaj nie ma winnych. Heyah szybko wycofało reklamę i o sprawie zapomniano.

Gorzej jest, gdy reklamodawca stanie się pozwanym tak jak to miało miejsce w przypadku producenta Devil Energy (powodem jest Stowarzyszenie Twoja Sprawa). W takim przypadku zleceniodawca może pokusić się, aby z kolei sądzić się z agencją reklamową.

Kiedy agencja reklamowa odpowiada za nieuczciwą reklamę

Nieuczciwa reklama to reklama w szczególności sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka. Ciekawostką w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji jest przepis, który przewiduje nie tylko odpowiedzialność reklamodawcy, ale także agencji reklamowej lub innego przedsiębiorcy, który reklamę opracował (agencja marketingowa, agencja interaktywna, agencja kreatywna etc.).

Musisz jednak pamiętać, że odpowiadasz nie tylko w stosunku do podmiotu, którego interes został naruszony nieuczciwą reklamą, ale także (w właściwie przede wszystkim) w stosunku do swojego klienta-reklamodawcy.

Klient ma bowiem prawo oczekiwać, że gdy zleca Tobie wykonanie reklamy, to jako profesjonalista powinieneś dostarczyć utwór wolny od wad.

Jeżeli więc okaże się, że przygotowana przez Ciebie reklama ma jednak przymiot „nieuczciwej” to możesz w stosunku do klienta być zobowiązany z tytułu:

  • wady prawnej dzieła – wyrok sądu zakazujący dalszego korzystania z przygotowanej przez Ciebie reklamy lub stwierdzający, że posłużenie się nią stanowiło czyn nieuczciwej konkurencji będzie stanowił podstawę do uznania, iż dzieło obciążone jest tzw. wadą prawną. W takim przypadku reklamodawca może od umowy odstąpić i żądać zwrotu zapłaconego wynagrodzenia [tutaj możesz sprawdzić jakie skutki wywołuje odstąpienie od umowy].
  • odpowiedzialności kontraktowej – generalną zasadą wyrażoną w art. 471 kc jest, że zleceniobiorca odpowiada przed zleceniodawcą za skutki swoich swoich działań i jest zobowiązany do naprawienia szkody. W praktyce zdarza się, że taka szkoda bywa trudna do wyliczenia, a nawet do wykazania. Jeżeli jednak Twój klient zostałby pozwany w związku z przygotowaną przez Ciebie reklamą to z pewnością skutki finansowe takiej sprawy (zasądzona kwota, koszty publikacji przeprosin/sprostowania, koszty procesy) stanowiłby szkodę, którą musiałbyś naprawić.

Można zabezpieczyć się przed roszczeniami klienta – reklamodawcy

Zanim przysłowiowe mleko się wyleje jestem przekonany, że klient będzie oceniać Twoje pomysły jako „odważne”, „nowatorskie”, „nieszablonowe”, a Twoja agencja reklamowa będzie niczym innym jak przecierającym szlaki „trendsetterem”.

Problem pojawi się dopiero kiedy powyższe achy i ochy zastąpi lakoniczne oświadczenie klienta, że „nie zlecił prowadzenia kampanii w sposób agresywny, naruszający dobra innej firmy”. Taka właśnie linia obrony została przyjęta w wspomnianej sprawie II CSK 338/14 i po jej przegraniu przez reklamodawcę można sobie wyobrazić, że szukanie winnego rozpoczęło się bardzo szybko 😀.

Na szczęście w umowie swoją odpowiedzialność możesz znacznie ograniczyć lub nawet wyłączyć.

Wyłączenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi

Powyżej pisałem o tzw. wadzie prawnej dzieła. Jeżeli reklama narusza prawo, dobre obyczaje czy nawet dobra osobiste jej rozpowszechnianie może być zakazane przez sąd. Wtedy mamy do czynienia z wadą prawną.

Twoją odpowiedzialność za wadę kodeks cywilny określa jako „rękojmię”. Po po prostu wykonując dzieło ręczysz (dajesz rękojmię), że wszystko będzie ok z reklamą. Jeżeli tak nie jest to klient może żądać obniżenia ceny, a nawet odstąpić od umowy. Prawnik powiedziałby, że klient w ten sposób „wykonuje uprawnienia z rękojmi”.

I tutaj przechodzimy to sedna: kodeks cywilny wprost przewiduje możliwość wyłączenia odpowiedzialności z tytułu rękojmi. 

Wystarczy proste postanowienie:

Strony wyłączają odpowiedzialność Agencji reklamowej z tytułu rękojmi za wady prawne

Rękojmię można wyłączyć całkowicie, częściowo, ograniczyć do wad prawnych lub fizycznych itp. Pełna dowolność.

Jest tylko jeden szkopuł:

Art. 558. [Modyfikacje odpowiedzialności]
§ 2. Wyłączenie lub ograniczenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest bezskuteczne, jeżeli sprzedawca zataił podstępnie wadę przed kupującym.

Wyłączenie Twojej odpowiedzialności może być bezskuteczne jeżeli wada jest ….podstępnie zatajona. Brzmi to okrutnie złowieszczo i równie okrutnie jest nadużywane w przypadku sporu. W ocenie drugiej strony wada zawsze jest głęboko ukryta, a podstęp goni podstęp 😄.

Wada jednak nie będzie uznana za ukrytą jeżeli wyłączając rękojmię jednocześnie odpowiednio wyeksponujemy, co w przygotowanej reklamie potencjalnie może stanowić naruszenie prawa.

Zdarzało mi się przygotowywać krótkie opinie prawne, w których analizowałem dzieło reklamowe pod względem jego zgodności z różnymi ustawami. Taka opinia stawała się później załącznikiem do umowy, albo protokołu zdawczo-odbiorczego. Przyznam, że nie miałem okazji „recenzować” naprawdę soczystej reklamy, ale zawsze miałem cichą nadzieję, że na taką trafię 😜. Dlatego z zazdrością patrzę na arbitrów z Rady Reklamy, którzy mogą „pomocować” się z naprawę eksperymentalnymi przekazami reklamowymi.

Wyłączenie odpowiedzialności kontraktowej

Odpowiedzialność odszkodowawczą tzw. „kontraktową” można również ograniczyć lub wyłączyć tak jak ma to miejsce w przypadku rękojmi.

Nie ma tutaj analogicznego do „wady ukrytej” rozwiązania, a jednym ograniczeniem jest, że nie można wyłączyć Twojej odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną umyślnie. Czyli musiałbyś specjalnie zaprojektować taką reklamę, w której z pełną premedytacją naruszasz cudze prawa do znaku towarowego czy utworu, a klient o tym nie wiedział.

Oczywiście takie wyłączenia jak tutaj omówione wyglądałyby dość osobliwie w „rutynowym zleceniu” więc powinny one być zarezerwowane dla kampanii wysoce….eksperymentalnych 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o zachowaniu poufności

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Eirik Skarstein on Unsplash

…niezbyt super 😅.

Dzisiaj świętuję swoje małe zwycięstwo czyli 25 (!) wpisów na blogu.

Przez świętuję mam na myśli, że dogorywam przed laptopem o 22:00 w poniedziałkowy wieczór , a przez zwycięstwo mam na myśli takie małe. Tycie!

Skoro więc w ramach świętowania mogę napisać o czymś innym to trzymając się konwencji superbohaterów chciałbym napisać o todze.

Bo toga adwokacka zawsze kojarzyła mi się z kostiumem. I w pewnym sensie nim jest.

W przenośni „zdobyć togę” nie jest łatwo, ale zaskakującym dla mnie było, zdobycie togi dosłownie też nie należało do najłatwiejszych. Bo gdy emocje związane z wynikami egzaminów opadły, szybko okazało się, że upragniona toga adwokacka, do której dążyło się latami, nie jest już celem samym w sobie. Namacalne zwieńczenie długiej drogi dosłownie w ciągu kilku godzin z obiektu westchnień stało się jedynie jedynym z punktów na długiej liście tzw. rzeczy do załatwienia.

Żeby wykonywać ten zawód trzeba najpierw złożyć uroczyste ślubowanie, a że ślubować należy w todze, to togę nie tylko należało mieć, ale i się w niej pokazać. Dla tych najbardziej zajętych zawsze istniało rozwiązanie w postaci „chwilówki”. Oznacza to pożyczenie togi od znajomego, żeby móc się w takowej pokazać na uroczystości.

Zalety są oczywiste: zero kosztów i stresów.

Nie jest to jednak rozwiązanie dla wszystkich. Ba, powiedziałbym nawet, że lwia część aplikantów egzaminowanych odczuwa, słusznie uzasadnioną, potrzebę posiadania w tym szczególnym dniu własnej togi.

I tutaj zaczynają się schody. Kto, gdzie i za ile?

Pewien znajomy oznajmił, że ma zaprzyjaźnioną krawcową. Owa urodzona z nożycami w ręku niewiasta w swoim awanturniczym życiu ponoć nie takie rzeczy szyła. Miała sprawić naszemu gronu togi szybko i za przystępną cenę. Kiedy jednak doszło do spotkania z naszym wirtuozem nici i igły, pani tylko zmarszczyła brwi, a następnie zapaliła papierosa i bez przekonania oznajmiła:

„w sumie to może i da się to uszyć, ale potrzebuje jakąś togę, z której weźmie się formę”

Nieobeznanym z arkanami krawieckimi dużymi literami wytłumaczono, że trzeba najpierw rozpruć, a potem ponownie zszyć czyjąś togę. „Riwers edżinering”, pomyślałem tylko i korzystając z zamieszania, jakie powstało przy ustalaniu kto ma dojścia do takiej „ofiarnej” togi, czmychnąłem drzwiami; chociaż nie ukrywam – nie zawahałbym się również przed salwowaniem się ucieczką oknem.

Drugie podejście to Allegro.pl, gdzie produkowane taśmowo togi były dostępne od ręki i w atrakcyjnej cenie.

Kiedy jednak paczka z togą trafiła to kolegi, który zgodził się być królikiem doświadczalnym, okazało się – jak mawiają nasi sojusznicy zza wielkiej wody – quite shockingly, że za tą ceną stoi także stosowna jakość.

Nasz „królik” stał przed nami nieporadnie odzian w rzeczoną togę – na długość ledwo zakrywała mu kolana. Kolega głośno domagał się zapewnień, że zieloność jej żabotu nie pozostawia wątpliwości co do tego, iż ów kolor rzeczywiście każdy postronny, rozsądny obserwator uzna za zielony.

Znów chciałem czmychnąć, ale zdałem sobie sprawę, że wchodzi mi to w przykry nawyk. Przyłączyłem się więc do kolegialnego poklepywania „królika” po plecach i mamrotania pod nosem:

„ta toga jest nawet fajna”.

Zdradzę, że mnie się marzyła toga adwokacka z prawdziwego zdarzenia. Gdzieś tam umyśliłem sobie, że pomiędzy sceną rodem z „Iniemamocnych” a mrożącym krew w żyłach aktem patroszenia cudzej togi w zadymionej szwalni (to barbarzyństwo miało być preludium do szycia) musi istnieć złoty środek. Po prostu chciałem dobrze zapłacić fachowcowi za rzetelną robotę. Doświadczenie mi podpowiadało, że takie transakcje zazwyczaj są z pożytkiem dla obu stron.

Starszy kolega skierował mnie na ulicę Rzeźniczą w Krakowie ze słowami „idź tam i nie grzesz już więcej”. Polecenie wykonałem, a reprymendę zrozumiałem już w chwili, gdy wszedłem do zakładu „Lord”.

Dwa tygodnie później byłem szczęśliwym posiadaczem togi z prawdziwego zdarzenia.

PS Post zawierał lokowanie produktu 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę social media

Zobacz także: