adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

nieuczciwa reklama odpowiedzialnośćTutaj pisałem o nieuczciwej reklamie i co grozi Twojej agencji reklamowej za jej…popełnienie 😜.

Jakichkolwiek orzeczeń jest na lekarstwo (nie wspominając już o statystyce), ale myślę, że śmiało można poczynić następujące założenie:

nieuczciwa reklama powstaje na wyraźne polecenie klienta, lub przynajmniej za jego aprobatą

Trudno bowiem sobie wyobrazić, że reklamodawca tkwi w błogiej nieświadomości, gdy zatrudniona przez niego agencja kreatywna, niejako za jego plecami, przygotowuje kampanię która od początku może siać tylko zgorszenie, a potem już tylko całe spektrum negatywnych emocji. Wystarczy przypomnieć… Lenina w kampanii Heyah.

Przeciwnie, klient doskonale wie co zamówił i ma nadzieję, ze materiał będzie „edgy”, bo wtedy jest szansa na zrobienie dobrych wyników sprzedażowych i pochwalenie się, że korzysta się z „viral marketing”, co niewątpliwie jest „trendy”.

Natomiast zwyczajnie nie wierzę, że nikt ze strony Zleceniodawcy nie zauważył Lenina w spocie. Lenin miał być i dzięki temu też „viral” był. Aż za bardzo 😳.

Podobnie wiary nie dał Sąd reklamodawcy w sprawie II CSK 338/14, gdzie poczyniono następujący, surowy wytyk:

„(…) nie jest wykluczone, że doboru słów kluczowych dokonał sam wykonawca reklamy, to mało wiarygodne jest z kolei twierdzenie strony pozwanej [reklamodawcy], że dowiedziała się o stosowanej reklamie dopiero z pisma strony powodowej. W ocenie Sądu Apelacyjnego było niewiarygodne, że strona pozwana [reklamodawca] nie sprawdzała efektów zlecenia, a nawet, jeśli tak było, to można jej przypisać niedbalstwo polegające na braku sprawdzenia, czy wykonana na jego zlecenie reklama nie narusza praw innych podmiotów”

Jeżeli skutki kampanii „rozejdą się po kościach” to oczywiście zazwyczaj nie ma winnych. Heyah szybko wycofało reklamę i o sprawie zapomniano.

Gorzej jest, gdy reklamodawca stanie się pozwanym tak jak to miało miejsce w przypadku producenta Devil Energy (powodem jest Stowarzyszenie Twoja Sprawa). W takim przypadku zleceniodawca może pokusić się, aby z kolei sądzić się z agencją reklamową.

Kiedy agencja reklamowa odpowiada za nieuczciwą reklamę

Nieuczciwa reklama to reklama w szczególności sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka. Ciekawostką w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji jest przepis, który przewiduje nie tylko odpowiedzialność reklamodawcy, ale także agencji reklamowej lub innego przedsiębiorcy, który reklamę opracował (agencja marketingowa, agencja interaktywna, agencja kreatywna etc.).

Musisz jednak pamiętać, że odpowiadasz nie tylko w stosunku do podmiotu, którego interes został naruszony nieuczciwą reklamą, ale także (w właściwie przede wszystkim) w stosunku do swojego klienta-reklamodawcy.

Klient ma bowiem prawo oczekiwać, że gdy zleca Tobie wykonanie reklamy, to jako profesjonalista powinieneś dostarczyć utwór wolny od wad.

Jeżeli więc okaże się, że przygotowana przez Ciebie reklama ma jednak przymiot „nieuczciwej” to możesz w stosunku do klienta być zobowiązany z tytułu:

  • wady prawnej dzieła – wyrok sądu zakazujący dalszego korzystania z przygotowanej przez Ciebie reklamy lub stwierdzający, że posłużenie się nią stanowiło czyn nieuczciwej konkurencji będzie stanowił podstawę do uznania, iż dzieło obciążone jest tzw. wadą prawną. W takim przypadku reklamodawca może od umowy odstąpić i żądać zwrotu zapłaconego wynagrodzenia [tutaj możesz sprawdzić jakie skutki wywołuje odstąpienie od umowy].
  • odpowiedzialności kontraktowej – generalną zasadą wyrażoną w art. 471 kc jest, że zleceniobiorca odpowiada przed zleceniodawcą za skutki swoich swoich działań i jest zobowiązany do naprawienia szkody. W praktyce zdarza się, że taka szkoda bywa trudna do wyliczenia, a nawet do wykazania. Jeżeli jednak Twój klient zostałby pozwany w związku z przygotowaną przez Ciebie reklamą to z pewnością skutki finansowe takiej sprawy (zasądzona kwota, koszty publikacji przeprosin/sprostowania, koszty procesy) stanowiłby szkodę, którą musiałbyś naprawić.

Można zabezpieczyć się przed roszczeniami klienta – reklamodawcy

Zanim przysłowiowe mleko się wyleje jestem przekonany, że klient będzie oceniać Twoje pomysły jako „odważne”, „nowatorskie”, „nieszablonowe”, a Twoja agencja reklamowa będzie niczym innym jak przecierającym szlaki „trendsetterem”.

Problem pojawi się dopiero kiedy powyższe achy i ochy zastąpi lakoniczne oświadczenie klienta, że „nie zlecił prowadzenia kampanii w sposób agresywny, naruszający dobra innej firmy”. Taka właśnie linia obrony została przyjęta w wspomnianej sprawie II CSK 338/14 i po jej przegraniu przez reklamodawcę można sobie wyobrazić, że szukanie winnego rozpoczęło się bardzo szybko 😀.

Na szczęście w umowie swoją odpowiedzialność możesz znacznie ograniczyć lub nawet wyłączyć.

Wyłączenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi

Powyżej pisałem o tzw. wadzie prawnej dzieła. Jeżeli reklama narusza prawo, dobre obyczaje czy nawet dobra osobiste jej rozpowszechnianie może być zakazane przez sąd. Wtedy mamy do czynienia z wadą prawną.

Twoją odpowiedzialność za wadę kodeks cywilny określa jako „rękojmię”. Po po prostu wykonując dzieło ręczysz (dajesz rękojmię), że wszystko będzie ok z reklamą. Jeżeli tak nie jest to klient może żądać obniżenia ceny, a nawet odstąpić od umowy. Prawnik powiedziałby, że klient w ten sposób „wykonuje uprawnienia z rękojmi”.

I tutaj przechodzimy to sedna: kodeks cywilny wprost przewiduje możliwość wyłączenia odpowiedzialności z tytułu rękojmi. 

Wystarczy proste postanowienie:

Strony wyłączają odpowiedzialność Agencji reklamowej z tytułu rękojmi za wady prawne

Rękojmię można wyłączyć całkowicie, częściowo, ograniczyć do wad prawnych lub fizycznych itp. Pełna dowolność.

Jest tylko jeden szkopuł:

Art. 558. [Modyfikacje odpowiedzialności]
§ 2. Wyłączenie lub ograniczenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest bezskuteczne, jeżeli sprzedawca zataił podstępnie wadę przed kupującym.

Wyłączenie Twojej odpowiedzialności może być bezskuteczne jeżeli wada jest ….podstępnie zatajona. Brzmi to okrutnie złowieszczo i równie okrutnie jest nadużywane w przypadku sporu. W ocenie drugiej strony wada zawsze jest głęboko ukryta, a podstęp goni podstęp 😄.

Wada jednak nie będzie uznana za ukrytą jeżeli wyłączając rękojmię jednocześnie odpowiednio wyeksponujemy, co w przygotowanej reklamie potencjalnie może stanowić naruszenie prawa.

Zdarzało mi się przygotowywać krótkie opinie prawne, w których analizowałem dzieło reklamowe pod względem jego zgodności z różnymi ustawami. Taka opinia stawała się później załącznikiem do umowy, albo protokołu zdawczo-odbiorczego. Przyznam, że nie miałem okazji „recenzować” naprawdę soczystej reklamy, ale zawsze miałem cichą nadzieję, że na taką trafię 😜. Dlatego z zazdrością patrzę na arbitrów z Rady Reklamy, którzy mogą „pomocować” się z naprawę eksperymentalnymi przekazami reklamowymi.

Wyłączenie odpowiedzialności kontraktowej

Odpowiedzialność odszkodowawczą tzw. „kontraktową” można również ograniczyć lub wyłączyć tak jak ma to miejsce w przypadku rękojmi.

Nie ma tutaj analogicznego do „wady ukrytej” rozwiązania, a jednym ograniczeniem jest, że nie można wyłączyć Twojej odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną umyślnie. Czyli musiałbyś specjalnie zaprojektować taką reklamę, w której z pełną premedytacją naruszasz cudze prawa do znaku towarowego czy utworu, a klient o tym nie wiedział.

Oczywiście takie wyłączenia jak tutaj omówione wyglądałyby dość osobliwie w „rutynowym zleceniu” więc powinny one być zarezerwowane dla kampanii wysoce….eksperymentalnych 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o zachowaniu poufności

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Eirik Skarstein on Unsplash

…niezbyt super 😅.

Dzisiaj świętuję swoje małe zwycięstwo czyli 25 (!) wpisów na blogu.

Przez świętuję mam na myśli, że dogorywam przed laptopem o 22:00 w poniedziałkowy wieczór , a przez zwycięstwo mam na myśli takie małe. Tycie!

Skoro więc w ramach świętowania mogę napisać o czymś innym to trzymając się konwencji superbohaterów chciałbym napisać o todze.

Bo toga adwokacka zawsze kojarzyła mi się z kostiumem. I w pewnym sensie nim jest.

W przenośni „zdobyć togę” nie jest łatwo, ale zaskakującym dla mnie było, zdobycie togi dosłownie też nie należało do najłatwiejszych. Bo gdy emocje związane z wynikami egzaminów opadły, szybko okazało się, że upragniona toga adwokacka, do której dążyło się latami, nie jest już celem samym w sobie. Namacalne zwieńczenie długiej drogi dosłownie w ciągu kilku godzin z obiektu westchnień stało się jedynie jedynym z punktów na długiej liście tzw. rzeczy do załatwienia.

Żeby wykonywać ten zawód trzeba najpierw złożyć uroczyste ślubowanie, a że ślubować należy w todze, to togę nie tylko należało mieć, ale i się w niej pokazać. Dla tych najbardziej zajętych zawsze istniało rozwiązanie w postaci „chwilówki”. Oznacza to pożyczenie togi od znajomego, żeby móc się w takowej pokazać na uroczystości.

Zalety są oczywiste: zero kosztów i stresów.

Nie jest to jednak rozwiązanie dla wszystkich. Ba, powiedziałbym nawet, że lwia część aplikantów egzaminowanych odczuwa, słusznie uzasadnioną, potrzebę posiadania w tym szczególnym dniu własnej togi.

I tutaj zaczynają się schody. Kto, gdzie i za ile?

Pewien znajomy oznajmił, że ma zaprzyjaźnioną krawcową. Owa urodzona z nożycami w ręku niewiasta w swoim awanturniczym życiu ponoć nie takie rzeczy szyła. Miała sprawić naszemu gronu togi szybko i za przystępną cenę. Kiedy jednak doszło do spotkania z naszym wirtuozem nici i igły, pani tylko zmarszczyła brwi, a następnie zapaliła papierosa i bez przekonania oznajmiła:

„w sumie to może i da się to uszyć, ale potrzebuje jakąś togę, z której weźmie się formę”

Nieobeznanym z arkanami krawieckimi dużymi literami wytłumaczono, że trzeba najpierw rozpruć, a potem ponownie zszyć czyjąś togę. „Riwers edżinering”, pomyślałem tylko i korzystając z zamieszania, jakie powstało przy ustalaniu kto ma dojścia do takiej „ofiarnej” togi, czmychnąłem drzwiami; chociaż nie ukrywam – nie zawahałbym się również przed salwowaniem się ucieczką oknem.

Drugie podejście to Allegro.pl, gdzie produkowane taśmowo togi były dostępne od ręki i w atrakcyjnej cenie.

Kiedy jednak paczka z togą trafiła to kolegi, który zgodził się być królikiem doświadczalnym, okazało się – jak mawiają nasi sojusznicy zza wielkiej wody – quite shockingly, że za tą ceną stoi także stosowna jakość.

Nasz „królik” stał przed nami nieporadnie odzian w rzeczoną togę – na długość ledwo zakrywała mu kolana. Kolega głośno domagał się zapewnień, że zieloność jej żabotu nie pozostawia wątpliwości co do tego, iż ów kolor rzeczywiście każdy postronny, rozsądny obserwator uzna za zielony.

Znów chciałem czmychnąć, ale zdałem sobie sprawę, że wchodzi mi to w przykry nawyk. Przyłączyłem się więc do kolegialnego poklepywania „królika” po plecach i mamrotania pod nosem:

„ta toga jest nawet fajna”.

Zdradzę, że mnie się marzyła toga adwokacka z prawdziwego zdarzenia. Gdzieś tam umyśliłem sobie, że pomiędzy sceną rodem z „Iniemamocnych” a mrożącym krew w żyłach aktem patroszenia cudzej togi w zadymionej szwalni (to barbarzyństwo miało być preludium do szycia) musi istnieć złoty środek. Po prostu chciałem dobrze zapłacić fachowcowi za rzetelną robotę. Doświadczenie mi podpowiadało, że takie transakcje zazwyczaj są z pożytkiem dla obu stron.

Starszy kolega skierował mnie na ulicę Rzeźniczą w Krakowie ze słowami „idź tam i nie grzesz już więcej”. Polecenie wykonałem, a reprymendę zrozumiałem już w chwili, gdy wszedłem do zakładu „Lord”.

Dwa tygodnie później byłem szczęśliwym posiadaczem togi z prawdziwego zdarzenia.

PS Post zawierał lokowanie produktu 😜.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę social media

Zobacz także:

zmienić właściwość sąduZawsze jestem poirytowany jak gdzieś wyświetli mi się reklama typu „skorzystaj z tego prostego tricku żeby…”.

Każdy wie, że to clickbait, ale i tak sporo klika, bo a nuż tym razem ktoś faktycznie chce mi zdradzić sekret jak spalić tłuszcz/zarobić bez wysiłku/rozkochać w sobie wszystkich.

Ja znam taki jeden prosty trick jak zmienić właściwość sądu.

Więc jeżeli trafiłeś tutaj, bo ostatni raz dałeś szansę tego typu zajawce to Twoja cierpliwość zostanie nagrodzona. Obiecuję 😄.

Tutaj pisałem o klauzuli umownej wyboru sądu właściwego.

Kodeks postępowania cywilnego dopuszcza taką możliwość, żeby strony umówiły się na piśmie przed jakim sądem chcą się sądzić, a jak tego nie zrobią to stosuje się zasady ogólne. A zasadą jest, że pozywa się do sądu, gdzie siedzibę ma niepłacący klient.

Oczywiście nie czytasz tego posta, bo masz taką klauzulę. Tylko tak na przyszłość wspominam. Warto!

Sądzisz się tam gdzie siedzibę ma klient

Więc podsumujmy Twoją hipotetyczną sytuację: masz niezapłaconą fakturę za usługi marketingowe…

I klienta, który prowadzi firmę w miejscu oddalonym od Twojej Agencji Marketingowej o 300 km.

Właściwym do przyjęcia pozwu będzie sąd gospodarczy, a taki wydział nie jest w każdym sądzie rejonowym.

Co teraz?

Musisz znaleźć najbliższy sąd gospodarczy jaki będzie właściwy dla siedziby Twojego klienta.

I tutaj bez niespodzianek: taki sąd owszem jest, ale 370 km dalej. Dostajesz w „gratisie” 70 km dojazdu.

Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz tam się sądzić, a kluczem jest Twój…rachunek bankowy.

Będzie teraz troszkę nowomowy prawniczej, proszę o wyrozumiałość 😉:

Miejsce świadczenia pieniężnego w odniesieniu do świadczeń bezgotówkowych wyznacza rachunek bankowy wierzyciela (tak Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 30 września 1992 r., I ACr 413/92).

Na koniec dodam, że chodzi o tzw. „dług oddawczy”.

Pojęcie czerstwe i niezjadliwe, ale to właśnie ono pozwoli Ci zmienić właściwość sądu na swoją korzyść.

Wezwanie do zapłaty może zmienić właściwość sądu

W pewnym uproszczeniu chodzi o to, że jeżeli wystawiasz fakturę przelewową to wynika z tego, że klient ma zapłacić na rachunek bankowy w niej wskazany. W takim przypadku przyjmuje się, że klient ma zapłacić w banku który prowadzi Twój rachunek.

To nic, że faktycznie dłużnik jednym kliknięciem robi przelew z drugiego końca Polski, z prawnego punktu widzenia płaci w Twoim banku.

Jeżeli więc Twój rachunek prowadzi oddział banku z siedzibą w Twoim mieście to tutaj też będzie sąd właściwy do rozpoznania sprawy.

Gdy prowadzę sprawę to dla pewności wzywam jeszcze raz dłużnika do zapłaty i wskazuję ponownie rachunek bankowy z pełnym opisem:

Zapłaty należy dokonać na poniższy rachunek bankowy XXXXXXXXX (Bank S.A, oddział w XXX)

Jak chcę być świętszy od papieża to do pozwu dołączam jeszcze kopię umowy o prowadzenie rachunku bankowego żeby sąd nie miał wątpliwości 😉.

I to w sądzie przechodzi.

Ot, taki trick.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Zobacz także:

  • List adwokacki – do czego służy i jaki jest jego koszt oraz zalety
  • Wybór sądu – klauzula wyboru sądu może oszczędzić Ci dziesiątki tysięcy złotych w przypadku sporu sądowego z klientem.

Podziękowania dla:

  • https://www.pexels.com/photo/luck-gambling-chance-ace-127053/

umowa NDAUmowa NDA to skrót od non-disclosure agreement czyli nasze rodzime porozumienie o zobowiązaniu do zachowania poufności (nie ukrywam, że posługiwanie się skrótem NDA jest łatwiejsze i szybsze 😉).

Powinienem teraz szeroko opisać, że takie porozumienie zawiera się, gdy Zamawiający udostępnia Wykonawcy wrażliwe dane, których rozpowszechnienie mogłoby narazić go na szkodę. Bez wątpienia takie przypadki mają miejsce, albo potencjalnie mogą mieć miejsce.

Tymczasem praktyka jest taka, że klauzulę poufności umieszcza się teraz wszędzie.

Z automatu, na wszelki wypadek, albo tak dla zasady.

Mogę to tylko porównać do klauzuli siły wyższej, którą również „wciska” się do każdego kontraktu, chociaż przydaje się ona równie często jak w naszym kraju występują tornada, powodzie i trzęsienia ziemi.

Fakt jest jednak taki, że umowa NDA  „się przyjęła” więc po prostu wypada Ci ją podpisać.

A przez wypada mam namyśli, że Twoja odmowa złożenia autografu pod takim porozumieniem o zachowaniu poufności zapewne storpeduje całą transakcję. W końcu jeżeli nie chcesz się zobowiązać, że nie ujawnisz to zapewne dla tego że… CHCESZ UJAWNIĆ. Żelazna logika 😓.

W rzeczywistości jakiekolwiek Twoje opory przed podpisaniem NDA zapewne powoduje taka błahostka, że klient „rozsądnie” zabezpieczył porozumienie karą umowną wynoszącą trilion bombilionów.

Kara umowna w NDA jest dopuszczalna i to nawet jeżeli przy określaniu jej wysokości klient popuści wodze fantazji. . Ba, to wręcz idealny instrument prawny do zabezpieczenia tego typu zobowiązań.

O NDA jednak nie warto kruszyć kopii. Już wyjaśniam.

Zobowiązanie do zachowania poufności wynika z przepisów

Pomimo, że umowa NDA jest tzw. umową nienazwaną (nie ma nigdzie przepisów co taka umowa musi zawierać) to obowiązek do nieujawniania danych wrażliwych wynika chociażby z ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 419). Możesz więc nie być związany stricte umową o zobowiązaniu do zachowania poufności, ale analogiczny obowiązek poufności wynika dla Ciebie wprost z przepisów prawa.

Oczywiście umowa NDA wiele kwestii uściśla, definiuje i wprowadza lepsze zabezpieczenia (takie jak kara umowna), ale „trzon” tej umowy może praktycznie nie różnić się od art. 11 cytowanej powyżej ustawy.

Umowa NDA przewiduje wykazanie winy

Podstawową obawą z jaką spotykam się przy umowach typu NDA jest nastepujące uproszczenie:

„Klient ma tajemnicę. Ja zobowiązuję się jej nie ujawniać. Tajemnica w jakiś sposób zostaje ujawniona. Ja mam umowę NDA. Komornik puka do mych drzwi i wyciąga rękę po kwotę na poziomie rocznego budżetu małego kraju”.

NDA niczym nie różni się od innych umów i do tego typu porozumienia stosuje się takie same, ogólne reguły.

Klient musi założyć sprawę w sądzie, a następie udowodnić, że doszło do naruszenia poufności, a Ty ponosisz za to winę (rozumianą jako możliwości przypisania Ci personalnej odpowiedzialności).

Z punktu widzenia postępowania sądowego nie jest łatwo zebrać takie dowody, a tym bardziej jeżeli faktycznie nie doszło do naruszenia NDA.

Nie ma tutaj żadnych domniemań, specjalnych postępowań czy innej drogi na skróty.

Tutaj możesz przeczytać o tym, jak uprawniony z umowy NDA „gładko” przegrał z grafikiem.

Rażąco wysokie kary umowne podlegają miarkowaniu

Jak dziś pamiętam wykład na I roku prawa, gdzie Profesor tłumaczył nam, że wysokość kary rzadko skutkuje odstraszaniem sprawców. W średniowieczu za kradzież karano obcięciem dłoni, ale gapie zebrani na publicznym wykonaniu wyroku…padali często ofiarami kieszonkowców (zwanych wówczas pieszczotliwie „doliniarzami”).

Z karami umownymi jest podobnie: zastrzega się je w często w absurdalnych wysokościach licząc, że będzie to odstraszać.  Owszem odstrasza, ale od podpisania takiej NDA 😉.

Poza tym chciałbym obalić tutaj największy mit: to że umowie jest wpisania kara umowna na określoną sumę (najczęściej bajońską) nie jest równoznaczne z tym, ze sąd faktycznie ją zasądzi.

Zaglądnijmy do kodeksu cywilnego:

Art. 484. [Wysokość kary umownej a odszkodowanie]
§ 2. Jeżeli zobowiązanie zostało w znacznej części wykonane, dłużnik może żądać zmniejszenia kary umownej; to samo dotyczy wypadku, gdy kara umowna jest rażąco wygórowana.

Jak widzisz sąd może zmniejszyć wysokość kary umownej, która jest rażąco wygórowana. Nazywa się to „zmiarkowaniem kary”. Paradoksalnie więc bardziej korzystne jest zastrzeganie w NDA racjonalnych kar, gdyż te nawet jeżeli się wysokie to nie są „rażąco wygórowane”. Sąd nie może ingerować we wszystkie kary umowne, a tylko w te rażące.

Nie chcę tutaj jednak wywołać wrażenia, że bardziej korzystne są dla Ciebie kary „rażąco wygórowane”, bo w potocznym rozumieniu „sąd i tak je zmniejszy”. Jeżeli możesz w NDA wynegocjować racjonalną wysokość kary to zdecydowanie polecam takie rozwiązanie 😄.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o zachowaniu poufności

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Umowa NDA z prawnikiem – umowa o zachowanie poufności nie jest konieczna w relacji agencji SEO i adwokata. Prawnika wiąże coś silniejszego niż NDA: tajemnica zawodowa
  • Umowa NDA – co to jest non-disclosure agreement i czy może być zabezpieczony karą umowną

Podziękowania dla:

  • Photo by Kristina Flour on Unsplash

przedawnienie roszczeń[Uwaga: post częściowo nieaktualny, zobacz tutaj nowe zasady przedawniania się roszczeń]

Określenie „przedawnienie roszczeń” zapewnie kojarzy Ci się negatywnie.

I słusznie.

O tym, że coś się przedawniło zapewne dowiesz się po fakcie i w najmniej dogodnym momencie.

Zarówno jogurt, którego data ważności upłynęła  jak i faktura, która zbyt długo czekała na zapłatę, mogą Ci zaszkodzić.

A tak być nie musi.

Jak dochodzi do przedawnienia roszczenia?

Scenariusz jakich wiele:

Wykonujesz dla klienta zlecenie.

Klient zadowolony, podpisuje protokoły i nie szczędzi pochwał.

Problem tylko, że dwa tygodnie od przekazania wszystkich materiałów Twoja faktura nada „wisi” w systemie.

Na początku jesteś spokojny, ot tam taki mały poślizg. Zdarza się.

Pewnie lada moment przyjdzie wpłata, a klient podeśle maila, że przeprasza, ale na śmierć zapomniał.

Samo życie.

Niestety im dalej w las tym więcej drzew.

Po miesiącu upominasz się o zapłatę, a klient dość oschle deklaruje, że do 10-ego będzie.

Trzy miesiące po terminie płatności, ale będzie.

Tygodnie mijają, kontakt z niesfornym klientem co raz rzadszy.

A niezapłaconą fakturę przykryły inne, bieżące problemy, którymi każdy przedsiębiorca jest zawsze hojnie obdarzany 😫.

Zarzut przedawnienia roszczeń

Koniec końców zebrałeś się w sobie, poczytałeś trochę na Internecie i złożyłeś swój pierwszy pozew w życiu. O zapłatę.

Tylko, że z tym zbieraniem się ciutkę przesadziłeś, bo 2 lata od wystawienia faktury minęły dokładnie miesiąc przed wysłaniem pozwu.

Klient wniósł odpowiedź na pozew, trochę „popsioczył” w niej na jakość Twoich usług (tak dla zasady) i na koniec napisał, że podnosi zarzut przedawnienia. I wnosi o oddalenie pozwu w całości.

Finał sprawy jest taki, że z sądu odchodzisz z kwitkiem, a nieuczciwy „chlebodawca” triumfuje.

Jak widzisz „przedawnienie” to nie tylko sam upływ czasu. Nadal możesz domagać się zapłaty za „przedawnioną” fakturę, pisać surowe wezwania do zapłaty i złożyć pozew w sądzie.

Ba, jeżeli przeciwnik będzie pasywny to możesz nawet wygrać i wyegzekować zapłatę przez komornika.

Przedawnienie jest zarzutem podnoszonym w toku procesu sądowego.

Tylko w tym konkretnym kontekście ma ono sens i swój prawny skutek.

Twój były klient, a obecnie przeciwnik procesowy musi dosłownie powiedzieć lub napisać:

„odmawiam zapłaty, bo roszczenie się przedawniło”

albo

„wnoszę o oddalenie powództwa z uwagi na przedawnienie kwoty dochodzonej pozwem”

Właściwie to „formułka” jest dowolna byle jasno zakomunikowano, że płacić się nie zamierza i to z przyczyn czysto formalnych.

W takim przypadku sąd oddali pozew.

Ile wynosi termin przedawnienia roszczeń

W kodeksie cywilnym znalazła się nastepująca ogólna zasada:

Art.  118.  [Terminy przedawnienia]

Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, termin przedawnienia wynosi lat dziesięć, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata.

Typowymi umowami dla agencji marketingowych będą umowy o dzieło (np: wykonanie logotypu) oraz umowy o świadczenie usług (np: pozycjonowania).

Jako właściciel agencji marketingowej prowadzisz działalność gospodarczą, a zatem jeżeli wystawiasz fakturę to Twoje roszczenia powinny przedawniać się po 3 latach jako „związane z prowadzeniem działalności gospodarczej”.

Tak jednak nie jest!

Zauważ, że w cytowanym art. 118 kc napisane jest „jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej” czyli od generalnej zasady 3 lat przedawnienia są wyjątki.

Te wyjątki to właśnie umowa o dzieło (przedawnienie po 2 latach):

Art.  646.  [Przedawnienie roszczeń]

Roszczenia wynikające z umowy o dzieło przedawniają się z upływem lat dwóch od dnia oddania dzieła, a jeżeli dzieło nie zostało oddane – od dnia, w którym zgodnie z treścią umowy miało być oddane.

oraz umowa zlecenia/świadczenia usług (przedawnienie po 2 latach):

Art. 75[1]. [Przedawnienie roszczeń]
Z upływem lat dwóch przedawniają się:

1) roszczenia o wynagrodzenie za spełnione czynności i o zwrot poniesionych wydatków przysługujące osobom, które stale lub w zakresie działalności przedsiębiorstwa trudnią się czynnościami danego rodzaju; to samo dotyczy roszczeń z tytułu zaliczek udzielonych tym osobom;

Bardzo ważną dla Ciebie będzie zasada, że nie można przedłużyć ani skrócić terminów przedawnienia.

Żadnego skutku nie odniesie więc zapis w umowie, że przedawnienie wynosić będzie 5 lat.

Natomiast można w umowie uzgodnić od kiedy biegnie termin przedawnienia. Zauważ, że w przypadku umowy o dzieło termin przedawnienia będzie liczny np: od dnia przekazania materiałów dotyczących identyfikacji wizualnej firmy.

Tą zasadę można zmienić:

  • wpisz w umowie dokładny termin zapłaty Twojego wynagrodzenia – jeżeli umowa określa kiedy ma nastąpić zasada to przedawnienie rozpoczyna się dopiero od upływu tego terminu określonego w umowie.
  • wpisz w fakturze termin płatności – jeżeli nie masz umowy, albo nie określa ona precyzyjnie terminu zapłaty to może (a nawet musi) określać go faktura VAT.

Co powoduje przerwanie biegu przedawnienia

Jeżeli założyć sprawę w sądzie o zapłatę zaległej faktury to możesz już odetchnąć z ulgą – w toku procesu nie może ona się już przedawnić.

Drugim sposobem jest uznanie roszczenia przez klienta.

Jeżeli klient deklaruje spłatę to domagaj się od niego jasnego zakomunikowania (najlepiej na piśmie), co zamierza spłacić.

Przykładowo:

„Deklaruję, że do dnia 10 lipca 2018 r. zapłacę w całości kwotę 5.000 zł określoną w fakturze VAT 12/03/17 jako bezsporną”

Pamiętaj jednak, że upływ czasu może znacznie utrudnić Ci dochodzenie roszczenia [tutaj pisałem o niepamięci absolutnej prezesa i creative directorze który wyemigrował do Korei] więc warto zawczasu przystąpić do windykacji 😉.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę kampanii Facebook Ads

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Jeff Sheldon on Unsplash