Pan Jacek Kotarbiński napisał ciekawy post o internetowym hejcie wokół marki i firmach, które ów hejt sieją.
A następnie go rozwiązują 😉.
Mechanizm działania jest bardzo prosty: wokół marki nagle zaczynają pojawiać się negatywne informacje i komentarze, social media manager staje na głowie żeby problem rozwiązać, ale nic nie pomaga dopóki nie wyrośnie jak spod ziemi „ekspert od kryzysów internetowych” i nie zaoferuje swojej, jakże odpłatnej pomocy.
Po zapłacie problem znika, ale jak pisze Pan Jacek wtedy „okazuje się, że cały hejt powstał w wyniku działania tej samej firmy, za którą stoi ich kilkadziesiąt trollowych kont i profili internetowych”.
Klasyczny przypadek strażaka-piromana, który podpala po to żeby gasić. Tyle, że akcenty na motywację finansową rozłożone są nieco inaczej.
Postawić zatem należy pytanie o… Czytaj dalej >>>
W umowach, tak jak w życiu, pojawiają się pewne trendy, które później pozostają z nami na lata.
A że każdy chce być na czasie (albo „trendy”) toteż w dużej mierze w umowach powielane są te same klauzule.
Które? A no te które autor akurat gdzieś ostatnio widywał 😀.
Nie zawsze jednak wychodzi to umowom (i ich autorom) na zdrowie.
Na blogu pisałem już o umowach NDA, gdzie tajemnicą jest dosłownie wszystko (nawet to co z definicji nią nie jest 😆).
Albo o klauzuli „wszelkie zmiany z zachowaniem formy pisemnej”, które są „z rozpędu” umieszczane w umowach zawieranych przy wykorzystaniu podpisów elektronicznych.
Zakaz konkurencji w umowie B2B też doczekał się swojego trendu i dzisiaj trafia do tego typu umów już niejako „z automatu”.
Z tego postu dowiesz się czego w przy tworzeniu klauzuli o zakazie konkurencji nie robić.
I jakich umów z takim zakazem absolutnie nie podpisywać !
A na koniec opowiem Ci jeszcze jak zastrzec zakaz konkurencji, który jest uczciwy i który naprawdę ma sens. Tak, da się pogodzić te dwie kwestie 😃.
Czytaj dalej >>>

Swego czasu Pan Neil deGrasse Tyson w swoim genialnym wystąpieniu przestawił swoje obliczenia, z których wynika, że jeżeli przeciętny Kowalski schyli się dopiero po nie mniej niż po 25 centów leżące na ulicy to Bill Gates, przy całym swoim majątku, musiałby odpowiednio natknąć się na więcej niż…. 45.000 $.
Pytanie jest więc takie:
czy gdybyś Ty znalazł na chodniku 40 EURO to czy przeszedłbyś obok niego tak obojętnie jak nad zakurzoną jednogroszówką?
I nie mam tutaj na myśli moralnych dylematów pokroju „może komuś wypadło i zaraz się po nie wróci” 🤔.
Przyjmijmy, że to 40 EURO wyrosło spod ziemi i zniknie jak zaczarowane, gdy tylko się odwrócisz.
Więc podniósłbyś?
Oczywiście.
Jeżeli nadal czytasz ten post i nie wiesz do czego zmierzam to zapewniam Cię:
prowadząc swoją agencję marketingową regularnie przechodzisz obok tego 40 EURO nawet go nie zauważając
Jeżeli więc nie jesteś Billem Gatesem… czytaj dalej 😀.
Czytaj dalej >>>
Klient sygnalizuje Ci, że potrzebna będzie zmiana strony umowy z Twoją agencją?
Najczęściej nie oznacza to nic złego, a potrzeba zmiany wynika pewnie z bardzo błahych przyczyn.
Być może klient otworzył nową spółkę.
Albo rozstał się ze wspólnikiem i chce kontynuować współpracę z wykorzystaniem swojej działalności gospodarczej.
Albo nie wiadomo co, ale klient głośno domaga się, że od teraz faktury mają być wystawiane na spółkę XYZ.
Jak podejść do tematu?
Generalnie nie rób klientowi „pod górkę”, ale też zabezpiecz interesy swojej agencji, bo zmiana strony umowy może mieć też swoje negatywne konsekwencje.
Czytaj dalej >>>

Co Donald Rumsfeld, amerykański sekretarz stanu w administracji George’a W. Busha, ma wspólnego z umowami w branży kreatywnej?
Otóż zasłynął on swoją wypowiedzią o „nieznanych nieznanych”.
Co miał na myśli?
W temacie bezpieczeństwa prawnego Twojej agencji zapewne wiesz co już wiesz.
I do pewnego stopnia pewnie też wiesz czego nie wiesz. To są te kwestie, w których o pomoc zwracasz się do prawnika.
Ale to co tak naprawdę potrafi mocno „namieszać” w Twojej agencji to kwestie prawne, o których nawet nie wiesz, że ich nie wiesz.
Owo „nieznane nieznane”.
W leciwym (ale ponadczasowym!) wpisie na blogu wyjaśniałem Ci w jakiej formie należy zawierać poszczególne rodzaje umów.
Pisałem tam, że nieszczęsne przeniesienie praw autorskich wymaga zachowania formy pisemnej. Pod rygorem nieważności!
Od tego czasu wiedza o tym wymogu stała dość powszechna. I dobrze!
Ale wraz z procesem digitalizacji umów (agencje obecnie praktycznie wszystkie umowy zawierają za pośrednictwem internetu) pojawiło się nowe „nieznane nieznane”.
Tym nieznanym są przepisy, które regulują e-podpis.
Bo tak jak, zgodnie z mądrością ludową, „nie wszystko złoto co się świeci” tak też nie każdy e-podpis zapewni skuteczne przeniesienie praw autorskich.
Czytaj dalej >>>