fbpx

Bartosz Gajek

adwokat

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Sklep z umowami

umowa o administrowanie stroną internetowąNa sklep.gajekpartnerzy.pl właśnie pojawiła się umowa o administrowanie stroną internetową.

Umowa w jednym pakiecie dostępna jest w dwóch wariantach:

  • administrowanie stroną internetową w ramach wynagrodzenia abonamentowego;
  • administrowanie stroną internetową w ramach wynagrodzenia abonamentowego oraz wykonywanie dodatkowo płatnych, drobnych prac webmasterskich na serwisie.

Dodatkowo wszyscy z Was którzy zakupili moją umowę o wykonanie strony internetowej właśnie otrzymali jej darmową, GRUNTOWNĄ aktualizację.

Dziękuję Wam za zaufanie i za liczne korzystanie z oferty mojego sklepu 😃.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

autorskie prawa zależne

Na blogu wyjaśniałem już jakie cechy musi posiadać utwór, aby korzystać z ochrony przewidzianej prawem autorskim.

Omawiałem też tzw. utwory inspirowane, które choć nieco czerpią z innych utworów to w sensie prawnym „stoją na własnych nogach” (są samodzielne).

Teraz przyszedł czas na dokładne przeciwieństwo utworów samodzielnych i inspirowanych: utwory zależne.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jesteśmy na samym początku, a już zacząłem sypać jak z rękawa prawniczą nowomową pokroju „utwory samodzielne”.

Od razu chcę Cię jednak uspokoić: utwory zależne (choć pewnie ich tak nie nazywasz 😁) to naprawdę chleb powszedni w agencjach brandingowych.

Dlatego właśnie posłużę się przykładem sytuacji, z którą zapewne nie raz miałeś już do czynienia

Autorskie prawa zależne czyli…rebranding!

W książce „Zakamarki marki” Pan Paweł Tkaczyk tak na str. 97 opisuje rebranding:

„Elementem takiego procesu może być drobna zmiana w obrębie logotypu (aby lepiej prezentował się na ciemnych tłach) czy stworzenie nowego sloganu firmowego. Może też dostosować materiały reklamowe (a więc „otoczkę” logotypu) do aktualnie panujących trendów”

Twoja więc w tym głowa, aby wziąć logotyp rodem z głębokich lat 90′ i doprowadzić go do stanu używalności w dobie marketingu cyfrowego.

A jak do tego ma się prawo autorskie? Czy można ot tak sobie „przerabiać”?

W końcu ilekroć klient zamówi w Twojej agencji marketingowej ów rebranding w rzeczywistości zazwyczaj ma na myśli „poproszę dokładnie to samo tylko, że po nowemu„.

Spokojnie, prawo autorskie pozwala na opracowanie cudzego utworu, w szczególności na jego tłumaczenie, przeróbkę czy adaptację.

Właśnie od tego są autorskie prawa zależne.

Zapytasz:

Skoro prawo zezwala przerabiać cudze utwory to w czym problem?

Ano w tym, że zawsze musi być jakiś haczyk 😃.

Autorskie prawa zależne, a zgoda twórcy

W praktyce bardzo często zdarza się, że agencja otrzymuje od klienta jakiś utwór i ma za zadanie go przerobić.

Klient nie tłumaczy się skąd ma np: projekt opakowania soku, a agencja brandingowa nie ma potrzeby go o to pytać.

Tyle, że ten projekt opakowania może pochodzić od…innej agencji i to w dodatku takiej, której klient nie zapłacił (tutaj opisałem dokładnie tą sytuację 😉).

Klient może i nie zapłacił, ale projekt ma zamiar wykorzystywać i chce zlecić Twojej agencji jego lekki „redesign”.

Czy w takie sytuacji nie wpakujesz swojej agencji brandigowej na prawną…”minę”?

Na sam „redesign” opakowania (czyli jego opracowanie) nie potrzebujesz zgody twórcy.

Prawo autorskie wyraźnie zastrzega, że owo zezwolenie na wykonanie opracowania dotyczy tylko „baz danych spełniających cechy utworu”. Nasze kartonowe opakowanie produktowe to zupełnie inna bajka 😃.

Ty więc swoją robotę możesz rzetelnie wykonać, ale to klient będzie miał problem.

Oto dlaczego: autorskie prawo zależne polega na tym, że  „rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego„.

Cóż więc z tego, że klient otrzymał od Ciebie kilka wariantów przeróbek opakowania skoro i tak nie ucieknie w ten sposób od swojego „grzechu pierwotnego”.

Tym „grzechem” był brak nabycia praw autorskich i autorskich praw zależnych od agencji, która zaprojektowała opakowanie w wersji oryginalnej.

Producent soku nie będzie mógł więc legalnie skorzystać ani z opakowania w wersji oryginalnej ani z opracowania, które wykonała Twoja agencja brandingowa.

Trudno jednak za tę sytuację winić Ciebie.

To znaczy ktoś może próbować „zwalić” winę na Ciebie nawet nie mając racji.

Ale na to też jest patent.

Wykonałeś opracowanie? Zabezpiecz się!

Żeby wszystko było jasne proponuję żebyś zadbał w umowie o taką klauzulę chroniącą Twoją agencję.

AGENCJA zastrzega, że projekt jest opracowaniem utworu w postaci innego opakowania produktu, a zatem stanowi utwór zależny w rozumieniu art. 2 ust. 1 prawa autorskiego. Rozporządzanie i korzystanie z projektu przez KLIENTA może zależeć od uprzedniego uzyskania zezwolenia podmiotu, któremu przysługują autorskie prawa zależne do opakowania produktu„.

W ostateczności takie pouczenie możesz umieścić nawet na fakturze VAT za Twoje prace rebrandingowe.

Grunt żeby w temacie praw autorskich zawsze wszystko było „kawa na ławę” 😃.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o administrowanie stroną internetową

Brak czasu na czytanie?

Chcesz otrzymywać dodatkowe materiały i aktualizacje?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

odstępnePozyskanie i obsługa klienta przez agencję kreatywną to wymierne koszty i wysiłek.

Pieniądze wydane na reklamę, pot wylany w czasie negocjacji, a potem długie dni spędzone na analizowaniu biznesu klienta i tworzeniu dla niego odpowiedniej strategii.

Początek współpracy z klientem to dla Ciebie jako właściciela agencji marketingowej niewątpliwie czas … inwestycji.

I to inwestycji  zarówno w relację z klientem jak i w przyszłą opłacalność łączącej Cię z nim umowy.

Bo w końcu Twoje nakłady na wspomniane pozyskanie i obsługę klienta się zwrócą to na horyzoncie pojawią się…zyski!

Dlatego nie dziwi mnie, że rezygnacja klienta po miesiącu współpracy bywa dla agencji…druzgocąca.

Po kilku takich „klientach z piekła rodem” agencje (zwłaszcza agencje SEO) pospiesznie aktualizują swoje wzorce umów.

Wtedy zastrzegają w nich wszelakiej maści opłaty instalacyjne, opłaty za onboarding, odszkodowania czy kary umowne za rezygnację.

Na koniec jednak funkcję tych klauzul można sprowadzić do jednego:

Drogi kliencie, chcesz zrezygnować? Zapłać, bo moja agencja poniosła już koszty!

Takie zapisy, choć nie bez wad, co do zasady spełniają swoją rolę.

Ale nie spotkałem się nigdy, aby w umowie z agencją marketingową ktoś wykorzystał narzędzie prawne dedykowane do tego typu sytuacji.

Chodzi o…odstępne!

Czym jest, a czym nie jest odstępne

Są takie pojęcia prawne, które w języku potocznym znaczą zupełnie coś innego.

Kiedy używamy słowa „firma” raczej mamy na myśli przedsiębiorstwo, a nie – jak to definiuje kodeks cywilny – imię i nazwisko osoby fizycznej.

Podobnie jest z odstępnym, bo najcześciej słowo to pada w kontekście odstępowania czegoś w zamian za pieniądze.

Na przykład: jestem najemcą fajnego lokalu i ogłaszam się, że komuś odstąpię ten najem w zamian za pieniążki 😉.

To jednak nie jest TEN rodzaj odstępnego, który interesuje agencje reklamowe 😃.

Odstępne, o którym tutaj będzie mowa pojawia się w art. 396 kodeksu cywilnego.

Przepis ten stanowi, że „jeżeli zostało zastrzeżone, że jednej lub obu stronom wolno od umowy odstąpić za zapłatą oznaczonej sumy (odstępne), oświadczenie o odstąpieniu jest skuteczne tylko wtedy, gdy zostało złożone jednocześnie z zapłatą odstępnego”.

O odstąpieniu od umowy pisałem już na blogu i zasadniczo skorzystanie z tego prawa powoduje, że umowa traktowana jest tak, jak gdyby nigdy nie została zawarta.

Czym odstępne różni się od zerwania lub wypowiedzenia umowy?

Zacznijmy od początku czyli od sytuacji, gdy klient uprzejmie zawiadamia Cię, że rezygnuje/rozmyślił się/już nie potrzebuje/znalazł taniej* (*niepotrzebne skreślić).

Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak zerwanie lub rezygnacja z umowy. W takich przypadkach klient nadal musi rozliczyć się z agencją jeżeli ta oświadczy, że jest gotowa do dalszego świadczenia na jego rzecz zamówionych usług.

Po drugie jeżeli umowa zawarta jest na czas określony to, co do zasady, nie da się jej wypowiedzieć. Jeżeli klient prześle Ci pismo z wypowiedzeniem to będzie ono …nieskuteczne 😃.

Wreszcie, po trzecie, klient może w pewnych przypadkach „zrezygnować” z umowy wypowiadając ją z tzw. ważnego powodu. Tutaj jednak Twoja agencja musiałaby coś mocno zawalić, aby takie wypowiedzenie było skuteczne.

Pamiętaj, że cokolwiek klient by Ci nie napisał to powinieneś na to wypowiedzenie/rezygnację odpowiednio zareagować i przesłać mu odpowiedź (tutaj znajdziesz kilka porad).

Odstępne nie jest jednak ani bezprawną „rezygnacją” ani wypowiedzeniem. To zupełnie osobna regulacja.

Odstępne vs opłata/kara umowna/odszkodowanie

Wspomniałem już, że widuję w umowach agencji wszelakie kary umowne, odszkodowania i „opłaty instalacyjne”.

Otóż odstępne ma taką samą funkcję tyle, że jest…LEPSZE! 😁.

Osobiście, gdy cokolwiek wpisuję do przygotowywanych dla Ciebie umów (jak te w moim sklepie), zawsze zastanawiam się, że klauzula będzie do wyegzekwowania w sądzie.

Bo na sam koniec o to chodzi, prawda? Żeby, gdy wszystko inne zawiedzie, skutecznie dochodzić swoich praw.

Zacznę od „opłaty instalacyjnej” zwanej także „kosztami onboardingu”.

To jest najgorszy zapis ze wszystkich, bo pozwany klient będzie się bronił tak: „to wykażcie jakie ponieście koszty skoro mam je pokryć!„.

O ile każdy rozumie, że poświęciłeś czas i wysiłek na obsługę nierentowego klienta to w sądzie będziesz musiał przedstawić dowody na REALNIE poniesione przez Ciebie koszty. To raczej chodzi o faktury niż o podkrążone oczy po nieprzespanej nocy 😉.

Odszkodowanie jest tylko CIUTKĘ LEPSZĘ. Ociupinkę! Tutaj przynajmniej możesz próbować wykazać tzw. „utracone korzyści” czyli na jakie zyski mogłeś rozsądnie liczyć ze współpracy z klientem.

Kara umowna  jest najlepszym rozwiązaniem z tych trzech, ale również nie idealnym. Kara umowna może bowiem być przez sąd zmniejszona (zmiarkowana). Taka sytuacja może mieć miejsce zwłaszcza, gdy Ty nie potrafisz wykazać żadnych kosztów, które mogły by być potencjalnie Twoją szkodą (patrz: kejs numero uno 😃).

Zalety czyli co odstępne robi lepiej

Odstępne, chociaż faktycznie ma Ci zrekompensować koszty, nie jest odszkodowaniem. Wystarczy, że je zastrzeżesz i kwota odstępnego nie podlega … dyskusji 😃. Niczego nie musisz więc udowadniać w temacie poniesionej szkody.

Odstępne nie jest też karą umowną i dlatego w sądzie nikt nie może się domagać jego zmniejszenia (zmiarkowania).

Odstępne nie jest też „furtką” dla klient żeby „wyjść” z umowy z Twoją agencją w dowolnym momencie i za tą samą kwotę.

Nic nie stoi na przeszkodzie żebyś określił w umowie jakiś krótki czas, w którym klient może skorzystać z odstępnego
(np: do jednego miesiąca od zawarcia umowy). Rozwiązaniem dla Ciebie może być też wprowadzenie „schodków” określających jak wysokość odstępnego automatycznie rośnie wraz z upływem czasu (np: w pierwszym miesiącu 1000 zł, w drugim 2000 zł etc.).

Jednak NAJWIĘKSZĄ ZALETĄ odstępnego jest obowiązek jego zapłaty.

Korzystając z uprawnienia do odstąpienia od umowy klient musi Ci równocześnie zrobić Ci przelew.

A jak nie? Cóż, odstąpienie będzie bezskuteczne i po prostu umowa dalej będzie dla stron wiążąca.

Powinieneś rozumieć to… bardzo dosłownie 😃.

Otrzymałeś e-maila z informacją o rezygnacji z umowy? To na Twoim koncie powinna znajdować się kwota odstępnego.

Jak zastrzec odstępne w umowie agencji marketingowej

Na koniec to co wszyscy lubimy najbardziej: konkrety.

Przykładowe klauzule:

„W terminie do ____ tygodni/miesiąca od zawarcia umowy KLIENT może od umowy odstąpić za jednoczesną zapłatą na rzecz AGENCJI odstępnego w kwocie _____ PLN”.

albo

„W terminie do ____ tygodni/miesiąca od zawarcia umowy KLIENT może zrezygnować z umowy płacąc AGENCJI kwotę ____ PLN tytułem odstępnego w rozumieniu art. 396 kc”.

Obydwie klauzule są poprawne, ale ja wolę tę drugą.

Dlaczego?

Bo gdy od klienta usłyszysz coś o rezygnacji to od razu możesz powołać na zapis, który reguluje DOKŁADNIE tę kwestię.

Teraz pozostaje Ci tylko dobrze skalkulować kwotę odstępnego. Powodzenia!

 

Brak czasu na czytanie?

Chcesz otrzymywać dodatkowe materiały i aktualizacje?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

forma dokumentowa

Osobiście jestem zagorzałym zwolennikiem papieru (a dla przeciwwagi: zażartym wrogiem plastiku).

Na papierze, kreśląc i bazgrząc po nim, myśli mi się najłatwiej.

Książki kupuję i czytam tylko papierowe.

A Kawa z papierowych kubków smakuje mi … najlepiej.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że co raz bardziej do głosu dochodzi ruch paperless.

I rozsądek też mi podpowiada, że w wielu codziennych sprawach papier to przeżytek będący „wąskim gardłem„.

Umowy są tego doskonałym przykładem.

O ile ty i Twój klient nie siedzicie właśnie w tym samym pomieszczeniu (co nawet przed pandemią należało do rzadkości) to podpisanie umowy wymaga sporo zachodu.

Wydrukuj dwa egzemplarze umowy. Zaparafuj każdą stronę i podpisz się na ostatniej stronie. Włóż egzemplarze do koperty, zaadresuj ją do klienta, a następnie czekaj na kuriera (albo odstój swoje na poczcie). Przy odrobinie szczęścia otrzymasz zwrot podpisanego egzemplarza za pięć do siedmiu dni roboczych.

Nawet taki zwolennik papieru jak ja przyzna, że z biznesowego punktu widzenia brzmi to…słabo 😉.

Czy da się coś zrobić, żeby pozbyć się papieru, oszczędzić sobie obcowania z urzędem pocztowym, a jednocześnie nie wystawiać swojej agencji marketingowej na niepotrzebne ryzyko prawne?

Na szczęście tak 😃.

Z pomocą przychodzi nam forma dokumentowa.

Skąd się wzięła forma dokumentowa

Przepisy dotyczące formy dokumentowe trafiły do naszego kodeksu cywilnego w 2016 roku.

Z założenia miała to być forma zawarcia umowy, która jest „szczebelek niżej” w prawnej hierarchii pod formą pisemną.

Forma dokumentowa nie jest jednak gorszą formą zawarcia umowy tylko…formą uproszczoną.

Aby zachować Forma pisemną Ty i Twój klient musicie złożyć pod umową własnoręczne podpisy i wymienić się podpisanymi egzemplarzami.

Z formą dokumentową jest o tyle prościej, że podpis nie jest potrzebny, a jedynie z treści „dokumentu” musi wynikać że oddaje on Twoje intencje. I oczywiście też nie może być wątpliwości, że w „dokumencie” chodzi o Twoją agencję i klienta.

Słowo „dokument” napisałem w cudzysłowie, bo samo określenie „forma dokumentowa” wprowadza w błąd.

Gdybym naszym rodakom powiedział żeby wyobrazili sobie dokument to z całą pewnością większości z nas stanąłby przed oczami bardzo urzędowy formularz „obity” licznymi pieczątkami (koniecznie z orzełkiem!).

Tymczasem w rozumieniu art. 77[3] kc dokumentem jest nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią.

Zatem chodzi o o inne nośniki niż papier.

No, ale praktyka, praktyka i  jeszcze raz praktyka. Jak ten przepis jest stosowany przez sądy?

Otóż za dokument uznawane mogą być obrazy, dźwięki, wiadomości e-mail, sms czy też pliki komputerowe.

Wystarczy, że z tych „dokumentów”wynikać będzie od kogo one pochodzą.

Nie ma formy dokumentowej bez kolców

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być  idealne: umowy można raz-dwa zawierać przez e-maila!

Pojawiają się jednak dwa, zasadnicze problemy.

Po pierwsze forma dokumentowa nie zawsze może zastąpić umowę zawartą na piśmie.

Owszem, w przypadku umów o dzieło (np: wykonanie strony internetowej) czy umów o świadczenie usług (np: kampanie Facebook Ads) nie jest potrzeba Ci forma pisemna. Forma dokumentowa jest więc wtedy świetną alternatywną.

ALE (bo zawsze musi być jakieś „ale” 😉) niestety nie ma sposobu na „obejście” wymogu posiadania pisemnej umowy w przypadku praw autorskich.

Jeżeli więc za pośrednictwem e-maila zawrzesz z klientem umowę o wykonanie strony internetowej i przeniesienie praw autorskich do niej to…

W części dotyczącej praw autorskich umowa ta będzie nieważna.

Druga kwestia to ryzyko „przypadkowej” i niezamierzonej zmiany umowy.

Wyobraź sobie, że właśnie rozgrywasz z klientem mecz e-mailowego ping-ponga.

Klient napisał, że to i to mu się nie podoba na stronie internetowej przygotowywanej przez Twoją agencję interaktywną .

Wtedy ty uprzejmie odpisujesz, że co prawda ustalaliście, że będzie tak a tak, ale możesz się zgodzić żeby było inaczej.

Wtedy klient szybko odsyła Ci odpowiedź, że ok, ale pod warunkiem, że …

I tak dalej, i tak dalej 😃.

W końcu coś z klientem ustalicie, ale „połapać”się w tej tasiemcowej korespondencji będzie bardzo trudno.

Co jest w tym niebezpiecznego?

Otóż może się zdarzyć, że w toku takich e-mailowych negocjacji łącząca strony umowa zostanie zmieniona, bo gdzieś tam na marginesie trzydziestego pierwszego maila na coś klientowi przytaknąłeś. Albo klient tak uzna, a sąd przyzna mu rację.

I będzie to wiążące, bo skoro forma dokumentowa pozwana na zawarcie umowy za pośrednictwem e-maila to również w taki sposób może ona być zmieniona.

Jak forma dokumentowa to najlepiej skany umów

Forma dokumentowa jest bez wątpienia wygoda, ale może być również bezpieczna.

Jak sprawić, żeby umowy nie dało się zmienić np: opacznie zrozumianym smsem, czy niefortunnie zredagowanym e-mailem?

Osobiście za bardzo bezpieczną uważam zawieranie umów z wykorzystaniem skanów.

Jedna strona drukuje umowę, podpisuje ją, a następnie wysyła jej skan/zdjęcie do drugiej strony.

Klient robi to samo i wciągu paru minut dochodzi do zawarcia kontraktu.

A jeżeli chcecie sporządzić aneks do umowy zawartej na podstawie skanów?

Również najlepszym rozwiązaniem byłoby zachowanie takiego samego trybu czyli wymienienia się skanami.

Skany, prócz tego że pozwalają na szybkie zawarcie umowy, mają jeszcze dwie zalety.

Są precyzyjne jak umowa pisemna, bo…w praktyce niczym się od niej nie różnią. To w końcu wydrukowana, podpisana i ze skanowana umowa. Tylko tyle, że przy formie dokumentowej nie musisz jej dostarczać klientowi osobiście/kurierem/pocztą.

A po drugie skany umów są traktowane przez strony…poważnie.

W końcu klient podpisał się pod umową i z mojego doświadczenia wynika, że co do zasady czuje się nią bardziej związany niż jakimiś tam mailowymi ustaleniami.

Jak zastrzec (bezpieczną) formę dokumentową dla umowy

Możesz pomyśleć:

„skany są formą dokumentową więc jeżeli zastrzegę, że umowa ma być zawarta i zmieniona w formie dokumentowej to wszystko będzie ok, prawda?’

Niestety nie.

Forma dokumentowa jest pojęciem dużo szerszym niż wspomniane skany wiec jeżeli ją wpiszesz do umowy to owszem, skany będą wiążące.

Niestety wiążące będą również SMSy, e-maile i wiadomości na messengerze.

I wracamy do wspomnianego już przeze mnie problemu „przypadkowej” zmiany lub zawarcia umowy w czasie prowadzenia z klientem komunikacji za pomocą środków elektronicznych.

Na szczęście formę dokumentową można „zawęzić” tylko do skanów.

Nasz kodeks cywilny zawiera generalną regułę, że strony mogą umówić się na wszystko co tylko nie jest sprzeczne z prawem.

Nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby Twoja agencja marketingowa umówiła się z klientem, że na potrzeby Waszej umowy formą dokumentową będą…jedynie skany!

Oto jak może wyglądać taka klauzula:

„Za formę dokumentową STRONY będą uważać formę dokumentową w rozumieniu art. 772 kc ograniczoną wyłącznie do oświadczeń woli sporządzonych przez STRONĘ na trwałych nośnikach, opatrzonych jej własnoręcznym podpisem, a następnie doręczonych drugiej STRONIE za pośrednictwem poczty elektronicznej w formie cyfrowego odwzorowania tych dokumentów”

Życzę Ci szybkiego i bezproblemowego zawierania umów  z użyciem tej zmodyfikowanej formy dokumentowej 😃.

Brak czasu na czytanie?

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Google Ads

Chcesz otrzymywać dodatkowe materiały i aktualizacje?

Zobacz także:

  • Dowód zawarcia umowy z agencją reklamową – Wbrew pozorom agencji reklamowej wcale nie jest trudno o dowód zawarcia umowy z klientem. Taka współpraca obfituje w materiały, które można użyć w sądzie.
  • Typy umów – Czy pojęcia „umowa rezultatu”, „należytej staranności” i „mieszana” coś Ci mówią? A powinny, bo typy umów mają wpływ na pracę Twojej agencji marketingowej.

Podziękowania dla:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

odsetki maksymalneRobert B. Cialdini jest amerykańskim psychologiem który specjalizuje się w psychologii społecznej.

Jego książka „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka” jest absolutnym klasykiem gatunku, a dla branży marketingowej…wręcz biblią 😃.

Cialdini dużą część swojej pracy poświęcił uprzedzeniom poznawczym, a w szczególności…regule wzajemności.

Jeżeli więc Twój klient w swojej umowie B2B chce zastrzec kary umowne za niewykonanie materiałów brandingowych na czas to co robisz?

Ano zgodzisz się (niechętnie), ale w głowie obmyślasz już zapewne plan za co TY możesz mu naliczyć karę umowną.

Regułę wzajemności można bowiem sprowadzić do powiedzenia „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie„.

Tyle, że kary umowne zapisuje się w kontraktach żeby zabezpieczały COŚ co dla nas jest ważne.

Dla klienta będą to materiały brandingowe, a że zamierza jechać z nimi na targi to też chce mieć je na czas.

A dla agencji brandingowej? A no na czas to najlepiej gdyby została Ci opłacona faktura, którą wystawisz klientowi.

Tyle, że jak już wspominałem na blogu nie da się zastrzec w umowie kary umownej za brak terminowej zapłaty.

Taka klauzula byłaby po prostu nie ważna z mocy samego prawa.

Na otarcie „prawnych łez” agencja może nierzetelnemu klientowi naliczyć odsetki.

Ale nie te ustawowe czy nawet te transakcjach handlowych.

Jeżeli już naliczać to…ODSETKI MAKSYMALNE!!!

Zacznijmy jednak od początku czyli…

Czym są odsetki

Odsetki za opóźnienie z zapłatą (za np: Twoją fakturę) są rodzajem zryczałtowanego odszkodowania.

Jest to jednak bardzo specjalne odszkodowanie, bo właściwie jesteś zawsze na z góry wygranej pozycji 😃.

Po pierwsze nie musisz wykazywać, że poniosłeś jakąkolwiek szkodę. Byłoby to zresztą praktycznie niewykonalne wyliczyć jakiego uszczerbku doznała Twoja agencja, gdy „poślizg” klienta z zapłatą trwał trzy miesiące.

Po drugie nie ma znaczenia dlaczego klient „zawalił” płatność.

Być może mail z fakturą utknął w spamie (tak bywa…).

Albo księgowego porwali kosmici (szczerze wątpię!)

Albo nawet dłużnik złamał palca wskazującego grając w przeżywającego swój renesans pickleballa (i teraz nie może kliknąć już przelewu).

Przepis 481 kodeksu cywilnego jest jednak niezmiłowany i odsetki Ci się należy „chociażby opóźnienie było następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi„.

Jakie są rodzaje odsetek

Ilość i rodzaj odsetek jakie obecnie funkcjonują w naszym systemie prawnym może przyprawić Cię o zawrót głowy.

Co prawda do ich wyliczenia wystarczy nam palców na obydwu dłoniach, ale i tak nie trudno tutaj o pomyłkę.

Na pierwszy rzut weźmy odsetki kapitałowe uregulowane w art. 359 kodeksu cywilnego. Te odsetki stanowią odpłatność za korzystanie z cudzych. Ponieważ Twoja agencja pewnie nie udziela „chwilówek” to też nie będę się tutaj o nich rozpisywał 😃.

Te „klasyczne” odsetki, o których wszyscy mówią, zostały opisane w art. 481 kodeksu cywilnego i należą się w przypadku opóźnienia z zapłatą.

Ile wynoszą odsetki za opóźnienie?

Otóż są one równe sumie stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego i 5,5 punktów procentowych.

Nie będę czarować, dla mnie to też brzmi jak wiadomość z innej galaktyki 😁.

Na szczęście miłościwie nam panujący Minister Sprawiedliwości publikuje obwieszczenia, w których informuje wszem i wobec, że poczynając od dnia 29 maja 2020 r. wysokość odsetek ustawowych za opóźnienie wynosi 5,6% w stosunku rocznym.

To jest nieco bardziej „zjadliwa” informacja 😉.

Taką „konkurencją” dla odsetek ustawowych są od odsetki ustawowe w transakcjach handlowych.

Te odsetki naliczane są między przedsiębiorcami, a więc zabezpieczone są nimi wszystkie płatności w kontaktach B2B agencji.

Obecnie wynoszą one 10,1% w stosunku rocznym.

Jakby tego było mało możesz w umowie zapisać także własne odsetki, które mają łatwą do zapamiętania nazwę czyli „odsetki umowne”.

Oczywiście zapewne niejednemu przyszłoby do głowy, żeby te odsetki umowne zastrzec w surowej (ale sprawiedliwej!) kwocie …bombiliona złotych.

I żeby takich numerów nie dało się odstawiać to kodeks cywilny przewiduje, że „maksymalna wysokość odsetek za opóźnienie nie może w stosunku rocznym przekraczać dwukrotności wysokości odsetek ustawowych za opóźnienie (odsetki maksymalne za opóźnienie)”.

Dlaczego warto zastrzec odsetki maksymalne

Każdy homo oeconomicus wie, że – z zasady – lepiej mieć więcej niż mniej.

Zatem jeżeli popatrzysz na wysokość odsetek ustawowych oraz na ich dwukrotność to nie będę Cię musiał przekonywać, że warto.

Zalety jednak nie kończą się na prostym rachunku arytmetycznym, bo wielokrotnie się już przekonałem, że za odsetkami maksymalnymi stoi też aspekt psychologiczny.

Wyobraź sobie, że wezwanie do zapłaty Twojej faktury (np: w formie listu adwokackiego) ląduje na biurku nierzetelnego klienta wraz z innymi, równie surowymi wezwaniami.

Kto jako pierwszy doczeka się zapłaty?

Z mojego doświadczenia wynika, że ten wierzyciel, któremu niepłacenie w perspektywie czasu „zaboli” dłużnika najbardziej.

Drugą zaletą jest to, że odsetki maksymalne zniechęcają do sądzenia się.

Nigdy nie zapomnę, gdy w czasie negocjacji z klientem agencji i jego pełnomocnikiem utknęliśmy w martwym punkcie.

Druga strona wiedziała, że miała słabe argumenty prawne, ale JAKIEŚ miała i Panowie chcieli na nas wymóc mocno niekorzystną finansowo ugodę.

Zapłacimy połowę, a jak nie to idźcie sobie do sądu. Wyrok poznamy za kilka lat”

Wtedy otwarłem umowę, podsunąłem ją drugiej stronie i wskazując na odsetki maksymalne zripostowałem:

Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale mielą, a takiego oprocentowania jak u was to mój klient na żaden lokacie nie dostanie

Przemówiło do wyobraźni i może nie podpisaliśmy tego dnia ugody pozasądowej naszych marzeń, ale podpisaliśmy, a agencja reklamowa otrzymała lwią część swojej należności.

Jak zastrzec odsetki maksymalne

Z tym akurat nie ma większego problemu pod warunkiem, że posługujesz się …precyzyjnym językiem.

Piszę tak dlatego, że ilekroć trafiam na jakieś orzeczenie, w którym jest problem z zasądzeniem odsetek w wysokości maksymalnej to wynika on z „zagmatwanego” brzmienia umowy.

Dzieje się tak nieprzypadkowo, bo autor umowy zazwyczaj starał się „przemycić” odsetki maksymalne pod płaszczykiem prawniczego żargonu.

Dlatego w umowie Twojej agencji marketingowej powinieneś zachować się dokładnie odwrotnie.

Kolokwialnie rzecz ujmując: wal prosto z mostu! 😉

„W przypadku opóźnienia z zapłatą KLIENT zapłaci na rzecz AGENCJI odsetki umowne w wysokości maksymalnej”

albo

„Z tytułu opóźnienia z zapłatą AGENCJA uprawniona jest do naliczenia KLIENTOWI odsetki maksymalne, o których mowa w art. 481 kodeksu cywilnego”

Odsetki maksymalne w transakcjach handlowych

Za zakończenie rozprawię się jeszcze z jednym mitem, który tak naprawdę skłonił mnie do napisania tego posta 😃.

Lojalnie ostrzegam, że teraz będzie trochę prawniczej, mało zjadliwej nowomowy (pewnie dla tego to „clou” zostawiłem na koniec…).

Jeżeli więc wpadłeś na mojego bloga żeby „coś tam sobie liznąć w temacie odsetek” to czym prędzej zamknij przeglądarkę, wycofaj zgodę na cookies, i uciekaj gdzie pieprz rośnie (czyli na Facebooka…).

Ale jeżeli odsetki maksymalne w transakcjach handlowych spędzają Ci sen z powiek to złap się mocniej fotela, zaciśnij zęby i zaczynamy.

Jak już wspominałem w relacjach B2B typu agencja marketingowa – klient obowiązują odsetki ustawowe w transakcjach handlowych.

Szkopuł w tym, że ustawa z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (t.j. Dz. U. z 2021 r. poz. 424) milczy w sprawach odsetek maksymalnych.

Wielokrotnie spotkałem się już z wątpliwościami czy dopuszczalnym jest zastrzeganie odsetek maksymalnych w relacjach B2B.

Jest też druga „szkoła”, której przedstawiciele uważają, że skoro o odsetkach kodeks sobie, a ustawa o transakcjach handlowych sobie to… w relacjach B2B można WSZYSTKO! Bo w końcu w tej ustawie nie ma nic o odsetkach maksymalnych w transakcjach handlowych.

Obydwa te poglądy to „mylne błędy” 😆.

Otóż „odsetki w transakcjach handlowych” to ciągle odsetki.

Dlaczego?

Bo w art. 4a ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych wyłączone jest stosowanie tylko art. 481 §2 kc (to paragraf mówiący o wysokości odsetek).

A skoro nasz kochany ustawodawca zdecydował się wyłączyć tylko jeden, BARDZO KONKRETNY paragraf z całego artykułu 481 to oznacza, że wszystkie pozostałe jego postanowienia mają zastosowanie do odsetek „transakcyjnych”.

Tak, postanowienia o odsetkach maksymalnych też.

Jak już się więc przekonałeś odsetki maksymalne to bardzo istotny oręż w Twoim arsenale przygotowanym na wojnę o terminową zapłatę faktury.

A ponieważ wyczerpałem już pulę militarystycznych metafor podsumuję krótko: zastrzegaj odsetki maksymalne, bo warto!

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o obsługę social media

Brak czasu na czytanie?

Chcesz otrzymywać dodatkowe materiały i aktualizacje?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów