fbpx

Bartosz Gajek

adwokat

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Zacznij tutaj

dobra umowa NDAMierzysz się z tematem poufności w swojej agencji reklamowej?

Być może przeczytałeś mój artykuł co powinna zawierać dobra umowa NDA i  jesteś gotowy żeby od każdego współpracownika odebrać “śluby milczenia”.

I to na piśmie 😁.

Zanim jednak rzucisz się w wir podpisywania umów chciałbym Ci zwrócić uwagę na jedną kwestię:

Nie możesz podpisać umowy o zachowanie poufności i spocząć na laurach.

Wyjaśnię to na bardzo życiowym przykładzie domu 😃.

Jak dobrze wiesz co do zasady włamywanie się do czyjegoś domu jest przestępstwem.

Grozi za to nawet i odsiadka.

Czy sam fakt, że w naszym kodeksie karnym znajduje się taki przepis oznacza, że nie musisz zamykać drzwi w domu?

No bo przecież niby jest zakaz włamań, prawda?

Otóż drzwi powinieneś zamykać, a może nawet zainwestować w rolety antywłamaniowe i monitoring.

Rolety, bo powinno być trudno dostać się do Twojego domu.

A monitoring? Po to żeby gdy już do tego dojdzie wiedzieć kto to zrobił.

Dobra umowa NDA nie wystarczy

Kontrakt o zachowanie poufności jest narzędziem, ale nie takim którym wykonasz każdą pracę.

Wystarczy popatrzeć na ostatnie wydarzenia, gdy zrobiło się głośno o nowym firmie Patryka Vega “Polityka”.

Ten film przygotowywany był pod innym tytułem i bardzo dbano żeby nie było żadnego “przecieku”.

“Nastąpiło embargo informacji, wszyscy mieli zakaz wykonywania jakichkolwiek zdjęć na planie filmowym, nie mogli z nikim się w tej sprawie komunikować. Chodziło o to, żeby w spokoju i komforcie realizować zdjęcia – podkreśla.

Dodaje jednak, że mimo tych zabezpieczeń, scenariusz filmu został wykradziony. – Wszyscy bardzo pilnowaliśmy tego scenariusza, do tego stopnia, że poszczególne osoby dostawały tylko fragmenty tekstu i podpisywały stosowne dokumenty prawne, które obligowały ich do nieujawniania treści. Niemniej scenariusz został przechwycony, a ja już kilkukrotnie spotkałem się z próbami nacisku

źródło: Wiadomości Onet.pl

Zabezpieczenia były stosowane na planie filmowym okazały się one nieskuteczne w dwóch krytycznych punktach:

  1. nie zabezpieczyły przed wyciekiem
  2. nie doprowadziły do zidentyfikowania sprawcy

W takiej sytuacji nawet bardzo dobra umowa NDA jest tylko papierowym tygrysem, bo sprawca pozostaje nieznany.

Źródłem przecieku jest pewnie jest ktoś związany umową o zachowanie poufności, ale co z tego? Nie ma jak tego udowodnić.

Agencja reklamowa musi udowodnić naruszenie

Tutaj pisałem o sprawie, którą grafikowi założył były pracodawca. Był to typowy proces poszlakowy, gdzie pracodawca nie posiadał żadnych dowodów, ale koniecznie chciał obciążyć grafika karą umowną.

Producent sprawę przegrał “gładko”, bo to on musiał wykazać, że grafik naruszył obowiązek zachowania poufności.

Dlatego jeżeli w Twojej agencji nie ma zabezpieczeń technicznych pozwalających na ustalenie sprawcy to umowa NDA nie będzie spełniać swojej funkcji.

Czy zatem w ogóle nie warto podpisywać NDKów?

Oczywiście, że warto 😃.

Często sprawca nie jest anonimowy. Przykładowo były współpracownik mógł odejść i założyć swoją agencję, gdzie np: wykorzystał Twoje materiały. Wtedy nie ma problemu z ustaleniem sprawcy, a jedynie trzeba wykazać, że wykorzystał Twoje poufne treści. Tutaj NDA sprawdza się doskonale.

Pewna część potencjalnych sprawców związanych umową NDA nie podejmuje żadnych nielegalnych działań wychodząc z założenia “mam NDA więc lepiej nie robić sobie problemów“.

Chciałem Ci tylko uświadomić, że umowa NDA to nie jest rozwiązaniem “kuloodpornym”. Na sam koniec może zdarzyć się sytuacja, gdy informacja wycieknie i marnym pocieszeniem jest, że możesz naliczyć “słoną” karę umowną. No bo KOMU?

Dlatego podpisuj “klauzulki”, ale nie zapominaj że techniczne zabezpieczenia są równie ważne. Może nawet ważniejsze 😉.

*****
Zobacz także:

  • Umowa NDA – co to jest non-disclosure agreement i czy może być zabezpieczony karą umowną
  • Dochodzenie kary umownej z NDA – omówienie wyroku w sprawie przeciwko grafikowi o zapłatę kary umownej za naruszenie umowy o poufności.

Podziękowania dla:

wzór umowy NDAOstatnimi czasy często ma okazję opiniować różne umowy NDA, które klienci niemalże hurtowo “wciskają” agencjom reklamowym.

Taki wzór umowy NDA zazwyczaj przewiduje szablonowe zakazy “nie wolno nigdzie, z nikim i o niczym”.

I oczywiście do tego kara umowna naliczana w setkach tysięcy złotych (przy wartości zlecenia np: 30.000 zł..).

Najgorsze jest, że inni uczestnicy obrotu (a w tym agencje reklamowe) “podpatrują” korporacyjne umowy kopiując powielane w nich błędy.

Tymczasem dobry wzór umowy NDA rządzi się pewnymi zasadami, których naprawdę warto przestrzegać.

Umowa NDA powinna być szczegółowa

Podstawowym błędem jest pisanie umowy o zachowaniu poufności w sposób możliwie szeroki i ogólny. I poprzestanie na tym.

Takie kontrakty przewidują, że jak przekroczysz progi firmy swojego klienta to tajemnicą jest już dosłownie wszystko.

W rzeczywistości jednak właściciel marki pewnie jest zainteresowany ochroną tylko kilku kluczowych typów informacji.
To może być np: informacja, że za chwilę na rynek wejdzie nowy produkt albo jego wyniki sprzedażowe.

Aby takie treści w ogóle skutecznie chronić należy je precyzyjnie określić.

Od razu zaznaczę, że jestem też wrogiem przesadnego minimalizmu w umowach.

Umowę którą łatwo się czyta i podpisuje zazwyczaj bardzo trudno się egzekwuje 😃.

Dlatego zachęcam do czegoś zupełnie przeciwnego: do obszernego opisywania tego, co uważamy  za newralgiczne.

Wyprzedzam Twoje pytanie: nie pozbawiasz się ochrony jeżeli czegoś zapomnisz wprost zastrzec jako poufnego.

Wystarczy, że przed wymienieniem wszystkich treści poufnych zaznaczysz, że “są to w szczególności:”.

W ten sposób tworzysz tzw. “katalog otwarty” czyli w potocznym rozumieniu to co tam wymieniasz nie wyczerpuje tematu.

Powinieneś jednak dążyć, aby pominięcie istotnej kwestii było absolutnym wyjątkiem od reguły.

Przykładowa klauzula dotycząca przetargów:

Poufnością objęte są informacje zawarte w dokumentach, plikach i zestawieniach dotyczących w szczególności:

  1. klientów AGENCJI,
  2. przetargów w jakich uczestniczyła lub zamierza uczestniczyć AGENCJA,
  3. ofert handlowych złożonych AGENCJI,
  4. ofert handlowych złożonych przez AGENCJĘ,
  5. stosowanych przez AGENCJĘ wzorcach dokumentów, umów i ofert,
  6. referencji i listów polecających wystawionych lub otrzymanych przez AGENCJĘ

Poufność nie może obejmować informacji powszechnie znanych

Konsekwencją zbyt szerokiego rozumienia poufności jest objęcie nią informacji powszechnie znanych.

Skutek jest taki, że informacje naprawdę newralgiczne mogą “przemieszać się” z takimi które stanowią powszechną wiedzę branżową. To bardzo “osłabia” taką umowę.

A wiesz kiedy ona jest ona “mocna”? Gdy strona która zobowiązuje się do zachowania poufności jest przekonana o jej sensie.
Taka osoba rozumie wtedy, że ma dostęp do wartościowych informacji i że jest potrzeba ich ochrony.

Umowy też często nie uwzględniają, że “poufny” charakter informacji może się zmieniać w czasie.

Okoliczność, ze Twoja agencja reklamowa przygotowuje reklamę dla nowego brandu powinna być poufna.

Ale czy 5 miesięcy po starcie kampanii taka umowa ma jeszcze sens?

Dlatego równie ważne jak określenie co jest informacją poufną jest uściślenie co nią nie jest.

Albo co nią przestało być.

Przykładowa klauzula:

Za TREŚCI POUFNE nie uważa się informacji, materiałów i danych:

  1. które są powszechnie publicznie dostępne w rejestrach, księgach, ewidencjach i sprawozdaniach,
  2. będących w posiadaniu ZOBOWIĄZANEGO przed zawarciem UMOWY ODRĘBNEJ i pochodzących z innych źródeł niż AGENCJA,
  3. które stanowią powszechnie dostępną wiedzę zawodową, branżową, biznesową lub technologiczną.

Wzór umowy NDA powinien zawierać nie tylko kary

Jak już pisałem zastrzeganie kar umownych w “bąbilionach” złotych odstrasza jedynie od podpisania takiej umowy.

A przecież celem umowy o zachowanie poufności nie jest  tylko maksymalnie przyłożyć sprawcy naruszenia.

Celem jest ochrona informacji.

Gdy już dojdzie do wycieku (zwłaszcza tego przypadkowego) nie ma co liczyć, że kara umowna zmotywuje naszego zobowiązanego do współpracy. Jemu bardziej będzie się opłacać “zamieść sprawę pod dywan” i liczyć, że jakoś uda mu się uniknąć odpowiedzialności finansowej.

Zapominamy, że przecież prócz kija jest też marchewka!

Doskonale pokazuje to RODO, w którym znalazły się zapisy które “premiują” tych którzy szybko zareagują na np: wyciek danych osobowych. Taka firma może wtedy liczyć za znacznie zmniejszenie kary jeżeli zamiast tuszować sprawę podejmie kroki, aby poinformować osoby dotknięte wyciekiem.

Ten model sprawdza się też w umowie NDA, która może przewidywać, że agencja reklamowa zmniejszy a nawet zrezygnuje z kary umownej. Jeżeli tylko skruszony sprawca pójdzie na współpracę 😉.

Przykładowa klauzula:

AGENCJA może miarkować karę albo zwolnić ZOBOWIĄZANEGO z obowiązku jej zapłaty, jeżeli ZOBOWIĄZANY niezwłocznie poinformuje AGENCJĘ o fakcie utraty TREŚCI POUFNYCH i podejmie wszelkie kroki mające na celu zapobieżenie lub zminimalizowanie wyrządzenia szkody.

*****
Zobacz także:

  • Umowa NDA – co to jest non-disclosure agreement i czy może być zabezpieczony karą umowną
  • Dochodzenie kary umownej z NDA – omówienie wyroku w sprawie przeciwko grafikowi o zapłatę kary umownej za naruszenie umowy o poufności.

Podziękowania dla:

 

podział firmy po rozwodzieDzisiaj będzie trochę inaczej 😀.

Chociaż właściwie to będzie jak zwykle.

Bo zwykle piszę ku przestrodze, a w historii którą zaraz opowiem jest daleki od moralizowania.

Po prostu przestrzegam 😁.

Wszystkie ciekawe historie zaczynają się w mitycznych już “początkach lat 90-tych”.

I tutaj też nie jest inaczej.

Pan Kowalski  rozpoczął swoją działalność właśnie na początku lat 90-tych.

W gospodarce która dopiero co gramoliła się ze stanu permanentnych niedoborów Pan Kowalski sprzedawał towar niezwykły.

Profesjonalne usługi reklamowe. Szły jak woda.

To odwołanie do wody nie jest przypadkowe. Kiedyś usłyszałem od klienta, że w latach 90-tych handel był jak sprzedawanie wody na Saharze.

Tyle, że handlować mógł każdy, a reklama była wynalazkiem tak nowym i niezwykłym, że pisano o niej nawet piosenki.

Kowalscy dysponując podpatrzonym “na zachodzie” know-how bez wątpienia miał dużo „wody”.

I sprzedawał ją na wyjątkowo zaludnionej Saharze pełnej „spragnionych” biznesów. Jednym słowem interes kwitł.

Z czasem pojawili się pierwsi pracownicy. Kanciapa została zastąpiona przez biuro w centrum miasta a jednoosobowa działalność Pana Kowalskiego stała się spółką z o. o. Wszystko z rozmachem 😉.

Co więc poszło nie tak?

Rozwód i podział majątku

Ten idylliczny stan został zakłócony dopiero gdy pewna niewiasta zawróciła Prezesowi “od reklamy” w głowie i ten postanowił wyprowadzić się z domu zajmowanego z Panią Kowalską.

Spuśćmy zasłonę milczenia na to co działo się dalej w rodzinie Państwa Kowalskich, bo łatwo to sobie wyobrazić.

Koniec końców sprawa trafiła do sądu, który z hukiem „udzielił” Państwu Kowalskim rozwodu. I tak niejako na marginesie orzekł, że totalną, absolutną i niezaprzeczalną winę za owy stan rzeczy ponosi Pan Prezes.

Kiedy emocje “rozwodowe” jednak opadły pojawił się temat majątku. A dokładnie jego podziału.

Prócz mieszkania, dwóch samochodów i psa Państwo Kowalscy posiadali jeszcze “tylko” wartą grubo ponad 3.000.000 zł agencję reklamową.

I w kontekście tego ostatniego między byłymi już małżonkami toczyły się negocjacje, które kończyły się zwykle na składaniu ofert wykupu za cenę, delikatnie rzecz ujmując, nierynkową. Albo na groźbach o puszczaniu z torbami, w skarpetkach lub w innych częściach garderoby.

W końcu sprawa trafiła do sądu, który miał przeprowadzić dział majątku wspólnego.

Podział firmy po rozwodzie

Dla postronnego obserwatora agencja reklamowa byłaby zapewne „firmą Pana Kowalskiego”.

Ba, nawet bardziej dociekliwy obserwator zostałby utwierdzony w tym przekonaniu sprawdzając, że w rejestrze jako wspólnik i Prezes Zarządu wpisany jest tylko Pan Kowalski.

A gdyby ktoś, zapewne kierowany niezdrową obsesją, chciałby uzyskać całkowicie niezbity dowód absolutnego „właścicielstwa” Pana Kowalskiego?

Zapewne udałby się wtedy do sądu rejestrowego, gdzie z satysfakcją zapoznałby się z umową spółki, w której treści Pan Kowalski oświadczył, iż środki na pokrycie udziałów pochodziły z jego majątku osobistego.

Sprawa zakończona i Pani Kowalska odchodzi z kwitkiem?

Wręcz przeciwnie. Kluczową kwestią jest, że Państwo Kowalscy mieli wspólność majątkową małżeńską.

Taką wspólność (zwaną szumnie „ustawowym ustrojem majątkowym”) ma każde małżeństwo, które nie zawarło u notariusza umowy ustanawiającej rozdzielność majątków. Rozdzielność może też powstać u nich wskutek orzeczenia sądu.

Czy Ty masz taką wspólność?

A niczego nie podpisywałeś/podpisywałaś u notariusza, ani też nie przypominasz sobie sprawy sądowej 😉?

To można śmiało założyć, że tak.

Potencjalnie więc podział firmy po rozwodzie Cię nie ominie.

Konsekwencje wspólności małżeńskiej

Konsekwencje prawne wspólności małżeńskiej są bardzo rozległe i w niektórych przypadkach dość skomplikowane.

Można je sprowadzić do prostej zasady „wszystko nabyte za wspólne pieniądze staje się wspólne”.

Zasada ta jest tak ważna i tak mocno związana z instytucją małżeństwa, że przyjmuje się wręcz domniemanie faktyczne, że wszystko nabyte przez jednego małżonka w trakcie trwania małżeństwa jest wspólne.

Wróćmy jednak do naszego Pana Kowalskiego. To oświadczenie jakie umieścił w umowie spółki, że pokrywa udziały „swoimi” pieniędzmi. Wspomniane przeze mnie domniemanie powoduje, że w razie sporu to Pan Kowalski musi udowodnić, że faktycznie środki pochodziły z jego tzw. majątku osobistego.

To jest pojęcie stricte prawne, a zatem to że pieniądze znajdowały się na rachunku osobistym Pana Kowalskiego albo w jego również bardzo osobistym portfelu nie czyni z nich „majątku osobistego”.

Zazwyczaj pieniądze pochodzą z pracy zarobkowej (np.: prowadzonej agencji reklamowej), a te zawsze objęte są wspólnością małżeńską.

Na marginesie wspomnę że oświadczenie Pana Kowalskiego, które znalazło się w akcie notarialnym, w sensie dowodowym nie różni się niczym od wygłoszenia na sali sądowej banalnego stwierdzenia „to były moje pieniądze”. Żaden to dowód.

Idźmy dalej: również i okoliczność, że w rejestrze przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego wspólnikiem jest tylko Pan Kowalski w żadnym stopniu nie przesądza, że faktycznie nie współdzieli udziałów w spółce z małżonką. Nie temu służy wpis do KRS. Zatem w przypadku sprawy o podział majątku udziały w spółce z o. o. zostaną zgarnięte do jednego worka z napisem „majątek małżeński”, a następnie wycenione przez biegłego.

W takim przypadku Pani Kowalska może liczyć co najmniej na spłatę przez męża przypadającej jej połowy wartości udziałów.

Wycenianie firmy

Podział firmy po rozwodzie wiąże się z jej wyceną.

W dużym uproszczeniu jeżeli “powstała” ona w okresie małżeństwa to podlega ona wycenie i podziałowi “po równo” między małżonków.

Od razu poczynię trzy zastrzeżenia 😃.

  • możliwe są takie sytuacje, w których z różnych powodów np: udziały w spółce reklamowej nie wejdą do majątku wspólnego.
  • w przeważającej większości sąd nie dzieli firmy, bo stanowiłoby to “gospodarcze zabójstwo”. Małżonek otrzymuje spłatę swojej części
  • wyceny dokonuje biegły sądowy, który posługuje się w tym celu wieloma kryteriami. Chodzi o rzeczywistą, “rynkową” wartość agencji reklamowej, a nie jej wartość “księgową”.

Na zakończenie dodam, że bez znaczenia jest tutaj czy agencja reklamowa prowadzona jest jako spółka czy jednoosobowa działalność gospodarcza. Komplikacje nie tkwią w formie prawnej w jakiej prowadzona jest agencja reklamowa, ale w ustroju małżeńskim.

Dlatego jeżeli chcesz mieć pewność, że Twoja agencja reklamowa pozostanie Twoją warto zastanowić się nad zawarciem umowy o rozdzielności majątkowej.

Jest też jeszcze jeden sposób, ale obiecałem że będzie bez prawienia morałów 😁.

*****
Zobacz także:

Podziękowania dla:

Zastrzeżenie praw autorskichW niedawnym wpisie cytowałem uzasadnienie wyroku, gdzie agencja przygotowała projekt i przesłała go klientowi wraz z “klauzulą w zakresie zastrzeżenia praw autorskich”.

Ku mojemu zaskoczeniu wystarczyło tylko wspomnieć o “klauzuli zastrzeżenia praw autorskich” żeby…

…Na mojego bloga zaczęły gromadnie trafiać osoby zainteresowane tym wyszukaniem.

Być może obawiasz się, że jak “nie zastrzeżesz” to coś stracisz.

Albo, że ktoś będzie mógł sobie przywłaszczyć Twoją pracę jako “niezastrzeżoną”

Albo, że klient będzie upoważniony do korzystania z Twojego projektu bez rozliczania się z Tobą.

Tymczasem “zastrzeżenie praw autorskich” to mit. Absolutny mit.

Czas się z nim rozprawić 😁.

Zastrzeżenie praw autorskich a ich powstanie

Nie łatwo będzie mi to wytłumaczyć. Wiem, bo wielokrotnie już się z tym mierzyłem w rozmowach z klientami.

Często nieskutecznie.

Bo to zagadnienie bardzo abstrakcyjne.

Daj mi jednak szansę:

To czy wykonane przez Ciebie materiały reklamowe będą “utworem” w rozumieniu prawa autorskiego nie jest zależne od Ciebie.

Trochę to dziwne, bo agencja reklamowa z gruntu zajmuje się tworzeniem treści reklamowych.

A agencja content marketingowa to już w ogóle nic nie robi tylko produkuje treści 😀.

Jak więc jest to możliwe, że możesz tworzyć coś w pocie czoła, a nie podlega to ochronie?

Niestety nie jest tutaj ważny nakład pracy, ani nawet największe starania.

Prawo autorskie chroni np: materiały reklamowe tylko wtedy, gdy mają one charakter:

  • oryginalny
  • indywidualny
  • i są ustalone w jakiejkolwiek formie (czy jakoś się zmaterializowały np: jako storyboard)

Więcej o ochronie utworów przez prawo autorskie możesz przeczytać tutaj.

Zatem albo wynik Twojej pracy obiektywnie takie kryteria spełnia albo nie.

Wszelkie Twoje deklaracje, zastrzeżenia i oświadczenia nie mają tutaj znaczenia.

Nie chciałbym jednak wywołać u Ciebie wrażenia, że stworzenie utworu jest z prawnego punkty widzenia czymś niezwykle skomplikowanym. Wręcz przeciwnie 😆.

Chcę Ci jednak uzmysłowić, że coś tym utworem się nie stanie tylko dlatego, że tak zadecydujesz.

Dla pewności sięgam po drastyczny przykład: narysowałem dla Ciebie słoneczko z chmurką w https://www.youidraw.com/apps/painter/

Ten “utwór” nie jest ani oryginalny (każdy trzylatek tak maluje) ani indywidualny (każdy potrafi tak nabazgrać z Paincie).

Zastrzeżenie praw autorskich do tego słoneczka nic tutaj zmieni. Utwór w rozumieniu prawa autorskiego nijak to nie jest 😃.

Oczywiście z materiałami reklamowymi sprawa może być nieco bardziej subtelna i mniej oczywista. Chociaż i tutaj bywa różnie.

W sprawie sprawie VI GC 204/15 odmówiono ochrony reklamie, bo praca grafika miała się sprowadzić do “zmiany czcionki napisów na reklamie” oraz “osadzenia w projekcie zdjęcia nagiego torsu mężczyzny”. Tutaj też ze strony agencji nastąpiło zastrzeżenie praw autorskich i….niczego to nie zmieniło.

Przejście praw autorskich na klienta wobec ich niezastrzeżenia

Sam fakt, że wysyłasz jakikolwiek projekt do klienta ABSOLUTNIE nie stanowi jakiejkolwiek zgody na jego wykorzystanie w całości ani w części.

Nie jest tak, że zapał klienta do natychmiastowego wykorzystania materiałów może ostudzić TYLKO jakieś tam zastrzeżenie praw autorskich.

Właściwie to jest dokładnie na odwrót 😁.

Zgodnie z prawem, aby przeniesienie praw autorskich było ważne musisz zawrzeć z klientem umowę na piśmie.

Jeżeli więc nie podpisałeś z klientem umowy na przeniesienie autorskich praw majątkowych to nawet wielokrotne wysyłanie projektu mailem tego nie zastąpi.

Z drugiej zaś strony gdy Twój materiał reklamowy utworem nie jest (z przyczyn jak powyżej) to zawarcie umowy z klientem nie spowoduje przeniesienia autorskich praw majątkowych.

Zwyczajnie nie da się przenieść czegoś czego samemu się nie posiada 😉.

*****
Zobacz także:

  • Prawna ochrona reklamy i jej brak – Prawna ochrona reklamy nie przysługuje każdemu materiałowi promocyjnemu.Musisz jeszcze pomyślnie przejść test “statystycznej jednorazowości”.
  • Ochrona utworu – jakie cechy musi posiadać utwór, aby korzystać z ochrony przewidzianej prawem autorskim.
  • Ochrona pomysłu – ustawa prawo autorskie przewiduje, że ochroną nie są objęte idee. Dlatego ochrona prawna pomysłu zależy od tego czy się “zmaterializował” i przybrał postać.

Podziękowania dla:

web.lex Meeting 2019Pisząc tego posta właśnie tułam się późnym pociągiem z Warszawy do Krakowa.

Ale wracam z web.lex Meeting 2019 więc było warto 😄.

Po pierwsze miałem okazję poznać masę wspaniałych autorek i autorów z kolektywu http://lexmonitor.pl/.

Ba, bloggerów!

A po drugie była to też dla mnie okazja do konferencyjnego debitu w roli prelegenta.

Bo bez bicia mówię, że prócz sądu to był mój pierwszy publiczny występ 😀.

Na szczęście miałem okazję mówić o tym, co lubię nawet bardziej od prawa marketingu.

Czyli o samym marketingu.

I to w kontekście bloga prawniczego.

Moje wystąpienie na web.lex Meeting 2019

Nie mogłem się powstrzymać, aby nie wykorzystać mojego ulubionego cytatu z “Pamiętnika Adwokata“:

“każe pięć minut poświęcone na prowadzenie bloga w kancelarii to nie jest wydatek w postaci czasu. To jest poważna i realna inwestycja w źródło klientów”

Gdy to czytałem od razu zwróciłem uwagę, że Rafał Chmielewski (autor) pisał “każde pięć minut poświęcone na prowadzenie bloga“.

Nie pisanie. Prowadzenie!

Prowadzenie bloga to rozwijanie całego ekosystemu, w którym oczywiście pisanie jest najważniejszą, ale nie jedyną czynnością.

Do ogarnięcia pozostają jeszcze narzędzia, które dla tego bloga stanowią rodzaj dźwigni.

Dźwignia pozwala mniejszym wysiłkiem zrobić więcej na blogu.

Czyli wasza inwestycja czasu będzie jeszcze bardziej opłacalna.

Trzy narzędzia jakie omówiłem to:

  • Acuity – aplikacja/kalendarz ułatwiający umówienie spotkania lub konsultacji telefonicznej. Znajdziesz go blogu i w
    zakładce kontakt.
  • Fiverr – platforma która ułatwia współpracę z freelancerami z całego świata. Dzięki niej szybko zbudowałem całą otoczkę bloga (grafiki na media społecznościowe, covery i animacje na youtube, ebooki etc.).
  • Getresponse – rodzimy produkt do e-mail marketingu, który z dumą wykorzystuję do automatyzacji wielu działań. Piszę z dumą, bo na początku nie wiedziałem, że to produkt polski, a efekt był wow!

Organizując web.lex Meeting 2019 Rafał Chmielewski po raz kolejny pokazał, że stworzył coś więcej niż biznes od marketingu prawniczego. Stworzył społeczność.

Było mi niezmiernie miło być dzisiaj jej częścią 🙂.