fbpx

Bartosz Gajek

adwokat

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Sklep z umowami

Gdy nieco ponad rok temu opublikowałem darmowy wzór umowy dla agencji reklamowych nie spodziewałem się, że otrzymam tak dużą ilość feedbacku (z braku lepszego słowa 😁).

Praktycznie co kilka pobrań na moją skrzynkę trafiały pytania dotyczące klauzul ze wzorca albo jak np: udzielić pełnomocnictwa dyrektorowi kreatywnemu do “obsługi” umowy.

Na wszystkie pytania sumienie odpowiadałem.

I dlatego z czasem w moim folderze poczty wysłanej znalazło się na tyle dużo odpowiedzi, aby mogły one przybrać postać ebooka.

Dlatego oddaję w Twoje ręce komplet dokumentów wraz ich omówieniem, który wraz z liftingiem umowy reklamowej właśnie ujrzał światło dzienne.

Poniżej znajdziesz kilka przykładowych stron ebooka, a sam produkt jest już dostępny na sklep.gajekpartnerzy.pl.

umowa reklamowa

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

Widzisz to zdjęcie po prawej? To ja kilka dni temu na lotnisku w Katanii.

Na kolanach trzymam iPada (działającego na oparach baterii) i taniutką klawiaturę bezprzewodową.

Co robię? A piszę.

Piszę tego posta. Tego, którego WŁAŚNIE TERAZ czytasz.

Piszę, bo w głowie ciągle mam obraz znajdującej się w Syrakuzy kanjapki Caseificio Borderi.

A właściwie jej właściciela.

Żeby zrozumieć dlaczego zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że masz stoisko z kanapkami.

Takie zwyczajne, niewielkie i w mało prestiżowym miejscu.

Popatrzmy na “mocne” strony Twojego biznesu…

Oferujesz kanapki przygotowywane na miejscu?

Jak dosłownie WSZYSTKIE knajpy w promieniu 2 km.

Twoje składniki są lokalne, świeże i bio-eko?

A spróbowałbyś tylko z czegoś innego robić!!

No to może po prostu robisz najpyszniejsze kanapki na świecie?

A kto nie robi…

Cóż, wygląda na to, że Twój USP jest do bani.

Ale jednak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, akurat do Twojej knajpki ustawiają się tłumy.

Kolejki turystów zawijają aż po horyzont, a ty uśmiechnięty od ucha do ucha przygotowujesz co raz bardziej awangardowe kanapki.

Które sprzedają się jak … świeże bułeczki. I to po 6 EURO każda.

Teraz możesz już otworzyć oczy i zobaczyć jak to robi właściciel Caseificio Borderi.

Czy tutaj zjadłem najlepszą kanapkę w moim życiu? Nie wiem, może.

Czy to był fenomenalnie zorganizowany biznes, który można zescalować w globalną franczyzę? Wątpię.

Ale jednego jestem pewny: nigdy nie widziałem żeby ktoś tak się jarał swoim biznesem i zarażał tą radochą innych.

Nie sądzę, żeby ten facet kochał kanapki, ale z całą pewnością lubi to co robi. Bo energię i entuzjazm czuć było w powietrzu (plus oliwę, czosnek oraz szynkę parmeńską…).

To skłoniło mnie do refleksji: czego ja poszukuję w moim biznesie?

Dokładnie tego samego 😁 (minus oliwa, czosnek..).

 

Chcę pracować z klientami których lubię, nad sprawami które mnie interesują i za wynagrodzenie które mnie satysfakcjonuje.

 

Po blisko dwóch latach prowadzenia tego bloga (i ukierunkowaniu mojej kancelarii na specjalizację) mogę powiedzieć, że w tym kierunku powoli zmierzam 😀.

A teraz, gdy tylko będę wątpił w sens tego wszystkiego, to myślami wrócę do roztańczonego Caseificio Borderi.

To jest właśnie “end game” biznesu butikowego.

Zobacz także:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

Krótka umowaLudzka natura chyba nigdy nie przestanie mnie fascynować.

A właściwie to jej jeden aspekt: nasza wrodzona skłonność do przesady.

Do popadania ze skrajności w skrajności.

To nasze zamiłowanie do zmian totalnych, grubych kresek i noworocznych postanowień.

Dzisiaj ledwie się ruszamy? To od jutra zaczynamy biegać ultramaratony (pod warunkiem, że Robert będzie boksować 😉).

Nasza dieta pozostawia wiele do życzenia? No to od jutra tylko brokuły i siano.

Z umowami bywa podobnie.

Albo chcemy mieć profesjonalny, zoptymalizowany po każdym względem wzorzec w dwóch językach, albo…. machniemy na to wszystko ręką. I jakoś to będzie.

Tymczasem rzeczywiste, wymierne efekty osiąga się małymi krokami.

Przed zostaniem ultramaratończykiem warto najpierw regularnie spacerować.

Zrezygnowanie chociażby z części przetworzonej żywności od razu pchnie naszą wagę w dobrą stronę.

A z umowami to jest tak…

Nawet super krótka umowa daje większą pewność

Zacznijmy od tego, że – i piszę to z pełną odpowiedzialnością – jakakolwiek umowa jest lepsza niż jej brak.

A chociażby i krótka umowa o świadczenie usług reklamowych to ciągle dowód na wagę złota.

Dlaczego?

Bo właśnie największą bolączką właścicieli agencji reklamowych bywa to, że nie mają żadnego pisemnego potwierdzenia zlecenia im realizacji projektu. A wtedy trzeba sięgać po przeróżne dowody żeby w ogóle udowodnić, że z klientem coś Cię łączy (bo ten może iść w przysłowiowe “zaparte” i powiedzieć w sądzie “nie znam tego Pana”).

Nie zapominaj też o podstawowej pułapce klientów “z Internetu”: Pan zamawia usługi reklamowe, a ty je w pocie czoła wykonujesz. A gdy przyjdzie do płacenia?

Cóż okazuje się, że firma w rzeczywistości nie jest tego Pana, ale zarejestrowana została na jego szacowną małżonkę.

Wtedy surprise, surprise  ta Pani nic nie wie o Twoich usługach. I oczywiście NICZEGO w Twojej agencji nie zamawiała 😁.

Można by było tego uniknąć, gdybyś tylko sprawdził dane kontrahenta w odpowiednim rejestrze. Do tego zmusi Cię już choćby najbardziej krótka umowa na świecie.

Jednym słowem umowy podpisywać zwyczajnie się opłaca.

Na najważniejsze klauzule zawsze znajdzie się miejsce

Jeżeli już Cię przekonałem, że warto zadbać o dosłownie JAKĄKOLWIEK umowę to rozprawmy się jeszcze z drugim mitem.

Długość umowy.

Jedni mówią, że dobra umowa to skromna umowa. Że po co się rozpisywać, lepiej krótko i na temat.

Inni z kolei powiedzą, że umowa na pół strony wygląda amatorsko. Że taki “świstek” papieru jest nic nie warty.

Ja uważam, że umowa jest wypadkową potrzeb projektu, oczekiwań klienta i Twoich interesów.

Skomplikowany, wielomiesięczny i ryzykowny projekt może wymagać odpowiednio zaawansowanej umowy. Podobnie rzecz się może mieć z klientem, który już na samym początku daje się poznać jako niezbyt rzetelna osoba 😉.

Ale rutynowe zlecenie od stałego klienta absolutnie nie wymaga podobnych zabezpieczeń. Zaawansowanego wzorca “nie przepchniesz” też jeżeli druga strona ma ostrą reakcję alergiczną na tekst kontraktu który przekracza 250 znaków (oj znam Ci ja takich…).

Chcę Ci tylko powiedzieć, że musisz być elastyczny (albo jak radził Bruce Lee: “be water, my friend“).

A krótka umowa nie oznacza, że to musi być jednocześnie zła umowa. Przecież jakość i skuteczność takiego dokumentu nie wynika z jego długości tylko z jego…treści! Zadbaj o zgodę na portfolio, określ ile poprawek klient może zgłosić, wskaż właściwość sądu oraz prawo polskie. To i pare innych drobiazgów (tutaj znajdziesz ich listę kontrolną) możesz “upchać” w kilku linijkach umowy, albo nawet na….opisie do faktury! (która również jest formą umowy).

Rezultat?

Dopięte projekty. Mniej zmartwień. Więcej wolnego czasu.

Teraz możesz się wreszcie zabrać za te ultramaratony 😁.

Brak czasu na czytanie?

Chcesz otrzymywać dodatkowe materiały i aktualizacje?

Zobacz także:

  • Jakie powinny być umowy– dlaczego kontrakty warto pisać “łopatologiczne” tak, aby były one czytelne i zrozumiałe także dla innych osób niezaangażowanych w projekt.
  • Czytelność umowy – dwa proste triki zwiększające wygodę w używaniu umowy i zabezpieczające przed wpadką.

Podziękowania dla:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

W tym odcinku mojego podcasta rozmawiam z radcą prawnym Katarzyną Kroner o reklamie i promocji wyrobów medycznych.

Co w takiej reklamie wolno, czego nie powinno się robić, a czego unikać jak ognia 🔥.

Odwiedź Katarzynę na jej blogu https://wyrobymedyczneokiemtemidy.pl/

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów

Zgoda na wykorzystanie wizerunkuTutaj pisałem o tym, że zgoda na wykorzystanie wizerunku powinna określać kontekst w jakim ten wizerunek będzie wykorzystywany. Argumentowałem to tym, że są takie produkty, z którymi wiele osób nie chciałoby być kojarzonymi.

Oczywiście mogłem wymyślić jakąś historyjkę, która obrazowałaby ten problem.

Tylko, że miałem poważne wątpliwości czy mój przykład będzie wystarczająco jaskrawy.

Na szczęście z pomocą przyszedł mi wyrok wydany w sprawie I CK 515/04, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że najlepsze scenariusze pisze życie.

Co wspólnego ma ze sobą modeling i audiotele

Nasza historia zaczyna się dość banalnie. Przynajmniej wystarczająco banalnie, aby nikomu nie przyszło do głowy, że sprawa trafi przed oblicze Sądu Najwyższego.

Otóż nasza bohaterka wzięła udział w dwóch typowych sesjach zdjęciowych. Po ich zakończeniu modelka otrzymała umówione wynagrodzenie, a w zamian do rąk fotografa trafiła podpisaną przez nią zgoda na wykorzystanie wizerunku.

Następnie fotograf sprzedał zestaw fotografii spółce, która była zainteresowana ich wykorzystaniem w reklamie.

Na kluczowe pytanie “w jakiej reklamie?” modelka miała długo poznać odpowiedź.

Otóż pewnego dnia nasza bohaterka usłyszała od najbliższego otoczenia, że “nisko upadła”, że reklamuje agencje towarzyskie, a babcia uznała, że wnuczka “reklamuje się jako prostytutka”.

Pani szybko dotarła do źródła problemów: otóż w pewnej gazecie znalazła swoją fotografię jako część reklamy usług audio-tele.

Hasła “czekam na Ciebie“, “spróbuj ze mną“, “z Tobą prywatnie” nie pozostawiały złudzeń, że oferta kierowana jest do dorosłych czytelników.

Skutki “wciągnięcia” modelki w taką reklamę były opłakane. Modelka która wcześniej zagrała w 20 filmach nagle została “odcięta” od wszelkich propozycji.

Koniec końców sprawa trafiła do sądu, gdzie spółka od audio-tele i wydawca gazety z hukiem przegrali.

Jakie wnioski płyną z tej sprawy?

Zgoda na wykorzystanie wizerunku a cel publikacji

Przede wszystkim musisz pamiętać, że zgoda modela nie powinna mieć charakteru “blankietowego”.

Wiem, że najwygodniej byłoby dostać zgodę na wykorzystanie wizerunku i móc z nim zrobić co Ci się podoba. I dokładnie z tego założenia wychodziła spółka, która nabyła fotografie.

Tylko, że w razie sporu to na Tobie będzie spoczywać obowiązek wykazania, że użyłeś fotografii z wizerunkiem zgodnie z zakresem udzielonej zgody.

Gdyby w omawianej sprawie modelka zgodziła na się na wykorzystanie jej wizerunku do “reklamy i promocji usług audio-tele skierowanych do osób pełnoletnich” to nie byłoby sprawy. Już starożytni Rzymianie mawiali bowiem, że chcącemu nie dzieje się krzywda 😉.

Zatwierdzenie projektu reklamy przez modela

Czasami jednak nawet dość precyzyjna zgoda modela może okazać się niewystarczająca.

A gdyby we wspomnianej sprawie powódka wyraziła zgodę na wystąpienie w reklamie audio-tele? To ciągle nie oznaczałoby przyzwolenia do całkowitego popuszczenia wodzy fantazji.  Otóż reklamę tego typu usług ktoś mógłby opatrzyć takimi hasłami przy których “spróbuj ze mną” wydaje się być przesadną pruderyjnością. A to z kolei mogłoby się spotkać z uzasadnionym sprzeciwem.

Powstałby więc nowy problem gdzie modelka może i zgodziła się na użyczenie wizerunku do reklamy audio-tele, ale nie TAKIEGO audio-tele. Wrażliwość każdy z nas ma bardzo indywidualną, a na sam koniec ocenie podlega kontekst wykorzystania wizerunku a nie jedynie sam fakt czy sprawca posiadał zgodę na jego rozpowszechnienie czy też nie. W reklamie bowiem, kolokwialnie rzecz ujmując, zawsze da się “przegiąć”.

Więc gdy potrzebna Ci będzie zgoda na wykorzystanie wizerunku w kontrowersyjnej reklamie możliwości masz dwie.

Pierwsza to uzyskanie bardzo precyzyjnej zgody modela na rozpowszechnianie jego wizerunku. Z całą pewnością zmniejsza to ryzyko naruszenia dóbr osobistych takiej osoby, ale nie wyłącza go całkowicie.

Druga możliwość to zatwierdzenie projektu reklamy lub nawet jej końcowego efektu. W takim przypadku “skwitowanie” reklamy przez modela to jednocześnie zgoda na wykorzystanie wizerunku w tym całkowicie skonkretyzowanym kontekście.

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Zezwolenie na wykorzystanie wizerunku w reklamie – Jeżeli można mówić o “reklamowym abecadle” to niewątpliwie literką “Z” jest w nim “zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku”. Co może oznaczać jego brak?
  • Zdjęcia grupowe w reklamie – Wykorzystanie wizerunku w reklamie wymaga zezwolenia. Sprawa nie jest jednak tak oczywista przy zdjęciach grupowych np: z imprezy masowej.

Podziękowania dla:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 607 610 718e-mail: bartosz@gajekpartnerzy.pl

umów bezpłatną konsultację | sklep ze wzorami umów