adwokat Bartosz Gajek

⛑️ główny ratownik

Jako adwokat pomagam kreatywnym rozwiązać problemy z jakimi borykają się ich agencje marketingowe. Przeczytasz tutaj jak uniknąć błędów popełnianych w Twojej branży – tych najczęstszych i… tych najbardziej kosztowych. Podpowiem Ci jak umowy mogą chronić efekty Twojej pracy i jak zadbać o to, żeby zawsze działały na Twoją korzyść. Wreszcie poradzę Ci jak porozumieć się z trudnym klientem (TYM który spędza Ci sen z powiek), a gdy wszystko inne zawiedzie – jak skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem...
[Więcej >>>]

Umów bezpłatną konsultację

Sklep z umowami

List adwokacki wezwanie odpowiedźSiadając do napisania tego posta zacząłem uzupełniać przykładowe wezwanie do zapłaty fikcyjnymi danymi i oczywiście w głowie pojawił mi się statystyczny Jan Kowalski i jego hipotetyczna firma Janex…

Na szczęście przypomniałem sobie, że na Internecie jest już wszystko więc mur beton jakiś Jan Kowalski otworzył „Janex”.

Nie pomyliłem się 😃.

 

 

Zobaczy więc jak wygląda taki już zupełnie zanonimizowany list adwokacki:

List adwokacki agencja kreatywna

 

Zapewne pomyślisz, że nie ma tutaj nic czego nie mógłbyś sam napisać.

I zapewne masz rację 😃.

Faktycznie list adwokacki może być mniej lub bardziej rozbudowany, ale zasadniczo sprowadza się do jednego:

proszę wreszcie zapłacić mojemu klientowi.

Otóż, gdy nierzetelny kontrahent otrzymuje „zwykłe” wezwanie do zapłaty napisane przez Ciebie..

Cóż, jest skory potraktować je jako sugestię, że należy zapłacić.

W końcu jest tyle ważniejszych faktur to zapłacenia..

Z listem adwokackim BYWA nieco inaczej.

Zobaczmy więc 5 powodów dla których warto wysłać list adwokacki

#1 Kontrahent wie, że masz pomoc prawną

Co jest jedną z głównych przyczyn, dla której wierzyciele często długo nie decydują się założyć sprawy sądowej?

Brak znajomości przepisów i lęk przed nieznanym czyli postępowaniem sądowym (źródło: badania własne 😃).

Oczywiście podstawowe zagadnienia związane z „sądzeniem się” można łatwo uzyskać na Internecie, ale jest to inwestycja czasu i uwagi. Czyli dwóch najcenniejszych zasobów XXI wieku.

Do sądu też trzeba się przemóc, a mało kto traktuje to jako przygodę życia i ciekawe wyzwanie.

Również nie każda niezapłacona faktura to sprawa zupełnie szablonowa.

Dodatkowe zagadnienia prawne (np: wady, niestandardowe dowody, jednostronny protokół odbiorczy, przedawnienie) tylko podwyższają i tak już wysoko postawioną poprzeczkę.

Gdy pojawia się list adwokacki stanowi on dla drugiej strony bardzo jasną informację, że te wszystkie przeszkody zostały usunięte, a dalsze losy sprawy są kwestią decyzji, a nie Twojego heroicznego wysiłku i odwagi.

#2 Kontrahent wie, że sprawa trafi do sądu

Dłużnik zwyczajnie często nie wierzy, że sprawa trafi do sądu, a upływ czasu tylko utwierdza go w tym przekonaniu. O ile już samo adwokackie wezwanie do zapłaty jest „zwiastunem” nieodległego procesu to kilka lat temu pewien starszy adwokat nauczył mnie triku, który do dnia dzisiejszego stosuję. Otóż zauważył on, że adresaci listów adwokackich z większą uwagą czytają pełnomocnictwo dołączone do wezwania niż samo wezwanie. Tymczasem listów adwokackich często-gęsto albo nie są dołączane pełnomocnictwa (co uważam za złą praktykę), albo są to lakoniczne, jednozdaniowe upoważnienia do negocjacji.

Gdy ów adwokat zaczął do wezwań dołączać wyczerpujące pełnomocnictwa sądowe to i jego klienci zaczęli odnotowywać więcej wpłat.

Nie mam żadnego sposobu żeby sprawdzić czy faktycznie dołączenie takiego pełnomocnictwa jest czynnikiem istotnie zwiększającym skuteczność listu adwokackiego, ale zgodę się z tym, iż komunikuje ono odbiorcy, że sprawa „jedną nogą” jest już w sądzie. Stosuję do dziś 😃.

#3 Kontrahent wie, że adwokat wygeneruje dodatkowe koszty

W przypadku założenia i wygrania sprawy sądowej strona przeciwna zmuszona będzie zwrócić Tobie koszty czyli opłatę sądową. Sęk w tym, że owe koszty w typowych sprawach są tak niskie, że wręcz nie mają znaczenia.

Przykładowo:

  • pozew do 2000 złotych – opłata 30 złotych;
  • pozew ponad 2000 złotych do 5000 złotych -opłata 100 złotych;
  • pozew ponad 5000 złotych do 7500 złotych -opłata 250 złotych;
  • pozew ponad 7500 złotych – opłata 300 złotych.

Trudno jest przyjąć, że ktoś zapłaci tylko dlatego, że ciąży nad nim „widmo” sporu sądowego i zapłaty dodatkowych..30 zł.

Natomiast w przypadku reprezentacji przez adwokata strona przeciwna, prócz opłaty sądowej, musi pokryć koszty zastępstwa procesowego, które wynoszą odpowiednio:

  • pozew do 500 zł – zastępstwo wynosi 90 zł;
  • pozew powyżej 500 zł do 1500 zł -zastępstwo wynosi 270 zł;
  • pozew powyżej 1500 zł do 5000 zł -zastępstwo wynosi 900 zł;
  • pozew powyżej 5000 zł do 10 000 zł -zastępstwo wynosi 1800 zł;
  • pozew powyżej 10 000 zł do 50 000 zł -zastępstwo wynosi 3600 zł;
  • pozew powyżej 50 000 zł do 200 000 zł -zastępstwo wynosi 5400 zł;
  • pozew powyżej 200 000 zł do 2 000 000 zł -zastępstwo wynosi 10 800 zł;
  • pozew powyżej 2 000 000 zł do 5 000 000 zł -zastępstwo wynosi 15 000 zł;
  • pozew powyżej 5 000 000 zł -zastępstwo wynosi 25 000 zł.

Przykładowo więc przy niezapłaconej fakturze na kwotę 2200 zł opłata sądowa i koszty adwokackie wyniosą w sumie dodatkowe 1000 zł.

To już może skłonić do refleksji nad sensem sporu..

#4 Niska cena listu adwokackiego w stosunku do możliwych rezultatów

Koszt listu adwokackiego, w zależności od sprawy, waha się w przedziale od 100 zł do 300 zł netto. Jeżeli list okaże się skuteczny to z całą pewnością szybkie uregulowanie zaległej od dawna faktury okaże się być warte takiej inwestycji.

Z kolei praktykuje się (i tak też jest w mojej kancelarii), że w przypadku braku zapłaty przez dłużnika koszt listu adwokackiego wliczany jest do wynagrodzenia za prowadzenie sprawy. Nie płacisz więc za nic „ekstra” 😉.

#5 List adwokacki to okazja do zawarcia ugody

Jak wspomniałem brak zapłaty za fakturę może równie dobrze być wynikiem nie złej woli kontrahenta, ale głębszego, nierozwiązanego problemu związanego z wykonaną usługą reklamową.  List adwokacki często inicjuje negocjacje, które pozwolą wypracować możliwy konsensus. U ugodzie pozasądowej pisałem już tutaj.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o przeniesienie praw autorskich

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

  • Windykacja w branży kreatywnej cz.I – Zatory płatnicze wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu więc windykacja w branży kreatywnej będzie nabierać na co raz bardziej na znaczeniu.
  • Windykacja w branży kreatywnej cz.II – Jeżeli wyczerpałeś już sposoby windykacji „miękkiej” nie pozostało Ci nic innego jak wszcząć postępowanie sądowe.Tutaj sukces zapewni Ci tylko konsekwencja.

agencja reklamowa wady materiałów reklamowychZasada „Klient nasz Pan” nie zawsze się sprawdza.

Wykonując zamówienie zapewne bardzo często masz do czynienia z sytuacją, gdy musisz częściowo pracować na materiale dostarczonym przez klienta.

Logotypy do wykorzystania, pliki z materiałami do wydruku, czy nawet cały portal, w którym klient „chciałby kilka rzeczy zmienić”.

Jako profesjonalista pewnie już na pierwszy „rzut oka” potrafisz stwierdzić, że rozdzielczość logotypu jest tragicznie niska, wydruk z tych plików będzie „troszkę” odbiegał od zamierzeń, a portal wymaga zrównania z ziemią i postawienia go od nowa.

I tutaj pytanie do ciebie: jak rozumiesz zasadę „Klient nasz Pan”?

Logotyp na opakowaniu będzie wręcz kłuł w oczy pikselami? Widocznie tak miało być skoro klient taki dał…

Zawsze bowiem istnieje możliwość (i pokusa) w postaci mechanicznego i bezkrytycznego wykonania poleceń klienta.

Tyle, że to rozwiązanie nie chroni Cię przed odpowiedzialnością za..

Wady materiałów reklamowych

Kodeks Cywilny, a dokładnie art. 634 kc nakłada na Ciebie jako profesjonalistę obowiązek sprawdzenia czy materiał dostarczony przez klienta nadaje się do wykorzystania przy realizacji projektu.

Jeżeli dojdziesz to przekonania, że użycie materiałów nawet potencjalnie może skutkować wystąpieniem wady to powinieneś się tym przemyśleniem podzielić klientem.

Oczywiście kodeks surowo stanowi, że masz obowiązek „niezwłocznie zawiadomić”, ale w praktyce naprawę wystarczy taki e-mail:

Panie Januszu,

Przy skanowaniu oryginału, zawierającego ilustracje pierwotnie rastrowane należało opracować pliki graficzne z zastosowaniem programu usuwającego rysunek rastra z ilustracji półtonowych. Tylko wtedy przy rastrowaniu ilustracji w drukarni z pdf nie wystąpi efekt mory czyli wada techniczna druku zniekształcającą walory tonalne ilustracji. Będzie to po prostu to bardzo brzydko wyglądać.

Proszę o informację czy mogą Państwo dostarczyć inny plik czy też koniecznie mamy realizować zlecenie z otrzymanych pdfów

Sąd o wadach przy druku

I właśnie tego praktycznego podejścia zabrakło powodowi w sprawie o sygn. akt XII Ga 364/14 gdzie sąd wytknął, że „Strona powodowa jako profesjonalista winna była wstrzymać druk, zawiadomić o pojawieniu się mory na pierwszych wydrukowanych arkuszach. Niewłaściwe było zaś wydrukowanie całego nakładu bez akceptacji przez pozwana arkuszy z widocznym efektem mory„.

Czyli sprawę przegrało tak naprawdę podejście „takie dali to z takiego robimy”.

A tym czasem takie proste poinformowanie klienta o możliwych komplikacjach ma jedną gigantyczną zaletę:

nie odpowiadasz za wady materiałów reklamowych jeżeli klient po zawiadomieniu nalega na dalszą realizację projektu.

Oczywiście może pojawić się obawa, że reakcja klienta będzie następująca:

Będzie to źle wyglądać?. Aha. To dziękuję, ale muszę w takim razie zrezygnować„.

Jak już pisałem tutaj umowy z agencją reklamową nie da się tak po prostu zerwać.

Więc jeżeli klient nie będzie już poczuwał się do dostarczenia materiałów wolnych od wad to Twoja agencja reklamowa zachowuje prawo do wynagrodzenia.

Pisz więc e-maile zawsze gdy masz jakiekolwiek wątpliwości. Nie wiadomo kiedy się przyda 😄.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę social media

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Markus Spiske on Unsplash

agencja reklamowa zakaz konkurencji zarządSierpień zaczął się rewelacyjne, bo w mojej skrzynce wylądował taki oto e-mail:

„Witam

Dziekuje za wpis o zarządzie. Ja niestety tkwię już w spółce zoo i problem mam nieco inny. (…) Kolega z którym rozkręcaliśmy działalność otworzył sobie jednoosobową firmę i dorabia na grafice. Efekt jest taki, że nasze wspólne projekty leżą, bo XXXXX wiecznie nie ma czasu. XXXXX oczywiście nie widzi żadnego problemu.

(…)

Będę bardzo wdzięczny za podpowiedź co możemy z tym zrobić”.  

Ustaliłem z Czytelnikiem, że e-maila nieco okroimy i odpowiem na pytanie na blogu.

Zakaz konkurencji dla zarządu i wspólników

W mojej praktyce spotkałem się z taką sytuacją:

Panowie byli członkami zarządu, ale na co dzień po prostu pracowali w swojej firmie. Z czasem jednak okazało się, że własna spółka to jednak nie aż tak intratna forma zarobkowania i pojawiły się pierwsze pokusy, aby dorobić na tak zwanym „ boku”.

Wieloletnia obecność na rynku zaowocowała dla jednego z Panów wieloma kontaktami w branży, a te z kolei dały plon (żeby wyczerpać już wszelkie rolnicze przenośnie) w postaci licznych ofert. Dodam „kuszących ofert” biorąc pod uwagę kondycję spółki z o.o.

W końcu nasz członek zarządu zaczął tak poważnie rozważać, że przestudiował umowę spółki, gdzie – ku swojemu zadowoleniu – nie znalazł żadnych zapisów o zakazie konkurencji. Jak się później okazało z uczciwości Pan tak się umówił z kontrahentem, że usługi będzie świadczył jedynie „po godzinach”, a więc kiedy już zakończy dzień pracy w spółce z o.o. Kontrahent na to przystał, Panowie podali sobie ręce, a już następnego dnia w CEIDG pojawiła się działalność gospodarcza naszego członka zarządu. Przedmiot tej działalności był tak bliźniaczo podobny do przedmiotu działalności spółki, że gdyby się tutaj posłużyć nomenklaturą sądową należałoby ją określić jako „graniczącą z tożsamością” 😅.

I tutaj pojawia się problem:

członek zarządu, zupełnie jak żona Cezara, musi być poza wszelkimi podejrzeniami.

Faktycznie w umowie spółki mogło nie być żadnych postanowień o zakazie konkurencji, ale formalnie nie ma takiego obowiązku, aby taki zapis się w niej znalazł. Zakaz zajmowania się przez członka zarządu interesami konkurencyjnymi wynika bowiem wprost z kodeksu spółek handlowych. Jest to tzw. zakaz ustawowy.

Zakaz konkurencji obowiązuje zresztą tak samo wspólnika, który nie jest w zarządzie (czy wspólnika w ogóle).

Kiedy możemy mówić o naruszeniu takiego zakazu?  Właśnie wspomniane powyżej indywidualne prowadzenie działalności gospodarczej, bycie wspólnikiem w spółce konkurencyjnej, prokurentem, pełnomocnikiem, pracownikiem etc.

W opisanym przeze mnie przypadku bez znaczenia było, że nasz „uczciwy” członek zarządu postanowił prowadzić swoją działalność gospodarczą „po godzinach”. W ocenie tego członka zarządu-konkurenta nie naruszał on interesu spółki, bo świadczył konkurencyjne usługi w godzinach kiedy i tak by nie świadczył ich z ramienia spółki. Nic bardziej mylnego. Przy zakazie zajmowania się interesami konkurencyjnymi istotnym bowiem jest konkurencyjne współdziałanie na rynku, a nie to czy usługi „po godzinach” mogły i powinny być świadczone w ramach spółki.

W przypadku opisanym przez Czytelnika zachowanie członka zarządu jest jeszcze bardziej naganne, bo na „dorabianiu” kolegi w sposób bezpośredni cierpią interesy spółki. Trudno tutaj o lepszy dowód, że działalność jest realnie konkurencyjna.

Odszkodowanie albo rozwiązanie spółki

W przypadku działalności konkurencyjnej sprawca może zostać pociągnięty do odpowiedzialności odszkodowawczej. Jest to jednak rozwiązanie, które w rzeczywistości jedynie pogłębi już istniejący konflikt.

Sedno problemu Czytelnika tkwi w tym, że Panowie nie wyobrażają sobie dalszej współpracy, bo nie mają do siebie już zaufania.

Jednym wyjściem jest rozwiązanie agencji reklamowej w formie spółki przez sąd, co jak pisałem tutaj nie jest rzeczą łatwą.

Na pokrzepienie odsyłam do uzasadnienia tego wyroku gdzie Sąd zdecydował się na rozwiązanie agencji reklamowej ze względu na spór wspólników. Stan faktyczny nieco inny, ale i tutaj sednem sprawy była wzajemna utrata zaufania.  A więc da się.

Zapraszam również do przeczytania wpisu na temat zakazu konkurencji na blogu Pani Mecenas Anety Kułakowskiej.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa o zachowanie poufności przez współpracownika (NDA)

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Headway on Unsplash

agencja reklamowa spółka zooZabrzmi to banalnie, ale czasy się zmieniają.

Kiedy jeszcze parę lat temu jako młody adept prawa miałem okazję już udzielać się z kontaktach z klientami świadomość prawna była zgoła inna.

Dajmy na to taką Panią Prezes, która  przyniosła 7 pozwów złożonych przeciwko niej i zniesmaczona rzuciła:

Czy ci ludzie nie rozumieją, że to jest spółka z o.o?

Niestety miałem wątpliwą przyjemność wówczas wyjaśniać przez bitą godzinę, że ograniczona odpowiedzialność dotyczy wspólników, a nie członków zarządu.

Dzisiaj jest inaczej.

Internet aż pęka w szwach od informacji, że członek zarządu odpowiada za spółkę, że pozwy, że „299 ksh”.

Dlatego jeżeli już mam okazję rozmawiać o zarządzie to  zwykle już w spółce jest jak w szekspirowskim państwie duńskim

„źle się dzieje”.

Albo, że „wejście do zarządu” traktowane jest jako awans zawodowy i świadomy ryzyka klient „mocno rozważa”.

I na takim spotkaniu niechybnie pada pytanie:

„ale po co?”

Zarobki? Gwarantuje Ci, że w niejednej spółce członek zarządu zarabia mniej niż dyrektorzy.

Zresztą zarabiasz przecież tyle ile wynegocjujesz.

Stanowisko? Członek zarządu to nie „najwyższe możliwe stanowisko”, ale raczej stanowisko które może wymagać zupełnie innych kompetencji niż Twoje.

Władza? Bądźmy poważni 😃.

Jeżeli tylko ty jesteś w zarządzie to odpowiadasz sam za wszystko.

Jeżeli zarząd jest wieloosobowy to w najlepszym przypadku albo nie zrobisz nic bez podpisu innego członka zarządu, albo wiecznie się zastanawiasz czy reszta zarządu nie robi właśnie jakiś głupot za które przyjdzie Ci kiedyś odpowiadać finansowo.

Skoro już jesteśmy przy tej odpowiedzialności…

Odpowiedzialność członka zarządu w stosunku do agencji marketingowej

Jako członek zarządu jesteś managerem, który musi dbać o interesy podmiotu którym zarządzasz czyli agencji marketingowej prowadzonej w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Jeżeli te interesy prowadzisz w sposób nieumiejętny czy nawet niedbały to musisz liczyć się, że po stronie spółki może powstać szkoda, za którą możesz być rozliczony.

I bez znaczenia jest, że oprócz funkcji członka zarządu masz jeszcze na głowie jeszcze cały dział kreatywny, a ta rzekoma „niedbałość” wynika z tak prozaicznej przyczyny, że doba ma tylko 24 godziny.

Niby możesz się ubezpieczyć od takiej potencjalnej odpowiedzialności.

Ale z tyłu głowy zawsze pozostaje myśl, że możesz być rozliczany z czegoś więcej niż niezadowolony klient…

Odpowiedzialność członka zarządu za długi agencji marketingowej

Jeżeli spółka nie będzie w stanie uregulować swoich zobowiązań (klienci, podwykonawcy, dostawcy, pracownicy, ZUS..) to zapewne prędzej czy później sprawa trafi do sądu, a potem do komornika. Jak może wyglądać taka spirala długów można zobaczyć na przykładzie tej agencji reklamowej.

Oczywiście „z pustego i Salomon nie naleje” więc jeżeli na rachunkach bankowych będzie właśnie pusto, a na majątek spółki składa się tylko zepsuty ekspres do kawy to egzekucja zostanie szybko umorzona jako bezskuteczna.

Otwiera to drogę wierzycielom, aby pozwać Ciebie jako członka zarządu za długi agencji marketingowej. I tutaj egzekucja jest bez żadnego pardonu: pod młotek może pójść samochód, mieszkanie czy inne wartościowe rzeczy.

Co możesz zrobić, aby uchronić się przed taką odpowiedzialnością?

Nie wchodzić do zarządu. Musisz „tylko” w odpowiednim czasie zgłosić wniosek o ogłoszenie upadłości spółki albo wykazać że nie ponosisz winy, że tak się nie stało.

Jedno jest trudne, a drugie właściwie niewykonalne.

Wniosek o głoszenie upadłości agencji reklamowej nie może być złożony zbyt późno.

Ani zbyt wcześnie.

Musi być złożony tak „w sam raz”.

Czyli jeżeli stale trzymasz rękę na „finansowym pulsie” spółki i masz rozeznanie w sprawach prawnych i rachunkowych to masz realną szansę wyjść cało z opresji.

Tyle, że dosłownie WSZYSCY będą Cię odwodzić od tej decyzji.

Bo za chwilę przyjdzie klient, wpadnie projekt, posypią się faktury i agencja wyjdzie na prostą…

Co do „braku winy”. Cóż, sądy oszczędnie gospodarują  tym wyłączeniem odpowiedzialności.

Tak oszczędnie, że nawet zawał serca może Cię nie usprawiedliwiać.

Te ryzyka to oczywiście chleb powszedni każdego przedsiębiorcy. Biznes może zwyczajnie nie wyjść i przyjdzie za to zapłacić.

Kluczowym jest jednak to rozróżnienie:

co innego odpowiadać za swoją agencję, a co innego przyjąć na siebie odpowiedzialność za cudzą firmę. 

I na sam koniec powinieneś zadać sobie pytanie czy właśnie naprawdę tego chcesz.

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

umowa o pozycjonowanie

 

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Olu Eletu on Unsplash

awaria w biurzeSpokojnie, to tylko awaria….

Sądzę jednak, że trafiłeś tutaj nie dlatego, że jesteś fanem pewnego filmu z 1982 roku i pewnie też jesteś daleki od spokoju 😆.

W końcu awaria w biurze to nie przelewki (chyba, że pękła rura i właśnie zalewasz sąsiada z dołu….).

Muszę również założyć, że jesteś już po rozmowie z wynajmującym, który raczej Ci nie przyklasnął, a kazał „jakoś sobie poradzić, bo to nie jego sprawa”.

A czyja?

Obowiązki wynajmującego związane z biurem

Kodeks Cywilny określa obowiązki wynajmującego w następujący sposób:

Art.  662.  [Prawa i obowiązki stron]

§  1. Wynajmujący powinien wydać najemcy rzecz w stanie przydatnym do umówionego użytku i utrzymywać ją w takim stanie przez czas trwania najmu.
§  2. Drobne nakłady połączone ze zwykłym używaniem rzeczy obciążają najemcę.

Art. 681. [Nakłady obciążające najemcę lokalu]
Do drobnych nakładów, które obciążają najemcę lokalu, należą w szczególności: drobne naprawy podłóg, drzwi i okien, malowanie ścian, podłóg oraz wewnętrznej strony drzwi wejściowych, jak również drobne naprawy instalacji i urządzeń technicznych, zapewniających korzystanie ze światła, ogrzewania lokalu, dopływu i odpływu wody.

Generalnie więc można przyjąć taką oto zasadę:

Wszystko w biurze ma działać, a jeżeli nie działa to powinien to naprawić wynajmujący, chyba że koszty z tym związane są …drobne.

Co to znaczy „drobne”? No właśnie to najczęściej jest przyczyną wszelkich waśni wynajmującego i najemcy 😃.

Łatwo bowiem się domyśleć, że dla wynajmującego wszystko jest „drobną naprawą”, a dla najemcy każda złotówka, którą musi dołożyć do lokalu jest skandalem.

Co to są „drobne naprawy”

I teraz będzie ulubiony zwrot każdego prawnika „to zależy….”

Bo to zależy od tego co się zepsuło i jakie są koszty przywrócenia temu sprawności.

Podam więc kilka przykładów gdy awaria w biurze może być uznana za drobną:

  • Odpowietrzenie grzejnika? Drobna naprawa.
  • Wymiana grzejnika? Obowiązek wynajmującego
  • Naprawa gniazda elektrycznego? Drobna naprawa.
  • Założenie gniazdka elektrycznego? Obowiązek wynajmującego.
  • Wymiana żarówki? Drobna naprawa
  • Wymiana lampy? Obowiązek wynajmującego.
  • Naprawa spłuczki i uszczelnienie rury? Drobna naprawa
  • Wymiana urządzenia sanitarnego? Obowiązek wynajmującego.

Musisz się tutaj posługiwać zdrowym rozsądkiem, aczkolwiek nie ukrywam, że czasami może to być trudne gdy naprawa będzie „na granicy” drobnej i zwyczajnej 🙂.

Kiedy jednak jesteś przekonany, że naprawa do drobnych nie należy to masz dwie możliwości.

Naprawa na koszt wynajmującego

W kodeksie przeczytasz, że jeżeli wymagane są naprawy bez których nie da się używać lokalu to możesz wyznaczyć wynajmującemu termin, a następnie wykonać te naprawy na jego koszt.

Brzmi to rewelacyjnie, ale w praktyce jest to zaskakująco mało intuicyjne.

Po pierwsze naprawa musi być konieczna.
Kluczowym jest słowo „naprawa”, które musisz odróżnić od „ulepszenia”. Ma więc być normalnie, a nie lepiej niż było 😄.

Naprawą konieczną nie będzie taka, aby w biurze dało się normalnie pracować.

Przy rozstrzyganiu czy naprawa była konieczna warto żebyś sięgnął do umowy najmu i sprawdził, co Ci wynajmujący zagwarantował. W szczególności ważnym jest standard pomieszczenia, w którym dokonana była naprawa.
Koniecznymi są też naprawy doprowadzające wynajęte biuro do stanu sprzed dewastacji.

Po drugie za naprawy musisz zapłacić z własnej kieszeni. 
Idealnie byłoby zamówić fachowca, a następnie odesłać go wraz z rachunkiem do wynajmującego. To tak nie działa, niestety!
Z fachowcem musisz się rozliczyć, ale koniecznie zachowaj rachunki i faktury VAT za robociznę i materiał! Będą one Ci potrzebne, żeby skutecznie obciążyć tymi kosztami wynajmującego.

Najbardziej praktycznym sposobem rozliczenia się z wynajmującym będzie „potrącenie” czynszu z kosztami jakie poniosłeś na naprawę w biurze.

Przykład:

Czynsz wynosi: 1000 zł
Koszty naprawy: 300 zł

1000 zł – 300 zł = 700 zł
tyle musisz przelać czynszu

Tutaj możesz przeczytać o tym jak w praktyce dokonać czynności  „potrącenia”.

Obniżka czynszu

Drugim przypadkiem kiedy możesz sięgnąć do kieszeni wynajmującego jest powstanie wad przez które możesz korzystać z lokalu tylko w sposób ograniczony.

Na przykład do takiej obniżki uprawnia Cię awaria w biurze polegająca na niesprawnym ogrzewaniu. Jeżeli biuro jest „niedogrzane” (bo działa tylko 2 na 6 kaloryferów) to oczywiście nie jest ono CAŁKOWICIE dla Ciebie bezużyteczne, ale nie godzisz się pewnie żeby płacić za to jak za przysłowiowe woły.

Żeby skutecznie skorzystać z obniżki czynszu musisz poinformować wynajmującego, że w związku z określonymi wadami nie możesz korzystać z lokalu z umówiony sposób i z tego tytułu żądasz określonej obniżki (uwaga: obniżka nie może wynosić 100% 😀)

Przykład:

„W związku z zalaniem pomieszczenia konferencyjnego zwracam się o obniżenie czynszu na czas naprawy o 30% tj. o kwotę 300 zł”.

Po złożeniu takiego oświadczenia, tak jak przy potrąceniu, wykonaj przelew pomniejszony o obniżkę.

Awaria w biurze i sprawa w sądzie

Wynajmujący może zupełnie nie zgadzać się z Twoim stanowiskiem i w odpowiedzi na wszystkie oświadczenia prześle Ci … pełną fakturę za najem biura oraz wezwanie do zapłaty. Ostatecznie sprawa może nawet trafić do sądu.

Jeżeli będziesz konsekwentnie trwał  przy swoim stanowisku (a środek procesu to kiepski moment na zmianę zdania…) to pozostaje Ci:

  • w przypadku wykonania naprawy na koszt wynajmującego – podnieść zarzut potrącenia co sprowadza się do przedstawienia dowodów dotyczących kosztów naprawy oraz dowodu doręczenia wynajmującemu oświadczenia o potrąceniu.
  • w przypadku obniżenia czynszu – podnieść zarzut obniżenia czynszu. Tutaj konieczna będzie opinia biegłego, który oszacuje czy Twoja obniżka była zasadna (tutaj możesz zobaczyć dobrze napisane uzasadnienie w tego typu sprawie).

Potrzebujesz sprawdzonego wzoru umowy?

Umowa na obsługę kampanii Facebook Ads

Brak czasu na czytanie?

Zobacz także:

Podziękowania dla:

  • Photo by Cristina Gottardi on Unsplash