Kilka tygodni temu zadzwonił do mnie właściciel agencji, która właśnie zakończyła duży projekt brandingowy dla klienta z sektora medycznego.
Wszystko poszło zgodnie z planem – prezentacja, akceptacja, faktura.
Tyle że niedługo później klient odezwał się z pytaniem: „Czy ta nazwa została na pewno wymyślona przez Was, czy pomogła Wam jakaś sztuczna inteligencja?”.
W przypływie niewytłumaczalnej szczerości (powodowanej najpewniej nieskrywanym entuzjazmem dla nowych technologii) pracownik agencji postanowił się podzielić z klientem informacjami na temat WSZYSTKICH przypadków wykorzystania AI przy realizacji jego projektu.
No i się zaczęło…
Bo nawet jeśli agencja nie zrobiła nic złego – korzystała przecież tylko z narzędzia, które usprawnia pracę – to nagle pojawiła się masa pytań i wątpliwości.
Czy trzeba było klienta o TYM (korzystaniu z AI) uprzedzić? Czy można przenieść prawa autorskie do efektów pracy AI? Co w razie roszczeń?
Ten wpis jest o moim spojrzeniu na wykorzystywanie ai przez agencję. Zarówno od strony prawnej i praktycznej.
O tym, co mówi (i czego nie mówi) polskie prawo, a także o tym, co można uregulować umową. I jak nie wpaść w kłopoty, robiąc coś, co dla wielu stało się już codzienną praktyką.
Czytaj dalej >>>
„Zerwanie umowy z agencją” to mój bzik.
Każdy prawnik ma takiego SWOJEGO „bzika”.
To takie branżowe faux pas, „małe coś” co nas nadzwyczajne irytuje, rozsierdza nawet.
Przykład? Kolega po fachu toczy z ust pianę kiedy w mediach nie rozróżnia się „odrzucenia apelacji” od „oddalenia apelacji”.
I mogę mu mówić: wyluzuj, to tylko wiadomości.
Nie, będzie wygrażał pięścią redaktorowi na ekranie telewizora i złorzeczył jeszcze dobre 20 minut.
Moja małżonka z kolei zawsze obrusza się gdy słyszy o „urlopie tacierzyńskim”.
Ja? Mnie to nie rusza, no chyba że usłyszę o …..zerwaniu umowy z agencją.
Czytaj dalej >>>

Miało być o promptach, ale zacznę od słoni 😃.
Dobrych kilka lat temu miałem przyjemność odwiedzić sanktuarium dla słoni na Phuket w Tajlandii.
Zdjęcie, które widzisz po prawej wykonałem osobiście.
Pomyślisz pewnie, że jeżeli ten obraz namalował przedszkolak to wygląda całkiem spoko.
A jeżeli ja go „popełniłem”, to…nie ma się czym chwalić 😁
Tyle, że ten obraz „od zera” stworzył…słoń! 🐘 🐘 🐘
Czytaj dalej >>>
Edit: Jeszcze dobrze tego nie napisałem, a już idą zmiany. Zakaz reklamy aptek do likwidacji: https://biznes.pap.pl/wiadomosci/firmy/tsue-orzekl-ze-zakaz-reklamy-aptek-w-polsce-sprzeczny-z-prawem-unii-europejskiej
Wszystko zaczęło się od telefonu. Po drugiej stronie – właściciel popularnego portalu lifestyle’owego. Chciał opublikować artykuł o naturalnych kosmetykach. Tekst był gotowy, grafiki wgrane, a linki do apteki internetowej – już „w blokach startowych”.
I właśnie te linki przyprawiały autora artykułu o ból głowy.
– Panie Mecenasie, czy to może być uznane za reklamę apteki? – zapytał z niepokojem.
To nie pierwszy raz, gdy ktoś z branży marketingowej dzwoni do mnie z takim pytaniem. Granica między informacją a reklamą apteki jest zaskakująco cienka.
Właściwie to ciężko mówić o jakiejś granicy: wszystko co nie jest „suchą” informacją jest uważane za reklamę.
No a w tym konkretnym przypadku?
Artykuł miał charakter sponsorowany. To raz.
A apteka była wskazana jako miejsce zakupu kosmetyków. To dwa.
Sytuacja wyglądała więc na klasyczny przypadek reklamy pośredniej, czyli takiej, która nie mówi wprost „kup teraz”, ale… subtelnie zachęca do skorzystania z oferty…konkretnej apteki.
Dalszy los tego artykułu – i jego autora – zależał odpowiedzi na jedno zasadnicze pytanie: czym w świetle prawa jest „reklama apteki”?
Czytaj dalej >>>