Czy wiesz jak powstają moje umowy?
Na bazie praktyki 😃.
Jeżeli widzę powtarzający się problem na linii agencja marketingowa – klient to staram się go rozwiązać za pomocą umowy.
Taką częstą bolączką jest, że klient nie wdraża zaleceń agencji.
A nadal oczekuje, że wszystko będzie tip-top.
To jest dokładnie taka sytuacja jakby iść do dentysty z bolącym zębem, nie stosować się do zaleceń co do szczotkowania i oczekiwać że nigdy nie pojawi się próchnica.
Pozostaje tylko, jak to robi dentysta, edukować klienta i liczyć na to że się poprawi. Zmądrzeje.
Tyle, że w kwestii zębów każdy potrafi „połączyć kropki”.
Szczotkuję byle jak = kolejna wizyta u dentysty = kolejny wydatek.
Natomiast już w kwestiach marketingowych…oj, jest inaczej!
Niektórzy po prostu nie łączą własnych działań i zaniechań z marketingowymi wynikami.
Bo jak wyników nie ma to wiadomo…wina Tuska agencji!
Czy aby napewno?
Gdy klient nie wdraża zaleceń agencji
Na początek rozprawmy się z głównym problemem czyli, gdy klient nie wdraża zaleceń.
Tutaj sprawa jest jasna.
Jeżeli wykonałeś usługę, np: odwirusowania strony internetowej, to zapewne udzieliłeś klientowi kilku wytycznych jak w przyszłości uniknąć takich „przykrości”.
A co jeżeli klient zwyczajnie „pokiwał Ci głową”, a następnie wszystko zostało „po staremu”?
Otóż klient nie ma żadnych roszczeń do Twojej agencji.
Wykonałeś jednorazową usługę i nie dałeś (mam nadzieję 😉) żadnych gwarancji, że stan „odwirusowania” się utrzyma.
Nie muszę chyba dodawać, że nie musisz wykonywać drugi raz tej samej usługi, bo klient przyszedł z reklamacją, że znowu są wirusy…
To znaczy możesz, ale w ramach nowej umowy i (of course) nowego wynagrodzenia.
Gdy klient nie wdraża zaleceń…z umowy
Przy jednorazowych projektach Twoje zalecenia zapewne są czymś w rodzaju „dobrych praktyk”. Jeżeli klient skorzysta to fajnie, a jak nie to nie 😉.
Inaczej się sprawy mają, gdy obsługujesz klienta w sposób stały np: świadcząc usługę SEO.
Przy długofalowej współpracy „grzechy zaniechania” przez klienta mają przełożenie na to jakie są wyniki Twojej agencji.
Przykładowo klient może uporczywie duplikować kontent albo odmawiać zainstalowania certyfikatu SSL.
I na nic Twoje tłumaczenia, ze Google tego nie lubi i że ostatnie spadki pozycji najpewniej są przez TO….
Jeżeli klient nie wdraża zaleceń to pozostaje zrobić tylko jedno: zapisać „zalecenia” jako obowiązek wynikający z umowy.
Przykład dotyczący umowy o pozycjonowanie:
§13 Obowiązki KLIENTA
- W celu umożliwienia AGENCJI świadczenia Usługi SEO KLIENT zobowiązany jest:
- zapewnić AGENCJI nieprzerwany dostęp do Serwisu;
- zapewnić AGENCJI dostęp do Google Analytics oraz Google Search Console;
- zapewnić AGENCJI nieprzerwany dostęp do serwera FTP lub SFTP, a także do systemu CMS Serwisu;
- zapewnić AGENCJI uprawnienia na Serwisie umożliwiające jego edycję, a w szczególności zmianę treści jego podstron, elementów graficznych, znaczników meta tags (title i description) i nagłówków (H1, H2, H3);
- zapewnić utrzymanie i poprawne funkcjonowanie Serwisu, odnoszącej się do niego domeny oraz zainstalowanego na niej certyfikatu SSL;
Mając już zapisane obowiązki klienta „na sztywno” należy iść „za ciosem” i wprowadzić ograniczenie odpowiedzialności Twojej agencji:
Odpowiedzialność AGENCJI za poprawność Pozycjonowania Serwisu będzie odpowiednio ograniczona lub wyłączona w zakresie w jakim KLIENT naruszył swoje określone w umowie zobowiązanie do działania lub zaniechania;
Dzięki takiemu rozwiązaniu Twoja agencja nie będzie mogła być rozliczana z wyników, na które największy wpływ mają właśnie naganne praktyki klienta.
Gdy klient nie wdraża zaleceń, bo ich nie otrzymał
Jako profesjonalista w dziedzinie marketingu powinieneś zadbać o edukowanie swojego klienta.
Nie jest to jednak obowiązek prawny, a po prostu dobra praktyka.
Zresztą mam pełną świadomość tego, że łatwo to powiedzieć niż w praktyce zrobić.
Bo klienci są różni. Jeden uważa, że na marketingu „zjadł zęby” i nic więcej po prostu nie da się nauczyć.
A drugi może powiedzieć, że jemu ta wiedza nie jest potrzebna, bo właście za to płaci Twojej agencji żeby nie musiał się tym zajmować.
A co jeżeli taki „przeedukowany” lub „niedoedukowany” klient zaliczy wpadkę, która będzie miała wpływ na Twoje wyniki?
Cóż w naszym systemie prawnym znane jest pojęcie „przyczynienia się do powstania szkody”.
Wyobraź sobie, że Twoja agencja administruje stroną internetową i zgodnie z umową jest odpowiedzialna za to, żeby na ową stronę www nie było włamań.
Tyle, że owo włamanie miało miejsce…i to z opłakanymi skutkami.
A klient? Raczył akturat wtedy logował się do WordPressa z niezabezpieczonego, publicznego wifi w południowej Kambodży.
W takiej sytuacji przyjmuje się, że klient zachowawszy się nieodpowiedzialnie (delikatnie rzecz ujmując) jeżeli nie sprowadził tej katastrofy na swoją stronę to przynajmniej wydatnie się przyczynił do jej wystąpienia. A to ma przełożenie na odpowiedzialność odszkodowawczą Twojej agencji.
Jeżeli jednak miałbyś z tego wpisu wynieść tylko jedną rzecz to pamiętaj: klienta należy (i warto!) edukować. Nie jest jednak tak, że jak „mleko się wyleje” to zawsze jest wina agencji. Wręcz przeciwnie 😃.
Brak czasu na czytanie?
Zobacz także:
- Przestępstwa na szkodę Agencji Kreatywnej – dlaczego warto dochodzić swoich praw także na drodze postępowania karnego.
- Roszczenia klienta do Agencji Reklamowej – kiedy nie mogą powstać, kiedy się przedawniają i dlaczego mogą się nigdy nie przedawnić.




{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }